26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedział z drętwym wzrokiem utkwionym w stół, a w głowie huczało mu od tych wszystkich wspomnień. Kurwa, jak to wszystko się koncertowo spieprzyło. Przez tyle lat potrafili być blisko, normalnie gadać, śmiać się i myślał, że są nie do ruszenia. Byli tym podręcznikowym przykładem, że facet i dziewczyna mogą się przyjaźnić. Nawet jak działo się między nimi coś więcej... przecież to Gabriela zabrała mu dziewictwo, ona uczyła go, jak w ogóle rozmawiać z laskami, żeby nie wyjść na idiotę na pierwszych randkach. Wszystko było jasne, bez żadnych podtekstów. A teraz? Teraz każda nowa osoba, która pojawiała się w ich życiu, wywoływała pieprzoną wojnę i stawała się powodem do kłótni. Dopiero teraz, z perspektywy czasu, docierało do niego, jak na dłoni widać było jego zachowanie. Wcześniej też bywał zazdrosny, ale przymykał oko na te jej małe eskapady i przygody na jedną noc, bo wiedział, że tamci faceci byli tylko chwilową zabawą. Prawdziwy dramat zaczął się sześć lat temu, jak pojawił się ten cały Billy, dla którego Gabriela kompletnie straciła głowę – pierwszy i ostatni raz w życiu. Noe dał jej wtedy odczuć swoją zazdrość z pełną mocą, rzucał fochami, ale ona miała to głęboko gdzieś. Była zbyt pochłonięta uczuciem, które zwalało ją z nóg każdego pieprzonego dnia, żeby w ogóle zauważyć, co się z nim dzieje. A potem po prostu zniknęła. Jej powrót wcale nie przyniósł spokoju – stał się za to ciągiem kolejnych dramatów, gdzie przeszłość non stop mieszała się z teraźniejszością. Billy wciąż był między nimi, chociaż nawet nie było go w pobliżu. I najgorsze, że on dalej tu siedział, patrzył na nią i mimo tego całego syfu, nie potrafił po prostu odwrócić się na pięcie.
Prychnął cicho pod nosem, a napięcie, które gniotło go w klatce piersiowej, na moment odrobinę odpuściło. Spojrzał na nią z ukosa, kręcąc z niedowierzaniem głową. Ta dziewczyna była niemożliwa – przed chwilą niemal ryczała, a teraz potrafiła rzucić takim tekstem, jakby gadali o pogodzie, a nie o tym, że przespali się po pijaku i nawet tego nie pamiętała.
- Przestań pieprzyć, Gabriela - odpowiedział, choć w kąciku jego ust pojawił się cień krzywego uśmiechu. Może i chciał zachować powagę, ale jej żart trochę rozładował sytuację. - Nic nie musisz poprawiać. Było... normalnie. - Potarł twarz dłonią, wracając do rzeczywistości. No właśnie, śmieszki śmieszkami, ale temat dziecka i całego tego bagna wciąż wisiał nad nimi. - Nie powiedziałem ci, bo i po co? - dodał już zupełnie poważnie, patrząc jej prosto w oczy. - Rano w ogóle nie kontaktowałaś, a ja uznałem, że wywlekanie tego tylko wszystko skomplikuje. Zresztą, sama widzisz, co się dzieje, jak zaczynamy grzebać w przeszłości. Od razu jest dym. A teraz mamy na głowie ważniejsze sprawy niż ocenianie moich czy twoich łóżkowych popisów sprzed x czasu.
Noe podskoczył, kiedy Gabriela z hukiem zleciała z krzesła. Przez ułamek sekundy chciał zerwać się na równe nogi i pomóc jej wstać, ale zanim w ogóle zdążył zareagować, ona już zbierała się z podłogi, sycząc z bólu i rzucając pretensjami o Charly. Patrzył na nią i autentycznie zamurowało go. W głowie miał teraz jedną wielką pustkę i kompletny chaos. No nie, kurwa, ja już nic z tego nie rozumiem - pomyślał, czując, jak wzbiera w nim czysta frustracja. O co jej znowu chodzi z tą nagłą zmianą nastawienia?! Przed momentem była bliska płaczu, trzymała się za brzuch, panikowała, że nie ma gdzie mieszkać, że dziecko będzie chore, że próbowała ukraść dwa miliony baksów... a teraz? Teraz wystarczyło, że wspomniał o dziewczynie, z którą się spotyka, a ona nagle zapomniała o całym świecie, o ciąży, o lekarzach i dostała jakiegoś chorego napadu zazdrości czy pretensji. To było tak absurdalne, że aż bolały go zęby.
- Tak, dokładnie o tę Charly Hayes mi chodzi - odpowiedział szorstko, nawet nie próbując ukrywać, jak bardzo irytuje go ta jej nagła zmiana frontu. Oparł się mocniej o stół i zmierzył ją ciężkim wzrokiem. - I niby czemu mam o niej nie mówić? Spotykam się z nią, Gabriela. Chyba mam prawo układać sobie życie, skoro ty masz mnie głęboko w dupie? - Odetchnął głęboko, starając się opanować nerwy, choć czuł, że zaraz eksploduje - Przestań na moment fiksować się na jej imieniu i pomyśl logicznie - dodał, kręcąc głową. - Skoro jest szansa, że to moje dziecko, to chyba jasne, że muszę być wobec Charly szczery i jej o tym powiedzieć, zanim dowie się od kogoś innego. Ale ty nagle zapomniałaś o całym tym syfie, w którym tkwisz, bo usłyszałaś jedno imię? Serio? - Robił jej wyrzuty zapominając, że jeszcze całkiem niedawno sam robił jej sceny zazdrości o pierdolonego Billa.
Przewrócił oczami i westchnął głośno, czując, że zaraz znowu zacznie go boleć głowa. W tym momencie miał ochotę po prostu jebnąć drzwiami i zostawić ją samą z tym fochem z tyłka, ale nie potrafił.
- Tak, zabrałem ją na ten dach, Gabi. I tak, była zachwycona – uciął krótko, a jego głos ociekał irytacją. Założył ręce na piersi, nie spuszczając z niej oka. Ten jej nagły, sztuczny śmieszek wcale go nie rozbawił. Dobrze znał te jej zagrywki. - Przed chwilą ustaliliśmy, że zamykamy stare rozdziały i nie gadamy o innych ludziach, a ty pierwsze co robisz, to zaczynasz przesłuchanie o moją randkę. O co ci właściwie chodzi? - zapytał prosto z mostu, mrużąc oczy. - Bo jeszcze pięć minut temu ryczałaś przez hajs i lekarza, a teraz zachowujesz się, jakbym zrobił ci jakąś osobistą krzywdę, bo spotykam się z dziewczyną. Przestań w końcu kręcić i powiedz, co cię tak naprawdę boli, zamiast rzucać tymi swoimi złośliwymi tekstami.
Gabriela R. Blais
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Czasami człowiek pragnął znowu odczuć tę dziecięcą beztroskę. Zanurzyć się w chwilowej fantazji i stworzyć świat, gdzie liczyła się tylko dobra zabawa. Przypomnieć sobie pierwsze oznaki nastoletniego buntu i na nowo przeżyć te wszystkie pierwsze razy. Noe niemal od zawsze był przy jej boku. Dzielili większość tych wspomnień i zawsze byli dla siebie oparciem niezależnie od sytuacji. Czas ich nie oszczędzał. Zabawki się zmieniły, a ich wyobrażenia o życiu i o tym, kim są dla siebie, z roku na rok coraz bardziej się rozmijały. Na próżno było szukać między nimi już tego porozumienia. Błądzili po omacku próbując naprawić coś co dawno doprowadzili na skraj ruiny. Z tej drogi nie było już odwrotu.
- Normalnie? Auć… - to nie są słowa, które chce usłyszeć kobieta po wspólnej nocy. Podejrzewała, że w tamtym stanie nie była boginią seksu, ale nie przywykła z jego strony do tak oschłego traktowania. To budziło w niej tą małą chęć do zdobycia tego co było poza zasięgiem jej rąk. – Jak na kogoś, kto zarzeka się, że nasza przyjaźń powinna bazować na szczerości i zaufaniu, to postępujesz dość wygodnie. Ty mi robiłeś jazdy i sceny, ale gdy sytuacja robi się dla ciebie skomplikowana, to uciekasz.
Przestała masować swój obolały tyłeczek, gdy potwierdził tożsamość dziewczyny. Kurwa…
- Masz rację, to mój syf, jak słusznie zauważyłeś. Po prostu dobrze wiedzieć, że jak znowu nasza grupka się zbierze, to nasza kochana Charly może przyprowadzić ciebie. Mam wtedy udawać, że Ciebie nie znam? Teraz zabierasz się za moje koleżanki? – prychnęła i roześmiała się, bo nic innego nie pozostało jej w tej sytuacji. Bo jeśli faktycznie, to dziecko… Szykują się bardzo ciekawe tygodnie.
- Serio? Chcesz wiedzieć o co mi chodzi? CHCESZ?! – wystawiła palec wskazujący w jego stronę i powoli zmuszała go do cofnięcia. Nachyliła się nad nim, gdy w końcu opadł na kanapę i przez chwilę wpatrywała się w jego oczy, szukając odpowiednich słów. Tylko, że tutaj nic nie było racjonalne.
- To sobie kurwa poczekasz na odpowiedź, bo sama tego nie ogarniam. Przeszkadza mi, że spotykasz się z jakąś dupą. A teraz jestem wkurwiona, że to Charly. A jednocześnie chcę, żebyś był szczęśliwy. Plus jestem ciekawa. To popierdolone, ale w końcu taka jestem. Jednocześnie chcę, żebyś poszedł do niej, ale też chcę sprawić, żebyś o niej zapomniał... - przekrzywiła delikatnie głowę na bok, zerkając na jego usta. Wsunęła kolano pomiędzy jego uda i mocniej się nachyliła. Jej włosy delikatnie łaskotały go w policzki, gdy tkwiła w tej dziwnej pozycji nad nim, jakby chciała go pocałować. W końcu jednak odepchnęła się dłonią od kanapy i pokręciła głową.
Nie mogła go wciągnąć w tę gierkę...
Nie jego...
- Fajnie, że ta randka wam wypaliła. Potraktuj to jakie przyjacielskie zainteresowanie. - posłała mu znaczące spojrzenie, ale oboje przecież wiedzieli, że to wszystko było gówno warte.
Była zazdrosna. A przyjaciele czegoś takiego nie czuli względem siebie.

Noe Villeneuve-Scott
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”