Uniosła wysoko brwi w zainteresowaniu, gdy Finch wspomniała, że miała już pomysł na ich kolejne spotkanie. W głowie chodziło jej już dużo pomysłów, na jakie wiedziała, że stać blondynkę i już był gotowa wtrącić się, żeby chociaż raz nie wliczało to w sobie alkoholu, ale wtedy Kira wyznała, że chodziło jej o wieczorek zapoznawczy dla ich psów.
— Podoba mi się ten pomysł — skinęła głową. Salami nie miał wielu kumpli osiedlowych. Przez to, że mieszkali w bloku, a ona chodziła do pracy na soczystą szóstą rano, Whyprowadzała Salami o jakiejś piątej trzydzieści, zanim słońce jeszcze wzeszło, przez co nie spotykała za dużo psiarzy na spacerkach. Jak już to jakiś żuli przy ulicy, którzy ledwo co byli w stanie kogokolwiek zaczepić. Dlatego tym bardziej pomysł z zapoznaniem buldoga z Nyx brzmiał jej świetnie. — No to zostaje tylko pytanie, czy u mnie, czy jednak u ciebie? — blok mocno ograniczał im możliwości, gdyby cokolwiek poszło nie tak, dlatego raczej lepiej by było, gdyby spotkanie zorganizowały u Kiry w domu. Miała zapewne niewielki ogród i kawałek zielonej przestrzeni, na której z pewnością oba psiaki czułyby się komfortowo. Miała jeszcze coś dodać, ale wtedy wyrosła między nimi brunetka o zielonych oczach. Stevie.
— Daisy — przedstawiła się zaraz po Kirze i uśmiechnęła szeroko. Niesamowite jak człowiek o wiele bardziej czuł się komfortowo, kiedy w klubie zagadywała do niego kobieta, a nie mężczyzna. Od razu mięśnie mniej się spinały, a głowa nie tworzyła z góry planu ewentualnej ucieczki, gdyby zrobiło się zbyt niebezpiecznie. Ściągnęła brwi, gdy brunetka wspomniała, że kojarzyła Finch. — A skąd? — głupie pytanie. Pewnie miały jakiś przelotny romans. Nie wiedziała, jak to wyglądało w świecie kobiet homoseksualnych, ale chyba świat był jeszcze mniejszy niż w przypadku tych hetero, wiec to chyba nic dziwnego, że miała kilka znajomych twarzy na tego typu imprezie? Stevie jednak nie zdążyła odpowiedzieć, bo blondynka już ciągnęła ją do stolika. Daisy zeskoczyła z hokera i ruszyła za nimi.
— No jak to co jest do wygrania? — Stevie zaśmiała się na pytanie Finch i również objęła ją ramieniem, by po chwili odkręcić ją i pchnąć w stronę jednego końca stołu. — Wieczna chwała i uznanie. To za mało? — spytała zaczepnie, stając po przeciwnej stronie. — To jest Margaret — wzkazała krótko obięta dziewczynę, która już zaciskała piłeczkę w dłoni. Miała różowe włosy i koszule flanelową przewieszoną przez biodra.
— Siema — przywitała się koleżanka, a ona pewnie obie również podały swoje imiona. — To co? Gramy dwa na dwa, czy jeszcze kogoś werbujemy? Widziałam takie dwie laski jeszcze pod sceną, chociaż jedna już się trochę zataczała… — mruknęła pod nosem, rozglądając się dookoła, jakby chciała je namierzyć.
— Dobra, dawajcie same. Najwyżej jak nam się koleżanki szybko sprują, to znajdziemy nowe — puściła oczko do Daisy, a ta zaś spojrzała na Kirę. Bo co to niby było? Że co? Że miała sukieneczkę w kwiatki, to wyglądała na taką, co by się szybko nawaliła? Nie no teraz to musiały to wygrać! — To co, dla przypomnienia: w każdym kubeczku browarek, trafiasz to ktoś albo zeruje piwo ALBO robi zadanie, które jest spisane pod i kubek zostaje na następną rundę. Wygrywa drużyna, która pierwsza pozbędzie się wszystkich kubków przeciwników. Jasne? No to fajnie. To zaczynaj, K-Rush — powiedziała z wyzywającym uśmiechem, a potem cisnęła piłeczkę w stronę Kiry. Daisy natomiast zamrugała zmieszana, bo jak ona ją nazwała?
kira