and if I told you how this story ends
would you change a step you take?
Wszystko, co mówił do niej w samolocie, wzięła sobie do serca. Po części jej system obronny podpowiadał jej, że były to puste słowa rzucone przez niego na wiatr, ale z drugiej strony… widziała przejęcie w jego oczach. Ton głosu, jakim do niej mówił. Pełną determinację na jego twarzy, która musiała świadczyć o tym, że jednak mu na niej zależało, co nie? Chciała tak myśleć. Ale emocje, które ją przepełniały, buzowały w niej w tak niekontrolowany sposób, że po prostu chciała go zranić. Słowami, tym, co zrobi, wszystkim. Przez moment nawet przeszło jej przez myśl, że może ukartował to wszystko z Alexisem. Nie miało to najmniejszego sensu, ale jej mózg działał teraz w tak popierdolony sposób, że wmawiała sobie najgorsze scenariusze. Znalazła się w innym kraju, w mieście z mężczyzną, który ją zostawił, byle tylko teraz, po paru ładnych słówkach, zabrać ją do łóżka? Nawet nie było jej stać, żeby tak po prostu kupić sobie powrotny bilet bez brania dodatkowych zmian. Tym bardziej nie było jej stać na nowy pokój w Vegas, bo było tutaj cholernie drogo. Nie chciała go słuchać.
Nie miała siły.
Była tak cholernie zła.
- Skończ z tymi przysięgami, bo już w nic mi się nie chce wierzyć, Aiden - mruknęła tylko, starając się jakoś opanować. Ale wtedy zirytował ją jeszcze bardziej, pytając, czy w ogóle siebie słyszała. Robił z niej wariatkę? Zatrzymała się na chwilę, żeby na niego spojrzeć,
- Ja już nic nie wiem. Jesteście wszyscy siebie warci - dodała, czując, jak zaciska jej się gardło.
- Dobrze, więc nawet nie myśl o dotykaniu mnie, bo już więcej tego nie zrobisz. - Nie miała tego na myśli. Nie chciała tego mówić. A i tak wyrzuciła to z siebie. Poczuła się z tym źle, jednak zamiast się wycofać, zamiast sprecyzować, zamiast powiedzieć, że była po prostu zraniona i przestraszona, wyjęła tylko ciuchy i zamknęła się w łazience. Poczuła ścisk w sercu, gdy nazwał ją zdrobniale. Przez moment opierała się plecami o drzwi łazienki, z dłonią zawieszoną przy zamku. Chciała je odkluczyć. Otworzyć. Przeprosić go i przytulić się do niego, bo przecież tego chciała najbardziej. Chciała schować twarz w jego koszulce, poczuć jego dłonie na sobie i udawać, że wszystko dało się jeszcze poskładać. Ale nie mogła. Nie potrafiła.
'cause I'm scared
of all that I don't know
To poczucie zdrady, świadomość, że nie zasługiwała na nic, że rozczarowanie towarzyszyło jej już przez tyle lat, że powinna była do niego przywyknąć, a mimo to bolało tak samo jak wtedy, gdy ją zostawił, gdy nie widziała go przez cztery dni… wszystko wróciło. Była gotowa się zasabotażować. Odepchnąć go od siebie, byleby tylko mniej bolało. Byleby tylko jeszcze bardziej nie poddać się swoim uczuciom i miłości do niego, bo jeżeli teraz bolało tak bardzo, to co będzie, jeśli jednak mu się odda? Jeśli uwierzy? Jeśli zaufa? A za tydzień albo dwa on stwierdzi, że jednak mu się znudziła? Że jednak nie chciał spróbować? Że walka o nią i jej zaufanie była czymś zbyt trudnym do ogarnięcia, a on wolał zacząć z kimś od początku?
No właśnie.
Dlatego kiedy wyszła już całkowicie ogarnięta i stanęła przed nim, wiedziała, że nie będzie miała mentalnej siły na rozmowę bez rozpadania się na kawałeczki. Bez zakończenia nocy w jego ramionach. Bez mówienia mu, jak bardzo go kochała. Wiedziała, że musi rzucić w niego czymś, co zaboli. Czymś, co nie będzie miłe. I instynkt jej nie oszukał, bo chwilę po tym, jak powiedział, żeby porozmawiali, rzuciła tekstem o jego byłej dziewczynie. A szok, który pojawił się na jego twarzy, kupił jej wystarczająco dużo czasu, żeby wydostać się z hotelu.
Siedziała na stołku przy barze, wpatrując się w telefon, który leżał przed nią na blacie, i w alkohol wirujący w szklance przez to, że mieszała go słomką. Była cholernie zła na Aidena. Jak już myślała, że może dadzą radę jakoś się dogadać, to musiał wywalić z tym jednym łóżkiem. W zupełnie innej sytuacji nie miałaby z tym problemu. Przecież sypiali ze sobą. Znał każdą najmniejszą bliznę na jej ciele. Ale tu nie chodziło o to. Tutaj chodziło o fakt, że ten pokój był zabukowany w momencie, kiedy ona już nie chciała go więcej widzieć. Miała wrażenie, że wszystko wokół niej się sypało. Że może faktycznie nie zasługiwała na swój happy ending.
and I'm scared, but I know it's not for long
'cause I'm learning what I should've learned before
Mieszkała sama odkąd skończyła osiemnaście lat. Jej ojciec był wtedy na tyle hojny, że opłacił jej kilka miesięcy czynszu z góry, ale to szybko się skończyło w momencie, gdy poznał swoją kobietę. Musiała dorosnąć i zadbac o siebie, a jakiekolwiek bliższe relacje z mężczyznami kończyły się jedną nocą w jej albo ich mieszkaniu. Bała się, że faktycznie nie była zdolna do kochania bez żadnych destrukcyjnych skutków ubocznych. Najpierw Lexie, do którego lgnęła w momencie, gdy powiedział, że ją chciał. A potem O’Cahallan. Mężczyzna, który jasno powiedział jej, czego chciał i czego oczekiwał, a ona z premedytacją wchodziła w to głębiej i głębiej. Wiedząc, że to już nie był zwykły układ. Że to było coś tak poważnego, że każda chwila spędzana bez niego sprawiała, że czuła się, jakby nie mogła oddychać.
Tamta podróż w samolocie tylko jej to uświadomiła, bo pomimo tego, że była na niego wściekła, sama jego obecność jednocześnie ją uspokajała. Chciała wielkiej miłości. Gestów z jego strony. Chciała, żeby walczył, żeby się starał, żeby pokazał jej, że jednak była dla niego kimś więcej. A teraz, gdy naprawdę próbował, ona swoją złością sama go odpychała. Może się bała? No bo jeśli jeszcze raz się na niego otworzy, jeśli znowu mu zaufa, to skończy się to dokładnie tak samo. Da się ponieść emocjom tylko po to, by dojść do wniosku, że jednak nie zasłużyła na jakiekolwiek uczucia z jego strony.
Chciała mu utrzeć nosa.
Była złośliwa, nie mogła tego nawet przed sobą ukrywać. Odwaliła się tak tylko dlatego, że jeszcze dwa tygodnie wcześniej ubrałaby się tak dla niego. Potrzebowała mu przypomnieć to, co miał na co dzień przez ostatnie dwa miesiące. To, co był gotowy stracić. Teraz jednak, po wysłaniu mu tych smsów, nie była usatysfakcjonowana. Wręcz przeciwnie. Czuła gorzko-słodki smak w ustach i wcale nie był to posmak alkoholu. - Śliczna jesteś. Wrócimy do mnie? - zapytał mężczyzna, który kupił jej drinka.
- Nie, dzięki - odparła, zerkając na jego dłoń na swoim udzie. Dłoń, która przysuwała się coraz wyżej w przerażającym tempie. Zmarszczyła brwi i już chciała mu powiedzieć, żeby zabrał tę łapę, kiedy usłyszała znajomy głos. Obróciła się i zobaczyła wkurwionego Aidena. Uchyliła usta z zaskoczenia, gdy odepchnął od niej tamtego obcego mężczyznę. - To twój facet? - zapytał koleś, chwiejnie opierając się o stołek. Vita spojrzała tylko pomiędzy nim a Aidenem. Nie wiedziała, co powiedzieć. Odetchnęła z ulgą, gdy mężczyzna się wyprostował i przez sekundę wydawało jej się, że może po prostu odejdzie. Ale on dalej patrzył z furią w oczach na płomiennowłosego, więc szybko zsunęła się ze stołka i stanęła między nimi.
that all we are is a light into the darkness
and all we are is time that's counting down
Stała plecami do swojego... nie wiedziała kogo. Uniosła dłonie ku górze.
- Uspokój się - rzuciła do mężczyzny. Tylko że ten wziął zamach. A chwilę później poczuła uderzenie na policzku. Holloway zrobiła krok w tył, uderzając plecami o klatkę piersiową Aidena. Na moment ją zamroczyło. Przyłożyła palce do policzka, na koniuszkach palców poczuła krew, i przeklęła pod nosem. Odwróciła się tylko do Aidena, który już po chwili ujmował jej twarz w swoje dłonie. I przez zaszklone oczy zobaczyła coś, czego wcześniej jeszcze u niego nie widziała.
f u r i ę
Cholera. Zazwyczaj w takich sytuacjach podchodził do wszystkiego z w miarę stoickim spokojem. A wtedy mogłaby przysiąc, że naprawdę byłby w stanie go zabić. Odwróciła się dopiero po chwili, słysząc huk upadającego ciała.
- Aiden, chodź! - krzyknęła szybko. Ale zanim zdążyła chwycić go za dłoń, jakiś inny mężczyzna podszedł do nich z boku, zamachnął się i uderzył go szklaną butelka... Widać było, że próbował trafić w głowę albo skroń, ale O’Cahallan był od niego wyższy, więc Vita zobaczyła tylko, jak szkło rozbija się na jego nosie. Przerażona miała nadzieję, że odłamki nie trafiły mu do oczu. Barman zaczął przeklinać, że rujnują mu noc, ochrona zaczęła powoli się zbierać, a Holloway tylko chwyciła Aidena za dłoń, zgarnęła swój telefon z baru, wsunęła go do torebki i wybiegli na zewnątrz, przedzierając się przez tłum ludzi. Dopiero po chwili przestali biec. Odwróciła się do niego, stanęła na palcach i chwyciła jego twarz w obie dłonie. Z jego nosa jak i grzbietu spływała krew.
- Jezu, Aiden, przepraszam - wyrzuciła z siebie, wpatrując się w niego przerażona.
- Musimy iść do szpitala, żeby sprawdzić, czy nie jest złamany.- Rozejrzała się szybko, zanim pociągnęła go za rękę i oparła o murek, żeby usiadł.
- Zaraz wrócę - rzuciła. Pobiegła do jakiegoś innego pubu, gdzie poprosiła o czysty ręczniczek i lód. O dziwo nawet się zgodzili, więc po chwili wybiegła z powrotem i podbiegła do niego.
- Dobra, jestem. Będzie bolało - uprzedziła. Stanęła między jego nogami, najpierw wycierając krew, która zdążyła już częściowo zaschnąć, a później przykładając ręczniczek do jego nosa, żeby upewnić się, że przestanie lecieć. Cały czas spoglądała na niego raz po raz, kompletnie nie wiedząc, co ma powiedzieć.
W końcu to była jej wina.
Kiedy upewniła się, że wszystko było w miarę okej, przyłożyła jeszcze lód do grzbietu jego nosa, wcześniej sprawdzając, czy nie zostały tam żadne kawałki szkła. Przytrzymywała okład przez chwilę, próbując uspokoić oddech.
- Nie wygląda na złamany, ale będziesz miał bliznę - mruknęła pod nosem. Opuściła okład i odłożyła go obok niego.
- Przepraszam za to, co ci powiedziałam wcześniej w hotelu. I za to, że tak wybiegłam. I za te smsy - powiedziała cicho, patrząc w jego tęczówki.
- I przepraszam, że dostałeś w nos przeze mnie, bo wiesz... masz bardzo ładny nos i podobał mi się. - Wysunęła dłoń ku górze, gładząc jego policzek.
- Teraz też mi się podoba - mruknęła jeszcze ciszej. Próbowała się uśmiechnąć,
- Przynajmniej dotrzymałeś swojej obietnicy, że jednak mnie dogonisz, eh? - Chciała jakoś rozbić tę napiętą atmosferę. Jakoś przykryć to przerażenie, które nadal ściskało ją za gardło. Po chwili przytuliła się do niego i po prostu tak tkwiła, wtulona w jego ciało. Nie była pewna, co ma jeszcze powiedzieć. Wciąż była zraniona. Wciąż smutna, że tak się wobec niego zachowała. Przerażona tym, jak szybko wszystko mogło pójść nie tak... ale była też pewna, że już nigdy nie będzie w stanie pokochać nikogo tak mocno jak jego. Walczył o nią. I…
- Ochroniłeś mnie - dodała cicho. Dotrzymał kolejnej obietnicy, na której tak naprawdę zależało jej najbardziej. Bo pomimo zagrożenia i całego tego chaosu, to właśnie przy nim czuła się...
n a j b e z p i e c z n i e j
let go, give these ghosts a new home
let's bury our past, and our fears, and all these bones
you are my safe place ❤︎