47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie odbierz tego jako prawienie jakichś morałów z mojej strony bo daleki jestem od emocjonalnie dojrzałego mężczyzny, ale tu nie chodzi o to, że wszystko musi być jakąś lekcją. Czasami życie po prostu się wydarza. Część historii i tyle. Czasami dobra, czasami zła, a czasami... Po prostu jest. - wzruszył jedynie ramionami ponieważ znał kilka osób, które próbowały wszystko w swoim życiu traktować jako jakaś lekcję i zbyt często kończyli po prostu w jakiejś mentalnej spirali, która wydawała się nie mieć swojego końca.
Nie zamierzał jakoś specjalnie przekonywać jej do swoich racji. Każdy miał swoją wizję na świat i powinien się jej trzymać. Magnus był zdecydowanie za stary żeby naprawiać świat, a tym bardziej ludzi. Wystarczająco stary natomiast by zaoferować jej nieco tego, czego nauczył się po drodze. Bo dobrze było uczyć się na swoich błędach, ale jeszcze lepiej na cudzych. To o czym rozmawiali nie było dla niej łatwe. Widział to i coraz bardziej wierzył w to, że w historii zabójstwa jego brata mogła być rzeczywiście niewinna. Zawsze istniała szansa, że mogła być w tym wszystkim jakaś gra. Coś, czego nie wiedział. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy piękna kobieta zdołała go oszukać. Tylko on również był z tych osób, które uczyły się na błędach. Jego ciało nadal nosiło znamiona tamtego razu, więc teraz podchodził do tego dość ostrożnie.
- To pewnie ten moment, w którym powinienem powiedzieć, że mi przykro. - uśmiechnął się do niej nieco zaczepnie, chociaż pewnie nie powinien - Wybierz kierunek, a ja wyślę Ci swoje propozycje. - odpowiedział jakby to było całkowicie normalne, bo dla niego było.
- Dwuznaczny? - zmarszczył lekko brwi spoglądając w jej stronę - Masz aż tak wścibskich sąsiadów? - zaśmiał się cicho - Myślę, że mimo wszystko wizyta szwagra nie będzie odczytana dwuznacznie gdy tylko wyjdzie na jaw kim jestem. - o tym mógł ją z dość dużym przekonaniem zapewnić - Z resztą mam pewne moce sprawcze by niektóre artykuły nie ujrzały światła dziennego. Nie martw się. - uśmiechnął się do niej w pewien sposób pokrzepiająco.
Nie musiała mu tłumaczyć jak trudno jest być kobietą w pewnych kręgach. Jeden błąd, którego nie popełni ponownie to właśnie niedocenianie kobiet. W swojej karierze wiele osób próbowało targnąć się na jego życie, lecz tylko jedna była naprawdę blisko. Właśnie kobieta. W świecie, do którego jeszcze kilka dekad temu przynależał podział płci nie był ważny. To właśnie kobiety były wielokrotnie o wiele niebezpieczniejsze od mężczyzn. Potrafiły być przebiegłe. Potrafiły patrzeć kilka kroków do przodu. Zabójcy... Często byli dość prostolinijni. Dobrzy w jednej rzeczy. Robili to dla pieniędzy. By zaspokoić swoje pragnienia. Nie, to zabójczyń należało się bać. Dlatego nawet jeśli Josephine powoli go do siebie przekonywała, pozostawała jeszcze długo droga zanim będzie mógł ją całkowicie wykreślić z kręgu podejrzeń.
Podobała mu się jej pewność siebie, którą na początku tak otwarcie nie emanowała. Zaczynał widzieć pewne cechy, które pewnie widział również Noah. Tym bardziej ciężko było mu pojąć co działo się w głowie jego brata, że postanowił znaleźć sobie jakąś gówniarę do romansu. Jeśli Josephine czekała na niego w domu i zdawała się rzeczywiście coś do niego czuć? Cóż... Jego opinia o bracie stawała się po prostu coraz gorsza. Zawsze wiedział, że był małym człowiekiem, ale dopiero teraz okazywało się jak małym.
- Wiem, że to nic nie zmienia, ale przepraszam za niego. W imieniu swoim i swojej rodziny. - powiedział powoli wstając z fotela i odkładając swój kubek na stolik.
Wydawało mu się, że tak po prostu należało. Nie był odpowiedzialny za akcje swojego brata, lecz jako najstarszy z rodzeństwa i ten najbardziej życiowo uzdolniony czuł, że powinien chociaż zaoferować te przeprosiny.
- Miał ostatnio jakieś kłopoty? Zmieniło się coś w jego sprawach finansowych? Jakieś nowe zegarki, samochód? - wiedział, że jego brat lubił pewne pozory.
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć ktoś zadzwonił do drzwi jej posiadłości. Magnus uniósł jedynie dłoń pokazując jej by dała mu chwilę. Zniknął na chwilę z zasięgu jej wzroku, a gdy wrócił trzymał w ręku papierową torbę z logo jakiegoś marketu.
- Może nie jestem francuskim szefem kuchni, ale obiecuję Cię nie otruć. Chodź. - mówił to z tym tonem, który był przyzwyczajony do nie napotykania sprzeciwu.
Swoje kroki skierował do kuchni, której jeszcze nie widział. Miał to do siebie, że był pewny siebie i lubił się rządzić. To przywilej człowieka, który prowadzi własną firmę od lat i zawsze właściwie był sam. Odłożył zakupy na blat, ściągnął marynarkę i zawiesił ją na oparciu krzesła. Zaczął podwijać rękawy szukając sobie jakiejś deski do krojenia, noża.
- Więc jest coś jeszcze co możesz mi powiedzieć o Noah w tych ostatnich tygodniach? - spojrzał na nią zaczynając kroić cebulę, chorizo oraz cheddar nie musząc właściwie nawet patrzeć na ręce.
Z nożem radził sobie bardzo profesjonalnie. Pewnych rzeczy nie dało się niestety ukryć. Podobnie jak kilku małych, cienkich blizn na przedramionach, które jedynie minimalnie odznaczały się jaśniejszą barwą na jego skórze.
W takim, mniej formalnym, wydaniu mógł z niej wyciągnąć o wiele więcej. Gdy będzie mniej skupiona na przeżyciach oraz wspomnienia, a bardziej na tym, że ktoś rządzi się w jej kuchni.

Josephine M. Pemberton
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”