28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Daughters of darkness
Sisters insane
A little evil
Goes a long, long way
We stand together
No we're not afraid
We'll live forever
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było powodów do tego, aby nie zachwycać się gorsetem Dorothy. Był wyjątkowo dobrze dobrany, a w dodatku ten delikatny haft na materiale, który dostrzegła, gdy tylko dziewczyna zbliżyła się do niej na tyle, aby dać jej w łeb patykiem. Zupełnie bez powodu stanęła jej przed oczami scena z Mojego brata niedźwiedzia, w której Kinai także był dyscyplinowany kijem. Zero związku z jej własną sytuacją. Serio.'
— Załatw mi jej wymiary, a zobaczę, co da się zrobić — odszepnęła Hallowi, gdy tylko zamarzył mu się gorset dla Langusty.
Rozumiała go doskonale. Sama lubiła dziewczyny w gorsetach oraz być jedną z nich. Chociaż mężczyźni również potrafili w nich wyglądać oszałamiająco. I inni. Płeć nie miała znaczenia tak długo jak był odpowiednio wykonany oraz dobrany do sylwetki noszącego. Inaczej tylko pojawiało się narzekanie, że dusi i trudno oddychać, a ktoś po prostu dał ciała z rozmiarówką.
Przynajmniej udało im się ustalić lidera, którym został Jason. Otrzymał świecę i mapę, a do tego jeszcze ostatnie ostrzeżenia i już całą ekipą mogli ruszać przez las tam, dokąd mapa ich zaprowadzi, a panowie rozpoczynali oraz kończyli cały pochód kowenu. Mogły czuć się zatem w miarę bezpiecznie, ale czy na pewno?
Nie uszli nawet specjalnie daleko, gdy już ktoś im zagrodził drogę. Ucharakteryzowany na taniego diabła z Temu aktor, zaczął mówić coś o złym oku i biegać pomiędzy nimi. Nie była w stanie zapanować nad swoimi odruchami i w reakcji na to plaśnięcie czarną mazią w policzek, automatycznie strzeliła facetowi plaskacza, aby pokazać mu, że ona też tak może.
— Oj… Sorry — przeprosiła go niemal od razu lekko zmieszana i zastygła tak z tą farbą o dziwnej konsystencji na twarzy.
Leśny strumień był bardziej bajorkiem w wanience podobnej do tej, w której była kąpana za dzieciaka, a w której potem matka przemywała ogórki, gdy robiła zaprawy na zimę. Zapewnili jej prawdziwą podróż w krainę wspomnień. Tylko, że nie mogła zapomnieć o tym, że przyświecał im konkretny cel.
— Dzięki. Zawsze możemy zrobić powtórne Halloween — zasugerowała, gdy tylko Jamie wyznała, że o wiele bardziej woli jej sesje od tego LARPu, ale w sumie… nie był on wcale taki zły.
Czyści i zadbani mogli ruszyć w dalszą drogę. ruszając za swoim liderem. Całe szczęście, że tym razem zamiast wpaść w jedna z pułapek, natrafili na coś, co naprawdę mogło im się przydać. Materiały umieszczone w krypcie pozwalały im na poznanie położenia konkretnych ołtarzy. Tyle dobrego, że chłopaki dzielnie rozbroili te ciężkie płyty, które przykrywały ich skarb.
— Okay, z tego, co widzę to powinniśmy chyba przejść tędy do najbliższego ołtarza. Idziemy? — zapytała, gdy tylko odczytała wskazówki.
Jak powszechnie wiadomo: Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Dlatego też zgrupowali się ponownie i obrali odpowiedni kierunek. Lepiej było mimo wszystko się nie rozdzielać, bo nie wiadomo, co jeszcze mogło na nich czekać w zaroślach lub mniej uczęszczanych ścieżkach… Za to po krótkim marszu okazało się, że jednak ktoś na nich czekał na nich Arcykapłan w zdobionych szatach sięgających leśnego runa i naciągniętym na głowę kapturem. W ręku dzierżył ogromny kostur i nawet nim trzasnął o ziemię niczym Gandalf, co było wyraźnym sygnałem do nich, że you shall no pass.
— Stójcie, młodzi czarownicy! - zagrzmiał potężnym głosem. — Tylko ci o silnej wierze mogą dostąpić do ołtarza naszego Pana! Udowodnijcie swe oddanie wobec niego! — wycelował jeszcze palcem w ich zgraję, kontynuując z niezwykłą powagą. — Jedno z was musi poświęcić coś istotnego dla siebie, abyście wszyscy mogli przejść dalej!
— No dobra — Erika westchnęła tylko i zaczęła podciągać spódnicę swojej sukni, a Arcykapłan na ten widok wytrzeszczył oczy tak, że widać to było nawet pod kapturem jego szaty.
— Drogie dziecię, ale… Ee… Nie przyjmujemy ofiary złożonej z dziewictwa! — zastrzegł od razu, a w jego głos wkradła się nerwowość.
— To dobrze, bo na to jest już nieco za późno — odparła, nie przerywając swojego zajęcia.
Lindberg zdawała się kompletnie nieporuszona tym wszystkim i wciąż majstrowała przy spódnicy, aż w końcu wyciągnęła coś spod jej materiału. Podwiązka. Zsunęła ją ze swojego uda, a teraz podeszła do kapłana i wyciągała ją do niego w oferującym geście.
— Jest bardzo cenna. Przyniosła mi sporo szczęścia — zapewniła jeszcze aktora, ale ten tylko powiódł wzrokiem po pozostałych.
— Ktoś ma coś innego? — zapytał z nadzieją, ale Erika westchnęła raz jeszcze i wepchnęła mu do ręki podwiązkę, a następnie wyminęła, aby ruszyć w stronę tego przeklętego ołtarza.

RZUT: KLIK
11. Drogę zagradza Wam aktor w szatach Arcykapłana, jedno z Was musi poświęcić coś cennego, żebyście mogli przejść dalej. (+0 pkt)

WYNIK DRUŻYNY: 0 pkt

Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
Knock, knock
Who's there?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Wszystko okej? - nie spodziewał się że tak szybko będzie musiał stawać w obronie Jamie. Całe szczęście sowa okazała się niegroźna. Przeleciała obok, pohukując na nich i poszybowała na wysoką gałąź, gapiąc się na nich wielkimi oczami. Jason to był nawet pod wrażeniem, jeszcze mu się nie zdarzyło oglądać sowy tak na dziko.
- Serio ja faktycznie przewodzę? - zamrugał zaskoczony. Naprawdę się nie spodziewał. Takie losowania nigdy nie szły po jego myśli, zwykle robił za szaraczka, jednego z wielu, ale jak widać los dziś się do niego uśmiechnął. Albo go przeklął, to jeszcze się okaże. W każdym razie Jason dumnie wziął od Dorothy świecę i mapę - Przyrzekam bronić tego kowenu za wszelką cenę! - ogłosił uroczyście, zerkając potem z rozbawieniem na resztę. Dobrze że to była tylko zabawa, bo gdyby miał im przewodzić w prawdziwym życiu, pewnie źle by się to skończyło. - Koniec pogaduszek, idziemy drużyno!
Dobrze że ścieżka była w miarę dobrze oznaczona i oświetlona, bo przecież nie pomyślał nawet o tym, żeby wziąć ze sobą latarkę. Z resztą, pewnie zaraz by mu ją ktoś zabrał albo po prostu kazał wyłączyć. jeszcze by dostał kijem po łbie jak wcześniej Alex, a tego wolał uniknąć. Nie po to sobie układał fryzurę przed wyjściem tyle czasu.
Trzeba przyznać że nawet on podskoczył, kiedy nagle zza krzaków wybiegło pierwsze straszydło. No, nie było oczywiście przerażające, po prostu go to zaskoczyło. Czy była to kwestia tego, że trzymał zapaloną świecę, czy może aktor faktycznie sam czuł respekt przed napakowanym wodzem - w każdym razie lico Jasona zostało nietknięte. I dobrze, kurde, nad makijażem może jakoś długo nie siedział, ale też wolał żeby mu go nie rujnować.
- Jamie, spokojnie. To tylko pewnie jakaś pasta charakteryzatorska - za bardzo się przejmowała. Przecież nikt nie mógł ich tutaj wysmarować czymś szkodliwym. Przynajmniej w teorii. - Dobrze, zatem do leśnego strumienia, raz, raz. - zarządził, tym razem zamykając pochód i pilnując aby nic na nich nie wyskoczyło od tyłu. - Nie no, bez przesady, jeśli określili to "strumieniem" to sie mogli troche bardziej postarać. Już "studnia" by tu bardziej pasowała - skomentował krótko, patrząc krytycznie na wanienkę - Już? Duch kowenu oczyszczony?
Dobrze że chociaż przez chwilę potem mieli spokój, a zamiast z demonami musieli uporać się z zagadkami i kłódkami. Całe szczęście że nie pominęli tego domku - niby był całkiem dobrze oznaczony i oświetlony, ale cholera wie, znajdowali sie w końcu w środku lasu w nocy. Jason porównał mapę z tą, którą dostał wcześniej od Dorothy.
- No i ładnie, może pójdzie sprawniej. Ta, idziemy tędy - potwierdził Erice. Uśmiechnął się, nie wiedząc, że już zaraz czekała ich kolejna przeszkoda. Widząc kolejnego aktora, Jason westchnął cicho. Póki co wyglądało na to, że ilekroć natykali się na ludzi, to czekało ich jakieś utrudnienie. Jego domysły tylko sie potwierdziły, kiedy czarownik zażądał od nich jakiejś ofiary. Sam nie miał przy sobie za bardzo nic poza telefonem, kluczykami i portfelem - i oczywiście mapami i świecą. Nic więc nie mógł poświęcić. Ale parsknął srogo, widząc co Erika zaoferowała jako haracz - a także gdy usłyszał dokąd pobiegły myśli biednego czarnoksiężnika. - Przez chwilę myślałem, że dasz mu swoje majty.
Może to właśnie dlatego że Lindberg NIE zaoferowała swojej bielizny, kilka chwil później, gdy przechodzili pomiędzy dwoma dorodnymi sosnami, na dziewczynę wyskoczył kolejny aktor. Ubrany w czarne łachmany typek dopadł do Eriki, oplatając ją... pajęczyną w spraju? Dziewczyna to miała dzisiaj wybitnie pecha do bycia obsmarowywaną różnymi dziwnymi paskudztwami!
- Stójcie, intruzi! Wkroczyliście na terytorium kowenu Kruczych Dzieci! Wasza lekkomyślność sprawiła, że naraziliście się na niebezpieczeństwo! - zaczął huczeć obszarpaniec, prędko chowając puszkę spraju gdzieś w odmętach swojej szaty - Krucze Dzieci pilnie strzegą swoich tajemnic i ukarzą każdego, kto spróbuje im je wykraść. A ty, niewierna! - tu wskazał na Erikę - jako pierwsza się o tym przekonałaś! Magia cię unieruchomiła, a zaklęcie będzie trwać dopóty dopóki oni nie odprawią właściwego rytuału! - zakończył swoje zawodzenie, znikając w ciemności.
Jason spojrzał po reszcie swojego kowenu, spojrzał na biedną upaćkaną Lindberg.
- No dobrze kochani, ustawmy się w kółku wokół naszej zniewolonej siostry. Trzeba ją uwolnić! - zawyrokował. Kiedy wszyscy faktycznie ustawili się dookoła dziewczyny, Jason postawił na moment świecę na ziemi, a potem polecił reszcie złapać się z pozostałymi za ręce. - Znacie onse madonse? - wyszczerzył się głupio. nawet jeśli ktoś nie był zaznajomiony z tą wyliczanką, nauka poszła im dość sprawnie. Rytuał odbębniony, można było ruszać naprzód. - Erika, trzymaj sie może w środku grupy to cię nikt znów niczym nie ujebie.


RZUT: KLIK
8. Przekraczacie niewidzialną barierę postawioną przez wrogi kowen. Jeden z Was zostaje unieruchomiony przez aktora, dopóki reszta nie odprawi rytuału oczyszczenia (rzućcie kostką lub wybierzcie, kto został unieruchomiony!). (+0 pkt)

WYNIK DRUŻYNY: 0 pkt

Alexander Hall august winters Cassandra Wildbird Erika Lindberg Jamie Park
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

Z główą w chmurkach podążała za Jasonem, ich liderem, wyobrażając sobie, jak to zajebiście będzie, kiedy Eryczka pomoże jej wybrać ten gorsecik, w którym rzuci zaklęcie albo dwa na Alexa w sypialni, ale zanim zdążyła dalej pośnić na jawie, rozproszył ją ten ziomek, co darł się wniebogłosy, że byli naznaczeni. Boruta z temu umorusał jej twarz i cholera, no była wkurwiona, bo halo, jak śmiał wyrwać ją z tego jej little heaven? Zmarszczyła nos, czując, jak Jamie rozmazywała tę maź na jej buzi. - Błagam cię, tylko powiedz mi, że to nie jest nic trwałego - parsknęła śmiechem, zanim zauważyła, że chłopaki już zmazali z siebie to badziewie. No ale anyways, pomogły sobie nawzajem i już były piękne, ładne, cud miód i syropek klonowy jeziorkiem Ontario płynący.

Idąc w stronę dziwnego budynku, cały czas miała wrażenie, że coś ich obserwowało. - Cass, mam złe przeczucie. Cholera, co jeśli to ten szop z imprezy i przyprowadził rodzinę? Szopi, szopi, śmierć nadchodzi, czuję to w moim metalowym biodrze - rzuciła, patrząc, jak chłopaki wchodzili z Jamie i Eryczką do środka, podczas gdy ona i Cass zostały jedną nogą w krypcie, drugą na korytarzu chroniąc tyłów, okeeej?! PS Tak, Augustynka miała metal w nodze i była w połowie transformersem, hehe. Spojrzała na mapę umorusaną sztuczną krwią, uśmiechnęła się i puściła oczko do Alexa, bo halooooo, wyglądał hot. Ale dobra, słuchała teraz Eryczki i zamrugała kilkakrotnie. - Ołtarza? No ja nie wiem, to się źle skończy i ktoś zostanie złożony w ofierze. - Za dużo horrorów się naoglądała, okej? Niczemu tutaj nie ufała! No ale szła z resztą ludzików za prowadzącym ich Jasonem. No i kurwa, jak na zawołanie wyłonił się ten Arcykapłan, który kazał im coś złożyć w ofierze. Przyglądała się Eryczce, kiedy ta oddawała mu podwiązkę. Damn. HOT MUCH? Kojarzycie te scene z filmu 'Maska' gdzie mu kopara opada? no właśnie, just gonna leave it there. - Nie przestajesz mnie zadziwiać, girly - mruknęła August, ale nie mogli tracić czasu, bo jakiś typek z tyłu, coś na wzór kolejnego demona, chyba ich poganiał. Może następna grupa musiała niedługo przejść, a czas, wiecie, to pieniądz XD. Więc poszli dalej za swoim liderem i właśnie wtedy ten przeklęty kowen ich zaatakował, wybierając sobie na ofiarę Erykę. No ja pipipi, nie wierzyła w to! Ale no nic, ustawiła się w kółku, jak nakazał im BÓG (Jason), jedną łapką chwyciła Alexa, drugą Jamie i zaczęli śpiewać tę piosenkę. - ąssssssssseeeeeeee madąse flore, o made, o made, o madeo deo, riki-tiki... sprzedajemy naleśniki - I baaaahhhhhhhh, Eryczka została oswobodzona. Nawet rzucili jakimś tanim proszkiem i chyba trzasnęli pałką w metalową pokrywę od śmietnika, żeby dodać mega efekt dźwiękowy, a to się ceniło, okej?! - Let's gooooo! - Podskoczyła, przybiła Jasonowi piąteczkę, zanim obróciła się na pięcie i pocałowała Alexa.

No, a kiedy już wszyscy uradowani mieli wychodzić, zauważyli starą księgę z bardzo charakterystycznym znakiem. No ale nic, pewnie jakieś kolejne kolorowanki wymyślone przez tych aspiring actors, więc cała ferajna ruszyła przez las, w którym nagle zrobiło się jakoś tak bardziej mgliście i zimniej. I ogólnie raz po raz mogłaby przysiąc, że słyszała czyjś krzyk, a może to była jakaś wrona? Nie była pewna. Była tylko pewna tego, że jednak nie chciała iść jeden za drugim, więc stanęła obok Alexa i chwyciła go za dłoń, a drugą ręką złapała Jamie, bo musiała mieć obie ręce zajęte, żeby nie kusiło jej niczego dotykać. - Nie wiem jak wyyy, ale ja temu miejscu nie UFIUSDAMAMM! - I jebss, pociągnęła ich w dół, potykając się o coś w chuj dużego. A kiedy już tak leżeli plackiem na ziemi, obróciła się na plecy, zmarszczyła brwi i zerknęła, czy Alex i Jamie żyli, po czym krzyknęła do reszty, - EJ, czekajcie na nas! Zobaczcie!! - Wstała, wskazując na korzenie wystające z ziemi i tworzące dokładnie ten sam znak, który widzieli wcześniej w Grimuarze. To musiała być poszlaka. - EJJJ!!! SPÓJRZCIE, TO CHYBA ZNAK, ŻE POWINNIŚMY IŚĆ W TAMTYM KIERUNKU! - Wskazała podekscytowana i zerknęła na Jasona, licząc na pełne uznania spojrzenie lidera, bo halooo, pomogła w rozwikłaniu zagadki! Nawet jeśli stało się to przez potknięcie i pociągnięcie za sobą Alexa i Jamie, hah.

RZUT: KLIK
Zauważacie, że korzenie starego dębu układają się w symbol, który widzieliście w Grimuarze. To starożytny skrót przez las +2 PKT

WYNIK DRUŻYNY: 2 pkt



ɐʞuǝᴉsᴉʍ 𝔪̖̝̙̞̅̆𝔶̪̭̥́̀̅ 𝔪̞̤͒̿͘̕𝔞̭̭̑̍̀͘𝔰̰̤̫̺̯̑𝔱̛̰̳̖̍̀𝔢̱͗͒́͒̍𝔯̥̤̞̫̝̞ 𝐡̯̞̭̐̿̕𝐮̠̳̖̬̖̎𝐧̤̱̅̆̅͗𝐤̬̤̪̗̖̆ ⛧ morticia ⛧ 𝑐͗̐𝑟̮̩𝑜̭̿𝑤̬͒𝑔͒̑𝑖̰̮𝑟̱̭𝑙̦̑ 𝐛𝐥𝐨𝐨𝐝𝐲𝐦𝐚𝐫𝐲 𖤐
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”