Był niesamowicie interesującym człowiekiem.
Było w nim coś, co wykraczało poza zwykłe spotkania z ludźmi. Nie był przewidywalny w sposób, w jaki przewidywalni są ludzie. Jego logika była ostro zarysowana, czasem brutalnie klarowna, a jednak w tej beznamiętności istniała przestrzeń do czegoś… fascynującego. Interesował ją, bo różnił się od wszystkich, kogo znała. Nie opowiadał o swoich uczuciach, nie snuł ckliwych historii, nie tłumaczył się ze swojego postępowania. Patrzył na świat jak na układankę, którą analizował bez cienia wzruszenia.
I im bardziej go poznawała, tym bardziej była tego pewna.
Słuchała go i wyciągała wnioski. Analizowała. Nie kierowały nim emocje, uczucia ani potrzeba bliskości, lecz fascynacja - czysta, intelektualna, wynikająca z obserwacji i schematów. Nie było w tym romantycznej miękkości, a raczej coś zimnego, a jednak… intensywnego. Bo jeśli ktoś taki jak Giovanni mówił, że coś lub ktoś zajmuje jego umysł, to znaczyło, że naprawdę było to czymś istotnym.
Przez to też ta różnica między emocjami, które rządziły zwyczajnymi ludźmi jak ona, a jego podejściem, które opierało się na chłodnej, niemal naukowej fascynacji, sprawiała, że chciała go słuchać dalej.
Miała być jego fascynacją. I teraz, jak o tym mówił, jego słowa czuła niemalże pod skórą. Wychodziło na to, że skoro on sam przyznał, że nie buduje głębokich relacji, a jedyną namiastką bliskości są dla niego fascynacje, to oznaczało, że ona właśnie znalazła się w miejscu najbliższym „emocjonalności”, na jakie Giovanni był zdolny. Świadomość, że była dla niego tą
szczególną osobą, sprawiała, że powinna czuć się wyróżniona, prawda?
Przynajmniej dopóki będzie odpowiednio stymulująca i zajmująca dla umysłu.
—
Fascynacja zamiast emocji… — powtórzyła za nim, ale nie rozwinęła tego. Po prostu zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać. Emocje zwykle były paliwem decyzji, bo człowiek, nawet jeśli uważał się za racjonalnego, ostatecznie podejmował wiele wyborów sercem, nie rozumem. Chyba, że miało się jakieś… spaczenie. —
Czyli żyje pan w czymś, co dla pana działa jak dla innych uczucia. Tylko rozumiem, że nie oddziałuje to na pana aż tak głęboko. — Bo wychodziło na to, że miał swój odpowiednik, ale wiadomo, nieco płytszy. U ludzi emocje i uczucia były czymś znacznie więcej niż tylko biologiczną reakcją, bo stanowiły fundament całego funkcjonowania społecznego i psychicznego. To właśnie one budowały więzi, sprawiały, że ludzie chcieli być blisko siebie, że potrafili współpracować, poświęcać się czy walczyć o innych. Emocje były jak spoiwo, które scalało jednostki w rodziny, przyjaźnie i społeczności.
A ona była człowiekiem. Była zdolna do kochania, do sympatii, a także fascynacji, tylko nie na takim samym poziomie co on. Potrafiła przywiązać się do ludzi, tęsknić za nimi, cieszyć się ich obecnością i bać ich utraty. I chociaż patrzyła na niego z fascynacją nie mniejszą niż ta, którą on czuł wobec niej, to należało pamiętać, że jej fascynacja mogła się przerodzić w coś głębszego, w coś, co on sam uważał za niemożliwe. I to mogło być dla niej niebezpieczne.
To była wyraźna różnica. Navi jednak dotychczas nie miała za sobą doświadczenia prawdziwej miłości. Przez lata relacji z Subinem nauczyła się dystansu, ostrożności, wręcz powściągania własnych emocji. Nic więc dziwnego, że miała problem z przywiązywaniem się do innych i z odczuwaniem czegoś głębszego. Znała albo chłód, albo obowiązek, albo samotność. A mimo to, w odróżnieniu od Giovanniego, wciąż miała w sobie zdolność do uczuć. Gdzieś pod tym wszystkim kryła się możliwość zakochania, potrzeba bliskości, która przez lata była tłumiona.
Nakryję do stołu.
Odprowadziła go spojrzeniem, samej kierując się w stronę garnków, aby móc sprawdzić jak mięso, a potem wyciągnąć ich danie główne. Wiele pracy już nie zostało, więc.w czasie jak on nakrywał do stołu, Navi ogarniała ostatnie szlify ich posiłków. Przeniosła małe miseczki z poszczególnymi, mini daniami na stół, a na końcu dokończyła żeberka i przeniosła je na blat.
Wszystko odpowiednio było już przygotowane. Teraz wystarczyło usiąść.
Zajęła miejsce przy stole, wcześniej ustawiając duży, wspólny półmisek żaroodporny z galbi-jjim na środku. Przy dwóch miejscach ustawiła miseczki z ryżem osobno. Banchan były poustawiane w małych miseczkach wokół głównego dania.
I jako gospodyni i szef kuchni, symbolicznie nałożyła porcję kawałka mięsa Giovanniemu, bo w Korei uchodziło to za oznakę troski oraz gościnność, nawet jeśli byli w jego apartamencie.
—
Smacznego — powiedziała, zasiadając na swoim miejscu. —
Mam nadzieję, że przypadnie panu do gustu — dodała, napełniając sobie swój własny talerz mięsem, a kolejno pałeczkami sięgając do poszczególnych mini dań, aby uzupełnić sobie pierwszy kęs. Po ryż sięgnęła trochę później, polewając go też delikatnie sosem.
—
I jak? — spytała, ciekawa jego opinii.
Giovanni Salvatore