23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
“Do you want the problem to go away?” “No, I do not want the problem to ever go away.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Wystarczyło mu kilka minut na porządny, szybki prysznic. Mimo wszystko był poddenerwowany sytuacją. Wilgotne włosy zaczesał gładko do tyłu i wciągnął na siebie tylko czarne dresy Tristana, które ściągnął sznurkami w biodrach, żeby się nie zsuwały. Koszulkę zarzucił na ramię i zszedł do kuchni na bosaka, z miną która nie wyrażała nic dobrego. Na miejscu swobodnym krokiem przeszedł między Tristanem, a Aaronem, którego mina świadczyła o tym, że na pewno go rozpoznał i absolutnie się tego widoku nie spodziewał. Bowie dalej miał zaczerwieniony policzek od uderzenia, podobnie jak szyję od mocnych ucisków, nie mówiąc już o malince, a na plecach kilka długich zadrapań, o których pewnie nawet nie wiedział, a gdyby nawet, to i tak by się nie przejmował. Zlustrował Moonstone'a chłodnym, nieprzychylnym spojrzeniem. Odkręcił butelkę z wodą sprawnym ruchem i napił się, zanim bez przywitania się, nie mówiąc już o przedstawieniu, zapytał opryskliwie:
Jak tu wszedłeś?

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Вот в чем вся хрень. Я хочу только тебя. И всегда только тебя. Я так сильно тебя люблю и не знаю, что с этим делать.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
“Do you want the problem to go away?” “No, I do not want the problem to ever go away.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet przed samym sobą trudno byłoby mu przyznać, że wczorajszy wieczór, wspólna noc i bardzo przyjemny poranek z Tristanem znaczyły dla niego więcej, niż powinny. Powtarzał sobie, że to głównie dlatego, że układ był prosty - sypiali ze sobą tak często, jak mieli ochotę i trzymali to w tajemnicy przed wszystkimi, bo wtedy wizerunek publiczny Tristana nie pogarszał się i ich rodziny nie miały prawa się dowiedzieć, co leżało w interesie ich obu. Żadna ze stron nie byłaby zadowolona (mało powiedziane) gdyby dowiedziała się, że syn jednych puszcza się z synem drugich. Rozpętałoby się piekło, a Bowie nie chciał rezygnować z wygodnego, prostego życia.
Pojawienie się Aarona komplikowało wszystko.
Posiadanie przez Aarona kluczy do domu Tristana komplikowało jeszcze więcej, bo Bowie poczuł wściekłość i zazdrość, a to coś, co absolutnie nie powinno się pojawić, przez co był wkurwiony podwójnie, a może nawet potrójnie. Poza tym generalnie nie lubił Aarona, bo cały świat oglądał jego pikantne sceny z Tristanem z filmu i wszyscy ich shipowali. A teraz miał te pieprzone klucze. Nie chciał, żeby go to obchodziło, ale nie potrafił przestać o tym myśleć. W dodatku nagle przypomniał sobie wszystkie sytuacje z Tristanem, które wykraczały poza “tylko seks”, włącznie z tym, że ten zaczął uparcie mówić do niego po imienia, chociaż wołanie do siebie po nazwisku było czymś w rodzaju niepisanej umowy.
Spojrzał na rozlaną wodę z lekkim rozkojarzenie widocznym na twarzy, ale szybko odwrócił wzrok, skupiając uwagę na Aaronie. Zignorował odpowiedź na jego pytanie, chociaż wnętrzności nieprzyjemnie zapłonęły na wzmiankę o kluczu. Miał ochotę kopnąć Moonstone’a w ten jego głupi ryj, rzucić własnymi kluczami pod nogi Tristana i po prostu jak najszybciej się stąd ulotnić. To by nie było jednak w jego stylu (w sumie trochę tak) i chciał zachować się w miarę na luzie. Dobrze, że był trzeźwy, bo inaczej nie byłoby na to szans.
Kręci cię podsłuchiwanie? Trzeba się było tak nie czaić i dołączyć. Tristan pewnie nie miałby nic przeciwko, prawda? — zapytał, chociaż wiedział, że będzie tych słów później żałował. Nawet na Blackwella nie spojrzał. W innym wypadku mogłyby zdradzić go emocje. Przez krótka chwilę stał z rękami założonymi na klatce piersiowej, ale zaraz zsunął koszulkę Tristana z ramienia i założył ją przez głowę, a potem podszedł do lodówki i otworzył ją. Lodów nie było, bo całe wyjadł, a na bułki nie miał co liczyć w tym domu. Westchnął i zamknął drzwiczki, dochodząc do wniosku, że skoczy do maka.
Będę lecieć — oznajmił, niezależnie od tego kto co jeszcze powiedział. Przynajmniej zachowa się tak, jakby to wszystko nic nie znaczyło (bo nie znaczyło, prawda?). Zwrócił się przodem w stronę holu, odnajdując spojrzeniem buty i wiszącą nad nimi kurtkę. Nie miał zamiaru wracać po swoje ciuchy ani szukać w pośpiechu skarpetek. Po prostu pojedzie prosto na chatę, zamówi jakies żarcie i zdrzemnie się, żeby jakoś doprowadzić się do porządku przed wyścigiem. Nagle postawił butelkę z wodą na blacie, czemu towarzyszył trzask plastiku. Wydawało się, że chciał przy tym spojrzeć na Tristana, czego jednak nie zrobił. Teraz był wściekły, ale pod spodem krył się też żal, wstyd i poczucie winy. Zsunął dłoń z butelki i nadal milcząc wsunął na stopy obuwie, założył kurtkę, którą zapiął pod samą szyję, owinął się szalikiem i po prostu wyszedł, jak najszybciej, po czym wsiadł do swojego auta i dopiero wtedy odetchnął.
Palce zbielały, kiedy zaciskał je na kierownicy, dusząc się w sobie, żeby nie rzucić wiązanką przekleństw. W końcu wyrwało mu się kilka niecenzuralnych słów, a potem pochylił się i uderzył czołem o skórzane kółko, obrażając pod nosem zarówno Aarona, jak i siebie, chociaż to, że Tristan dał temu złamasowi klucze też strasznie go uwierało. Odpalił szluga, którego złapał pewnie wargami i zaciągnął się dymem, odpalając silnik maszyny.
Wyjechał przez bramę, zrywając auto gwałtownie i od razu docisnął gaz, decydując się na szybką, średnio zgodną z przepisami jazdę przez centrum. Przemykał mniejszymi i większymi uliczkami, zaliczając po drodze postój, żeby ochłonąć i nie rozwalić się gdzieś przez nerwy. Uderzył dłońmi w kierownicę i znowu zaklął.
Jaka z ciebie pierdolona histeryczka 一 warknął, nagle przechodząc ze wściekłości w użalanie się nad sobą. Sięgnął po telefon i przez dłuższą chwilą patrzył na numer Tristana, przesuwając kciukiem po boku telefonu. Znowu wyrwało mu się siarczyste przekleństwo, ale zamiast napisać do Blackwella, zamówił sobie śniadanie, chociaż nawet nie był pewien czy cokolwiek tknie. Uderzył się telefonem w czoło i w końcu napisał widzimy się wieczorem, co było żałosne w chuj. Przynajmniej był w stanie wznowić jazdę i dojechać do domu.

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Вот в чем вся хрень. Я хочу только тебя. И всегда только тебя. Я так сильно тебя люблю и не знаю, что с этим делать.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuł, że w powietrzu wisiała tragedia; kolejne uwagi coraz mocniej zagęszczały atmosferę i pogarszały jego samopoczucie. — Co? — spytał, nie rozumiejąc, skąd taki wniosek. Przecież Aaron był tylko przyjacielem; przecież w żadnym momencie to, co działo się na ekranie nie wyszło poza plan (i nigdy wyjść nie miało, bo obaj byli zainteresowani kimś innym).
Reakcja Bowiego przeraziła go nie na żarty; usłyszawszy, że chciał wyjść, Blackwell poczuł się tak, jakby ktoś wymierzył mu siarczysty policzek. Bał się tego, co miało się wydarzyć; cholernie żałował, że Aaron ich przyłapał, bo nie chciał tracić tego, co mieli.
Patrzył na Vance’a, który unikał jego spojrzenia. Niestety, nie doczekał się momentu, w którym ich spojrzenia się skrzyżowały. — Na pewno? — wydusił z siebie, już po chwili uświadamiając sobie, jak idiotycznie się zachował.
Zostań.
Zostań,
bo
potrzebuję cię desperacko.
kocham cię i moje serce p ę k n i e, gdy zamkniesz drzwi z tamtej strony.
nie chcę, aby pojawienie się mojego najlepszego przyjaciela tworzyło między nimi niemożliwy do pokonania mur.

Bowie jednak wyszedł.
Wyszedł, czym sprawił, że tristanowe serce rozleciało się na miliard drobnych kawałeczków. Choć może rozleciał się cały Blackwell; może przed Aaronem była już tylko pusta skorupa, która nie była w stanie oddać jakichkolwiek ludzkich emocji?
Aktor nie wiedział, ile czasu stał w jednej pozycji; trudno było mu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Moonstone zadawał mu pytania, bo jego mózg nie rejestrował niczego poza wyjściem artysty.
Aaron, ja go kocham — wypalił, patrząc na przyjaciela. Obserwował, jak jego wyraz twarzy ewaluuje; nagle rozbawienie zastąpiło poddenerwowanie i zdziwienie. — Żartujesz, prawda? Kurwa, nie było innych facetów w Toronto? Dlaczego Vance? — Mordercze spojrzenie Tristana jednoznacznie wskazywało, że nie żartował. — Przestań. Kocham go — powtórzył, czując ogromną ulgę, że wreszcie mógł się tym z kimś podzielić. I nawet jeśli Aaron miał tego nie akceptować — nawet jeśli mógł mu kazać pójść po rozum do głowy i się odkochać — Blackwell wreszcie nie musiał tłamsić tego w sobie.
Po kolejnym wyznaniu miłości zdecydował się opowiedzieć o cechach, które umacniały go w uczuciu: o pięknym uśmiechu, słodkich piegach i o praktycznie doskonałym dopasowaniu w cielesności. Mówił także o rozmowach i o przepychankach, które czyniły go szczęśliwszym. Opowieść, która pomogła mu wyrzucić z siebie emocje była długa (aktor cały czas miał maślane oczy), zaś Aaron nie mógł jej skwitować inaczej niż: — Ja pierdolę, ty się naprawdę w nim zakochałeś — Moonstone podpisał swoisty akt kapitulacji i nawet nie próbował odwodzić go od uczucia (chyba już widział, że było za późno). — Zamierzacie się przyznać? Być szczęśliwą parką i pokazywać swoje uczucie przed całym światem? — Bezpośredni przyjaciel rozważał różne opcje, nie mogąc doczekać się słów Tristana. — Nikt nie może się dowiedzieć. Bowie przede wszystkim. Obiecaj mi — rzucił, wyraźnie smutniejąc.
Nie mieli wspólnej przyszłości; nie mieli niczego, bo w przeciwieństwie do Tristana Vance nie był idiotą, który nie potrafił kontrolować swoich uczuć.

Choć może? Nigdy tak szybko nie sięgnął po telefon i nie odczytał powiadomienia przychodzącego. Nie mogę się doczekać, kurwo <3
Bo przecież omijanie tematu było p r o s t s z e niż stawienie czoła rzeczywistości i wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny i słowa.

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”