34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Lubisz przebieranki? - powtarzam, wbijając w nią spojrzenie, bo mi to się od razu kojarzy jakoś dwuznacznie. Też kiedyś brałem w czymś takim udział, nawet nie raz, ale nijak się to miało do Comic Cona - No co? - śmieję się, kiedy obydwoje oglądamy mój profil - Nawet sobie nie zdajesz sprawy ile lasek od razu pisze, że się rucha, a niektóre to tak wiesz, przewrotnie, niby że trzeba pisać, ale po trzech wiadomościach i tak się umawiają na spotkanie w jednym celu - wzruszam nieznacznie ramionami. To już nie te czasy, kiedy kobieta musiała być wstydliwa, a połowa społeczeństwa nie wiedziała nawet co to jest łechtaczka. Teraz wyuzdane laski same proponowały tak figlarne rzeczy, że czasem to nawet dla mnie było za dużo. A naprawdę byłem zbokiem. Parskam śmiechem na jej wizję - Podoba mi się ta myśl - w zasadzie ciekawe jakby to wszystko się potoczyło, gdybyśmy wtedy faktycznie się pocałowali? Może nosiłaby już moje nazwisko (a może ja jej? Byłem dosyć postępowy w tej kwestii), mieszkalibyśmy na przedmieściach i chodzili wspólnie ma wywiadówki do trójki niepokornych gówniaków, bez przerwy testujących szkolny system. Zamyślam się na moment, ze świata fantazji wyrywa mnie dopiero jej głos, przesuwam więc dalej i przez chwilę w ciszy oglądam profil Barnaby. Ten to chyba bardziej w moim typie niż jej w sumie, bo ja akurat lubiłem takich nawiedzonych ludzi. Wzruszam ramionami - Jakieś foliarskie teorie - nie to, żebym ja nie głosił czasem absurdalnych, szurskich hipotez, ale były przecież jakieś granice - No mnie się otwiera jak się za bardzo naćpam - rzucam zaskakująco szczerze, szczególnie po psychodelikach miałem często wrażenie, że widzę więcej i to rzeczy kompletnie niematerialnych - Ewentualnie może chodzić o odbyt, może szuka bogini, która go zapnie - Wendy pewnie już się przyzwyczaiła, że jestem bezpośredni, a tabu dla mnie nie istnieje. Oczywiście, że daję w prawo, bo ja mam taką taktykę, że każdego przesuwam w prawo i niech się dzieje. Już mam obczajać następnego, ale wtedy na horyzoncie pojawia się jakiś podrzędny menel i zaczepia nas niskim, zachrypniętym głosem - Dzień dobry, księżniczko - zwraca się do Gardner, a potem do mnie - Kierowniku, poratuj no szlugiem - przechylam łeb na jedną stronę, w międzyczasie oddając Wendy telefon - A czemu ona jest księżniczką, a ja tylko kierownikiem? - moje pytanie trochę zbija go z tropu, ale tylko na sekundę - Słuchaj, jak dasz papieroska to możesz być kim chcesz - macha na mnie ręką, więc wyciągam do niego papierośnicę - Dobra, weź sobie dwa, a do kompletu dorzucę piwko, znaj łaskę królewskiej pary - śmieję się, za to facet przez moment wygląda jakby nie wierzył w to co słyszy - Ło kurwa, królu złoty, ale mam dzisiaj szczęście - bierze dwie fajki, jedną od razu umieszczając między wargami i odpalając, drugą chowa w kieszeń, po czym otwiera sobie tego paskudnego sikacza, którego mu wcisnąłem i zaczyna nam opowiadać historię swojego życia. Wywracam oczami, posyłając Wendy porozumiewawcze spojrzenie. Pora na ewakuację - Dobra, wiesz co, chętnie byśmy posłuchali, ale mamy obowiązki - zbieram się z zamku, wystawiając do przyjaciółki rękę, żeby jej pomóc wstać. Żegnamy się ładnie z panem żulem, a on do nas, że nam Bóg odpłaci, jeśli Dionizos to dla mnie bomba. Schodzimy ze zjeżdżalni i razem ruszamy ścieżką między drzewami.

/Koniec :przytulon:

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „High Park Zoo & Jamie Bell Adventure Playground”