Przejażdżka autobusem nocnym brzmiała Galenowi rzeczywiście... niezwykle, bo on nigdy takim nie jechał. Dziennym też nie, ani miejskim, ani za miejskim, żadnym. Może szkolnym? Chociaż może takie paniczyki na jakieś szkolne wyjazdy jeździli karocą?
Przez chwilę wpatrywał się w Majkę, kiedy tak grzebała w telefonie. Zamawiała? Autobus? Przystanek? A może sprawdzała jak to się robi? Galen by sprawdził, gdyby miał telefon, ale nie miał. Aczkolwiek on lubił takie rzeczy sprawdzać sobie w internecie.
Teraz jednak musiał zaufać Mayi, co do autobusu, i co do tego, żeby nie pozwoliła mu się... wyjebać. Kolokwialnie rzecz ujmując, zupełnie nie po Galenowemu. Chociaż napruty Galen tak właśnie o tym myślał. Starał się robić wszystko, żeby się nie
wyjebać na tym śniegu, w swoich lakierkach.
A zaraz już zupełnie po Galenowemu prawił jej komplementy. Chociaż czy to, że była miękka było w jego stylu? Chyba tak nie do końca...
Zmarszczył nos, kiedy połaskotała go włosami po twarzy.
-
Powinnaś na siebie codziennie wylewać szklankę whisky - stwierdził z uśmiechem, jakby jej właśnie mówił, że Chanel No5 to jej zapach i powinna się nim oblewać dzień w dzień. Ale Galen lubił whisky, jego smak i zapach też.
Lubił też próbować nowych rzeczy, więc ta jazda autobusem z jednej strony go fascynowała, a z drugiej troszeczkę, odrobinę, przerażała.
-
Serio? - zapytał, kiedy powiedziała to, że
wygląda na gościa, który codziennie jeździ komunikacją miejską, bo może wyglądał? Galen nie wiedział, bo nigdy taką nie jechał. Poprawił swój płaszczyk, przy okazji się zatoczył, ale na szczęście Majka go złapała. Patrzył na nią tymi pijaniutkimi, niebieskimi ślepiami, kiedy wyznawała mu ten sekret. Odruchowo oparł ręce na jej biodrach, pochylił się delikatnie do przodu, a kiedy powiedziała to, że
są na złym przystanku, to ściągnął do siebie brwi.
-
A dlaczego on jest zły? - wypalił, bo jego zwoje mózgowe przetrawiły to jako
zły przystanek. Jak ludzi są źli i dobrzy, to może przystanki też?
Już miał dopytać, ale pociągnęła go za sobą, w kierunku...
-
A dobra - chyba dotarło do tej ślicznej główki, że to po prostu nie ten przystanek.
Kiedy Maya ciągnęła go środkiem drogi, to Galen kręcił głową.
-
Wiesz, że tak się nie robi... Za to dają mandaty, a ty przechodzisz w niedozwolonych miejscach, okradasz kawiarnie, chyba jesteś kryminalistką... A najgorsze jest to, że nawet mi się to podoba - trochę gadał do siebie, a trochę do niej, ale zaraz zatrąbił na nich jakiś samochód i przyhamował, a Galen uniósł rękę, żeby pokazać mu
cześć, czy tam dzięki, czy daj spokój, już złazimy.
Zeszli, chociaż szło im kiepsko, Galenowi głównie.
Ale w końcu wpadli na szybę przystanku. Majka wpadła, a Wyatt na nią, oparł rękę o szkło nad jej ramieniem. Nabrał mocno powietrze w płuca...
A potem słuchał jej bardzo uważnie, kiedy mu to wszystko tłumaczyła. Starał się to wszystko zakodować, skoro to takie ważne.
-
I to wszystko... trzeba zrobić? - mruknął wypuszczając powietrze z płuc w jej twarz. Mózg Galena pracował teraz na najwyższych obrotach, bo chciał to wszystko zapamiętać. Dobrze wypaść. Przecież Galen zawsze robił wszystko na sto dziesięć procent. Musiał być zawsze we wszystkim najlepszy, więc w jeździe autobusem też.
W końcu ten podjechał, i do niego wsiedli... A Galen?
Zatoczył się w drzwiach, ale potem wszedł do środka, wsiadali pierwszymi drzwiami, więc on ładnie się przywitał.
-
Dobry wieczór. Bardzo mamy przyjemną noc, świetnie, że pan tutaj przyjechał - powiedział do kierowcy pokazując mu okejkę, a potem co? Zasalutował, a na koniec jeszcze się ukłonił prawie lądując miedzy siedzeniami na główce. Złapał się jakiejś rurki...
Rurki, na której dłoń opierał jakiś menel. Stary i brudny, a kiedy Wyatt na niego spojrzał zabierając rękę -
przepraszam... ma pan bardzo... dziwną skórę - powiedział powoli, a facet uśmiechnął się ukazując braki w uzębieniu -
i mało zębów - no to już jeden komplement odhaczony. Jeszcze jeden i są w domu. Nie będzie żadnych bójek. Wyatt rozejrzał się dookoła, a jego niebieskie tęczówki zatrzymały się na jakimś wielkim, łysym karku.
-
Dzień dobry... - zaczął Galen, a wtedy Majka wpadła miedzy niego, a faceta. Oszalała? Chyba tak. Galen jednak kontynuował -
niesamowity kształt głowy, nigdy w życiu nie widziałem takiego - a chłop miał łeb jak jajko. Naprawdę niesamowite. Przejechał wielką, wytatuowaną łapą po łysej głowie i wbił wzrok w Wyatta, zastanawiał się czy ten mu ubliża? Może. Ale Galen zaraz dodał -
dzięki niemu jesteś... wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju... piękny - powiedział powoli, a facet najpierw zmrużył złowieszczo oczy, a potem się uśmiechnął.
-
Dzięki - powiedział jakimś takim cienkim głosikiem, Galen miał coś jeszcze dodać na ten temat, ale Maya go pociągnęła w głąb autobusu. Ruszyli dalej, a kiedy się zatrzymali przed dwoma pustymi siedzeniami, to Galen zastawił ręką Majkę.
-
Poczekaj... - rzucił i jak na dżentelmena przystało, to się pochylił, żeby nadmuchać na jej i swoje siedzenie, nadmuchał, nachuchał, trochę napluł, ale były gotowe do siedzenia -
proszę - uśmiechnął się wesoło Wyatt. Bo jak na jego, to chyba był dobry w jeździe autobusem. Nikt się nie bił. Chociaż wszyscy patrzyli na niego jakoś dziwnie, jak na kosmitę, ale może dlatego, że po prostu takie zrobił wrażenie?
Maya Parker