Z perspektywy czasu samo rzucenie w niego testem, i to dosłownie, wydawało mu się zabawne, a towarzyszące temu zachowanie zdenerwowanej Zoi mogło słusznie wzbudzić w niej zażenowanie. Co prawda, wtedy mężczyźnie zawalił się grunt pod nogami i zdecydowanie nie było mu do śmiechu, ale myśląc o tym teraz, uznawał całą sytuację za absurdalnie komiczną.
Z tym, że
zabawę w budowanie relacji traktował już jak najbardziej poważnie. Bez względu na powody, dla których to robili,
o n nie żałował niczego. Dlatego na jej odpowiedź pokręcił głową.
—
To tylko twoje zdanie — stwierdził spokojnie, spoglądając na nią mimo, że odwróciła od niego wzrok. —
Według mnie zrobiliśmy to, co uważaliśmy za najlepsze. A to, że okazało się to fałszywym alarmem nie musiało niczego przekreślać. W końcu nie bez powodu wylądowaliśmy razem w tamtej alejce — zauważył całkiem słusznie.
I pod prysznicem, i w wannie, i na kocu o wschodzie słońca.
Gdyby nie uciekła z auta, mogli
jedynie zweryfikować powody, które kierowały nimi w ich relacji. A u m o w a przestałaby mieć jakiekolwiek znaczenie.
Z niej nie potrafił się wybronić. W tej kwestii również posiadali zupełnie inne poglądy, które ich od siebie różniły, więc ostatecznie tylko skinął w milczeniu na jej słowa. Teraz zaczynał dostrzegać, jak bardzo źle do tego wszystkiego podszedł.
R o z m o w a była kluczem do sukcesu. Najwyraźniej ciągle mieli z tym problemy, bo gdyby udało im się skonfrontować to wszystko od razu, nie doszłoby do tylu bezsensownych nieporozumień.
Jej niespodziewany dotyk okazał się przyjemnie kojący, na co odpowiedział delikatnym uśmiechem. Nie był pewien, czy go zrozumiała w pełni, niemniej tak prosty gest dodał mu otuchy.
—
Nie popełnię drugi raz tego samego błędu — zapewnił ją, myśląc nie tylko o tej nieszczęsnej umowie, ale i okolicznościach, przez które znaleźli się w dokładnie tym miejscu.
Ależ jej upór działał mu na nerwy! Rzadko kto mu się sprzeciwiał, więc za wszelką cenę próbował wygrać ich spór, ponownie uderzając w jej wyrzuty sumienia. Wiedział, że wplątanie ryzyka wypadku w rozmowę było ciosem poniżej pasa, ale skoro sama grała nie fair, nie miał już żadnych zahamowań.
Jej mina mówiła sama za siebie. Nie dał po sobie poznać, że usatysfakcjonowała go jej reakcja, bo najwyraźniej trochę zależało jej na tym, żeby nic mu się nie stało. To z kolei wystarczająco zmotywowało go, żeby zagrać ostatnią kartą, którą miał w zanadrzu.
Na jej krzyk trochę się skrzywił, ale gdy poczuł uderzenie w głowę, momentalnie się zatrzymał. Odwracając się w jej stronę, przeniósł spojrzenie z leżącej pod jego stopami poduszki na Zoyę, której w oczach tańczyły gniewne ogniki. Tym razem nie powstrzymał już drgnięcia kącikami ust w nieco aroganckim uśmiechu. Już wtedy wiedział, że wygrał.
A potem pozostało mu tylko wziąć udział w tym niepowtarzalnym widowisku. Z uwagą i rozbawieniem obserwował, jak ekspresowo znalazła się przy łóżku, popychając go lekko po drodze, na co parsknął śmiechem pod nosem, po czym demonstracyjnie wskazała materac.
Musiał aż ściągnąć wargi w wąską linię, żeby powstrzymać się od śmiechu na to, w jaki sposób podeszła do tematu oraz z ogromnym zaangażowaniem i złośliwością przemawiała do niego znad łoża, na koniec wydając rozkaz.
—
Wiesz, że zwykle to inni są na rozkazy gwiazd, a nie na odwrót? — ściągnął brwi, posyłając jej żartobliwe spojrzenie, zanim podniósł poduszkę z podłogi i rzucił ją na drugą stronę łóżka, żeby ostatecznie się położyć. —
Poza tym po śmierci to j a mogę dopilnować, żebyś nie miała przeze mnie spokoju — zdążył dodać, gdy został nakryty kołdrą aż po sam czubek głowy.
Następnie wydał z siebie zaskoczone stęknięcie i nieco poderwał się do góry, gdy tak nagle poczuł ją na sobie, na kilka sekund, aż przetoczyła się na bok, finalnie zabierając mu całą kołdrę dla siebie.
Powiódł za nią spojrzeniem, a widząc ją opatuloną od stóp do głów na przeciwległym krańcu łóżka, uśmiechnął się do siebie. W tym jej uporze i impulsywności było coś ujmującego, przez co nie potrafił się na nią złościć.
Z cichym westchnieniem przekręcił się na bok, odwracając się do niej plecami. Z rękami splecionymi swobodnie wokół własnego tułowia, czuł otulającą miękkość hotelowej poduszki. To mu wystarczyło, by zmęczenie zaczęło brać nad nim górę.
—
Miłych snów, Zoyu — powiedział cicho, a po chwili odpłynął.
Dźwięk wibrującej komórki wyrwał go z głębokiego snu. Momentalnie otworzył oczy i złapał za znajdujący się na szafce nocnej telefon, żeby zobaczyć numer kierunkowy z Włoch. Od razu odebrał połączenie i przyłożył urządzenie do ucha, po czym podniósł się z łóżka.
Wystarczyła chwila rozmowy i już wiedział wszystko. Po jej zakończeniu odwrócił się w stronę leżącej obok Zoi.
—
Jest decyzja w sprawie kaucji. Możemy jechać po Adeline — posłał jej łagodny uśmiech, po czym wstał i przeciągnął się w miejscu. Przez te kilka godzin snu spał tak twardo, że nawet się nie poruszył.
Po chwili ubrany w czarną bluzę, właśnie wciągał na siebie dresy od kompletu, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Podszedł do nich, żeby po ich otwarciu na wycieraczce znaleźć torbę z rzeczami, o które poprosił przed snem.
Z nią w rękach wrócił do Zoi, która właśnie wyszła z łazienki, wyraźnie zaniepokojona.
—
To dla was. Pomyślałem, że potrzebujecie kilku rzeczy — wręczył jej pakunek, w którym znaleźć mogła merch z logo Mercedesa - dwie damskie koszulki, bluzy i klapki.
Tylko tyle był w stanie zdobyć dla nich w niedzielę o poranku. Gdzieś pomiędzy ubraniami wciśnięte zostały plakietki VIP uprawniające do wejścia do padoku na dzisiejszy wyścig.
Gdy Zoya się na nie natknęła, wzruszył ramieniem.
—
Skoro zaczęłaś kibicować Kanadzie i jesteś na miejscu, to czemu nie skorzystać? Poza tym, wybierając się na wyścig, przynajmniej dzisiaj zaoszczędzicie mieszkańcom Misano kolejnego bólu głowy — przez jego twarz przemknął zawadiacki uśmiech.
Koniecznie potrzebował kawy. Po drodze na komisariat skręcili więc jeszcze do lokalnej kawiarni po czarny nektar bogów na wynos i jakiś słodki włoski przysmak na osłodę, pamiętając również o Adeline.
Emocje po wczorajszym pełnym wrażeń wieczorze opadły, a nawet w trakcie jazdy ich rozmowa zeszła na jakieś mało znaczące tematy, ale mimo wszystko odczuwał napięcie Zoi. I wcale się jej nie dziwił, bo przecież nadal martwiła się o przyjaciółkę. Z trudem powstrzymał się przed sięgnięciem jej uda, żeby pogładzić je w czułym geście, ograniczył się jedynie do zapewnienia, że
będzie dobrze.
Ale gdy chwilę później znaleźli się na miejscu i podszedł dokonać wszystkich formalności, w pewnym momencie złapał za jej dłoń. Na krótko, chcąc wyłącznie dodać jej otuchy, o czym świadczył łagodny uśmiech, którym ją wtedy obdarzył.
A później pozostało im już tylko czekać.
Zoya Weasley