-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy żywiłaby do niej większy respekt, gdyby to Evina przejęła dowództwo? Bardzo możliwe. Evina przynajmniej brała sprawy w swoje ręce, potrafiła mówić głośno i jasno, a na boisku dawała z siebie wszystko. Ale to gdybanie nie miało teraz żadnego znaczenia. Fakty były takie, że kapitanem był Butts i to on powinien cieszyć się jej szacunkiem, a tymczasem nie potrafił na niego zapracować. I wcale nie chodziło o to, że był Ślizgonem. W tym wypadku to był najprostszy i najbardziej krzywdzący skrót myślowy, na który Miller nie miała ochoty sobie pozwalać. Problem leżał gdzie indziej. Butts nie angażował się w treningi, pojawiał się na nich bez energii i bez pomysłu. Nie motywował innych, nie reagował, gdy drużyna się sypała i nie potrafił zebrać ich w jedno, nawet wtedy, gdy było to niezbędne. A przecież kapitan powinien świecić przykładem — być pierwszym na boisku i ostatnim, który z niego schodzi. Kimś, kto potrafi pociągnąć resztę za sobą, a nie jedynie nosić opaskę.
W takich warunkach trudno było traktować poważnie cudze wymagania, zwłaszcza gdy padały z ust kogoś, kto sam nie miał ani formalnej władzy, ani realnego wpływu na drużynę.
— Jasne — prychnęła, kiedy Evina zastrzegła, że Seymour nie był jej kolegą. To akurat całkiem możliwe. Ona też nie trzymała się ze wszystkimi Krukonami, ale nie zamierzała dawać Ślizgonce dać satysfakcji w ich słownej potyczce. — Wow, dziwisz się, że pokładam nadzieję w szukającym? No rzeczywiście, niewiarygodne — zaśmiała się gorzko, a w odpowiedzi na groźny ton, który wcale nie był taki groźny, Zaylee ściągnęła brwi. — Jak mogę pokładać nadzieję w kimś, kto może zdobyć dla nas sto pięćdziesiąt punktów i zapewnić zwycięstwo? Jak mogę w ogóle tak myśleć? Prawdziwy ze mnie bezróżdżkowiec — parsknęła pod nosem, kręcąc przy tym głową.
O ile Zaylee była bojowo nastawiona i zdeterminowana, nie była naiwnym Pufkiem, który łykał wszystko jak jagody. Zdawała sobie sprawę z tego, w jak patowej sytuacji się znajdowali. I chociaż ideały i wiara Swanson były piękne, powinna przestać bujać na swoim Nimbusie w obłokach i zejść na ziemię, żeby spojrzeć na wszystko nieco bardziej racjonalnie.
— Wiem, co mam robić — dodała stanowczo, wskazując podbródkiem na przeniesiony na ścianę rysunek, na którym pałkarz próbował właśnie unicestwić szukającego rywali. — Lepiej zacznij się zastanawiać, jak zamierzasz zdobyć więcej bramek od rywali. W obręczach Durmstrangu nie stoi byle Case, którego można wykiwać zwykłym zwodem, a ich ścigającym nie zabierzesz kafla z taką łatwością, jak Hardickowi — zastrzegła, pochylając się w jej kierunku, żeby jeszcze dobitniej dać jej do zrozumienia o swoich racjach. A Miller bardzo lubiła ją mieć. Lubiła też skupiać się na swoim zadaniu, więc skoro miała uprzykrzyć życie szukającemu oponentów, ścigający z jej drużyny będą musieli poradzić sobie bez jej interwencji.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie obchodziło jej to jak wielkim szacunkiem obdarzała ją Miller. Jeśli miały wygrać to czy tego chciała czy nie pewnie i tak będzie musiała jej posłuchać. Przynajmniej w pewnych kwestiach. Obie zdawały sobie sprawę, że pewnie jako jedyne w drużynie poza Stillem i Case'em miały głowę do tego, aby obmyślić faktyczny plan.
- Powiedzmy sobie szczerze, wiele od niego zależy, ale nie wszystko. Seymour musi poczuć większy ogień pod dupą, aby się zacząć sprężać. Wtedy jest najbardziej skuteczny. Myślę, że Durmstrang jest w stanie mu to zapewnić - oceniła, bo mimo wszystko to ona spędzała z szukającym najwięcej czasu ze względu na to, że latali w jednej drużynie. - Powiedzmy jednak sobie szczerze, że mecz może trwać wiele godzin i zapewne tak będzie. Musimy zadbać o odpowiednią przewagę punktową, aby w razie porażki na polu szukającego mieć wystarczająco punktów, aby nie miało to znaczenia.
Nie była optymistką. Nie żyła ideałami, ale wiedziała, że jeden gracz niczego nie przesądzał. Bułgarzy już się o tym przekonali podczas Mistrzostw Świata, gdzie Irlandczycy ograli ich na punkty i nawet schwytanie znicza im nie pomogło. Z nimi mogło być tak samo. Trzeba było przeciągnąć grę, aby zyskać większe szanse.
- O jednym sposobie już wspomniałam - przypomniała jej, sięgając do dłoni Krukonki, aby wyjąć z niej pióro.
W żaden sposób nie przejmowała się pochylającą się zdecydowanie zbyt blisko niej pałkarką. Chyba po raz pierwszy znajdowała się w takiej odległości od dziewczyny, aby móc poczuć dokładnie zapach stosowanych przez nią perfum.
- Jednym ze sposobów jest pozbycie się lub osłabienie któregoś ze ścigających Durmstrangu. Tutaj z pewnością widziałabym zastosowanie kleszczy Parkina. Wzięlibyśmy go z dwóch stron ze Stillem. Zamiast Hardickiem możemy zaatakować tłuczkiem. Efekt może być lepszy, a i nie ryzykujemy ogłoszenia faulu z powodu szarży.
Na chwilę oderwała się od wykonywanego rysunku, aby zatknąć za ucho niesforne pasmo włosów, które opadło na jej twarz, gdy tylko pochyliła się nad pergaminem.
- Ogólnie myślę, że najlepiej będzie też stosować krótkie i dynamiczne podania. Durmstrang lubi grę w zwarciu. Potrafią się nieźle uwziąć na tego, który ma kafel i zmusić go do oddania. Przez te zagrania żadne z nas nie będzie mieć piłki na tyle długo, aby zostać ich ofiarą... Ponadto w miarę możliwości przeniosłabym grę na różne poziomy i zmieniała często wysokość lotu. Wykorzystałabym też manewr Proskowej, aby ich nieco ogłupić.
Miała już to wszystko dawno przemyślane. Nie potrzebowała wcale towarzystwa Zaylee, aby wiedzieć, co chciała robić jako ścigająca. Wystarczył jej do tego Still i... cóż, wcześniej mieli jeszcze do dyspozycji Strauss, która idealnie by się sprawowała w polu zamiast Hardicka.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Już chciała powiedzieć, że mecz może skończyć się bardzo szybko, właśnie z powodu umiejętności Kapitana Dupy, ale w porę ugryzła się w język. Nie chciała być złośliwa. Nie powinna, kiedy prowadziły tutaj poważną dyskusję o taktyce i sposobach, w jakich mogły spowolnić przeciwników. Miała jednak wrażenia, że wszystko, o czym mówiła Swanson, sprowadzało się tylko do mylenia przeciwników. Nie było w tym nic złego, ale jednak pokazywało, że nie mogą w pełni liczyć na umiejętności wszystkich współgraczy. I tak, Quidditch był grą zespołową, a problem Miller zawsze polegał na tym, że ona nie lubiła grać drużynowo i wolała działać sama. Może dlatego nigdy nie sprawdziłaby się na pozycji ścigającego.
— W porządku — zgodziła się z nią, bez podważania doświadczenia i kompetencji. Skoro Evina zarzekała się, że wie, co ma robić, Zaylee musiała po prostu jej zaufać. Niechętnie, ale jednak. — Jeśli uda wam się z kleszczami Perkina, wtedy możemy z Nancy zastosować Dubla. Będę też chciała ściągnąć na siebie pałkarzy, żeby siedzieli mi na ogonie, co pozwoli mi zdezorientować ich odbiciami do tyłu. Nie sądzę, żeby zadziałało, ale warto spróbować — wzruszyła ramionami, ale już z mniejszą rezygnacją.
Machnęła różdżką, a patykowate ludzki zmieniły pozycje na ściennym boisku, pokazując wszystko to, o czym przed chwilą mówiły. Patrzyło się na to bardzo dobrze, ale trzeba było jeszcze przenieść wszystkie pomysły na boisko.
— Pogadaj przed rozgrzewką ze Stillem — poleciła, wracając spojrzeniem w obręb twarzy Swanson. — I daj znać, co o tym myśli. Jak będzie miał jakieś obiekcje, spróbuję na niego wpłynąć — wprawdzie Stan nie powinien mieć większych zastrzeżeń, ale zdarzało mu się grać aż zbyt przepisowo i zawsze obawiał się fauli. Czasami Miller musiała mu przypominać, że nadmierna ostrożność wcale nie jest lepsza od brawury. — To co? — zamyśliła się jeszcze na moment, wpatrując w ruchomy rysunek na ścianie. — Mamy wszystko? Bo jak chcesz jeszcze coś dodać, to twoja ostatnia szansa, Swanson. Zrobiło się późno — stwierdziła zgodnie z prawdą, wyjmując z kieszeni szaty zegarek kieszonkowy, który oznajmiał, że nie tylko dochodziła północ, ale też pokazywał aktualną pogodę na zewnątrz. Znowu padało. Oby jutro warunki były dla nich nieco łaskawsze. Zaylee deszcze ani ziębił, ani grzał, ale niektórzy z zawodników, w tym Butts czy Hardick, beznadziejnie latali w strugach deszczu. Trzeba było być ślepą kijanką, żeby tego nie zauważyć.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prawda była taka, że nie byli wcale tacy źli, ale Durmstrang był po prostu niebezpieczny. Z wielu różnych powodów. Dlatego też właśnie najlepiej było wykorzystać swoje umiejętności i nie pozwolić na to, aby ci zastosowali swoje brutalne zagrywki, które mogły się skończyć tak tragicznie dla drużyny Hogwartu.
- Jeśli nam nie zaszkodzi to spróbuj, ale jak nie odniesie skutku to lepiej skupić się na czymś, co da nam lepsze efekty - powiedziała, odrywając po raz pierwszy wzrok od Krukonki, aby skupić się na postaciach, które ruszały się na pobliskiej ścianie.
Nie było sensu marnować czas na coś, co miało niskie szanse powodzenia. Owszem, można było spróbować jeśli Miller uznała, że gra jest warta świeczki, ale poza tym lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby poświęciła czas i energię na coś, co dawało im realną szansę na spuszczenie łomotu Durmstrangowi.
- Najchętniej zrobiłabym to już teraz, ale chyba lepiej to zostawić na rano - przytaknęła, bo z pewnością nie mogła jej ominąć rozmowa ze Stillem na temat jej najnowszych przemyśleń.
Wiedziała, ze Stan nie przepadał za ostrzejszą grą, ale nawet on zdawał sobie sprawę, że jeśli mieli pokonać Durmstrang to należało sięgnąć po cięższe działa. Walczyli w końcu w imieniu całej szkoły i było to nie byle co. Każdy z uczniów liczył na to, że odniosą sukces. Chyba ze względu na to można było zrezygnować z preferowanego stylu gry.
- Wydaje mi się, że wszystko... Może jeszcze przez noc na coś wpadnę to porozmawiamy z rana - odpowiedziała, powoli się prostując. - Gdyby nie to, że mamy dorm w lochach to posłałabym ci liścik na wieżę.
Przypuszczała, że pewnie Miller spałaby na tyle lekko, że obudziłoby ją choćby lekkie stuknięcie magicznie przesłanej wiadomości w pobliskie okno. Brutalny los i wizja założycieli Hogwartu oraz ich następców sprawiły jednak, że miały zdecydowanie utrudniony kontakt.
zaylee miller