28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor


You're making me crazy


Przez całe swoje życie Alex nie miał zbyt wielu powodów, żeby komukolwiek ufać, a Dust była wyjątkiem od tej reguły. Nigdy nie dała mu pretekstu, żeby w nią zwątpił; była przy nim zawsze, a kiedy odpierdalał jakiś szajs; pomagała mu się zebrać do kupy. Nawet teraz, gdy wyjebał tego frajerskiego elegancika za drzwi, stanęła za nim murem, mimo że miała prawo się wkurwić - cud, nie kobieta. - Ufam ci - odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy. Zaraz uśmiechnął się lekko i pogładził kciukiem jej policzek. - Skoczyłbym za tobą w ogień, nawet gdybyś miała w ręku kanister z benzyną i zapalniczkę - zażartował, po czym pocałował przelotnie jej szyję. Czy istniała na świecie lepsza kobieta? Na pewno nie. Zresztą, kiedy August wspomniała o tym swoim dziecięcym marzeniu, mimowolnie w jego głowie ruszyła cała lawina myśli. Małżeństwo? Ślub? Dla Alexa to wszystko brzmiało jak abstrakcja, bo kiedy dorastał, jego nieświętej pamięci matka zmieniała facetów częściej niż rękawiczki i kurwiła się na prawo i lewo. Z drugiej jednak strony, jako nastolatek dorastał też u boku August, której rodzice - państwo Winters - byli naprawdę zgranym zespołem i ludźmi, którzy się uzupełniali i szczerze szanowali. Stworzyli prawdziwą, szczęśliwą rodzinę i… jeśli Alex kiedykolwiek miałby się odważyć na stworzenie czegoś własnego i stałego, bardzo chciałby, żeby wyglądało to dokładnie tak, jak u Wintersów.

Chciałby też stworzyć taką rodzinę z August. Nie wyobrażał sobie nikogo innego na jej miejscu.

Ciiiiiiiiiiiiii... to dziecięce marzenie. Posłał swojej dziewczynie rozbawione spojrzenie i parsknął śmiechem. - Dziecięce marzenie? Planowałaś to już wtedy, jak kradłem ci frytki z talerza w podstawówce? - zaczął się z nią droczyć i objął ją nieco mocniej w pasie, a kiedy schowała zażenowaną buzię w jego bluzie, pocałował ją w czubek głowy. Kurde, znowu zaczął się zastanawiać, jak to się w ogóle stało, że przez te wszystkie lata był aż tak ślepy i nie zauważał tego, co znajdowało się tuż przed jego nosem, a mianowicie… cała August Winters?! Jezu, ona naprawdę była, jest i będzie jego kobietą numer jeden, mimo że zorientował się o tym tak późno. - Uwielbiam cię, Dust - mruknął pod nosem i przymknął oczy, gdy zaczęła delikatnie gładzić go po włosach. Ciepło jej dłoni zawsze działało na niego tak uspokajająco i po prostu nie zwracał na to wcześniej uwagi czy coś się zmieniło, odkąd wyznał jej uczucie? Hmmm… Mhm… Aaaa. Nie chcę tylko, żebyś przez to sobie zaszkodził albo żeby stała ci się jakaś krzywda… - Znasz mnie, Winters - rzucił Alex, po czym leniwie otworzył oczy i puścił Augustynie perskie oczko. Odwzajemnił też jej szybkiego buziaka, żeby nie było. - Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - zauważył. To też była prawda. Nie zamierzał pozwolić jej uciec - nie po tym, jak w końcu udało im się do siebie dotrzeć. Pewnie całowałby ją dalej, gdyby nie…

… pewien policjant, który stanął w drzwiach kawiarni. Gdy tylko Alex go zobaczył, w pierwszym odruchu spiął się, gotowy na najgorsze, ale… zaraz się rozluźnił, gdy przyjrzał się twarzy mundurowego. Znał tę mordę. Pan Alexander Hall, tak? Miał dziś szczęście. - Tak - przytaknął grzecznie i wyprostował się nieznacznie, żeby… no wiecie, zachować pozory kultury czy tam czegoś. Wysłuchał kolesia i pokiwał głową. - Podstawy samoobrony to podstawa, panie władzo. Żaden problem - odpowiedział i uśmiechnął się uprzejmie, jakby w ogóle nie znał powodu, dla którego mu się upiekło. Skinął mężczyźnie głową, który po chwili zostawił wizytówkę na ladzie i po prostu wyszedł z kawiarni. Alex sięgnął po mały kartonik, obrócił go dwa razy w palcach i bez słowa wsunął go do kieszeni spodni. Well, well, well… No… Przez to całe zamieszanie i wizytę gliniarza w kawiarni Alex zdał sobie sprawę, że miał już dość kręcenia i udawania, że wszystko było w porządku. Skoro chciał razem z August zbudować coś prawdziwego i wreszcie przestać spierdalać przed własnymi uczuciami, musiał jej to powiedzieć. Tu i teraz.


You're my, my, my, my kind of woman
My, oh my, what a girl


Poczekał, aż ostatni klienci wreszcie opuszczą lokal, po czym podszedł do drzwi, przekręcił zamek i obrócił tabliczkę, żeby na drzwiach po drugiej stronie znalazł się napis CLOSED. Nastała głucha cisza, a Alex odwrócił się na pięcie i spojrzał na August, która w milczeniu śledziła go wzrokiem. Postąpił kilka kroków w jej stronę, po czym oparł się o ladę naprzeciwko Winters, żeby nie kusić losu i nie obdarować jej milionem pocałunków, zanim nie powie jej wszystkiego, mimo że miał na to ogromną ochotę, skoro już zostali sami. - Dust, muszę ci coś powiedzieć - zaczął i utkwił w niej swoje spojrzenie. - Nie chcę mieć przed tobą żadnych tajemnic, więc… musisz wiedzieć, że dalej… walczę, ale… Cicho, daj mi powiedzieć - przerwał i delikatnie ułożył palec wskazujący na jej ustach, bo wydawało mu się, że już otwierała usta, żeby coś powiedzieć i skomentować. Czy on właśnie ją uciszał? Omagad. Przełknął ślinę. No i czy on naprawdę właśnie jej przyznał, że dalej brał udział w nielegalnych walkach bokserskich? Kurwa? Znów wziął głęboki wdech. Raz kozie śmierć. - Jestem informatorem policji. Od kilku tygodni. Możliwe, że ten gość mnie rozpoznał, dlatego skończyło się na upomnieniu. Potrzebują mnie - wyjaśnił i skinął głową w kierunku drzwi, w których kilka minut temu pojawił się policjant. Jeju, serce waliło mu jak oszalałe. Pamiętał ten pieprzony wieczór, kiedy najpierw posprzeczał się z Lennox, a potem do szatni wpierdolił się Madden i… Masakra. - Nie miałem wyboru - dodał, jakby to miało jakkolwiek usprawiedliwić to, co działo się od kilku tygodni. No i dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że cały czas trzymał swój palec wskazujący na jej wargach, dlatego opuścił rękę i ujął jej obie dłonie w swoje, żeby ścisnąć je lekko. - Zależy mi na tobie, więc chcę, żebyś wiedziała wszystko. Koniec z tajemnicami. A teraz już możesz mnie opierdolić - powiedział, czekając na jej reakcję.

And I'm down on my hands and knees
Begging you please, baby
Show me your world


my kind of woman
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

take me home... to you
wanna lose myself... in you

Miała wszystko.

Czy właśnie dlatego powinna zacząć czuć się trochę nieswojo? Bo wszystko powoli układało się po jej myśli, a przynajmniej zaczynało przypominać to, o czym kiedyś tylko marzyła? Było w tym coś znajomego. Jak w książce, którą czytało się kilka razy, albo serialu, który był twoim comfort show, a mimo to przy każdym kolejnym oglądaniu znajdowało się nowy easter egg. Tak właśnie czuła się przy Alexie. Najpierw w przyjaźni, teraz w związku. Znała go, wiedziała, czego mogła się po nim spodziewać, a jednak nadal ją zaskakiwał. Powoli odkrywał przed nią tę czulszą stronę, pozwalając sobie na gesty, do których tak na dobrą sprawę nigdy nie była przyzwyczajona. Chyba że wcześniej oboje wspomogli się odrobiną alkoholu, upsi. Teraz nie potrzebowali już takiej wymówki, a ona nadal czasami nie wiedziała, co zrobić z tym całym ciepłem, które w niej wywoływał. - Pamiętasz, jak uratowałeś mnie swoją bluzą? W sumie to dzień później ogłosiłam, że będziesz moim mężem, ale no pressure, ducky! - Uniosła dłoń i pstryknęła go lekko w nos. - Tylko nie czekaj z tym pięć lat, bo podobno statystycznie to nie wróży za dobrze. - Wspięła się na palce i musnęła ustami czubek jego nosa. Zaraz jednak pojawił się ten glina i wszystko potoczyło się tak szybko, że ledwie zdążyła nadążyć za tym co się działo. WHAT A CRAZY DAY, EH?

Przyglądając się, jak ostatni klienci opuszczali jej lokal, poprawiła szybko włosy i zsunęła ramiączko. No żeby być ponętna, haloooo. Przecież dopiero co przed tym gliną mieli taki cute aww moment, że zdążyła już sobie wyobrazić, w jakich miejscach Alex teoretycznie mógłby ją wziąć w jej kawiarni. W biurze już to zrobili… w spiżarni też. W piwnicy, kiedy przyszedł sprawdzić, czy rura na pewno była dobrze naprawiona, również… No co? Cholernie gorąco tam było, więc po co mieli trzymać na sobie zbędne ubrania? Teraz jednak, choć pewnie nie zgadzało się to z zasadami BHP czy tam innymi gastronomicznymi przepisami, bardzo kusił ją stolik, przy którym siedział tamten frajer. Stała więc, wyobrażając sobie, jak Alex ją przez niego przerzuca i ahhhh… Boże. Aż musiała oprzeć się o blat i napić ciupkę wody, bo od tych wszystkich myśli kompletnie zaschło jej w ustach.

Przełknęła ślinę, kiedy do niej podszedł. Boże, taaaaakkkk. Szedł prosto do niej, patrzył na nią i iii… czuła już, jak się rumieniła. Jezu, czemu on tak na nią działał? SACREBLEU, DO DIABŁA. Zachowywała się jak gówniara, ale no co? To przecież była swego rodzaju szczenięca miłość, eh? Tylko… co? Zamrugała kilka razy, trochę szybciej niż zazwyczaj, słysząc, że chciał jej coś powiedzieć. No nie. Jednak z nią zerwie, albo powie jej, że napisała do niego któraś z byłych dziewczyn i nagle uzna, że może warto spróbować jeszcze raz, skoro kiedyś im nie wyszło? Poczuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy, ale postanowiła, że będzie silną babą i go wysłucha. Nawet jeżeli chodziło o to, o czym właśnie pomyślała, jakoś sobie poradzi. No nie? Zacisnęła pięści wzdłuż ciała, przenosząc wzrok z jego poruszających się ust na tęczówki i… czekaj.

What?

Kurwa, wcięło ją. Nie tego się spodziewała. Miał powiedzieć coś zupełnie innego, a zamiast tego przyznał, że nadal walczył? Po tamtej kłótni, po której kompletnie stracili ze sobą kontakt? Kiedy August dowiedziała się, że jednak nie będzie dla niego kimś więcej, bo w jego sercu miejsce miała tylko tamta barmanka? Zresztą, cholera, teraz nie chodziło o nią. Chodziło o to, że walczył. Że za każdym razem narażał życie dla tych pieprzonych zaskórniaków. Zrobiło jej się gorąco. Już otwierała usta, kiedy przyłożył do nich palec, powstrzymując ją przed komentarzem. Dobra. Chciał, żeby najpierw go wysłuchała. Tak, na pewno. Tego musiała się trzymać, bo inaczej zaraz sięgnęłaby po ścierkę i zdzieliła go nią za to, co sobie w ogóle wyobrażał tak ją uciszając, HALO. Uniosła tylko brew i pozwoliła mu mówić dalej, choć z każdym kolejnym zdaniem przechodziła przez zupełnie inne emocje. Złość, zdziwienie, niedowierzanie… dumę? Jezu, chwila, musiała to sobie jakoś poukładać. Już zbierała w głowie pytania, które chciała mu zadać, oczywiście na tyle, na ile mógł jej odpowiedzieć. W końcu odsunął palec od jej ust i poczuła jak ujął jej dłonie.

''Koniec z tajemnicami''

Cholera, tak bardzo chciałaby również móc trzymać się tej zasady. Wzięła głęboki oddech, przez chwilę wpatrując się w podłogę, zanim ponownie uniosła na niego wzrok. - Alex… - zaczęła, nadal próbując jakoś to wszystko przetrawić. Tylko że przy nim przecież nigdy nie musiała układać sobie wypowiedzi w głowie, więc po prostu wypuściła z siebie to, co cisnęło jej się na usta. - Jestem na ciebie cholernie zła, wiesz? - Spojrzała mu prosto w oczy. - To znaczy, że walczyłeś jeszcze po naszej kłótni. Zanim zostałeś ich informatorem. - Wysunęła dłonie z jego uścisku i obeszła go, robiąc kilka kroków, bo nagle trudno było jej ustać w miejscu. - Nie możesz zginąć. Nie teraz… Nie kiedy w końcu wszystko zaczęło się układać i nie muszę już gryźć się w język za każdym razem, gdy chcę ci powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczysz. - rzuciła, odwracając się w jego stronę. Poczuła ucisk w gardle, więc zaraz wróciła do niego i położyła dłonie na jego klatce piersiowej. Potrzebowała go dotknąć, być blisko niego. - Obiecasz mi, że będziesz na siebie uważał? - jezuchrystematkokochaniutka... sama nie wierzyła, że w ogóle próbowała to zaakceptować. Wspomniał jednak, że go p o t r z e b o w a l i.

To musiało być ważne, co nie? Do zore... - Nie obiecuję, że nie będę czasami freak out, kiedy powiesz mi, że wychodzisz wieczorem. Ale mogę obiecać, że cię nie zostawię i będę wspierała, jak tylko potrafię. - Posłała mu delikatny uśmiech, chociaż nadal się bała. O niego... o wszystko, co mogło z tego wyniknąć. Uniosła dłoń do jego policzka, powoli przesunęła ją na kark i przyciągnęła go do siebie, żeby go pocałować. Długo, czule… podobnie jak wtedy, kiedy żegnała się z nim nad jeziorem. Tylko że tym razem nie próbowała zapamiętać go na później. Ten pocałunek był obietnicą, że zostanie, że tak łatwo już się jej nie pozbędzie, nawet jeśli czasami będzie się złościła lub zadawała za dużo niezręcznych... wścibskich pytań. Po kilku dłuższych chwilach odsunęła się nieznacznie, muskając krótko jego usta, zanim wyszeptała prosto w nie ciche, - Kocham cię, Alexander.

and you will always be mine ✧
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”