take me home... to you
wanna lose myself... in you
Miała wszystko.
Czy właśnie dlatego powinna zacząć czuć się trochę nieswojo? Bo wszystko powoli układało się po jej myśli, a przynajmniej zaczynało przypominać to, o czym kiedyś tylko marzyła? Było w tym coś znajomego. Jak w książce, którą czytało się kilka razy, albo serialu, który był twoim comfort show, a mimo to przy każdym kolejnym oglądaniu znajdowało się nowy easter egg. Tak właśnie czuła się przy Alexie. Najpierw w przyjaźni, teraz w związku. Znała go, wiedziała, czego mogła się po nim spodziewać, a jednak nadal ją zaskakiwał. Powoli odkrywał przed nią tę czulszą stronę, pozwalając sobie na gesty, do których tak na dobrą sprawę nigdy nie była przyzwyczajona. Chyba że wcześniej oboje wspomogli się odrobiną alkoholu, upsi. Teraz nie potrzebowali już takiej wymówki, a ona nadal czasami nie wiedziała, co zrobić z tym całym ciepłem, które w niej wywoływał.
- Pamiętasz, jak uratowałeś mnie swoją bluzą? W sumie to dzień później ogłosiłam, że będziesz moim mężem, ale no pressure, ducky! - Uniosła dłoń i pstryknęła go lekko w nos.
- Tylko nie czekaj z tym pięć lat, bo podobno statystycznie to nie wróży za dobrze. - Wspięła się na palce i musnęła ustami czubek jego nosa. Zaraz jednak pojawił się ten glina i wszystko potoczyło się tak szybko, że ledwie zdążyła nadążyć za tym co się działo. WHAT A CRAZY DAY, EH?
Przyglądając się, jak ostatni klienci opuszczali jej lokal, poprawiła szybko włosy i zsunęła ramiączko. No żeby być ponętna, haloooo. Przecież dopiero co przed tym gliną mieli taki
cute aww moment, że zdążyła już sobie wyobrazić, w jakich miejscach Alex teoretycznie mógłby ją wziąć w jej kawiarni. W biurze już to zrobili… w spiżarni też. W piwnicy, kiedy przyszedł sprawdzić, czy rura na pewno była dobrze naprawiona, również… No co? Cholernie gorąco tam było, więc po co mieli trzymać na sobie zbędne ubrania? Teraz jednak, choć pewnie nie zgadzało się to z zasadami BHP czy tam innymi gastronomicznymi przepisami, bardzo kusił ją stolik, przy którym siedział tamten frajer. Stała więc, wyobrażając sobie, jak Alex ją przez niego przerzuca i ahhhh… Boże. Aż musiała oprzeć się o blat i napić ciupkę wody, bo od tych wszystkich myśli kompletnie zaschło jej w ustach.
Przełknęła ślinę, kiedy do niej podszedł.
Boże, taaaaakkkk. Szedł prosto do niej, patrzył na nią i iii… czuła już, jak się rumieniła. Jezu, czemu on tak na nią działał? SACREBLEU, DO DIABŁA. Zachowywała się jak gówniara, ale no co? To przecież była swego rodzaju szczenięca miłość, eh? Tylko… co? Zamrugała kilka razy, trochę szybciej niż zazwyczaj, słysząc, że chciał jej coś powiedzieć. No nie. Jednak z nią zerwie, albo powie jej, że napisała do niego któraś z byłych dziewczyn i nagle uzna, że może warto spróbować jeszcze raz, skoro kiedyś im nie wyszło? Poczuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy, ale postanowiła, że będzie silną babą i go wysłucha. Nawet jeżeli chodziło o to, o czym właśnie pomyślała, jakoś sobie poradzi. No nie? Zacisnęła pięści wzdłuż ciała, przenosząc wzrok z jego poruszających się ust na tęczówki i… czekaj.
What?
Kurwa, wcięło ją. Nie tego się spodziewała. Miał powiedzieć coś zupełnie innego, a zamiast tego przyznał, że nadal walczył? Po tamtej kłótni, po której kompletnie stracili ze sobą kontakt? Kiedy August dowiedziała się, że jednak nie będzie dla niego kimś więcej, bo w jego sercu miejsce miała tylko tamta barmanka? Zresztą, cholera, teraz nie chodziło o nią. Chodziło o to, że walczył. Że za każdym razem narażał życie dla tych pieprzonych zaskórniaków. Zrobiło jej się gorąco. Już otwierała usta, kiedy przyłożył do nich palec, powstrzymując ją przed komentarzem. Dobra. Chciał, żeby najpierw go wysłuchała. Tak, na pewno. Tego musiała się trzymać, bo inaczej zaraz sięgnęłaby po ścierkę i zdzieliła go nią za to, co sobie w ogóle wyobrażał tak ją uciszając, HALO. Uniosła tylko brew i pozwoliła mu mówić dalej, choć z każdym kolejnym zdaniem przechodziła przez zupełnie inne emocje. Złość, zdziwienie, niedowierzanie… dumę? Jezu, chwila, musiała to sobie jakoś poukładać. Już zbierała w głowie pytania, które chciała mu zadać, oczywiście na tyle, na ile mógł jej odpowiedzieć. W końcu odsunął palec od jej ust i poczuła jak ujął jej dłonie.
''Koniec z tajemnicami''
Cholera, tak bardzo chciałaby również móc trzymać się tej zasady. Wzięła głęboki oddech, przez chwilę wpatrując się w podłogę, zanim ponownie uniosła na niego wzrok.
- Alex… - zaczęła, nadal próbując jakoś to wszystko przetrawić. Tylko że przy nim przecież nigdy nie musiała układać sobie wypowiedzi w głowie, więc po prostu wypuściła z siebie to, co cisnęło jej się na usta.
- Jestem na ciebie cholernie zła, wiesz? - Spojrzała mu prosto w oczy.
- To znaczy, że walczyłeś jeszcze po naszej kłótni. Zanim zostałeś ich informatorem. - Wysunęła dłonie z jego uścisku i obeszła go, robiąc kilka kroków, bo nagle trudno było jej ustać w miejscu.
- Nie możesz zginąć. Nie teraz… Nie kiedy w końcu wszystko zaczęło się układać i nie muszę już gryźć się w język za każdym razem, gdy chcę ci powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczysz. - rzuciła, odwracając się w jego stronę. Poczuła ucisk w gardle, więc zaraz wróciła do niego i położyła dłonie na jego klatce piersiowej. Potrzebowała go dotknąć, być blisko niego.
- Obiecasz mi, że będziesz na siebie uważał? -
jezuchrystematkokochaniutka... sama nie wierzyła, że w ogóle próbowała to zaakceptować. Wspomniał jednak, że go p o t r z e b o w a l i.
To musiało być ważne, co nie? Do zore...
- Nie obiecuję, że nie będę czasami freak out, kiedy powiesz mi, że wychodzisz wieczorem. Ale mogę obiecać, że cię nie zostawię i będę wspierała, jak tylko potrafię. - Posłała mu delikatny uśmiech, chociaż nadal się bała. O niego... o wszystko, co mogło z tego wyniknąć. Uniosła dłoń do jego policzka, powoli przesunęła ją na kark i przyciągnęła go do siebie, żeby go pocałować. Długo, czule… podobnie jak wtedy, kiedy żegnała się z nim nad jeziorem. Tylko że tym razem nie próbowała zapamiętać go na później. Ten pocałunek był obietnicą, że zostanie, że tak łatwo już się jej nie pozbędzie, nawet jeśli czasami będzie się złościła lub zadawała za dużo niezręcznych... wścibskich pytań. Po kilku dłuższych chwilach odsunęła się nieznacznie, muskając krótko jego usta, zanim wyszeptała prosto w nie ciche,
- Kocham cię, Alexander.
and you will always be mine ✧