Mhm, tak, wszystko dobrze.
Kłamała. Znał ją na tyle, żeby wiedzieć, kiedy kłamała, ale z drugiej strony nie chciał naciskać, by powiedziała mu o co chodziło. Pewnie powinien. Pewnie będzie musiał się nauczyć prędzej czy później i nie uciekać w to, co dobrze znał, co w nowym, trzeźwym życiu miało być jedną ucieczka. Seks był prosty. Zwłaszcza z Vita, fantastyczny, gorący, pełen pasji, ciekawości i gamy emocji, jakiej nigdy wcześniej nie czuł. Seks z jego żoną był najlepszy.. Ale nie prowadził do komunikacji, prawda? Zapyta. Jakoś musiał. Może później.
Bał się. Stwierdził to w duchu, może nawet był tym faktem całkiem zaskoczony, bo jednak.. Czego? Chciała go, prawda? Chciała z nim być. Chciała z nim mieszkać i ogarnąć to życie razem. Jeśli coś ją gryzło, chciał, żeby mu powiedziała, ustalić wspólnie jakiś plan ataku czy inny protokół tego, jak to coś naprawić czy zniwelować.. Eh, dużo nauki przed nim było.
Głaskał ją po plecach, pozwalając, żeby całe to ciepło zagłuszyło jego sumienie, a już zdecydowanie głupią potrzebę, by drążyć dziurę w całym. Byli w tym łóżku, fizycznie zmęczeni, potrzebując momentu, żeby złapać oddech zanim ruszą dalej z życiem i tyle mu wystarczało. Na razie. Krok za krokiem, prawda? Do przodu. Uśmiechnął się, gdy stwierdziła, że miał symetryczną, dobrą do rysowania twarz i zaraz lekko się zaśmiał.
-
Mhm, mogę ci pozować. Powinnaś częściej to robić, tak czy siak, jesteś w tym świetna.. - miał tak wiele pytań, ale naprawdę nie chciał jej przytłoczyć. Czy dalej rysowała, dlaczego właściwie była nadal barmanką, skoro zdecydowanie mogła coś z własnym talentem zrobić, jak wyglądała ostatnia dekada jej życia, co właściwie robiła, kiedy nie była barmanką, w czasie wolnym, kiedy z nim nie sypiała.. Okay, może jednak rzeczywiście powinni częściej rozmawiać i mniej zajmować usta innymi rzeczami. Odetchnął lekko, przymykając oczy na moment; mieli czas. Mieli całe życie na opowieści i uczenie się siebie, dorastanie razem i borykanie się z życiem dzień po dniu.
Nie wiedział dlaczego ze wszystkich rzeczy, które mógł wybrać, akurat historyjka z odwyku przyszła mu na myśl. Było tyle innych, przyjemniejszych rzeczy, o których mógłby pomyśleć.. Ale ta konkretna miała dużo więcej znaczenia. Bo myślał o niej, chciał, żeby przy nim była nawet wtedy, kiedy być nie mogła, a myśl o niej rzeczywiście pomagała. Zmarszczył lekko brwi z krótkim "
Ouch..", gdy uszczypnęła go za karę, zaraz otworzył oczy, by na nią spojrzeć, tłumiąc śmiech.
-
Nawet jak obrażam twoje znaczki? - zażartował, podrzucając brwiami, zaraz jednak poważniejąc, kiedy postanowiła go przetestować. Serio musiał się skupić, okay? Znów się zmarszczył, podnosząc palec wolnej dłoni. -
Okay, okay... Ty... bardzo mnie..? Tego ostatniego słowa nie znam. - przyznał szczerze, a spojrzenie przybrało przepraszający wyraz na moment. Uczył się.. Krótko. Pomiędzy sesjami i absolutnie beznadziejnym samopoczuciem. W dodatku w niezbyt konwencjonalny sposób, który może rzeczywiście dawał mu frazy, ale niewiele rzeczywistego pojęcia języka. Musiał to kiedyś zmienić, przysiąść porządnie, może nawet zapisać się na jakieś zajęcia, jak go będzie stać? Albo po prostu kupić sobie podręcznik i samemu studiować z jej pomocą; brzmiało jak całkiem urocza opcja.
Tylko…
"Tylko" było trochę jak "ale"; nic dobrego z nich nigdy nie wychodziło.
Patrzył na nią uważnie, kiedy się odsuwała i podnosiła do siadu; jego własna dłoń została na jej plecach, a sam nie ruszył się z miejsca, czekając aż w końcu powie, co jej tak ciążyło. Czyli jednak miała wątpliwości.. Pewnie nie opuściły jej odkąd mieli ten swój mały
spat wcześniej, po prostu zmieniły nieco trajektorię, huh? Złapał głębszy oddech, przytrzymał powietrze w płucach przez dłuższy moment, by w końcu wypuścić je powoli, słuchając z przymkniętymi oczami.
Spokój. Nie było o co panikować. Nie każda rozmowa musiała kończyć się tragedią. Suchość w ustach wzmogła tylko poczucie nerwowego dyskomfortu, rozlewającego się w jego klatce chłodnym lękiem, nieprzyjemnie zastępującym ciepło, które przed momentem jeszcze tam było. -
Okay, to po kolei.. - mruknął bardziej do siebie, niż do niej, podnosząc się do siadu, krzywiąc lekko na sprzeciw mięśni, który zaraz zignorował. Zrzucił stopy z łóżka, złapał bokserki, które zaraz naciągnął na tyłek, wstając; kroki skierował do czegoś w stylu małego aneksu kuchennego, zgarniając dwie szklanki, wypełniając je zimną wodą, zanim do niej wrócił, podając jedną ze szklanek. Wypił swoją duszkiem, odkładając naczynie na nocny stolik, obszernym, płynnym ruchem zrzucił wszystkie seks zabawki na podłogę, stwierdzając, że ogarnie to potem. Usiadł na materacu po turecku, przodem do niej, dłonie luźno opierając na kolanach.
-
Znasz tą modlitwę, która zaczyna każdy meeting? - zaczął w końcu, po złapaniu kolejnego, głębszego oddechu, chociaż już wiedział, że nerwowość w jego klatce, spinająca gardło, nigdzie się nie wybierała. Odchrząknął w marnej próbie przywołania się do porządku. -
"Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego." - przywołał, na moment przymykając oczy i, zupełnie szczerze mówiąc, poczuł się nieco pewniej we własnej skórze. Przyznanie, że nie wszystko miał pod kontrolą, że były takie rzeczy, na których nie miał wpływu i fakt, że wybierał skupić się na tych, które rzeczywiście mógł zmienić.. Było w tym coś uwalniającego. Uspokajającego. Rodzaj wolności i pewności, której wcześniej nie czuł.
-
Odpowiem ci anegdotą, okay? Moja mama umiera. Nie wiem, czy wiedziałaś, czy nie, ale umiera już od dłuższego czasu, wiesz? - zerknął na nią, pociągając podświadomie za własne palce, wykręcając je pod różnymi kątami. Potrząsnął zaraz głową, kontynuując; -
Najcięższe to chyba jest dla mojego taty. Są ze sobą od dawna, wychowali tą trójkę popieprzonych dzieciaków i.. I to wszystko i tak jest za mało. - zmarszczył znów brwi, opuszczając spojrzenie, uścisk w klatce stał się dobrze znanym bólem, towarzyszącym prawie każdemu wspomnieniu o rodzicach i ich pięknej, ale w gruncie rzeczy tragicznej miłości. Bolało. Oczywiście, że bolało. -
Mam całe życie, żeby poznać każdą twoją odsłonę, nawet te, które dopiero przyjdą. Nie, nie sądzę, że zrobiliśmy błąd, bo nie chcę tracić czasu. Nie chcę tracić czasu na życie, w którym nie jesteś tylko moja. - znów podniósł na nią spojrzenie, wciąż marszcząc brwi; miał tyle do powiedzenia, tak wiele mógłby dodać.. To on prawdopodobnie będzie tym nudnym, trzeźwym i zupełnie niezabawnym. To on będzie się raz po raz potykał, zanim znajdzie swój nowy rytm w życiu. To on się powinien martwić co to będzie, jeśli Vita stwierdzi, że wcale nie chce się z nim użerać... Ale nad jutrem nie miał kontroli. Na tą konkretną chwilę, wszystko było w porządku.
mrs bennett