— No... nie wiem. Jakiś taki mam swój obraz w głowie — mruknęła cicho, niepocieszona faktem, że Teddy nie dała się wkręcić w te durne żarty i nie podeszła do tematu lżej. O ile wcześniej stresowała się własnymi pomysłami tylko trochę, to teraz jej myśli zaczęły mknąć przez ten jej pusty łeb w tempie światła, czyli standardowym. Problem w tym, że nadal była przyćpana i nie była w stanie w ogóle pozbierać tego do kupy albo chociaż odróżnić je od siebie i nieco rozplątać. Zlało się to wszystko w jeden, koszmarny przekaz, który przebijał się przez jej głowę z hukiem i piskiem. Na pewno się od tego wszystkiego pochoruje. Tabletki jeszcze z niej do końca nie zeszły, a i tak czuła, jakby ktoś wypłukał z niej całe endorfiny.
— Mhm — zgodziła się z jej zgodą. Nic mądrzejszego nie była w stanie z siebie wykrzesać. Właściwie była święcie przekonana, że jeśli spróbuje coś powiedzieć, to zemdleje albo się popłacze. A nie miała ochoty na żadną z tych rzeczy. Musiała się wziąć w garść. Zimna woda powinna jej w tym jakoś pomóc. Miała nadzieję, że nie widać tego wszystkiego po niej aż tak dokładnie. Nie oszukiwała się, że Teddy nie dostrzegała niczego, bo to było zbyt naiwne. Ale może po prostu nie zauważyła wszystkiego? April zniknęła w łazience, by zaaplikować sobie jakiś wyjątkowo przyspieszony skincare, oblać łeb lodowatym strumieniem i móc położyć się do łóżka w względnej czystości. Jak nie myśli, to chociaż ciała.