Chyba już mieli wystarczająco kłopotów, a zresztą jeden samochód już ukradli, co prawda może nikt ich z tym nie powiązał, ale mieli za sobą przejażdżkę kradzionym samochodem, bez prawka do tego. Bo przecież Madox miał na razie tylko takie na motocykl. A ten jego...
Stał sobie gdzieś przy plaży.
Ale Noriega nawet o tym nie myślał, bo znowu łapali te chwile beztroski gadając sobie o tym, że mogliby zjeść
w restauracji z gwiazdką Michelin.
-
W jakiej chcesz - odpowiedział jej od razu -
wszystko oprócz wątróbki, bo tego bym nie zniósł, od razu cały apetyt odebrany... - jeszcze miał jej coś nawijać, ale wtedy Pilar powiedziała mu o tej
czerwonej bieliźnie, którą by z niej mógł... zedrzeć?
Uśmiechnął się do niej zaczepnie, a potem grzecznie zapłacił za ich zakupy i mogli wyjść. Zaczepić Juana i Sofię, a potem prosto do Vana, gdzie Madox chciał pokazać Pilar, co miał.
Mogła nie widzieć momentu, w którym Rosa rzuciła mu swój telefon, bo przecież tam wszystko działo się szybko, a Stewart dodatkowo odpalała motocykl, więc Madox postanowił jej to wyjaśnić.
-
Nie wiem... Chyba miała jakieś wyrzuty sumienia i wiesz, jak już odjeżdżaliśmy, to mi go rzuciła - popatrzył na wyświetlacz. Sam nie wiedział dlaczego Rosa to zrobiła, skoro cały czas go oszukiwała i zdradzała. Skoro spotykała się za jego plecami nawet z Trucizną.
Może nie chciała, żeby trafiło do niego to, co miała na starego Noriegę? Przecież to by dużo skomplikowało. Rosa też by miała przejebane. Madox chciał to sprawdzić, co ona miała takiego na jego ojca. Ale kiedy tylko odblokował telefon, przesunięciem palca, to zaatakowała go mnogość tych powiadomień, jakieś pytania o szybki numerek, i mimo, że Madox miał już Rosę gdzieś, to zacisnął mocniej palce na telefonie. A na tego dickpicka wypuścił mocno powietrze z płuc przez nos. Wszedł w nieodebrane połączenia i wtedy zauważył te od swojej matki.
-
Nie - odpowiedział Pilar od razu, kręcąc przy tym głową. Esme nie mogła wiedzieć, gdzie oni są, bo na pewno powiedziałaby jego ojcu. Madox jej nie ufał, nie umiał po tym, jak jego ojciec go lał, a ona... na to pozwalała.
Miał powiedzieć coś jeszcze, kategorycznie odmówić tego telefonu do matki, ale wtedy odezwał się dźwięk dzwonka.
Nie odbieraj tego, nie powinien. To był kurwa najgłupszy na świecie pomysł, ale to zrobił, kliknął zieloną słuchawkę i głośnik.
A zaraz usłyszeli głos Tio, te wszystkie jego słowa skierowane do Rosy.
Madox podniósł spojrzenie na Pilar i chciał się rozłączyć. Bo przecież nie powinni się do niego w ogóle odzywać, ale Pilar wyrwała mu telefon.
-
Pilar... - syknął, kiedy Stewart krzyczała już do telefonu, chciał go jej wyrwać, ale mu uciekła.
Srilar, Madox aż przewrócił oczami, ale już nie wyrywał jej telefonu.
A potem to
kochanie, Pilar, zrobiło mu się niedobrze, bo jak on mógł tak do niej mówić, po tym wszystkim co zrobił? A zresztą Stewart zaraz sama go pytała
jak mógł to zrobić. Madox nie wiedział. Jak mógł udawać, że ją kocha, a jednocześnie pisać z Rosą, pieprzyć się z nią...
Tylko zaraz się okazało, że Pilar wcale nie chodziło o to, co on zrobił jej, tylko jemu. A przecież nikt nigdy w życiu nie stanął w obronie Madoxa. Ani matka...
Ani jego brat, który nigdy w niego nie wierzył, który na walce obstawił Truciznę. Nikt.
Tylko ona. Znowu.
Patrzył na nią wielkimi, ciemnymi oczami, na to jak nawijała do telefonu, jak miotała się po tym parkingu.
On też nie wiedział, jak Ticiano mógł to zrobić. Dlaczego sprzedał go na psy...
Wiedział. Dla Pilar, żeby znowu jej udowodnić, że Madox nie był dla niej. Zawsze to robił. Zawsze chciał jej pokazywać, że on jest lepszy od Noriegi, bo potrafi ją kochać.
Zajebiście jej to pokazał.
Madox się nie odzywał, nawet z miejsca się nie ruszył, tylko wodził za nią spojrzeniem, kiedy znowu wyskoczyła z tym
jak mógł mówić jej, że ją kocha, a później iść do Rosy, wymykać się z jej pokoju...
Bo Madox oddałby w chuj, żeby móc wejść przez okno do jej pokoju, jak za dzieciaka. W życiu by się z niego nie wymknął. Już zrobił krok w jej kierunku i chciał jej zabrać telefon, żeby niepotrzebnie się nie nakręcała, ale Pilar wtedy powiedziała to
po tym jak dochodziłeś po minucie, a Noriega… parsknął.
No po prostu nie wytrzymał i się zaśmiał, tak, że Tio mógł to słyszeć i chuj. A tak się chwalił, że on by mógł całą noc i, że Pilar czasami go błaga, żeby już skończył.
-
Pilar... - rzucił znowu Madox i tym razem Tio na pewno go słyszał, bo zaraz zaczął.
-
Madox? Jesteś z Madoxem? - Noriega nic nie powiedział, ale sięgnął do Stewart ręką, chciał jej zabrać telefon, tylko, że znowu mu uciekła. A on za nią, wpadł na nią kiedy się zatrzymała, tak, że musiał ją objąć w pasie, żeby jej nie wywalić. I znowu chciał się odezwać, ale Pilar już krzyczała te kolejne słowa, o tym co Madox jej powiedział. I Noriegę trochę zamurowało, trochę wbiło w ziemię, sięgnął palcami do jej poobijanego brzucha trzymając ją blisko przy sobie. A kiedy zakończyła tę rozmowę
ja go kocham, to trochę oprzytomniał. Pokręcił głową, a zaraz szarpnął Pilar za rękę odwracając ją przodem do siebie, tak, że zderzyła się z jego torsem. Znowu przytrzymał ją przy sobie, blisko.
-
Jesteś jebnięta - warknął, z czarnymi oczami utkwionymi w jej twarzy -
czemu mu to wszystko powiedziałaś? - rzucił trochę z wyrzutem, a trochę... -
ale... ja cię też kurwa kocham, tak jak nikogo, nigdy - złapał ją mocno za pośladek, przyciskając do siebie, a potem... Wpił się w jej pełne, gorące usta, które tak ładnie o niego walczyły. Które wypowiedziały te wszystkie słowa w jego obronie.
A Madoxa nikt nigdy nie bronił.
Cały świat miał na niego wyjebane. Tylko nie ona. Sięgnął do tego telefonu, który znowu zaczął grać, bo Ticiano się dobijał, ale jego usta nawet na moment nie oderwały się od tych jej. Smakował je w tym ognistym, zmysłowym pocałunku. Długo, głęboko, przy akompaniamencie
Oops!…I Did It Again, które Rosa miała ustawione na dzwonku.
Madox wrzucił telefon do tylnej kieszeni spodenek.
Jego język bezczelnie wdarł się w usta Pilar, tańcząc z tym jej w chaotycznym tańcu. A jego palce zaczepiały materiał jej sukienki, marszcząc go, podwijając. Znowu się na nią nakręcał, a kiedy w końcu się od niej oderwał, to jego czarne już oczy, odszukały jej ogniste spojrzenie -
umiem trochę dłużej niż minutę - pokazał jej czubek języka, a zaraz obejrzał się przez ramię, kiedy telefon znowu się odezwał. Wyjął go z kieszeni, nacisnął na czerwoną słuchawkę. Raz. Drugi. Trzeci.
-
Niech się pierdoli - jeszcze wyrwał się do Pilar, żeby musnąć wargami zadziornie jej miękkie usta. Krótko, zanim znowu wbił w nią spojrzenie -
ale mu nagadałaś - uśmiechnął się do niej, ale zaraz spoważniał -
nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił - zapewnił ją. Rosy też nie zdradzał, chociaż różnie o nim gadali, ale przecież Madox wyrywał aktorki zanim zaczął się oficjalnie prowadzać z Rosą. Był, jaki był. Ale na pewno nie taki, jak Ticiano.
I może nie umiał jak jego kuzyn, w piękne miłosne wyznania, ale zaraz zacisnął palce na ręce Pilar i pociągnął ją po parkingu w kierunku jeziorka -
chodź kupimy ci buty, a potem się przejdziemy - i zanim zdążyła zareagować, to on ją znowu łapał pod kolanami i brał na plecy, żeby już nie człapała w tych jego za dużych trampkach. Bo może Madox nie umiał pięknie mówić o miłości, ale za to, kiedy podrzucił ją sobie na plecach, poprawiając, a kiedy objęła go za szyję, to na jej rękach złożył kilka pocałunków i zostawił kilka śladów po zębach, to... czy to nie była miłość?
Nunca te haría algo así °❀⋆.ೃ࿔*:・