ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To nie miało prawa bytu.
Ilu ludzi mówiło im, że im to nie wyjdzie? Począwszy od Williama, przez Peach, półświatek, Eliota, Maddie i... pewnie znalazłoby się jeszcze kilka osób, które jednak nie życzyły im szczęścia, które w nich nie wierzyły.
Ale oni uwierzyli, dali sobie szansę. Ona mu dała, kiedy zaprosił ją do Medellin, a przecież wcale nie wiedział, że tak to się skończy. Bardziej obstawiał sytuację, w której będą do rana tańczyć salsę i pić ten dobry medelliński rum. A tu proszę. W Kolumbii wydarzyło się tyle, że po powrocie do Toronto to wydało się szare, paskudne...
I dopiero kiedy znowu się spotkali, to nabrało kolorów.
Ich wspólne życie miało tyle kolorów, że czasami trudno było je wszystkie określić, chociaż najbliższy sercu i tak był czerwony. Ten, w którym oboje tu dzisiaj przed sobą stali.
Składali sobie przysięgi.
Słowa płynące prosto z serca. Takie, które dotykały gdzieś tam głęboko, odciskały się na dnie duszy. Szczere, piękne, pieczętujące ich wspólną przyszłość, nie jako para, nie jako narzeczeństwo, a jako małżeństwo.
I teraz też Madox postanowił jej wyznać, że dla niego to też nie było takie proste, że też się bał. Bał się znowu zakochać. A jednocześnie nie potrafił się poddać. Walczył o nią, o to uczucie, wyciągał do niej rękę, zatrzymywał ją i gonił.
Bo to wszystko było tego warte. Tego gdzie oni teraz się znaleźli. Chociaż Madox zakładał, że skończą na dnie Ontario. A kiedy Pilar wtrąciła, że wszystko jeszcze przed nimi, to mrugnął do niej jednym okiem.
- Nigdy na to nie pozwolę - znowu musnął wargami jej dłoń. Chociaż prawda jest taka, że oboje wiedzieli, że ślub... On jeszcze komplikował te ich i tak już pojebane życie. Ale to też było w tym piękne, że mimo wszystko się na to odważyli.
Para wariatów. Gdzie odwaga zakrajała już o brawurę, ale czy oni sobie coś z tego robili?
Nic.
Bo najważniejsze było to jak kochali się nad życie, nie z takich opresji już wychodzili. Ze wszystkim dadzą sobie radę. Kto jak nie oni?
Zwłaszcza, że oni naprawdę byli pierdolnięci, ale to wiele razy uratowało im dupy. Więc w ogólnym rozrachunku, w ich przypadku, to nawet była zaleta, a nie żadna wada.
I to, że Pilar znalazła w sobie te pokłady delikatności, o którą Madox przecież ją podejrzewał, ale zawsze jej mówił, że jest najtwardszą babką, jaką zna, powtarzał, że nie zna większych wojowniczek niż ona... To przecież wiedział, że tam gdzieś w środku była też wrażliwa, krucha. A kiedy ta jedna, samotna łza spłynęła po jej policzku, to przesunął po jej brodzie palcem zagarniając ją, z tym ciemnym spojrzeniem zawieszonym na jej ślicznej twarzy. Jego też ściskało gdzieś w dołku, bo to, no kurwa, była chyba najpiękniejsza chwila w jego życiu, wzruszająca, ale jednocześnie najszczęśliwsza, więc kiedy wsuwał jej na palec pierścionek opowiadając o tym czego miał być symbolem, to uśmiech nie znikał z jego twarzy.
Ciemne spojrzenie zawiesił na pierścionku, który wyglądał na jej dłoni idealnie, jakby był dla niej stworzony, albo może ona była stworzona do tego, żeby być Panią Noriega?
Madox zaraz podniósł wzrok na swoją... już? Żonę. Jeszcze...
Jeszcze ta druga piękna, nietypowa obrączka musiała wylądować na jego palcu, i kiedy Pilar ją na niego wsuwała, to jego czarne oczy zawieszone były na jej twarzy, na tym skupionym, migotliwym spojrzeniu, na ustach, które zadrżały, gdy pierścionek wylądował na jego dłoni.
Był pewny tego co mu powiedziała, że jeśli będzie ją kochał, tak jak ona jego. Czyli w chuj. To wszystko się im ułoży. Bo kiedy byli razem to nie było takiej siły, która dałaby im radę.
Kiedy pełne, gorące wargi Pilar musnęły jego wytatuowane palce, na których mieniła się piękna, dzika obrączka, to Madox szarpnął ją do siebie. Swoją żonę?
Ach, kurwa. Jeszcze nie.
Podniósł ich splecione ręce, żeby przyjrzeć się kamieniom, które mieniły się w świetle wpadającego do świątyni przez szczeliny, słońca. Pięknie.
Pięknie im to wyszło.
A zaraz Johnny w końcu powiedział, to na co chyba oboje czekali. A na pewno Madox, który znowu wpatrywał się... w SWOJĄ ŻONĘ. Tak. Już. Wreszcie i oficjalnie.
Pilar Noriega, która zaraz rzuciła mu się w ramiona. Theresa i Ravi gratulowali, William też. Johnny krzyczał, że jeszcze musza mu tam coś popodpisywać, ale...
No kurwa. Nie liczyło się nic, tylko obłędny, wyczekany, jedyny w swoim rodzaju smak ust jego żony. Od razu zacisnął palce na jej udach przytrzymując ją przy sobie. I już chciał ją posadzić na tym ołtarzu, a potem może...
Wywalili tylko telefon, w którym William już cały zapłakany krzyczy, że nic nie widzi. No nie widział, bo akurat na obiektywie wylądował tyłek Pani Noriega, ale Madox zaraz ją ściągnął znowu przyciągając do siebie.
- No już... - podnieśli Williama, pokazali mu te piękne obrączki, a potem jeszcze przez chwilę gadali o tym, że co to będzie za noc poślubna, aż wtrąciła się Theresa, która musiała dodać, że to wszystko jest jej zasługa, a Ravi, że jego ten wystrój, który mu się objawił na kwasie. Pewnie dogadali by się z Wiliamem.
Ale Johnny już pokazywał im gdzie mają wszystko popodpisywać, więc pożegnali Patela obiecując mu, że jak przyjadę, to ustawią się na tego szampana, którego Madox chłodził w lodówce. Ta...
Ravi i Theresa złożyli podpisy, Państwo Noriega też.
Madox złapał Pilar za rękę i chciał już się stąd zmywać, ale Ravi stwierdził, że muszą sobie porobić na pamiątkę zdjęcia, więc kilka zrobili, dla potomnych, czyli Gabriela R. Blais Ricardo Martinez Rosario M. Vargas-Martinez William N. Patel Eric Stones.
A później Theresa i Ravi od razu się do nich wyrwali.
- To co? Teraz pora, żebyście poznali tą dziką stronę Rio de Janeiro - zaproponował Ravi.
A Madox od razu spojrzał na Pilar. Bo jeśli to co oni dzisiaj przeszli to nie było to dzikie Rio, to ciekawe co to będzie teraz. Ale chyba gotowi i tak byli spróbować. Dać się ponieść, bo godziny im uciekały, a oni już przecież byli małżeństwem.
I już mogli wszystko. Razem.
Ralph i Johnny wrócili do domu jednym samochodem, a państwo młodzi i ich świadkowie wylądowali w drugim, z kierowcą. W tym, w którym na szczęście działał klima, bo już nie musieli się obawiać, że im się wpierdoli przez okno jakiś wąż.
Nawet Madox w sumie nie opowiedział o tym Pilar, i już chciał, ale Theresa znowu ich zagadywała.
- To co? Do klubu? Pewnie nie jest taki dojebany, jak twój, ale zawsze się tam z Ravim świetnie bawimy - poklepała swojego męża po udzie. A Noriega… on spojrzał na swoją żonę.
- My się z Pilar wszędzie świetnie bawimy - bo oni się świetnie bawili przy śmietniku, w czyimś domu, podczas karmienia kaczek, na komisariacie, w Meksyku i... no wszędzie gdzie się dało. Łapali chwile i wspólne momenty. I teraz też zamierzali. W Rio. Te kilka godzin, które im zostało.

💖💗🥰💞 Pilar Noriega 💖💗🥰💞
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”