Nie widzę kolorów.
—
Jak to? — wyrwało jej się, zanim zrozumiała jak… głupie pytanie to było. W końcu wiedziała, że są różne zaburzenia, chociażby jak popularny daltonizm, ale chyba nie spodziewała się, że jej nowy partner laboratoryjny faktycznie nie będzie potrafił rozpoznać podstawowych kolorów. I generalnie - jakichkolwiek kolorów. No ale z drugiej strony, praktycznie w ogóle go nie znała, więc skąd mogła wiedzieć o nim taki szczegół.
Zwłaszcza, że początkowo myślała, że naprawdę żartował.
—
Ty mówisz poważnie — powiedziała, zerkając raz jeszcze na papierek z kolorem, po czym na niego. Oczywiście mógł świetnie udawać, ale z drugiej strony, nie byłoby to dla niego korzystne w tej sytuacji. Chociaż, nie wiedziała też w zasadzie czy te zajęcia jakkolwiek go obchodzą, bo skoro nie zdał raz, to dalej mógł mieć po prostu wyjebane, prawda?
Mogła jedynie uznać, że chciał jednak w końcu skończyć szkołę. Albo te zajęcia.
—
Ale, widzisz normalnie wszystkie odcienie, tylko ich nie nazywasz? — dopytała, chcąc to lepiej zrozumieć, bo chociaż irytował ją samą swoją osobą, to jednak zjawisko jakie prezentował było interesujące, a ona lubiła dowiadywać się o nowych rzeczach. A osoby z taką przypadłością jeszcze nie poznała. Znaczy, znała go wcześniej, ale raczej nie chciała mieć z nim nic do czynienia. On z nią raczej też nie, bo jak dało się zauważyć, byli z dwóch, zupełnie różnych światów.
Widzisz, Zoe? Wystarczyło trochę pogadać z chłopakiem i poznajesz ciekawe przypadki.
Nie skomentowała jego wzmianki o ojcu.
— Profesora Wolfganga zwykle interesuje głównie twoje zaangażowanie. — Chociaż i tak ciężko było go zachwycić, bo był bardzo wymagający. W zasadzie nie znała bardziej ambitnego człowieka, albo raczej, człowieka szukającego ambitnych uczniów, którzy mogliby go zaskoczyć. —
Ale jest dość... wymagający, to trzeba przyznać. — Bo nawet ona potrafiła mieć problemy i żadne "wymówki", że musiała odebrać brata czy nie miała po prostu czasu, nie wchodziły w grę. Mężczyzna uznawał przede wszystkim perfekcję i lubił jak komuś zależało na odpowiednich stopniach. A Zoe była bardzo ambitna i chemia też ją bardzo interesowała. To było jak dla niego doskonałe połączenie, jak widać.
Przez to też miała trochę przejebane jako "pupilka profesora".
Brew jej lekko drgnęła wyżej, gdy stwierdził, że daje mu zadania na poziomie debila z przedszkola. Z jednej strony - faktycznie dawała mu mniej skomplikowane zadanie, ale z drugiej strony, dzisiejsze doświadczenie też nie miało w sobie nic ciężkiego. Przynajmniej według niej.
—
Na tym polega zadanie. Możesz albo robić część praktyczną, albo zapisywać odpowiedzi. — Tak jak ona. Rozpisała tabelkę i miała tam pozapisywać odpowiedzi, które miał jej podawać po wykonanej czynności. W chemicznych projektach, zwłaszcza w liceum, nie robili zbyt ekstremalnych rzeczy, aby przypadkiem dzieciaki nie wpadły na… głupie pomysły, co jest częstym zjawiskiem w szkołach. Więc tu wystarczało wkładać paski do pH czy mieszać ze sobą różne roztwory. Zresztą… taka właśnie była chemia. Chociaż czasem bywały wybuchy, niekoniecznie kontrolowane.
Odłożyła długopis i położyła go na kartce z tabelką, którą przesunęła po blacie w jego kierunku.
—
W takim razie masz, pisz — powiedziała, samej sięgając do papierków —
W tej pierwszej próbce był kolor zielony. — Czyli pH obojętne. Nawet mieli skalę z kolorami obok oraz co to oznacza.
Wzięła kolejne próbki i wsadzała do nich papierki, aby niewiele później podawać mu kolory, które wychodziły. Czy jak nie umiał ich nazwać, to znaczyło też, że nie umiał powiedzieć czy środowisko jest obojętne, zasadowe czy kwaśne? Jak nie, to Zoe mu podpowiadała.
W kolejnej próbie należało trzymać pasek na azotany i powiedzieć czy powstaje osad - również mało angażujące i ciekawe, ale pewnie pan profesor nie chciał, aby ktoś się zabił podczas jego zajęć. W dodatku na pierwszych w tym roku.
—
Teraz sprawdzimy azotany, bo one nam powiedzą czy woda jest od rolników. — A dzięki temu będą mogli lepiej oznaczyć próbki i dojdą która woda jest skąd. —
Wiesz czemu? — spytała dość instynktownie, ale to nie dlatego, aby go sprawdzić czy cokolwiek wie, ale dlatego aby rozumiał co i dlaczego robią, w razie jakby profesor go o to zapytał, bo… no nie dało się nie zauważyć, że trochę się na niego uwziął. A skoro pracowali w grupie, to wolała się upewnić, że
grupowo dobrze wypadną.
—
Odliczaj dziesięć sekund, chyba że chcesz wsadzać paski, aby nie było, że odbieram ci radość z chemii. — Tak, Zoe, Evan to wygląda jakby kochał chemię całym sercem, dlatego właśnie został specjalnie dla niej na kolejny rok w liceum.
Evander Kross