33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

jeden
Mały Moto, duży problem,
bo nie schowałeś hotelowych ręczników Clyde.
Kiedy weszła do holu, to wcale nie rzucił jej się w oczy wielki napis The Ritz Carlton, bo takiego nawet tam nie było, był za to odźwierny, czy jakiś inny recepcjonista, któremu Clyde zapłacił za to, żeby wpakował ją do windy. Przeprowadził przez ten bajeczny, marmurowy hol, wpakował do windy i zawiózł na siódme piętro, prosto do tego pokoju, który mógłby być mieszkaniem. Gdyby nie to, że miał mini lodówkę, barek i wielkie łóżko. No ale przecież każde męskie mieszkanie ma mini lodówkę, barek i wielkie łóżko? Czy nie?
Nieważne. Ważne było to, że Clyde chodził sobie po tym pokoju w DRESACH. A dresy jak wiadomo to jest strój podomowy, więc to mógł być jego dom. Jego i małego Moto, który rzucił się w kierunku Peach, kiedy tylko weszła do środka, kiedy usłyszał jej słodki głosik.
Ten słodki głosik, który w głowie Welcha wiercił jakąś dziurę, bo dla niego był za piskliwy i trochę nawet wkurzający. Ale zważając na fakt, że przez ostatnie kilka tygodni rozmawiał z nią tylko na kamerkach, to był nawet zadowolony. Posłał jej firmowy uśmiech numer cztery, taki, który posyła się swojej dziewczynie, kiedy ona wraca z Bali, bo jej interes nie wyszedł i jest trochę załamana. Więc było w nim coś pokrzepiającego, ale też coś takiego, że wreszcie się spotykamy i jesteśmy razem. Czyli Bali się zjebało, ale i tak jest fajnie, bo jesteś obok. To nie był jeszcze wyćwiczony uśmiech, bo właściwie wyciągał go po raz pierwszy w życiu, ale wyszedł mu całkiem nieźle. Do tego jeszcze te niebieskie oczy wpatrzone w nią jak w najpiękniejszy obrazek. Musiała być usatysfakcjonowana, chociażby troszeczkę.
- Peach, ale się cieszę, że jesteś - bardzo się cieszył. Tak naprawdę to wcale, ale dobrze udawał. Całkiem ładnie mu to wyszło, jakieś przytulenie jej, jakby ta rozłąka trwała wieczność, buziak, dobra, dwa, bo jego usta tak były jej spragnione, że nie mógł się powstrzymać, prawda? Później jeszcze przesunął palcami po jej ślicznej buzi odgarniając z niej czarne kosmyki, czule, i z tym spojrzeniem zakochanego kundla utkwionym w jej oczach.
- Jak ci minęła podróż? - jeszcze pytanie pełne troski, i troskliwe myzianie kciukiem po karku, kiedy wciąż ją jeszcze trzymał przy sobie. Wystarczy? Zrobi mu w końcu ten przelew? W ogóle miała jeszcze te pieniądze, skoro Bali jej nie wypaliło? Jakiś wyciąg z konta by się przydał. Mogła nosić coś takiego w torebce?
Pewnie nie nosiła.
Zapadła ta niezręczna chwila ciszy, taka, która zapada między ludźmi, którzy wcale nie są dla siebie stworzeni. NIEZRĘCZNA.
Ale całe szczęście rozładował ją mały wkurwiający Moto, skacząc do góry już tak wysoko, że na wysokość klatki piersiowej Clyda.
- Siad - rzucił Welch, ale pies go oczywiście nie posłuchał. Nigdy go nie słuchał. Był rozpieszczony jak diabli, gryzł i warczał, trzeba było go na spacery wynosić, bo zapierał się tymi małymi, lisimi łapkami w progu. A jedynie smaczkiem w kształcie kostki o smaku łososia można go było do czegoś zmusić. Chociaż i tak nie zawsze. To były ciężkie tygodnie, nie wiadomo czy bardziej dla cwaniaka Clyde'a, czy dla małego Moto.

Peach J. Pepper
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Clyde D. Welch

Okay to nie tak, że nie wiedziała, że Clyde mieszka w hotelu, bo przecież nie jest głupia! Chodzi o to, że nie wie, że on mieszka w hotelu ale nie dlatego że nie ma mieszkania, tylko myślała, że on w nim mieszka dlatego że ma tak dużo pieniędzy, że może sobie na to pozwolić. Ale i tak odkąd weszła do hotelu, to siedziała cały czas w telefonie (influ obowiązki!) i tylko się oderwała na momencik żeby zrobić zdjęcie w lustrze. Co prawda był w tym lustrze też ten cały lokaj Clyda.
W każdym razie Peach się odwaliła, włos zrobiony, całe ciało boyfriend ready i już była gotowa na to, żeby w końcu przywitać go tak jak należy, ale od samego wejścia coś jej się nie podobało bo ona tu wchodzi a on wygląda jakby wcale nie był gotowy na ich randkę?! Na początku była zadowolona, bo wyściskała swojego Moto, okazało się że piesek jest cały i zdrowy i chciała już Welchowi podziękować za to, jak się zajął jej maluszkiem, ale wychodzi za róg i co?! I widzi jak jej boyfriend łazi po salonie jak jakiś drechol w dresach, jeszcze brakuje żeby włosy miał przetłuszczone.
Na szczęście kochany patrzył na nią jak oczekiwała, że będzie patrzył, więc to jej trochę odsunęło ochotę wydarcia na niego japy, że jak on ją wita???
- No hej przystojniaku! - zarzuca mu ramiona na szyję, zaraz po tym jak odstawiła Moto na ziemię i wcale nie wie, że on jej całować nie chce, bo jego usta mówią inaczej. - och no wiesz, to tylko dwadzieścia godzin lotu, dobrze że miałam business class, chociaż tak jak ci pisałam zdobycie jej to była absolutna bitwa. Wyobrażasz sobie, że teraz kiedy każdy może mieć business class, ludzie oszaleli i wydają ostatnie pieniądze na to?! Ja też bym wydała ostatnie, bo serio 20 godzin w samolocie w ekonomicznej to musi być coś dramatycznego dla kręgosłupa. Czułabym się pogięta jak krewetka, serio - w końcu odkleja się od Clyde’a żeby się przeciągnąć i sięgnąć do torebusi. Dla niego to może była niezręczna cisza bo ma jakiś anxiety, ale ona wcale nie czuła żadnego problemu, dla niej raczej było to niezręczne bo szukając w torebusi zorientowała się, że nie wzięła dla niego prezentu. Merde! To on się tak starał i czekał na nią pół roku wierny jak pies, a ona zapomniała wziąć wisiorka z kłem rekina, który dla niego kupiła. Ma sa kra.
Wywraca oczami i odwraca się do niego z przebiegłym uśmieszkiem, jakby ślepa na to, że jak on mówi psu siad to ten zaczyna biegać jak oszalały po całym pomieszczeniu.
- No a teraz przyznaj się, jak się bawiliście z Moto?
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że Peach to była taka mądra, bo Clyde był chyba dość głupi, skoro ją wkręcał, że to nie jest hotel, tylko jakiś apartamentowiec dla dzianych ludzi. Ale przecież nigdy je nie zapytał o iloraz jej inteligencji, to skąd miał wiedzieć? Kiedy on to wnioskował po jakieś ich rozmowie na temat naturalnych karm dla piesków produkowanych z jakiś jelonków Bambi w Nowej Zelandii, czy gdzieś tam. Nie słuchał jej, ale to były takie pierdoły, że wywnioskował, że Peach nie jest za mądra. On tego jej pieseczka karmił pewnie szynką, a później w środku nocy musiał lecieć z nim na dół, żeby się załatwił. Chociaż i tak bestia raz mu narobiła do buta. Drogiego buta.
Którego może by założył na randkę z nią, ale że był zapaskudzony, to nie założył, tylko miał na sobie dres.
Wyjściowy dres, całkiem drogi i ładny, taki z jakąś dużą, widoczną metką z tyłu, żeby nie było, koszulkę też miał Hugo Bossa pewnie, nawet skarpetki, a gatki, to już Peach musiała sobie sama sprawdzić. A włosy oczywiście ułożone nienagannie na żel, czy tam jakieś pianki do stylizacji, tak, że wyglądały, jakby można w nich było zanurzyć paluszki i za nie go gdzieś zaciągnąć, za te miękkie, ładne włoski.
- Pięknie dziś wyglądasz Peach - oczywiście musiał jej to na wstępie powiedzieć. Chociaż prawda jest taka, że Peach była całkiem ładna, mogłaby mu się podobać, gdyby on najpierw nie widział w niej zarobku. Może jakby ją spotkał w jakimś zwykłym barze, to by jej nawet postawił drinka, bezinteresownie. Ale on ją spotkał w jakiejś fancy kawiarni, gdzie ona zamawiała najdroższą pozycję z całego menu. Od razu się nią zainteresował. Chyba tylko nie tak jak powinien.
Słuchał jej... No dobra, udawał, że jej słucha, bo prawda jest taka, że wyłączył się gdzieś na tych dwudziestu godzinach lotu, a później dopiero z powrotem do niej wrócił na to o krewetkach.
- I co z tymi krewetkami nieświeże były? - pyta głupio. Chyba powinien ją jednak trochę bardziej słuchać. Chociaż on to czasem był jak ten jej pies, nie słuchał się wcale. A Moto to już w ogóle nie słuchał się do tego stopnia, że nagle zaczął z łazienki wyciągać jakieś ciuchy, które wcale nie należały do Clyde'a. Dobrze, że Welch to zobaczył, bo zaraz chwycił Peach za ramiona i znowu jej spojrzał głęboko w oczy.
- Świetnie, zaraz ci wszystko opowiem skarbie - i ją objął ramieniem, żeby ją pociągnąć do kanapy - tylko tutaj na kanapie, bo tak się za tobą stęskniłem - powiedział jej tak ładnie, a później to już ją posadził na tej wygodnej stylowej kanapie, tyłem do drzwi od łazienki, z których Moto wyciągnął jakieś czerwone, koronkowe stringi. To nie tak, że Clyde tu przecież sprowadzał jakieś panienki, ale z jedną mieszkał...
- Napijesz się czegoś? Może zrobię ci herbatę? - zapytał i złapał ją za rękę, jakby tak mu na niej zależało, ale tak naprawdę to nie chciał, żeby się obejrzała, a jak chciała, bo ten mały Moto zawarczał szarpiąc koronki, to zaraz Clyde sięgnął do jej policzka, oparła dłoń na jej śniadej, miękkiej skórze.
- Herbatę jaśminową, i zaraz ci wszystko opowiem - jeszcze przesunął palcami po jej buzi, a potem to już zerwał się jak oparzony, i schylił zaraz za jej plecami, żeby wyszarpnąć psu te koronkowe majteczki, całe szczęście to były tak ubogie, że mieściły mu się w dłoni, poklepał pieseczka po łebku - idź do pani Moto - zerknął na niego jakoś groźnie i wpadł do łazienki, żeby te majtki wrzucić za pralkę, jeszcze zerknął, czy nie ma tu więcej takich niespodzianek, ale na pierwszy rzut oka nie było. A potem poszedł wstawić wodę na herbatę. Clyde nienawidził herbaty, ale sam proces parzenia jej go odstresowywał, może mu się to przydać.

Peach J. Pepper
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Clyde D. Welch

No wlansie jednego czego nie lubi Peach to jak jej typy nie słuchają. Zawsze tak jest, że jak już jej się jakiś typ tak podoba na maksa, ma z nim dobry vibe, to ten zaczyna coś się wiercić, coś kręcić i nagle on nie może żyć w takim związku, gdzie baba tyle gada. Dlatego, kiedy Clyde tak z dupy spytał o krewetki to aż zmarszczyła czoło, a ponieważ nie miała botoksu już z pół roku to było widać że marszczy.
- A jak twoja delegacja bejbi? - zmienia temat, w sumie to po tym jak jej Madox powiedział, że chłopy chodzą do klubów podczas delegacji, to trochę zaczęła się zastanawiać jak taka delegacja jej chłopaka wyglądała. Może wcale nie było tak jak mówił Madox i po prostu Clyde pojechał do Scranton w Pensylwanii, spędził dwie done w podrzędnym hotelu, kark go teraz boli od tych warunków i to tyle? Może żadnych gołych dup tam wcale nie było? Może.
Siada sobie na kanapie, zupełnie niewiadoma że Moto jej kochany pieseczek chce jej uświadomić, że w tym mieszkaniu Clyde wcale nie jest zawsze sam, ale często ma też koleżankę. Zresztą, kto nosi czerwone stringi! Peach w życiu by nie wpakowała do jednej pralki z ubraniami Williama swoich stringów, a tak przy okazji to może powinna powiedzieć o tym że ma też współlokatora Clyde’owi? Trochę się obawiała co on o tym pomyśli, bo nie była świadoma, jaki jest jego status mieszkania, trochę się na przykład bała że taki przykładny mężczyzna jak Clyde będzie się pieklił że ona wgle z kimkolwiek mieszka, a już z typem to już wgle.
W sumie to żadnej herbaty nie chciała, ale Clyde był taki słodki, że aż oczy jej zabłyszczały, bo nigdy nikt nie był dla niej taki uprzejmy, żeby proponować jej herbatę, jak ją zaprasza do siebie na górę na herbatę. I do tego jaśminowa?! Aż ją dreszcz przeszedł, na jakiego romantyka trafiła.
- No dobrze, skoro chcesz możemy napić się herbaty… - odpowiada trochę w szoku, że tak jej serce zabiło mocno jak on ją tak pod brodę trzymał jak w jakimś romansidle. Może oni już są więcej niż tylko boyfriend- girlfriend? Moto wskoczył jej na kolana, więc zaczęła go głaskać i obejrzała się na chłopaka, który się krzątał po kuchni. Hot, w sumie trochę dziwne dla niej było, ze TAKI facet wciąż był sam. Tzn teraz był z nią, ale wcześniej na przykład???
- Clyde, wiesz, myślałam że przyjedziesz do mnie na Bali i zobaczysz jak działa mój ośrodek, było mi bardzo ciężko bez ciebie tam
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widział, że zmarszczyła czoło i nawet uniósł jedną brew, już miał powiedzieć, że jej się tutaj robi zmarszczka, może coś odkrywczo stwierdzić, że powinna sobie więcej wstrzyknąć tego botoxu, ale na całe szczęście Peach zapytała o tę jego delegację. A Clyde o niej zapomniał, to znaczy wiadomo, że on na żadnej nie był, ale zapomniało mu się, ze miał udawać, że był.
- Nudno, wiesz jak jest na delegacji, trzeba cały dzień chodzić w garniturze i udawać, że smakuje ci tamtejsza kawa, a była syfna, no i pokój w hotelu też taki sobie - zmarszczył nos na wspomnienie tego wyimaginowanego kiepskiego pokoju i syfnej kawy. Dobrze, że on jakoś nie musiał ze szczegółami jej opowiadać o swojej pracy, bo ją bardziej interesowały garnitury, albo to w jakim hotelu się zatrzymał. Właściwie Clyde nawet nie do końca wiedział, co jej nawciskał za kit, że pracował w jakiejś poważnej firmie i miał firmowe auto? Chyba.
Kiedy już siedzieli na tej kanapie, to Clyde starał się patrzeć w oczy Peach, ale cały czas zezował na tego jej psa. Na szczęście to ten jego czar i urok osobisty tak na nią działały, że się wcale nie odwróciła, tylko jeszcze Welch zobaczył ten charakterystyczny błysk w jej oku. Błysk, który zdradzał, że chyba jednak ta herbata ją kupiła. Dobrze, że on woził ze sobą po tych hotelach w ogóle jakiś zestaw do parzenia herbaty, imbryk i filiżanki, bo miał taki sposób na ukojenie nerwów.
Pogłaskał ją jeszcze po policzku jak rasowy Don Juan, albo jakiś Ryan Gosling w Pamiętniku, a później wstał z tej kanapy, zrobił porządek ze stringami, i już stał w kuchni układając na blacie filiżanki i czajniczek. Sięgnął do górnej szafki po herbatę jaśminową, ale wtedy na łeb mu spadła jakaś herbatka na bóle menstruacyjne, która też wcale nie była jego, tylko pewnie Laury, złapał ją prawie w locie i walnął z powrotem do tej szafki. Wyciągnął puszkę tej jaśminowej i trzasnął drzwiczkami. Miał nadzieję, że Peach nie zauważyła.
- Ale wiesz, że miałem dużo pracy... - mruknął, nasypując susz do czajnika, chociaż prawda jest taka, że nie miał, obijał się trochę, ale jak rozmawiał z nią na kamerkach, to zawsze w garniaku i jakiejś kawiarni, gdzie albo rzekomo czekał na spotkanie, albo pracował. Uniósł głowę, żeby na nią spojrzeć.
- Chociaż już kończymy projekt, miałem kupować bilety na przyszły tydzień, ale zadzwoniłaś, że wracasz - powiedział i wstawił wodę, znowu na nią spojrzał wychodząc z części kuchennej i opierając się o wyspę - no i dobrze, że już jesteś - powiedział i nawet zrobił krok w jej kierunku - mi też było bez ciebie ciężko - kolejny krok, tak, że już się znalazł przy kanapie. Już kucał obok niej i sięgał do jej dłoni, żeby ująć ją w palce, znowu bardzo romantycznie, musnąć wargami jej wierzch - teraz już się nie rozstaniemy - zapewnił ją, jak jakiś zakochany bez pamięci. Już się pochylał do niej i nawet może by ją pocałował znowu, ale wtedy cisze przerwał ten czajnik, który zaczął gwizdać jak opętany, więc Clyde się zerwał na równe nogi.
- Herbata - rzucił i już zaraz znowu stał w kuchni, żeby zalewać tą aromatyczną jaśminową herbatkę i nawet jeszcze mierzyć temperaturę specjalnym termometrem, musiała mieć ileś tam stopni, parzyć się odpowiednio długo. Trochę mu to zeszło, ten cały proces, ale finalnie to przyniósł na tacy czajniczek i dwie filiżanki i postawił na kawowym stoliku przy kanapie, na którą zaraz się rzucił obok Peach, aż zrzucił jakąś poduszkę, ale po nią sięgnął i walnął za swoimi plecami.
- To powiedz mi dokładnie co się stało na tym Bali, dużo pieniędzy straciłaś? - no tak, forsa. To się dla niego póki co liczyło.

Peach J. Pepper
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

-A, no to faktycznie nuda. Ale załatwiłeś coś ważnego? Możesz się czymś pochwalić? - tak go Peach podpuszcza, bo w sumie to chciałaby, żeby może teraz chociaż jej boyfriendowi się zaczeło dobrze wieść, skoro ona po prostu splajtowała z tym swoim biznesem. Zresztą, hot jest mieć faceta, który ma jakieś osiągnięcia w życiu, wiec tak na poprawę humoru może by usłyszała o czymś miłym co się dzieje u niego. Przeczesała te swoje wielkie włosy. - A gdzie się zatrzymaliście w Ottawie? W Hiltonie? Hm, oni mieli bardzo dobrą kawkę z tego co pamiętam. Był tam taki jeden barista, który chyba się we mnie podkochiwał, bo ciągle przynosił mi złe zamówienie. Ale pyszna była ta kawka - tak sobie trajkocze, pewnie znów jej boyfriend jej nie słucha, ale to nic, bo tak na prawdę chłopaki to są tylko od tego, żeby usługiwać i zadowalać, więc średnio jest ważne co on tam gada i jakie ma poglądy.
- Wszystko okaj? - spytała tak pro forma, nie dlatego, że się serio martwiła, tylko jak te rzeczy tak mu leciały z rąk i ciągle biegał po mieszkaniu w tym dresie, to zaczęła się zastanawiać czy on może ma jakieś zatrucie żołądkowe? Jeszcze herbaty chce parzyć, więc trochę podejrzane. Oby żadna jelitówka zaraźliwa, bo ona nie chce być chora, dopiero wróciła z wakacji i nie ma zamiaru spędzić kolejnego tygodnia w toalecie.
Jak znów do niej wrócił i tak klęka przy kanapie to aż jej oczy się poszerzyły ze zdumienia, bo przez ułamek mili sekdundy pomyślała, że Clyde chce ją o rękę tu prosić. Ale potem tak zamrugała i sie zorientowała, że to było tylko w jej głowie, bo on tak serio to tylko kucał przy niej, ale faktycznie jak ten Clyde tak mówił do niej pięknie, to innych myśli nie miała, tylko takie, że mogłaby z nim na prawdę wszystko zrobić i dla niego, bo jest najlepszym boyfriendem pod słońcem.
- Cieszę się - wzdycha sobie taka cała w amorach i opiera na tej miłej kanapie w jego apartamencie, kiedy poleciał znów po tą herbatę i zostawił ją. Peach rozgląda się po suficie szukając red flagów, ale ich nie widzi, ślepa. No w każdym razie już sobie tak czilują na kanapie i herbatka zaczyna ładnie pachnieć, kiedy Clyde pyta o szczegóły. Peach podwija nogi pod siebie i siada tak jakby na kolanach, opera ramię o oparcie kanapy i tak nad tym leżącym adonisem swoim siedzi i zaczyna opowiadać:
- No bardzo dużo... tak z pięćdziesiąt procent zysków z całego biznesu musiałam zapłacić za mandat. Teraz jeszcze ci goście, którzy musieli wcześniej wrócić też chcą zwrot za wakacje, więc musze im coś odpalić, ogólnie to powiem ci no nie jest zbyt kolorowo. Nawet mnie nie stać na wynajem mieszkania - przez chwilę pomyślała, że sumie może mogłaby się wprowadzić tu do Clyde'a, nawet się tak rozejrzała po pokoju i widzi jak Moto znów chce się do łazienki dostać. - Och bo ty nie wiesz! Nie chciałam ci przeszkadzać na delegacji, ale jak przyjechałam to cały mój apartament był zalany i śmierdział grzybem! Muszę teraz ogarnąć tam jakąś ekipę remontową, jutro ma ktoś przyjsć obejrzeć szkody. Pójdziesz ze mną? Pogadasz z tymi specjalistami - i tak wachluje oczami, żeby go skusić, żeby pół dnia gadał z robolami.
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- No tak, podpisaliśmy taką jedną ważną umowę i wiesz, wszyscy są zadowoleni, a mój szef to nawet coś wspomniał o jakiejś premii dla dyrekcji, czyli wiesz, dla mnie - tak jej się chwalił, wymyślał na poczekaniu i miał nadzieję, że ona to wszystko łyknie, bo to były jakieś kompletne bzdury, ale chyba brzmiały dość poważnie? Zresztą ona zaraz pyta o hotel i Clyde znowu spojrzał jej w oczy. Teraz musi nakłamać o ten hotel.
- Coś ty, nie w Hiltonie, w jakimś czterogwiazdkowym - powiedział z pogardą w głosie, no bo wiedział, że ona nigdy by się nie zatrzymała w czterogwiazdkowym hotelu i takich na pewno nie znała. Zmyślnie.
- Nie pamiętam nazwy, bo nic wartego uwagi - dodał jeszcze, a potem zaraz spojrzał na nią jakoś tak z ukosa - a co to za barista był? Jakiś chłopak od kawy - prychnął, że niby taki zazdrosny. Bo tym razem akurat jej słuchał, no i też trochę wiedział już, że Peach to jednak lubiła być traktowana jak księżniczka, więc trochę zazdrości też mógł tutaj upozorować.
Kiedy ona go tak troskliwie zapytała, tak mu się wydawało, że troskliwie, a nie w obawie przed jakąś sraczką, to od razu pokiwał głową, że okej. To parzenie herbaty go chyba trochę uspokoiło, zresztą zamknął już drzwi od łazienki i ten mały psiak się tam nie dostanie, a tutaj wcale nie było śladów jakiś jego współlokatorek. Na szczęście.
Już sobie siedzą na kanapie, Clyde to wcale nie załapał, że jej przez głowę przemknęła jakaś myśl o oświadczynach i bardzo dobrze, bo to by był sygnał, że jednak chyba trzeba to kończyć i jechać dalej. A oni przecież tu w Toronto, to jednak jeszcze mieli tyle do zrobienia.
Rozsiadł się na tej kanapie jak jakiś król, albo rzeczywiście boski Adonis, czy tam Zac Efron z swoim najlepszym momencie, ale kiedy ona zaczęła mu tak opowiadać wszystko, to te niebieskie oczy błądziły po jej twarzy jakoś tak dziwnie. Słuchał jej i nie chciał dać po sobie nic poznać, chociaż powieka lekko mu drgnęła, gdy powiedziała to nawet mnie nie stać na wynajem mieszkania, no i kiedy ona tak się rozejrzała po tym jego, to on był pewny, że wie, co jej siedzi w głowie. No ale przecież nie ma takiej opcji. Co on teraz miał jej powiedzieć?
Walnął ręką w kolano z jakimś o kurdę na ustach.
- Ale pech, akurat ja też muszę się wyprowadzić, bo coś słyszałem, że któryś sąsiad ma pluskwy. Wyobrażasz to sobie? Okropne - wali jej ścieme na poczekaniu. No bo co ma innego robić? Przecież jej nie powie, skarbie to wprowadź się do mnie, bo po pierwsze nie mieszka sam, a po drugie... To on ją ze wszystkim tak kłamie.
I nawet miał to zrobić znowu, nakłamać jej, że jutro nie może, że ma jakieś spotkania, czy coś, ale kiedy ona się tak do niego podsunęła na tych kolanach, a jego niebieskie tęczówki spoczęły na jej dużych, ciemnych, całkiem ładnych, oczach, to pokiwał głową, że dobrze.
A później przemknęła mu przez głowę taka myśl, co ty kurwa robisz Clyde?
- Pójdę, załatwimy to - powiedział, jakby rzeczywiście był jakimś jej facetem, a w głowie miał już tylko, popierdoliło cię chłopie. Pochylił się, żeby nalać im herbaty, tylko teraz to nawet ona już chyba nie pomoże.
- A może powinnaś wynająć jakiegoś prawnika? Może da się to jeszcze jakoś... no wiesz coś odzyskać? - zapytał z nadzieją w głosie, bo on przecież liczył, że za jakiś czas też jej wypali, że jest chory, albo coś i potrzebuje pieniędzy, a ona mu je przeleje bez żadnego słowa sprzeciwu. I co teraz, kiedy ten jej biznes nie wypalił? Jeszcze on może będzie musiał się jej dokładać do wacików, a skąd niby on miał to wziąć?

Peach J. Pepper
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- A okay, no to nie znam - wywraca oczami na sam pomysł mieszkania w jakimś hotelu czterogwiazdkowym - Może musisz porozmawiać ze swoją asystentką, Clyde, żeby ci bookowała tylko normalne pięciogwiazdkowe hotele. A w ogóle to daj jej mój numer, niech do mnie napisze jak potrzebuje pomocy. - tak machnęła sobie ręką, żeby niby przypadkiem on dał nr do swojej asystentki, a serio to już przebierała nóżkami, bo jak będzie miała dostęp do jego asystentki to już jej Clyde nie będzie mógł powiedzieć, że nie może akurat zejść na lunch, albo nie może ją wpuścić na seksi lunch na górę, tylko asystentka jej powie kiedy jest wolny.
- A co jesteś zazdrosny? - Zaśmiała się wesoło na wspomnienie baristy i posłała mu oczko. - Nie martw się, przecież teraz bym na niego nie poleciała. Ale wtedy był nawet hot, miał dres taki jak ty - w końcu przyszła koza do woza i Peach powiedziała co wiedziała o ubraniu Clyde'a, bo no serio, kto się tak ubiera!?!?
No w każdym razie tak sobie rozmawiaja, aż on nagle rzuca, że się musi wyprowadzić i aż jej się gorąco robi, zupełnie zignorowała tę informację o pluskwach, za to oczy jej zabłysnęły.
- Ojacie, serio!? Czyli zarówno ty i ja jesteśmy teraz bez mieszkania? Bejbi, to może razem coś wynajmiemy? - i już się tak zaczeła cieszyć, że aż podskoczyła na tej kanapie, również dlatego się cieszy, bo dopiero dwa dni mieszka z Williamem a już nie może z nim wytrzymać, bo ten chłop nic tylko robi ciągle śmierdzące rameny i siedzi i pierdzi w stołek! Nie to co Clyde, on to na pewno w życiu by nic nie spalił w kuchni, ani nawet by nie beknął.
Tak myślała Peach.
Uff, no dobrze, ze pójdzie. Peach jak słyszy jak on się oferuje, że będzie gadał z robolami, to zaraz się uśmiechneła zadowolona i skoro już im nalał herbaty to sobie wzieła kubeczek.
- Prawnika? Och, żebyś wiedział, że wynajmę i dwóch jak będzie trzeba! Po jednym na każdy kraj. Chociaż przyznam ci się bejbs, że chyba wciąż mam jetlaga, bo zupełnie już nie ogarniam którą mamy godzinę i czy już mogę tam dzwonić do prawników, czy nie. Zresztą, też nie wiem czy mój tłumacz Ali jeszcze będzie ode mnie odbierał telefony, bo trochę się na niego wydarłam przed wsiadaniem do samolotu... - przygryza usta, bo w sumie to Ali był bardzo dla niej dobry przez cały ten jej pobyt na Bali, Clyde'owi to nawet nie mówiła, że on był super hot i był takim jakby jej bali-boyfriendem, bo jak spytał kto to Ali to mu pokazała starego dziada, który akurat im łódką sterował. Nie tylko Clyde D. Welch ma coś do ukrycia jak widać! - Teraz mam trochę wyrzuty sumienia, że tak go potraktowałam. Ale tyle się działo, jeszcze konsul mi ciągle mówił, że mam wsiadać do pierwszego samolotu lecącego do Kanady, nie wiem nawet czy spakowałam wszystkie swoje rzeczy - wzdycha taka rozemocjonowana, w sumie to aż jej zaczeły łzy troche cieknąć, bo cały ten stres ją teraz dojeżdża, jak napiła się takiej dobrej herbaty i siedzi sobie ze swoim kanadyjskim-boyfriendem.
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy zaczęła mu mówić o tej asystentce, której on przecież nie miał, to znowu powieka mu drgnęła, co on ma jej teraz znowu powiedzieć?
- A wiesz właśnie ją zwolnili za ten hotel, bo ja to jeszcze jakoś się odnalazłem, nastawiłem sobie budzik, ale nasz prezes zaspał na ważne spotkanie, bo nawet nie mieli opcji budzenia w tym hotelu - tak jej zaczął zmyślać naprędce, ale z miną, która mówiła tylko jedno, że on gardzi takimi biednym hotelami. Liczył na to, że Peach się na to nabierze.
Zresztą już zaraz zeszli na ten temat zazdrości, a Peach to chyba lubił takie tematy, jakieś romanse, jakieś sceny zazdrości i takie tam, już jej nawet Clyde miał powiedzieć, że jest, tylko ona wtedy wspomniała o tym jego dresie.
- Barista w dresie? - zdziwił się, bo jakoś sobie tego nie wyobrażał, jak oni to zazwyczaj w jakiś koszulach chodzili i fartuchach, uniósł jedną brew - mała a może to nie był barista, tylko jakiś dres co cię podrywał? - zapytał, bo to mu się wydawała jakaś realniejsza opcja, nie to, że on się w ogóle przejął tym, że ona mu ten dres wytknęła. Bo to był drogi dres. Stylowy. A on przecież siedział w domu, a nie szedł z nią na randkę do jakiejś restauracji z gwiazdkami Michelin.
Trochę chyba tego nie przemyślał, żeby jej mówić o tej wyprowadzce, już widział to w jej błyszczących oczach, aż przełknął ślinę.
- Tak... - zaczął, ale już się głowił jak ma się z tego wykręcić, no jak? Aż podrapał się po karku, bo nic mu nie przychodziło do głowy, chociaż zaraz sięgnął, żeby ściągnąć z poduszki, którą trzymał sobie na brzuchu jakiś blond włos i rzucić go za kanapę - no tylko wiesz Peach, teraz ma do mnie taka kuzynka przyjechać i chyba będę musiał z nią pomieszkać, bo ona jest biedna - spojrzał jej w oczy, żeby dać jej do zrozumienia, że na świecie to są też biedni ludzie, niestety - no ale to rodzina, wiesz skarbie - tak jej ładnie mówi, a do tego jeszcze to o rodzinie, żeby sobie pomyślała, że z niego to jest taki rodzinny, troskliwy chłop. A tak naprawdę to on przecież okradł swoją rodzinę i uciekł. Ups.
Wyciągnął się jeszcze bardziej na tej kanapie, jakby był u siebie, ale też słuchał jej, kiedy zaczęła mu nawijać o tym prawniku. No bo dobrze, że jednak postanowiła się tym zająć, odzyska pieniążki, a wtedy on będzie mógł je od niej wyłudzić, Świetnie. Liczył na to.
- Może ci jakoś pomóc Peach? - zapytał, ale liczył, że nie, bo ona jest przecież silną, niezależną kobietą. Tylko, że zaraz zaczęła mu się rozklejać.
Kurwa - przeklął w myślach Clyde, bo jeszcze tego mu tutaj brakowało, ale zerwał się z tej kanapy, poduszkę rzucił na podłogę i zaraz do niej sięgnął, żeby ją do siebie zgarnąć i przytulić. No bo tak chyba robią dobrzy boyfriendzi. Głaskał ją po tych czarnych włosach, aż się zaciągnął zapachem jej perfum, który w sumie to bardzo mu się podobał.
- Nie martw się Peach, będzie dobrze, ja ci pomogę - zanim jeszcze to powiedział, to już w głowie miał myśl, nie mów tego, a jednak to zrobił. Ale mu się zrobiło jej żal. A Clyde to w ogóle miał chyba w sobie też coś takiego, że on to lubił takie damy z opresji ratować i wtedy wychodził na bohatera.
- Może ja pogadam z tym Alim i mu wyjaśnię, że byłaś wtedy cała w emocjach i dlatego tak zareagowałaś? - co jak co, ale przecież gadane to on miał. Mógł pogadać z jakimś starym dziadem i go przekonać, że Peach to jest jednak anioł, jakiś hinduski.

Peach J. Pepper
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Clyde to jednak jest tepaczek, bo mógł przecież powiedzieć że właścicielka czerwonych stringów to jest jego asystenka! No, nieważne. Peach słucha tej całej historii o nieudanej asystentce i aż zaczęła trochę współczuć Clydowi.
- Oh, bejb, brzmi strasznie. Ale serio to ten twój boss to też jakiś w chmurach ma głowę chyba, przecież od czego ma iPhona? - ona tak drąży jak po prostu jakiś detektyw stulecia, ale wiadomo że Clyde to na wszystko ma odpowiedź, nawet jakby trzeba było ją wkręcić, że musi się przeprowadzić do Jemenu, to by tak jak Chandler poleciał do Jemenu, byleby nie wyszło jego kłamstwo. Tzn, Peach o tym nie wie, bo ona jest przekonana, że on jest z nią absolutnie szczery i wogóle czysty jak łza.
- Haha, no może, nie wiem - wzrusza ramionami tylko na to ale po chwili dodaje, bo jednak lubi jak chłopaki są o nią zazdrostne. - W sumie może to był po prostu jakiś chłopak, no nieważne, teraz mnie pewnie obserwuje na Insta - no to akurat pewnie możliwe, bo ona ma serio dużo obserwujących. To jej zresztą przypomniało jedną rzecz i tak się skupia na Clyde D. Welch, i sprawdza, żeby on też się na niej skupiał. -Tak pomyślałam bejbs, że skoro już jestem tutaj w Toronto i ty też tutaj jesteś, to może zrobilibyśmy soft launch naszego związku na Instagramie? Chciałbyś, żebym Cię przedstawiła moim followersom?
Peach to już od jakiegoś czasu chodzi po głowie, że musi z Clydem ustalić, czy on chce być insta famous też, czy będzie jej chłopakiem, który nie ma instagrama.
A skoro o takich poważnych rzeczach gadają, to też ważne jest to czy będą razem mieszkać. Peach już tutaj mega się ucieszyła, bo pomyslała, że zacznie sobie z Clydem robić romantyczne śniadanka i kolacje i że będą razem szukali dywaników do przedpokoju, albo będą się dzielić opieką nad roślinami i... och może nawet zaadoptują drugiego pieska? Ale Clyde coś nie jest chętny chyba na mieszkanie i mówi coś o biedzie. Myśli Peach się zatrzymują i przestaje się tak ekscytować, jak przed chwilą.
- Am, no tak, nie chciałabym mieszkać z twoją kuzynką. To znaczy, nie obraź się, ale mam taką zasadę, że nie mieszkam z dziewczynami. Mam za dużo wyjazdów z dziewczynami z pracy, żeby jeszcze mieć to samo w domu. Z tobą to byłoby coś innego - tak przeciąga i patrzy się jeszcze na niego, ale w głębi serca wie że jeszcze za wcześnie na wspólne mieszkanie. Przecież nawet ze sobą jeszcze rok nie są!
Peach to niewiadomo dlaczego się tak rozkleiła, ale się rozkleiła, dobrze że ma teraz Clyde'a żeby ją pocieszał. Pochlipała sobie trochę i ociera oczy, kiedy ten ją pyta, czy mógłby pogadać z Alim i trochę pomóc naprostować tę sytuację. Pokiwała głową, chociaż chyba zapomniała, że to nie jest taki dobry pomysł, żeby toronro boyfriend rozmawiał z bali boyfriendem, bo raczej żaden z nich nie wie, ze ten drugi jest tez w tym samym czasie boyfriendem.
- Możesz porozmawiać i go przeprosić za mnie?
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”