ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
168 cm
Recepcjonistka w Art Gallery of Ontario
Awatar użytkownika
I'm very very sweet but also very very much psycho <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Lokal, który zazwyczaj tętnił życiem ceramików, pachniał gliną, wilgotną ziemią i ciepłem pieców, tym razem wyglądał zupełnie inaczej. Na trzy dni zmienił się w przestrzeń malarską, wyjątkową, pełną sztalug ustawionych w równych rzędach, płócien czekających na pierwsze pociągnięcia pędzla, kubków z wodą i farb rozłożonych w kolorowym, artystycznym chaosie. Zamiast ciężkich stołów do lepienia i półek pełnych glinianych form, wszędzie rozstawiono narzędzia malarzy. Powietrze pachniało olejnymi farbami i terpentyną, a w tle słychać było ciche rozmowy, śmiechy i odgłos pędzli muskających płótna.
Światło wpadało przez wysokie okna, rozlewając się po drewnianej podłodze, na której gdzieniegdzie widać było ślady farby, jakby ktoś już wcześniej próbował tu tworzyć. W rogu stały wiadra z wodą, a na długim stole leżały palety, tubki farb w odcieniach, które przypominały barwy tęczy. Całość miała w sobie coś magicznego, atmosferę miejsca, w którym sztuka była jedynym językiem.
Elisabeth kochała sztukę całym sercem. Od zawsze podziwiała dzieła innych, potrafiła godzinami wpatrywać się w obrazy, analizować ich kompozycję, dobór barw, technikę. Jednak sama nigdy nie uważała się za wielką artystkę. Czasem lubiła się pobawić, tak to określała, ale jej imponująca wiedza o pigmentach, stylach i historii sztuki nijak nie przekładała się na talent w praktyce. Mimo to postanowiła wziąć udział w jednym z tych malarskich dni. Mogła przecież zrobić to w domu, w zaciszu własnego pokoju, ale wiedziała, że to nie byłoby to samo. Atmosfera wspólnego tworzenia miała w sobie coś wyjątkowego.
Przygotowania zajęły jej chwilę. Ubrała najzwyklejsze ubrania, takie, których nie będzie jej szkoda, gdyby okazała się kompletną malarską sierotą. Choć pochodziła z rodziny, której finanse pozwalały na rozrzutność w każdą stronę, Elisabeth nie była z natury rozrzutna. Czasem, w pewnych sytuacjach, pozwalała sobie na odrobinę ekstrawagancji, ale na co dzień była raczej rozsądna.
Kiedy usiadła przy swoim stanowisku, długo się wahała. Płótno przed nią było białe, czyste, jakby czekało na decyzję. W końcu podniosła pędzel, niepewnie, jak ktoś, kto wchodzi na nieznany teren. Chciała stworzyć coś spokojnego, choć nie miała jeszcze w głowie konkretnego obrazu. Zanurzyła pędzel w błękicie, potem w zieleni, tworząc nieśmiałe plamy, które miały stać się czymś więcej.
Obok niej usiadła dziewczyna o rudych włosach, która wyglądała, jakby wcale nie chciała tu być. Elisabeth, z natury spostrzegawcza, szybko zauważyła, że tamta przyszła ze znajomą – może z przymusu, może z ciekawości. Blondynka posłała jej delikatny uśmiech, gdy ich spojrzenia się spotkały. Nie chciała przeszkadzać, więc wróciła do swojego płótna, próbując skupić się na kolorach. W tle słychać było ciche rozmowy, śmiechy, a z głośników płynęła spokojna muzyka, która dodawała całemu miejscu harmonii.
Nagle obok niej coś stuknęło o podłogę. Rudowłosa dziewczyna upuściła pędzel. Zanim zdążyła się schylić, Elisabeth uprzedziła ją, podniosła narzędzie i podała z lekkim uśmiechem. – Jeśli utrzymasz pędzel pod kątem i delikatniej powinno ci się lepiej go prowadzić. – wymsknęło się z jej ust zanim była w stanie się powtrzymać. – przepraszam! Nie zamierzałam udzielać nieproszonych rad, nie robię tego zwykle, mam nadzieję że nie będziesz mi miała tego za złe..-dodała szybko w ramach przeprosin – jestem Elisabeth ale większość znajomych woła na mnie Liz. – wyciągnęła do niej rękę – masz jakiś pomysł? – zapytała przesuwając swój wzrok na płótno nowej znajomej.



Daphne van Laar
23 y/o
CHRISTMASSY
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

6.
Klasyczna sztuka niekoniecznie interesowała Daphne. Była umysłem raczej ścisłym, a jej ulubioną formą artystyczną były komiksy, których samodzielnie nawet nie tworzyła, a jedynie chłonęła kryjącą się za nimi fabułę i wiedzę. Jej szkice dotyczyły tylko i wyłącznie obiektów związanych z pracą lub zainteresowaniami, które też były raczej… mało artystyczne. O malarstwie wiedziała tak naprawdę niewiele. Kojarzyła jedynie to, co wyniosła z lekcji plastyki. Czyli niewiele, bo po czasie takie rzeczy często gubiły się w jej pamięci, gdyż wiedza na inne tematy zwyczajnie popychała tę szufladkę na sam koniec jej mózgu.
Nie była zatem zadowolona, gdy jej sąsiadka-znajoma wpadła do niej, z radością oznajmiając o jakichś warsztatach malarskich i że udało jej się zapisać je obie. A kto ją pytał o zdanie? No właśnie… nikt. Van Laar została postawiona przed faktem dokonanym, czego bardzo nie lubiła. Najgorsze, że żadna wymówka nie miała efektu na jej wielce uradowanej koleżance, która była przekonana, że dała właśnie Daphne okazję życia. A do czego? Nawet nie była w stanie wymyślić ani jednej pozytywnej rzeczy, która mogła z tego wypłynąć.
Stawiła się jednak na miejscu, ale tylko dlatego, że sąsiadka już godzinę wcześniej wparowała jej do mieszkania, chyba robiąc to umyślnie i utrudniając jej tym samym ucieczkę. Narzekała jej przez to przez całą drogę, licząc cicho na to, że może jednak się rozmyśli.
Nie rozmyśliła się.
Gdy weszła do pomieszczenia przeznaczonego na te malarskie przygody, w jej nozdrza od razu uderzył specyficzny zapach farby. Aż zmarszczyła nosek, nawet się z tym nie kryjąc. Nie lubiła tego zapachu, a przyjście tutaj tylko jej o tym przypomniało. Jeszcze więcej negatywów, a pozytywów wciąż zero.
Z ciężkim westchnieniem dała się zaciągnąć do swojego stanowiska, a znajoma zajęła miejsce obok niej. Po jej drugiej stronie siedziała blondynka, której nie kojarzyła. Na pierwszy rzut oka wyglądała jednak na taką, która posiadała artystyczną duszę. Zupełne przeciwieństwo Daphne, która wyglądała jak jakiś złośliwy skrzat pośród artystów i jej zadaniem miało być uprzykrzenie im pracy.
Spojrzała na płótno, mając nadzieję, że może samo zapełni się rysunkiem, a ona będzie mogła wyjść. Minęło parę sekund, dalej widniała na nim biała pustka. Mogła też zostawić to w ten sposób i nazwać to własną interpretacją sztuki. Albo namalować jedynie kropkę i kłócić się, że kryje się za nią głębsze znaczenie. To też był jakiś plan. Złapała zatem za odpowiednie przyrządy, robiąc to zdecydowanie zbyt szybko.
Wtedy też pędzel spadł jej na ziemię. A niech to.
Nie zdążyła się nawet porządnie schylić, a jej „sąsiadka” już go podnosiła. Jej brwi drgnęły, lecz w porę powstrzymała się od ich mimowolnego uniesienia. Nie chciała odpłacić się taką miną, jakby zamiast wdzięczności czuła jakąś pogardę. Tą czuła tylko i wyłącznie do znajomej, która ją tutaj zaciągnęła. Innym jednak nie powinno się obrywać za czyny jeszcze innych osób.
Jasne… Dzięki. — wymamrotała, choć bardziej dziękowała jej za ten pędzel, który w końcu wrócił w jej ręce. Jej reakcja sprawiła jednak, że rysy twarzy Daphne nieco złagodniały. Już miała otwierać usta, by jej odpowiedzieć, gdy ta się przedstawiła. Wewnętrznie była w lekkim szoku – jej nie udałoby się tak szybko przejść do imion, bo wciąż byłaby na etapie „zagadać czy nie”. I przekminiałaby każdy możliwy scenariusz rozmowy. — Daphne. — również się przedstawiła, specjalnie pomijając tę oklepaną formułkę o tym, jak super było kogoś poznać. W jej przypadku to nie działało. Po pierwsze, nie lubiła poznawać ludzi. Po drugie, słyszeć to samo milionowy raz z kolei… — Nie. Mam ochotę namalować czarną dziurę, która akurat znajduje się w mojej głowie. — po tych słowach wzruszyła ramionami. Nie zamierzała ukrywać, że wcale nie chciała tutaj być. Najchętniej to by wyszła w tym momencie, ale tym samym ściągnęłaby uwagę całego pomieszczenia. A to było jeszcze gorsze.

Elisabeth M. Gilbert
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „Plus Create”