ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jezusie słodki, jakiego ja mam kaca. Suszy mnie jakbym właśnie przeszedł wzdłuż i wszerz całą Saharę i nie miał przy sobie ani kropelki wody, łeb nakurwia wręcz niemiłosiernie, dosłownie cała głowa razem z karkiem, chyba nie dam rady podnieść jej z poduszki. Zanim otworzę oczy wracam myślami do poprzedniego wieczora i próbuję sobie wszystko poukładać - balowałem w Emptiness, najpierw z Madoxem, ale on się zawinął dosyć wcześnie, więc skorzystałem z okazji i zagadałem do tej barmanki, którą już kiedyś tam widziałem, Laury. Okazała się świetną dziewczyną, więc jak tylko skończyła zmianę to wpadliśmy we wspólny wir melanżu - kilka kolejek, taksówka do domu i noc na mojej kanapie. Otwieram ślepia, ale nie widzę jej nigdzie, więc chyba zawinęła się w chatę, coś tam chyba ględziła, że jutro też ma pracę. Szczerze? Miałem nadzieję, że nie spotkam jej gdzieś w kuchni albo łazience, teraz tak naprawdę chciałem tylko umrzeć. Mrużę oczy, bo zwyczajnie nie jestem w stanie ich otworzyć, ale przesuwam spojrzeniem dookoła - gdzieś pod fotelem leży moja gitara, więc chyba grałem jej jakieś serenady, standard, na stoliku pełna popielniczka i opróżniona prawie że w całości butelka szkockiej, zaschnięte, lepiące się plamy alkoholu. Fuj, syf jak chuj. Dalej widzę płyty winylowe porozrzucane po podłodze, oby tylko żadna nie ucierpiała. Chyba nic więcej, więc podnoszę się do siadu i łapię za głowę, po prostu masakra, ale przecież muszę się jakoś ogarnąć. Pierdolnik wokół już zaczyna działać mi na nerwy, więc biorę się za ogarnianie przestrzeni wokół, chociaż może najpierw powinienem siebie? Wynoszę butelkę do kuchni i wylewam resztki do zlewu, pusta ląduje w śmietniku. Potem polewam sobie wody i dopełniam dzbanek z filtrem. Szklankę opróżniam na raz, przepijając dwie tabletki na ból głowy, nie wierzę, że mogłoby przejść samo. A potem włączam kuchenne radio i podgłaszam na tyle, żebym słyszał też w łazience, bo tam kieruję swoje kroki. Na antenie Sunday Morning, czyli idealna nutka na dobry początek dnia. Zresztą uwielbiam Velvet Underground, mam nawet kilka winyli od nich, płyta z bananem po prostu rewelacja. Nucę pod nosem, przemywając twarz lodowatą wodą, co daje mi pozorne orzeźwienie, a potem rozglądam się dookoła i zaraz mnie dosłownie chuj jasny strzeli, bo mój wzrok pada na kosz pełen prania. Czy naprawdę tylko ja w tym domu sprzątam? W dodatku widzę, że te ciuchy, które się dosłownie WYLEWAJĄ wcale nie są moje - jakieś jasne, koronkowe bluzeczki, białe stringi, staniki tak małe, że nie wiem czy cokolwiek zakrywają - Nosz kurwa, ja pierdole - rzucam pod nosem, z hukiem otwierając pralkę i zaczynam ładować bęben na oślep, wciąż psiocząc pod nosem na moją nową współlokatorkę. Ceniłem swoją prywatność, właściwie pomimo bycia typowym ekstrawertykiem lubiłem mieszkać sam, gdyby to ode mnie zależało, w życiu nie zgodziłbym się na żadnych lokatorów, ale czy tak naprawdę miałem jakikolwiek wybór? Przeklinam coraz głośniej i już słyszę tupanie na schodach, tak głośne, że dosłownie mam wrażenie, że całe mieszkanie się trzęsie - ŁUP ŁUP ŁUP - to się aż odbija echem w mojej głowie. Zajebiście, a miałem nadzieję, że jej nie ma.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel jakby ktos pytal, to Peach nie poleca jako współlokatora. Niby chłop po trzydziestce, który ma większe doświadczenie w mieszkaniu sam niż większość facetów po trzydziestce (którzy są singlami), a serio to się zachowuje o k r o p n i e. Baluje tak przynajmniej trzy razy w ciągu tygodnia, wcale nie chodzi na siłownię, nie wiadomo czy pracuje czy tylko rucha a do tego ma obrzydliwy zwyczaj charchania rano. Obrzydliwe. Ile tu już mieszka Peach? Tydzień? Dwa? Już się czuje bardziej zdemoralizowana niż przez całe swoje życie, a to wcale nie jest tak, że Wiliama zna dopiero odkąd z nim mieszka, bo zna go połowę swojego życia, odkąd zaczęła chodzić do klubów jako nastolatka i przestał ją traktować jak randomowe dziecko na imprezie rodziców. I póki znała go na odległość to było okay, ale niestety jak się z kimś zamieszka to klapki z oczu spadają, serio.
Weźmy na przykład to co on zrobił wczoraj w nocy. Ewidentnie się zapomniał, w sensie zapomniał, że nie jest sam w mieszkaniu. Peach sobie robiła właśnie SPA night w swoim pokoju, świeczki zapalone, odpalona miła muzyczka, pewnie jakaś Billie Eilish, maseczka nałożona, w piżamce sobie siedzi i obrabia foteczki na Instagram, a tu nagle słyszy jakieś wycie z dołu, aż wystawiła głowę z pokoju i patrzy na dół a tam ciemno, jakieś lampki zapalone i widzi jak William z gitarą siedzi i drze się udając, że wie jak śpiewać Nickleback a przed nim siedzi niunia ze sztucznymi cyckami. Nawet na początku to było śmieszne i kawałek tego wycia nagrała, ale z tego śmiechu potrąciła jakiś obrazek i się przestraszyła, że ją niunia Williama zobaczy, wiec zaraz uciekła do pokoju. Nie wiadomo co jej do głowy wpadło, żeby być takim dzikusem, bo to zupełnie nie jest w jej stylu, ale pożałowała tego bardzo mocno, bo kiedy tylko chciała iść spać okazało się, że William i panna wcale spać nie chcą i mają całkiem głośną imprezę na dole. Peach już miała do nich iśc na dół, żeby poprosić żeby nie darli się tak bardzo, ale po pierwsze to była trochę pod wrażeniem, że aż tak się darli a po drugie jednak ma troche ptsd po oglądaniu jak inni ludzie sie ruchają (po Frankie Ferrarim) więc leżała w łóżku swoim, z poduszką na twarzy i zaciskała ją na uszach, żeby nic nie słyszeć.
Niestety bardzo dużo słyszała i przez to nie spała prawie całą noc. Obudziła się jakoś po ósmej i uznała, że musi iść pobiegać, ale najpierw chciała wstawić pranie. Natomiast jak tylko zniosła rzeczy do prania i zobaczyła jaki pierdolnik William zostawił w salonie to jebnęła tym praniem i przeklinając pod nosem wyszła pobiegać.
Naiwna myślała, że jak wróci to już będzie wszystko posprzątane, ale nie! Wróciła po przebiegnięciu ośmiu kilometrów, zmęczona i w sumie całkiem już jej przeszła ta złość na Wiliama, ale kiedy tylko weszła okazało się, że ten dalej śpi. No żesz! Jebneła drzwiami wejściowymi najmocniej jak się dało, ale wcale to na Williama nie zadziałało. No więc poszła sie wykąpać i tak sobie w głowie układa co powiedzieć dziadowi, żeby mu w pięty poszło, a jak już sie wykąpała to idzie na dół w jakimś dresiku i z mokrymi włosami, bo pewnie suszarkę trzyma akurat na dole.
- O kurwa Mick Jagger wstał, no DZIEN DOBRY - mówi podniesionym głosem, bo wyraźnie Wiliam dziś wygląda tak jakby go przynajmniej autobus z piętnastoma hiszpańskimi seniorkami przejechał. Naburmuszona tylko tak na niego patrzy spod byka i idzie do kuchni, bo mają taką otwartą. Otwiera głośno szafkę i wymuje z niej blender a później idzie do lodówki i też głośno ją otwiera i bierze rzeczy do shake'a. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nic nie powiedziała, dlatego tak sobie komentuje: -Nawet nie spytam jak wieczór, bo wiem
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
For good luck!
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No i jest gwiazdeczka moja w dresie i mokrych włosach. Wywracam oczami i wzdycham ciężko jak jakiś męczennik, jakby mi co najmniej sto batów sprzedała, zresztą tak mniej więcej się czuje, kompletnie wymięty. Zatrzaskuje bęben pralki, ustawiam na szybkie 20 minut i wychodzę do kuchni, gdzie Peach już sobie wesoło buszuje. Łeb mi pęka a ta jak gdyby nigdy nic trzaska drzwiami, tupie i jeszcze wyciąga blender, nie wiem co mnie bardziej przeraża w tym momencie, obecność jej czy tej przeklętej kuchennej maszyny. W tym momencie żałuję, że kocham gotować i mam takie różne sprzęty pochowane w szafkach. Przeciętny trzydziestolatek pewnie ograniczał się do patelni i garnka, ale ja, jebany masterchef musiałem mieć blendery, miksery i roboty planetarne. Wszystkie bardzo głośne. Zwykle nie używałem ich w taki dzień jak dzisiaj - O co ci chodzi? Jestem u siebie - marszczę brwi, ale prawdę mówiąc gula podchodzi mi do gardła. Ogólnie zdążyłem już zapomnieć, że nie mieszkam sam, albo przynajmniej wczoraj o tym nie pamiętałem, może liczyłem, że gdzieś wybyła i mam wolną chatę. Dziwne, że się nie pofatygowała do nas na dół, skoro była na górze, wydawało mi się to zupełnie niepodobne do Peach. Pamiętałem ją raczej jako tą głośną nastolatkę, która chodziła z nami po klubach chociaż w ogóle nie powinna i sępiła alkohol, chociaż była zdecydowanie za młoda. Co się stało, że nie zrobiła wczoraj bury, jak tylko zacząłem swój koncert? - No chyba ci się coś poprzestawiało jak myślisz, że będziesz teraz robić szejki, ja potrzebuję, nie, ja WYMAGAM ciszy - jak go odpali to przysięgam, że wyląduje za oknem. Tylko nie wiem co pierwsze - blender czy Peach? Podchodzę bliżej i te wszystkie rzeczy, które ona sobie powyjmowała zaczynam z powrotem chować. Nie dam sobie wejść na głowę, bo jak raz odpuszczę, to się za bardzo rozbestwi - Lepiej byś tu ogarnęła ten pierdolnik, ja muszę wziąć prysznic - bo jebałem starym, przechlanym capem. Sam to czułem i było mi z tym bardzo źle. Marzyłem o tym, żeby wreszcie zmyć z siebie brudy wczorajszego wieczora, a potem wysprzątać mieszkanie i wreszcie móc zasiąść w czystej przestrzeni.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

-Może u siebie, ale jakaś ludzka przyzwoitość by wymagała, żeby jednak nie przeszkadzać ludziom z którymi się dzieli mieszkanie, prawda? - Peach to się nawet nie pofatygowała, żeby rzucić spojrzeniem w stronę Wiliama, zresztą na odległość było go czuć, bo tak śmierdział jak stary cap. - A jak mówię o ludziach, to chodzi o mnie. Może kolejnym razem daj mi znać, jak będziesz chciał sobie po nocy robić koncert Nickleback czy innego gówna albo spraszać panny lekkich obyczajów - tym razem położyła jogurt na blacie z trochę większym impetem, niż wcześniej i dalej gada: - Czy ty wiesz, że ta twoja panna chyba mi podpierdoliła spinkę do włosów? I to nie byle jaką spinkę, tylko z PRADY - już trzyma w ręku selera naciowego i odwraca się, a tu William ewidentnie nie rozumie, że Peach sobie robi energy proteinowego shake'a, dzieki któremu będzie miała piękną i sprężystą skórę na buzi i nie tylko.
-A ja wymagam szejka, dla Twojej wiadomości przebiegłam właśnie dziesięć kilometrów, więc just don't kill my vibe - i macha na niego ręką, i to co on chowa spowrtoem do lodówki, to ona wyjmuje znów z lodówki. Przy okazji tak go mierzy wzrokiem trochę zdegustowanym, bo jak do niej podszedł to bardziej czuje jeszcze tego cepa. - Tobie zresztą też by nie zaszkodziło trochę poćwiczyć William -tak mu radzi, chociaż jak na to, że on się odżywia głównie kokainą i fast foodem to ma dość hot tyłek, ale no mu przecież nie powie tego, szczególnie że jakby zaczął serio ćwiczyć to by mógł na pewno jeszcze lepiej wyglądać niż wygląda.
Oczy jej prawie z orbit wyszły jak powiedział, że ona mu ogarnąć.
- Zwariowałeś? Nie będę sprzątać po Twojej imprezie. To - tu zakręciła palcem pokazując ogólnie salon - jest twój problem

William N. Patel
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „#21”