że jestem pojebanyyyyyy
一 Wiesz co powinieneś zrobić? 一 rzucił, bezczelnie pakując się na trevorowe kolana. Uwielbiał bliskość; uwielbiał c z u ć, bo pozwalało mu to na wyrażanie siebie. 一 Na twoim miejscu znalazłbym jakiegoś człowieka, który pisze scenariusze i sprzedałbym prawa do tej historii. Mielibyśmy w pizdę siana na fajki i mandarynkowy lubrykant. 一 Uśmiechnąwszy się głupkowato, powiódł dłonią do gipsu, którym usztywniona była ręka Langforda.
Nadal trudno było mu uwierzyć w absurdalność tej historii; choć niejednokrotnie robili coś podobnego 一 wspinali się po elewacji budynku, by niepostrzeżenie wkraść się do pokoju tego drugiego 一 w żadnym momencie nie zakładał, że będzie świadkiem spektakularnego upadku.
Nim uświadomił sobie powagę sytuacji, śmiał się głośno, bo pozycja, w której leżał Trevor była komiczna. Zanim mu pomógł, znalazł czas na udokumentowanie zdarzenia dziesięcioma zdjęciami, które kwitował prośbami o nieporuszanie się głową, co niszczyło ujęcia.
Dopiero poźniej 一 gdy przeprocesował ostre i siarczyste przekleństwa 一 spoważniał i dotarło do niego, że upadek mógł być bolesny i spowodować obrażenia trwalsze niż parę zadrapań.
Skradł mu ostatni pocałunek, a po zejściu z kolan chłopaka, położył się w łóżku i niewiele myśląc 一 to nigdy nie było jego domeną 一 sięgnął po fajki. Nie zastanawiał o tym, że nie powinien palić w domu; przynajmniej na razie nie było w nim jego matki, która z precyzją godną wysoko postawionego urzędnika niemieckiej, wojennej policji politycznej, potrafiła wyniuchać smród papierosów, dlatego nie widział powodu, by się powstrzymywać.
W pobliżu nie było także jego bliźniaka, który mógłby wyjaśnić, że matka na pewno się zorientuje, więc leżąc nago w pomiętej pościeli, zaciągał się fajką, którą wkrótce przekazał Trevorowi. 一 Jutro powinniśmy gdzieś pojechać, nie chce mi się iść do szkoły, bo mam zjebany francuski 一 zasugerował. Wagary nie były dla niego niczym nadzwyczajnym; w towarzystwie Langforda pozwalał sobie na wiele (naprawdę wiele) głupich rzeczy, bo jego obecność go nakręcała. Będąc gdzieś w pojedynkę, potrafił pójść po rozum do głowy, ale mając go u swojego boku Trevora odbijała mu palma
一 Wylosujmy. Może Ottawa? Albo jakaś dziura z najgłupszą nazwą, jaką znajdziemy 一 zasugerował, sięgając po telefon, by odpalić Google Maps.
alone together