ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

#4
We were just sparks in a Bourbon Street midnight
Two broken rhythms learning to rhyme
You said you'd catch me if I ever fell again
I said “Then doctor… I'm falling this time”
Poranek był słaby. I nie dało się udawać, że nie. Tym bardziej, że chyba po raz pierwszy tak mocno zderzyły się ze sobą te dwie, zupełnie różne energie, które przecież tak bardzo się kochały. Do tej pory uzupełniali się świetnie, ale najwyraźniej zbliżająca się ciąża i zmiany, jakie zaszły w ich życiu dotknęły równie mocno głowy Erin, co serca Josha. Erin częściej myślała sercem, Josh głową. Dziś jakby zamienili się rolami.
Zdecydowała się zająć czymś głowę. Tym bardziej, że ta płatała jej dziś figle. Więc po śniadaniu, które smakowało jakoś lepiej niż wszystkie poprzednie, sprzątnęła kuchnię i zaczęła zwiedzać dom, począwszy od lodówki i spiżarni, jaką mieli. Każdy słoik i pojemnik, jaki widziała na półkach, sprawiał, że czuła coraz bardziej, jak Joshowi zależy. Jednocześnie nie wierzyła, że sam na to wpadł. Musiała mu pomóc mama.
Później góra, każdy pokój po kolei. Ogarnęła sypialnie skupiając się bardzo nad tym, jak leżały poduszki, mając przed oczami obraz tego, jak powinien wyglądać dom skradziony z Instagrama i Pinteresta, bo na tych platformach uczyła się być gospodynią. Potem garderoba... Miękki dywan sprawiał, że na buzi Erin zagościł na powrót uśmiech, przepędzający powagę i niesmak poranka. Garderoba była jeszcze pusta, prócz jego części, w której znalazła jego bluzę z uczelni, jeszcze pachnącą jego perfumami i potem - pewnie w niej robił ostatnie poprawki przed jej przyjazdem. Wtuliła nos w nią, po czym bez wahania zrzuciła szlafrok i założyła bluzę.
Poznawanie domu zajęło jej dłuższą chwilę, ale koniec końców nie zajęło aż tyle czasu, więc w końcu sięgnęła po telefon i zadzwoniła do tej ginekolog, którą Josh zaproponował, żeby się umówić na wizytę. Wreszcie, kiedy dzień zaczynał być zbyt rozlazły zdecydowała się go przyspieszyć i wskoczyła pod prysznic, a potem ubrała się i wyszła na spacer, żeby poznać okolicę. Nie była mistrzynią zabijania czasu, ale skoro miała go aż tyle to mogła przygotować kolację...
Późnym popołudniem, kiedy wróciła nieco zmarznięta ze swojego zwiadu okolicy, zabrała się za przygotowywanie kolacji! Stanęło na gumbo, bo zajmowało na tyle dużo czasu, że Erin będzie zajęta całe popołudnie.
Kiedy Joshua wrócił do domu pierwsze co go dotknęło to zapach. Ciepły, aromatyczny, otulający niczym ramiona samej Erin. Cebula, papryka i seler podsmażane razem. Dużo przypraw i cicha, jazzowa muzyka robiąca dodatkowe tło. Zapach Nowego Orleanu topił śniegi Kanady.
Oderwała się od gotowania, dopiero jak zobaczyła, że zajrzał do kuchni, w której panował zadziwiający porządek, jakby sprzątała po każdym etapie przygotowania potrawy.
- Hej hun! - powiedziała, odwracając się do niego.
Jej ciało zrobiło tak naturalny ruch w jego stronę. Jednak w połowie się zatrzymało niepewnie.
- Nie wiedziałam, czy masz garnek do gumbo, więc wzięłam największy, jaki był. - wyjaśniła trochę wstydliwie, jakby bała się, że zrobiła coś nie tak.
Jeszcze ta kontynuacja rozmowy dzisiaj... Wbiła spojrzenie węgielków w niego, czekając w napięciu na jakąś reakcję, ubrana w jego bluzę ze studiów, dżinsy i grubaśne skarpety na bosych stopach. Włosy miała spięte w luźny kok z tyłu głowy.

Hubby!
ODPOWIEDZ

Wróć do „#106”