-
Cos I'm stupid and I'm damaged and you're a disasternieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Libretto nie było może spełnieniem jego kulinarnych marzeń, ale z drugiej strony Clark nigdy nie należał do ludzi o wybitnie wymagających kubkach smakowych. Liczyło się raczej to, że miejsce było blisko jego mieszkania. Dlatego wpadał tu regularnie, czasem nawet kilka razy w tygodniu. Niekiedy pojawiał się jeszcze w dresach, prosto po treningu. Innym razem zjawiał się tuż po powrocie z lotniska, z torbą przewieszoną przez ramię i zmęczeniem starannie wypisanym na twarzy. Bo czego się nie robi dla porządnej, ociekającej tłuszczem margarity? Wspominałam już, że nie był wymagający?
Tym razem jednak Clark czuł, że potrzebuje czegoś więcej niż tylko jedzenia i ciszy. Ostatnimi czasy jego życie towarzyskie było w jeszcze większych powijakach niż zwykle. Coraz częściej łapał się na tym, że rozmawiał wyłącznie ze współpracownikami, najcześciej z tymi z wierzy, którzy zarzucali go wszystkimi lotniczymi frazesami przez radio. w kokpicie. Tak, więc o ile picie porannej kawy w samotności było jeszcze do zniesienia, ale jedzenie w absolutnej ciszy potrafiło skutecznie odebrać apetyt, nawet jemu.
Stąd też ten sms. Krótki, zdawkowy. Wiedział jednak, że David nie będzie miał mu za złe tego lakonizmu, bez głębokich wywodów. Czemu właśnie do niego? Bo mimo różnicy wieku, wiedział, że może na nim polegać. Poznali się przecież w wojsku, w świecie surowej dyscypliny, ciężkich butów i rozkazów wypowiadanych tonem, który nie dopuszczał sprzeciwu. Obaj wiedzieli, jak smakuje zmęczenie po zdecydowanie zbyt długiej służbie i jak brzmi charakterystyczne chrzęszczenie kamaszy na korytarzach koszar. Clark miał pewność, że przy Dawidzie nie musi udawać i zgrywać twardziela. Ooje robili to codziennie, więc mieli prawo do przerwy. Mieli prawo do narzekania, zajadania się tłustym fast foodem i oderwania do rzeczywistości na kilka chwil. Mógł się wygadać, jeśli poczuje taką potrzebę. A jeśli nie, to też było w porządku. W końcu nie tylko Clark, ale i David miał swoje prywatne biwy i bolączki, które niekoniecznie musiałī wychodzić na światło dzienne. A Clark potrzebował powiewu normalności. Rozmowy o niczym, gwaru, śmiechu, błahostek. Ostatnio zatracił się w melancholii i marazmie dot ego stopnia, że łaknął tego czego miał na lekarstwo, a co był czymś zupełnie naturalnym dla innych. Rutyna. Szczególnie ta towarzyska.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
David cały czas przeżywał szok. Spory szok. Pojawienie się Catherine obudziło w nim to, co przez lata próbował wyciszyć. Schować gdzieś pod łóżkiem lub do szuflady, którą chciał zamknąć na klucz, lecz na początku ciągle do niej powracał. Nie miał w mózgu przycisku, który ot tak spowodowałby usunięcie wspomnień.
Wiedział jedno - skoro ich ścieżki znowu się skrzyżowały, będzie próbował dowiedzieć się prawdy w kwestii związanej z tym, że w liście przeczytał jedno, a w samochodzie usłyszał drugie.
Czy mówiła to dla świętego spokoju, bym po prostu nie drążył? O co tu chodziło... za cholerę nie dawało mu to spokoju. Nic się ze sobą nie zgadzało. N I C. Czuł się trochę jak chomik, który właśnie wszedł na kółko i biegł donikąd, otoczony słowami i listami. Jednego wieczoru, znowu wyjął wszystkie zachowane listy tylko po to, by je przeanalizować, lecz ostatecznie do niczego konkretnego nie doszedł. Ale nie poddawał się! Nieważne, że poza łapaniem typów lub typiar, dołożył sobie jeszcze dodatkowe zadanie w postaci rozwiązania zagadki. Czy mu się uda? Czas pokaże.
Dlatego wypad na pizzę był naprawdę dobrym pomysłem Odskocznia. A przynajmniej zje coś, co lubił. Poza tym dopiero po odpisaniu na wiadomość dotarło do niego, że był głodny i poza śniadaniem nic więcej nie zjadł. Nie miał czasu. Najpierw próbował wyciągnąć informacje o człowieku, który stwarzał zagrożenie dla ludzi, a potem go gonił. Ostatecznie David wygrał i skuł zbrodniarza w kajdanki, a następnie odprowadził go do radiowozu. Po odwiezieniu spędził jeszcze parę godzin na komisariacie, bo miał papierkową robotę do ogarnięcia.
Kiedy w pewnym momencie zobaczył godzinę, ogarnął, że powinien być już w drodze do pizzerii. Dlatego też wstał od biurka, zgarnął dokumenty wraz z kluczykami i skierował swoje kroki w kierunku wyjścia - oczywiście wcześniej zamknął swoje biuro na klucz.
Po opuszczeniu komisariatu otworzył swoje autko przyciskiem i zajął miejsce kierowcy. Wstukał w nawigację pizzerię, żeby mieć pewność, że dobrze jedzie.
Na miejsce dotarł po mniej więcej piętnastu minutach - taki tam kwadrans studencki (lepszy kwadrans niż np. godzina spóźnienia).
- Hej, wybrałeś już pizzę? - spytał, witając się z Clarkiem i wyciągnął dłoń, by zbić z nim piąteczkę.
- Dla mnie z szynką i pieczarkami albo kebabowa. - to były jego dwie ulubione, więc jeżeli chodziło o Harrisona, to nawet nie musiał patrzeć w kartę - Capriciossa była serwowana w praktycznie każdej pizzerii i byłby zaskoczony, gdyby tu jej nie było.
- A i najważniejsze... bierzemy jedną czy dwie duże? - spytał, bo wiele zależało od średnicy - w jednych lokalach duże były jak średnie, a w innych należało je porównać do bardzo dużych. By dowiedzieć się więcej o wielkości podawanej tu pizzy, otworzył menu i zaczął je analizować, szukając potrzebnej informacji.
Clark Stanwyck