Była pewna, że to będzie krótka wymiana zdań. Zwykła, formalna kurtuazja. Nie zamierzała jej zatrzymywać ani zagadywać na siłę. Pod wpływem alkoholu była śmielsza, ale nigdy nachalna. Nie byłoby jej nawet szczególnie przykro, gdyby odmówiła — może odrobinę, ale nie byłoby w tym nic osobistego. Jej pytanie samo w sobie było trochę nie na miejscu, niewłaściwe, biorąc pod uwagę naturę ich relacji. Więc odmowa Abby byłaby wręcz profesjonalna. Z drugiej strony… była tu prywatnie, prawda? Nie miała na sobie fartucha, a to nie była szpitalna kafeteria. Człowiek nie żył samą pracą i czasami mógł pozwolić sobie na coś spontanicznego.
Już miała się odwrócić i życzyć jej miłej nocy, ale wtedy Abby zrobiła coś nieoczekiwanego. Zgodziła się. Cassie była tak pewna odmowy, że chwilę zajęło jej zrozumienie, co właściwie się właśnie stało. Wybiło ją to z rytmu, wprawiając w jeszcze większe zakłopotanie. Wyglądała coraz głupiej, patrząc tak na nią — wyraźnie niezdolna, by się odezwać. Przez chwilę mogło się zdawać, że się próbuje wycofać, ale nic z tych rzeczy. Była bardzo pozytywnie zaskoczona, a to rzadko się zdarzało.
Dobrze znała jej uśmiech. Najczęściej właśnie jego szukała wśród obcych twarzy, które mijała w szpitalnych korytarzach. Teraz dostrzegła w nim delikatną zmianę, coś innego, co sprawiło, że sama trochę bardziej się rozluźniła. To był przecież jej pomysł, ale w ogóle go nie przemyślała. Normalnie tak się nie motała. Kontakty z przypadkowo spotkanymi ludźmi nie sprawiały jej większego problemu. Z obcymi rozmawiało się łatwiej — jeśli powiedziało się coś głupiego, ich drogi i tak zwykle rozchodziły się jeszcze tego samego dnia. Bez konsekwencji mogła paplać wszystko, co ślina przyniosła jej na język, a gdyby przesadziła, po prostu się ulotnić. Teraz nie mogła sobie na to pozwolić, bo następna wizyta w szpitalu będzie jeszcze bardziej nieprzyjemna.
Wodziła wzrokiem za dłonią Abby, która na moment spoczęła na jej ramieniu. Nie sposób było nie odpowiedzieć szerokim uśmiechem i grzecznie podążyć za nią w stronę baru. Zajęła wskazane przez nią miejsce, zdjęła płaszcz i położyła go na oparciu krzesła, obok torebki. Gdy tylko Abby odwróciła się plecami, Cassie szybko sięgnęła po telefon. Przejrzała się w przedniej kamerze. Poprawiła włosy, które napuszyły się od tej ciągłej zmiany temperatury między mroźnym powietrzem a ciepłem lokalu. Różowym, brokatowym błyszczykiem przejechała po wargach, przypudrowała czoło, które zaczęło się już lekko świecić. Zanim Abby wróciła, wszystko zdążyło wrócić na swoje miejsce, a ona siedziała grzecznie przy stoliku, jakby przez cały ten czas nic się nie wydarzyło. Podziękowała za drinka. Wypiła więcej od niej, ale nie na tyle, by nie zorientować się, że w szklance nie było ani kropli alkoholu. Może to i dobrze. Zwłaszcza że jednak zamierzała z nią porozmawiać — w końcu po to ją zaprosiła.
—
Już nie — odpowiedziała na jej pytanie. Obracała kieliszkiem w dłoni, stukając długimi paznokciami o szkło. —
A ty? Nie wyglądasz mi na osobę, która piłaby sama w barze.
Założyła nogę na nogę i opadła wygodniej na oparcie krzesła, w pełni się rozluźniając. Abby chyba jeszcze nie miała okazji zobaczyć jej tak uśmiechniętej, tak pogodnej. Owszem, znalazła się tutaj, by uciec przed zmartwieniami, ale widocznie wybrana metoda przynosiła zamierzone skutki. Dźwięk nakładających się na siebie rozmów, dudniący bas i grzechot mieszanych drinków działały na nią kojąco. Im głośniejsze było otoczenie, tym cichsze stawały się jej myśli. Łatwiej było skupić się na powtarzających się dźwiękach niż pozbyć się natręctw, które powoli mianowały ją
stałym klientem. Lubiła rozmawiać z ludźmi. Poznawać ich historie. Słuchać o ich problemach. Czasami poprawiało jej to humor, kiedy uświadamiała sobie, że jej przypadek nie był jeszcze aż tak beznadziejny. Bywały jednak chwile, gdy zaczynała się obawiać, że w końcu podzieli los tutejszych
lokalsów.
Podniosła wzrok na telewizor, na którym leciały powtórki ze sportu. Mimowolnie się zagapiła, wytężając słuch, żeby wyłapać choć fragment komentarza. Starała się być na bieżąco, nawet jeśli to nie była już część jej życia.
—
Zgaduję, że albo jesteś po pracy, albo miałaś wolne i jutro raczej nie musisz wstawać wcześnie rano. Dobrze myślę? — zapytała. Nie była pewna, czy Abby pamiętała, gdzie Cassie pracowała, ale na pewno kiedyś o tym wspominała. O tej godzinie zazwyczaj zaczynała swoją zmianę w kasynie. Kiedy jeszcze trenowała, całe dnie spędzała na lodowisku, a środek nocy był właściwie jedynym momentem, w którym miała czas tylko dla siebie. A kiedy zrezygnowała ze sportu, zostało jej to w nawyku — zaczynanie dnia gdzieś po piętnastej. Miała jeszcze sporo energii. Wiedziała, że nie zaśnie, dopóki jej jakoś nie spożytkuje. Ciężko było usiedzieć na krześle, wierciła się, bawiła kieliszkiem.
—
Często pijesz drinka z pacjentami? — zaśmiała się ciepło, a jej pytanie było tylko niewinnym żartem. Na moment zawiesiła na niej wzrok, jakby próbowała zapamiętać każdy detal. Wolała ją w tym wydaniu. A gdy gdzieś w chaosie myśli znów na nią natrafi, wolała widzieć ją siedzącą naprzeciwko w barze. Nie panią Wallace w szpitalnym fartuchu.
Abby Wallace