Ze swoim nieprzeciętnym talentem do pogarszania absolutnie
każdej sytuacji, w jakiej mógłby się znaleźć… pewnie rzeczywiście niewiele trzeba byłoby, żeby ledwie kilkoma zdaniami przekonał poirytowanego mężczyznę, że jednak warto było co najmniej przestawić mu nos. Zresztą, z tego akurat Elsa
musiała zdawać sobie sprawę, jeśli wciąż pamiętała, że w czasach szkolnych przynajmniej kilkukrotnie zdarzało jej się w podobny sposób próbować łagodzić jego
nieporozumienia z innymi, gdy te wchodziły na zbyt wysoki poziom. A także to, że niemal za każdym razem Dante potrafił w jednej chwili zaprzepaścić wszelkie jej starania, niezależnie od tego jak bardzo przekonująca mogłaby wydawać się w pierwszej chwili…
Wbrew wszystkiemu – od tamtego czasu nie zmienił się aż tak bardzo. Właściwie… niektórzy mogliby się pewnie pokusić o stwierdzenie, że nie zmienił się
w ogóle. Z całą pewnością wciąż nie posiadał ani odrobiny instynktu samozachowawczego, nie nabył cennej umiejętności gryzienia się w język w odpowiednim momencie i nadal pchał się wszędzie tam, gdzie nie powinien. Całe więc szczęście, że aktualnie był przynajmniej zbyt pijany i zbyt zaskoczony sytuacją, by w pełni zaprezentować swoje zamiłowanie do ściągania na siebie kłopotów.
Choć z drugiej strony… czy aby przypadkiem nie przemknęło mu przelotnie przez myśl, że może jednak lepiej byłoby faktycznie oberwać od tamtego faceta i
mieć spokój niż zmierzyć się z niezbyt przyjemnym szturmem wyrzutów sumienia…? Bo oczywiście, że pamiętał. Ją, ich znajomość i te wszystkie cholerne wiadomości, na które przecież
miał odpisać. I wcale nie musiał tracić pamięci, by odłożyć to na wieczne
później. Wystarczyło, że… był sobą. Z natłokiem pomysłów, nieistotnych spraw do ogarnięcia i rzeczy, którymi mógłby się zająć. Z czającą się z tyłu głowy myślą, że
później miał odpowiedzieć na wiadomość, dwie, ewentualnie piętnaście – dość długo, by ostatecznie dojść do wniosku, że po takim czasie nie miało to już sensu i… nie zrobić tego
nigdy.
Powinien spróbować jej to wyjaśnić…? Być może. W tym stanie pewnie nawet mogłoby mieć to jakiś sens i chyba nawet nabierał już powietrza, żeby faktycznie się odezwać, kiedy… ona zaczęła wymieniać wszystkie te rzekome zalety wcześniejszego powrotu do domu. Ze
spędzaniem czasu z dziewczyną na czele. Chęć zabrania głosu zamieniła się więc w przeciągłe westchnięcie, do którego musiało dołączyć również wymowne wywrócenie oczami.
–
Na to już chyba i tak za późno – na uniknięcie kaca? Czy może jednak spędzanie czasu
z dziewczyną? Obie opcje mogłyby być trafne, a on sam nie byłby pewnie w stanie odpowiedzieć, która bardziej. –
więc równie dobrze można to olać na teraz i zacząć przejmować się rano. Albo za parę dni, zależy jak się sprawy potoczą.
Może i dalsza część wypowiedzi miała być ewidentnym żartem, o czym świadczyć mógł krótki śmiech, ale… czy aby przypadkiem nie tak właśnie skończyło się jego poprzednie wyjście? Jasne, nie planował tego powtarzać. Ale też wielu rzeczy w swoim życiu nie planował. Przedłużenia
chwilowego wyjazdu z miasta, zerwania niektórych znajomości, późniejszego powrotu do Toronto, kilkudniowych imprez… Wszystko jakoś po prostu działo się
samo.
–
To… strasznie dużo czasu, nie…? – zauważył błyskotliwie, marszcząc lekko brwi i uświadamiając sobie, że owszem, zaskakująco dobrze pamiętał wspomnianą przez nią imprezę. Choć może nie do końca miał świadomość, że od tamtego czasu Elsa faktycznie miałaby unikać alkoholu. A może po prostu to już był szczegół, który z biegiem czasu zdążył ulotnić się z jego pamięci…? W każdym razie – dość poważnie krzyżowało to plany
postawienia jej drinka. Tym bardziej, że zanim zdążył zaproponować jej zamiast tego coś bezalkoholowego, ona chwyciła jego idiotycznie wyciągniętą dłoń. W obecnym stanie nawet to lekkie pociągnięcie wystarczyło, żeby dość bezwładnie zbliżył się do niej.
Za bardzo. Ale widocznie nie był dość przytomny, żeby w porę skorygować tę gafę i odsunąć się przynajmniej o krok. Zamiast tego oparł głowę na jej ramieniu, pozwalając sobie na jeszcze jedno, wyraźnie niezbyt zadowolone westchnięcie.
–
Nie chcę jeszcze wracać do domu… – mruknął, dla siebie zachowując myśl, że raczej nie zanosiło się na to, by zbyt szybko miał zamiar zmienić zdanie w kwestii powrotu do
pustego mieszkania. –
Przecież jest jeszcze wcześnie. No i sama też chyba nie zamierzałaś jeszcze wychodzić, nie? Więc teraz tym bardziej nie powinnaś…
Tylko jakoś niespecjalnie miał argument na to,
czemu właściwie nie powinna. Ale widocznie nie było to na tyle istotne, by miał sobie tym zawracać głowę.
Elsa Eriksen