Skinął głową, zgadzając się z Alexisem, że jego starsza siostra bardzo lubiła, ba, wręcz uwielbiała żelki - dlaczego więc do tej pory jej jeszcze żadnych nie przyniósł? To było... bardzo dobre pytanie, na które niestety nie znał odpowiedzi. W sumie może dlatego, że pierwsze spotkanie było całkowicie przypadkowe, drugie niespodziewane, a trzecie... cóż, na trzecim to on miał otrzymać przeprosinowe ciasto, więc przez myśl mu nie przyszło, aby cokolwiek ze sobą przynosić. Gdy przez chwilę tak dłużej pomyślał, walnął się otwartą dłonią w czoło, bo skoro pędził do jej mieszkania, żeby sprawdzić, czy wszystko było okej, mógł też zajechać do sklepu, by kupić… między innymi żelki.
- Dzięki, że mi o tym przypomniałeś. Mówię serio… niby o tym pamiętałem, ale jakoś tak… nie było okazji. - stwierdził.
- Znaczy może jedna była, tylko pędziłem, żeby sprawdzić, czy z Cath było wszystko okej i nie przyszło mi do głowy zajeżdżanie do sklepu. - wyjaśnił swojego facepalma, bo teraz nie miał zielonego pojęcia, kiedy znowu spotka się z Bennett, ze względu na dość napięty
harmonogram.
- Cóż... jedno z wymienionych już dostała... ale w sumie muszę ogarnąć w takim razie pozostałe dwie rzeczy. - stwierdził, bo czuł, że ta rada mogła mu pomóc - znaczy miał taką nadzieję. Specjalnie nie mówił, co dostała Cath, ponieważ można było się bardzo łatwo domyślić.... Poza tym nie sądził, by Alexis chciał o tym słuchać.
Zaraz jednak przestał myśleć o tym, o czym myślał, ponieważ nie spodziewał się usłyszeć tego, że Lexis UKRADŁ całkiem sporą sumkę - znaczy wiadomo, dla jednych kilka tysi to nic, dla innych sporo, a David należał do grupy nr 2.
- CO ZROBIŁEŚ?! - wyrwało mu się ciut głośniej niż pierwotnie zamierzał i jakoś tak wyszło, że podniósł zbyt wysoko nogę, co spowodowało uderzenie o stół, a wraz z tym zaczęły trząść się filiżanki z kawą. Na szczęście Harrison miał szczęście, ponieważ nic się nie wylało. Na szczęście nic nie wylądowało na stole, więc nie trzeba było iść po serwetki. David odetchnął z ulgą.
- No powiem Ci... zaskoczyłeś mnie. Mam nadzieję, że wydałeś te pieniądze na szczytny cel, a nie przejebałeś w kasynie albo na jakieś inne gówno. - odparł, biorąc łyk kawy i dalej przeżywając szok po usłyszanej opowieści, o czym doskonale świadczył jego wyraz twarzy.
Parsknął śmiechem, słysząc o banie na pracę za barem oraz przeszkadzaniu w kuchni.
- Może kiedyś zostanie Ci anulowana ta czerwona karta. - powiedział, klepiąc Alexisa po ramieniu, choć zastanawiało go bardzo, ile czasu musiałoby minąć, by Bennett mógł wrócić na utracone lub może bardziej
zakazane stanowisko.
- Nie martw się, Lex, na pewno uda Ci się coś znaleźć. Jak chcesz, mogę popytać, czy gdzieś kogoś nie szukają. - odparł, bo dla niego to naprawdę nie był żaden problem. Chciał pomóc bratu Cath, ponieważ miał prawo pracować gdzieś indziej
Tylko byleby więcej nie wpadł na pomysł pożyczania z firmy hajsu. Oczywiście planował mówić o Lexiu w samych superlatywach, by zwiększyć jego szanse na zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną.
- Zacząłeś coś szukać w ogóle, czy jeszcze się za to nie zabierałeś? - pytał z czystej ciekawości, choć domyślał się, że czasami ciężko było zacząć poszukiwania, szczególnie jeśli nie było się do końca pewnym, co się chciało robić. U niego poszło szybko, bo od dzieciaka był ciekaw wojska, a potem przeczytał ogłoszenie zaraz obok wejścia do komisariatu, że poszukiwany jest ktoś na stanowisko detektywa. Uznał to za szansę, bo skoro podczas misji szukał różnych celów, to czemu miałby sobie nie poradzić ze zbiegami?
Alexis Bennett