-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Heey. Co chcesz? Pójdę kupić. Cath już mnie zjebała kilka razy, swoją drogą, więc... No. - zmarszczył lekko brwi, pod koniec nerwowo obracając obrączkę na swoim palcu, nie wiedząc, czy jego nie-szwagier będzie miał ochotę też pojechać po Lexiem jak po burej suce za swój wyskok, czy może tym razem Bennettowi ujdzie na sucho.. Mógł na niego burczeć, warczeć, krzyczeć nawet mógł, bić się nie mogli, bo Alex mógłby tego nie przeżyć, ale mimo wszystko; potrzebował go jako osoby dorosłej której znał, której ufał, a która nie była jego starszą siostrą. Nawet jeśli z tą starszą siostrą sypiał i pewnie wszystko jej wygada, ale to taki drobny szczegół, który absolutnie się nie liczył.
David Harrison
-
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
No, ale nie przyszedł na spotkanie z Alexisem, by rozmyślać nad swoją pracą.
- Hej. - przywitał się, wyciągając dłoń, by przybić coś w rodzaju piąteczki z Alexisem - i albo skleiło, a huk rozszedł się po kawiarni, albo wyszedł zwykły plaskacz.
- W sumie... możesz mi wziąć Flat White, oddam Ci hajs albo po prostu kupię coś przy najbliższej okazji. - bo dla niego nie było problemem, aby oddać Bennettowi za kawkę, ale to już jak brat Cath wolał.
- A i jak jest szarlotka, to też mi możesz zgarnąć. - rzucił jeszcze, bo dobrym ciastem nie gardził nigdy, a szarlotka należała do takich, jakie mógł jeść codziennie.
Gdy Lexie wrócił, pierwsze, co rzuciło się Davidowi w oczy, to obrączka.
- Moje gratulacje. - odparł z uśmiechem, wyciągając dłoń w kierunku Bennetta. I szczerze? Nie planował opieprzać Alexisa. Chciał z nim po prostu... pogadać.
- To jak tam, odczuwasz już jakieś zmiany w związku ze zmianą stanu cywilnego? - spytał, będąc zwyczajnie ciekawym.
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przywitał się z Harrisonem porządnie, piąteczka siadła, a Lexie posłał mu ciepły uśmiech, kiedy zaoferował oddawać za głupią kawę i ciastko. Machnął tylko dłonią, gestem przekazując, żeby w ogóle zapomniał o temacie, zanim poszedł im coś upolować. Dwa razy to samo. Nie był wybredny co do kawy, a wszelkie słodycze to był zawsze dobry pomysł.
- Aye, dziękuję! - idiotyczna radość rozświetliła jego oczy i przywołała szeroki uśmiech na twarz, kiedy ściskał jego dłoń, zanim znów obrócił obrączkę na swoim palcu. David był prawdopodobnie pierwszą osobą, która zamiast zadawać głupie pytania "dlaczego", po prostu pozwoliła mu się cieszyć. Szczera wdzięczność dołączyła do tamtej wcześniejszej radości, kiedy odetchnął, rozluźniając się wyraźnie. Ramiona rozluźniły się, a Lexie zajął wygodniejszą pozycję na swoim krześle.
- W sumie.. Tak, mam jeszcze więcej motywacji, żeby się ogarnąć. Bo to już nie jestem tylko ja, prawda? Zupełnie inna rodzina, niż rodzice i siostry.. Musisz koniecznie ją poznać, nie? Musimy się jakoś spotkać wszyscy... Czekaj, czy ty i Cath w końcu.. To znaczy.. A, kurwa, kiedy będziesz moim szwagrem? - zmarszczył brwi, w końcu się poddając i stawiając na absolutną szczerość bez filtra. Jego kochana najstarsza siostra była tak samo uparta, jak reszta Bennettów i.. tak samo dumna. David i tak się dobrze trzymał, wyraźnie tak samo uparty. To było na pewno to wojskowe szkolenie, nie? Totalnie.
szwagier
-
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Nie ma za co. - odpowiedział, posyłając w stronę Lexiego uśmiech. Naprawdę był szczęśliwy, że młodszy brat Cath odnalazł swoje szczęście i nawet poszedł o krok dalej, bo bądź co bądź, nie każdy był w stanie zdecydować się na ślub. Szczerze? Harrison planował się oświadczyć Cath niedługo po powrocie z wojska, lecz ze względu na to, że sytuacja potoczyła się w taki, a nie inny sposób, raczej nie mógł tego zrobić. A teraz? Teraz też potrzebny był czas i wyjaśnienie, bo tak naprawdę to dalej nie wiedział, dlaczego ich mama powiedziała jedno, a Cath mówiła co innego. Okej, przespali się - choć Cath była pijana - i porozmawiali ze sobą, lecz David wolałby, by pogadali, kiedy żadne z nich nie będzie w stanie nietrzeźwości. Bo może i po pijaku było się szczerym, lecz Harrison chciał szczerości na trzeźwo.
- Prawda. - skinął głową, zgadzając się z Alexisem. Bo musiał już też myśleć i uwzględniać przy różnych rzeczach swoją żonę.
- Z wielką chęcią. - odpowiedział co do poznania Pani Bennett. Dobrze, że David nie wziął łyka kawy, bo albo Lex albo stolik albo ostatecznie miejsce obok stolika zostałoby właśnie nią naznaczone.
- O kurwa… wy mnie naprawdę nie przestajecie zaskakiwać. Najpierw Cath, potem Cama, teraz Ty… znaczy, każde z Was zaskoczyło mnie czymś innym, żeby nie było. - powiedział, bo ani Cath ani Cama nie zadały tego samego pytania co Alexis.
- Chciałbym powiedzieć, że wiem kiedy nim zostanę ale kurwa… nie wiem. Staram się jakoś naprawić naszą relację, bo nie ukrywam, że wciąż mi cholernie na Twojej siostrze zależy. - stwierdził zgodnie z prawdą.
- Obiecuję, że będę Cię informował. - dodał zaraz, przykładając sobie dłoń do miejsca, gdzie znajdowało się serce, co było równoznaczne z daniem słowa
prawie szwagier
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dobrze. Mieszkam u Vity teraz, więc nawet jakby Cath chciała ze mną plotkować, to średnio jest kiedy.. Oprócz tych moich nie-odpłatnych zmian w restauracji. - po raz kolejny w jego głosie odbiło się rozbawienie, ale zaraz znów zmarszczył brwi. - Ukradłem kilka tysi, mówiłem ci? To znaczy.. Pożyczyłem. Więc teraz pracuje za darmo, ale za barem nie mogę, więc.. przeszkadzam w kuchni. - pożalił się zerkając pokrótce na swoje zmęczone ręce. Miał zdecydowanie nowo odkryty szacunek dla ludzi pracujących w kuchni, nawet jeśli przyglądał się im z bezpiecznej odległości, obierając dla nich warzywka i ziółka.. Trochę jak zoo. Głośno, chaos, wszyscy ruszali się szybko i sprawiali wrażenie, jakby wiedzieli, co robią, a tak naprawdę tylko przywódca tego stada miał coś w głowie... Totalnie małpki. Z nożami. Kurwa, trochę straszne, jakby tak o tym pomyśleć, nie? - Co właściwie daje mi kolejny powód do zmartwień, bo muszę sobie znaleźć jakąś pracę, która nie będzie mnie na każdym zakręcie kusić. - kto by pomyślał, że dorosłe i odpowiedzialne życie, jest takie ciężkie, co? Na pewno nie Alexis. Zdecydowanie potrzebował dorosłego.
szwagier
-
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Dzięki, że mi o tym przypomniałeś. Mówię serio… niby o tym pamiętałem, ale jakoś tak… nie było okazji. - stwierdził. - Znaczy może jedna była, tylko pędziłem, żeby sprawdzić, czy z Cath było wszystko okej i nie przyszło mi do głowy zajeżdżanie do sklepu. - wyjaśnił swojego facepalma, bo teraz nie miał zielonego pojęcia, kiedy znowu spotka się z Bennett, ze względu na dość napięty harmonogram.
- Cóż... jedno z wymienionych już dostała... ale w sumie muszę ogarnąć w takim razie pozostałe dwie rzeczy. - stwierdził, bo czuł, że ta rada mogła mu pomóc - znaczy miał taką nadzieję. Specjalnie nie mówił, co dostała Cath, ponieważ można było się bardzo łatwo domyślić.... Poza tym nie sądził, by Alexis chciał o tym słuchać.
Zaraz jednak przestał myśleć o tym, o czym myślał, ponieważ nie spodziewał się usłyszeć tego, że Lexis UKRADŁ całkiem sporą sumkę - znaczy wiadomo, dla jednych kilka tysi to nic, dla innych sporo, a David należał do grupy nr 2.
- CO ZROBIŁEŚ?! - wyrwało mu się ciut głośniej niż pierwotnie zamierzał i jakoś tak wyszło, że podniósł zbyt wysoko nogę, co spowodowało uderzenie o stół, a wraz z tym zaczęły trząść się filiżanki z kawą. Na szczęście Harrison miał szczęście, ponieważ nic się nie wylało. Na szczęście nic nie wylądowało na stole, więc nie trzeba było iść po serwetki. David odetchnął z ulgą.
- No powiem Ci... zaskoczyłeś mnie. Mam nadzieję, że wydałeś te pieniądze na szczytny cel, a nie przejebałeś w kasynie albo na jakieś inne gówno. - odparł, biorąc łyk kawy i dalej przeżywając szok po usłyszanej opowieści, o czym doskonale świadczył jego wyraz twarzy.
Parsknął śmiechem, słysząc o banie na pracę za barem oraz przeszkadzaniu w kuchni.
- Może kiedyś zostanie Ci anulowana ta czerwona karta. - powiedział, klepiąc Alexisa po ramieniu, choć zastanawiało go bardzo, ile czasu musiałoby minąć, by Bennett mógł wrócić na utracone lub może bardziej zakazane stanowisko.
- Nie martw się, Lex, na pewno uda Ci się coś znaleźć. Jak chcesz, mogę popytać, czy gdzieś kogoś nie szukają. - odparł, bo dla niego to naprawdę nie był żaden problem. Chciał pomóc bratu Cath, ponieważ miał prawo pracować gdzieś indziej Tylko byleby więcej nie wpadł na pomysł pożyczania z firmy hajsu. Oczywiście planował mówić o Lexiu w samych superlatywach, by zwiększyć jego szanse na zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną.
- Zacząłeś coś szukać w ogóle, czy jeszcze się za to nie zabierałeś? - pytał z czystej ciekawości, choć domyślał się, że czasami ciężko było zacząć poszukiwania, szczególnie jeśli nie było się do końca pewnym, co się chciało robić. U niego poszło szybko, bo od dzieciaka był ciekaw wojska, a potem przeczytał ogłoszenie zaraz obok wejścia do komisariatu, że poszukiwany jest ktoś na stanowisko detektywa. Uznał to za szansę, bo skoro podczas misji szukał różnych celów, to czemu miałby sobie nie poradzić ze zbiegami?
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Yeah! Nie ma problemu. Nie wiem, czy Cath lubi błyskotki w sumie.. Jak się dowiem, to ci powiem? - on sam lubił, miał swoje ulubione, co prawda nie zdarzało mu się jakoś specjalnie często szukać nowych do kolekcji, ale zawsze przyjąłby jako prezent nowy pierścionek, bransoletkę czy inny wisior na szyję. Parsknął krótko śmiechem słysząc, że jego siostra już jedną z wymienionych rzeczy dostała i skomentował to jedynie wyszczerzonym uśmiechem. Bardzo dobrze, niech sobie pożyje trochę.
Oparł ramiona mocniej o stół, chcąc powstrzymać ewentualne tłuczenie naczyń, unosząc brwi na tą zszokowaną reakcję. W pierwszym momencie jedyne co rzucił gdzieś po drodze, to "whoah, chill", zanim uświadomił sobie, że rozmawia z policjantem no i.. No, wiadomo, musiał się trochę lepiej przed nim wytłumaczyć, nie? - Pożyczyłem, bo odpracuję w kuchni, pracując za półdarmo. - nie ukradł! Serio! Poza tym, w jakiejśtam części ta restauracja była też jego, nie? Właściwie to nie wiedział, czy rzeczywiście tak było, czy Cath jako najstarsza z trójki rodzeństwa miała dostać wszystko, ale to było mało istotne. - I wydałem na.. Loty, obrączki, hotel, wszystko tam na miejscu, całą resztę pierdół związanych ze ślubem. - wymienił, rozkładając dłonie przed Davidem na stole, wierzchem do góry, w niemej prośbie, żeby mu uwierzył. Prawdę mówił! Nie wiedział, czy szwagier uzna to za szczytny cel, ale w Bennettowym móżdżku cel był całkiem dobry.
- Nie, nie, muszę się trzymać z daleka od używek przez dłuższy czas. - przyznał, kiwając lekko głową, jakby sam chciał się przekonać do tego faktu. W sumie nie miał z alkoholem aż takiego problemu i pewnie świat by się nie skończył, gdyby pozwolił sobie na tylko jednego... Ale z drugiej strony takie myślenie ostatnim razem skończyło się trzydniowym cugiem i odwykiem, więc naprawdę nie powinien ufać swojej własnej ocenie. - Jeszcze niczego nie szukałem, na razie chcę odrobić dług wobec własnej restauracji. - przyznał, biorąc dla siebie moment, by upić trochę swojej kawy. Zastukał palcami w powierzchnię kubka, przyglądając się przez chwilę Davidowi z mieszanką rozbawienia i zagubienia. - Ja nie wiem co mógłbym w ogóle robić, okay? Bo do czego mnie przygotowała praca barmana? Słuchanie ludzi? Rozmawianie z ludźmi? Nie sądzę, żeby to była praca..? - zastanowił się na głos, marszcząc na moment brwi. Może mógł coś sprzedawać? Z drugiej strony nie, nie nadawał się do przekonywania kogokolwiek o czymkolwiek. Może mógł... Pracować za biurkiem na recepcji? O, może w jakimś hotelu? A, cholera, pewnie po prostu skończy przerzucając się z baru w restauracji, do kuchni i tam sobie będzie ciułał, krojąc warzywka gdzieś z boku.
szwagier