ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rudowłosa nerwowo postukiwała palcami o drukarkę, w zamyśleniu, z zagryzioną wargą wpatrując się w nią, jakby była dla niej zagadką. Zajrzała dziś do pokoju ksero, żeby przygotować się na zbliżające się spotkanie. Bardzo ważne spotkanie, na którym miała przedstawić pierwszy większy projekt i strategię, od której zależało, w którą stronę pójdzie Ironcrest. W ostatnim czasie pracowała nad tym do późnych godzin, co na szczęście wizualnie jako tako nie było widoczne dzięki stosowaniu maseczek regenerujących. Z drugiej strony pulsowanie w jej krwi tony kawy wpływało na jej nieco większe pobudzenie i kotłowanie się w głowie myśli. Czy sobie poradzi? Czy jej pomysł przypadnie do gustu ojcu? Czy doceni, jak ogromną robotę odwaliła, i to bez niczyjej pomocy?
Wyświetlacz na drukarce mimo przyciskania włącznika ani drgnął. Westchnęła ciężko.
Co jest, do cholery? - mruknęła pod nosem, ściągając brwi. - Zadziałasz dzisiaj? - dodała zaraz, starając się ukryć rosnące sfrustrowanie. Najwyraźniej wszystko na tym świecie było przeciwko niej.
W końcu zajrzała za drukarkę, a lwia zmarszczka na jej twarzy uległa wyraźnemu powiększeniu, gdy zobaczyła zwisający kabel. Aż w niej zawrzało i przewróciła oczami.
Nosz, kurwa, ciekawe, kto to taki mądry - znowu warknęła do siebie, sięgając po kabel i podłączając go w odpowiednie miejsce, po czym włączyła guzik i aż uśmiechnęła się do siebie na dźwięk warkoczącego sprzętu. - Bingo. - Zadowolona sięgnęła po swój pendrive odłożony wcześniej na blat i kątem oka dostrzegła jakieś poruszenie w drzwiach.
Wystraszona podskoczyła i cofnęła się o krok, z przerażeniem patrząc w stronę drzwi, ale gdy tylko zobaczyła znajomą twarz, odetchnęła głośno. Zaraz jednak zirytowała się ponownie.
Boże, Ree! Tyle razy mówiłam Ci, żebyś się nie skradał! Dosłownie jak deadliny, o których wiecznie zapominasz - fuknęła, przewracając przy tym oczami. Poprawiła swoją ołówkową spódnicę, starając się przywrócić do porządku i wróciła do drukarki. - To miłe, że postanowiłeś zawitać na spotkanie. Tata się ucieszy - starała się, naprawdę starała się zabrzmieć naturalnie, ale wraz z ostatnimi słowami z jej ust wydobyło się niewielkie westchnięcie. Oczywiście, że Thomas będzie zadowolony z faktu, że jego ukochane dziecko pojawiło się na tak ważnym spotkaniu. To teoretycznie powinno wskazywać na to, że Ree zależało, prawda? - Potrzebujesz czegoś konkretnie? - dopytała, manipulując klawiaturą przy wyświetlaczu, żeby dać drukarce odpowiednie polecenie. Niestety coś jej ciągle przeskakiwało. Chyba za szybko się ucieszyła.

Reece Covington
25 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002

Nie nienawidził pracy w Ironcrest Development, ale z pewnością nie wiązał z nią przyszłości. Ani większości czasu, który miał spędzać w tygodniu w biurze. Spośród wszystkich możliwych ścieżek zdecydowanie wolał skupić się na szkółce jeździeckiej matki, zamiast wspinać się po szczeblach kariery, jakie na siłę wyznaczył mu ojciec.
Ree nigdy nie widział siebie w casualowym stroju, usadzonego za obszernym biurkiem w obrzydliwie drogim gabinecie. Nie pasował też do roli korposzczura, dla którego najważniejszym zadaniem jest podpisywanie umów, negocjowanie warunków najmu, nadzorowanie inwestycji, kontakt z klientami i pilnowanie, aby wszystkie liczby w raportach się zgadzały.
Problem w tym, że o ile Adeline zdawała sobie z tego sprawę i mimo swojego jędzowatego charakteru, zapewne byłaby skłonna zwolnić go ze stanowiska, to Thomas Covington był gotów do końca życia udawać obłożnie chorego, aby tylko zatrzymać syna w biurze. W takich chwilach Reece wywracał oczami oraz klął pod nosem na brak asertywności, ale ostatecznie i tak potakiwał ojcu, obiecując, że zajmie się tym czy innym zadaniem.
Gdy był już na parkingu, cofnął się z powrotem do budynku, uświadamiając sobie, że zapomniał ładowarki. Miał pojawić się wieczorem w restauracji, a bateria w telefonie świeciła na czerwono.
Niecelowo, ale zdecydowanie cicho wsunął się do pomieszczenia i, nieprzejęty obecnością siostry szamoczącej się przy drukarce, rozglądnął się po biurze. W momencie, w którym zauważył ładowarkę, wesoło nabijającą sie z niego z blatu biurka, Adeline wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk na co mimowolnie się wzdrygnął. Zaraz zrobił zgorszoną minę, kiedy kobieta skrytykowała jego niespodziewane pojawienie się.
Jakie spotkanie? — zapytał wcale niewiele zainteresowany i ruszył w stronę swojego biurka, skąd natychmiast złapał kabel. — Nie będzie mnie. Zapomniałem ładowarki — dodał, po czym sugestywnie uniósł przedmiot i niby radośnie pomachał nim w stronę Ade.
Mignęło mu w pamięci, że ktoś wcześniej wspominał o jakimś spotkaniu, ale z pewnością nigdzie tego nie odnotował — ani w głowie, ani w notesie. Miał już plany na resztę wieczoru i nie zamierzał ich zmieniać. Zresztą uważał, że Adeline była na tyle sumienna, a jednocześnie wystarczająco nadgorliwa, że doskonale poradzi sobie z prezentacją do której on i tak nie miałby nic sensownego do dodania.
Nie znaczyło to jednak, że nie był wystarczająco kompetentny. Thomas i jego pełnomocnik świetnie go wyszkolili, przygotowując do roli szefa firmy. Znał wszystkie zagadnienia, kojarzył kontrahentów, rozumiał mechanizmy inwestycyjne i potrafił odnaleźć się w negocjacjach, jednak w dalszym ciągu nie był zainteresowany zarządzaniem.
Nawet w jego własnym mniemaniu to Adeline lepiej nadawała się do roli następczyni, ale ojciec, ze swoimi staromodnymi poglądami, nadal nie dopuszczał do siebie tej myśli.
Zawiesił wzrok na siostrze i przełknął ślinę, widząc, jak męczyła się z drukarką. Przez chwilę walczył sam ze sobą, aż w końcu westchnął i odkładając ładowarkę, obszedł biurko, aby podejść do jej stanowiska. Przepchał się przed kobietę, stanął przed urządzeniem i zaczął samodzielnie klikać przyciski na wyświetlaczu. Kiedy to nie przyniosło rezultatu, uderzył w bok drukarki, aż zapiszczała przeraźliwie, ale rzeczywiście zaczęła mielić papier i wypluła pierwsze dwie strony.
Pracujesz tu już tyle lat... — Skinął na urządzenie. — ...i dalej nie wiesz jak się z nią obchodzić? — zakpił, po czym cmoknął.

Adeline Covington
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ironcrest Development”