
Prowadzenie śledztw narkotykowych - zna schematy, wie jak działają dilerzy, kto jest tylko pionkiem, a kto pociąga za sznurki.
Przesłuchania - nie krzyczy, nie grozi. Zadaje pytania tak długo, aż ktoś sam zaczyna mówić.
Obserwacja i praca pod przykrywką - potrafi zniknąć w tłumie, dopasować się, grać kogoś, kim nie jest… i nie dać się złapać.
Prawo jazdy - radiowóz, nieoznakowany, cokolwiek co ma koła, prowadzi pewnie, szybko i bezpiecznie.
Walka wręcz - działa skutecznie, bez widowiska. Liczy się efekt, nie styl.
Czytanie ludzi - widzi kłamstwo i strach. Wie, kiedy ktoś coś ukrywa, nawet jeśli jeszcze nic nie powiedział.
Znajomość ulicy - wie, gdzie szukać, z kim rozmawiać i komu nie ufać. Toronto zna lepiej niż własne mieszkanie.
Odporność psychiczna - widział w życiu za dużo, żeby się łamać przy pierwszym problemie. Emocje odkłada na później.
Podstawy hiszpańskiego (ulicznego) - wystarczająco, żeby dogadać się na robocie i zrozumieć, kiedy ktoś próbuje go zrobić w chuja.
Pisanie raportów - konkret, bez ozdobników. Fakty, dowody, zero pierdolenia.
Gotowanie - proste rzeczy, nic fancy, ale po robocie potrafi zrobić coś ciepłego i nie zatruć się.
Odpuścić sprawy, nawet po godzinach, nawet kiedy już nie powinien.
Zignorować niesprawiedliwości, zawsze się wtrąci, nawet jeśli to go nie dotyczy.
Oddzielić pracy od życia prywatnego, wszystko się miesza, wszystko zabiera za sobą do domu.
Zaufać ludziom z półświatka, nawet tym, którzy naprawdę chcą pomóc.
Przestać być gliną, nawet poza służbą patrzy, analizuje, ocenia.
Odpoczywać bez poczucia winy, jak nie pracuje, to czuje, że coś zaniedbuje.
Mówić o emocjach, łatwiej mu spisać raport niż powiedzieć, co czuje.
Słabe punkty:
Służbista. Wierzy w zasady bardziej niż w ludzi.
Efekt: czasem podejmuje decyzje zgodne z procedurą, a nie z sercem.
Nadmierna odpowiedzialność. Czuje, że musi dźwigać więcej niż inni.
Efekt: bierze na siebie cudze błędy i konsekwencje.
Upór. Jak się czegoś uczepi, nie odpuszcza, nawet jeśli to go niszczy.
Efekt: potrafi iść w sprawę kosztem siebie i wszystkiego wokół.
Problemy z bliskością.
Efekt: trzyma ludzi na dystans, bo wie, że jego praca prędzej czy później ich dosięgnie.
Tłumione emocje. Wszystko trzyma w sobie, aż się przeleje.
Efekt: wybucha rzadko, ale wtedy… konkretnie.
Urodził się tutaj. Nie w luksusie, nie w miejscu, gdzie dzieciństwo trwało długo. Dom był mały, głośny, pełen napięcia i wiecznego liczenia, czy starczy do pierwszego. Rodzeństwo nauczyło go dzielić się wszystkim, jedzeniem, miejscem, tym co mieli. A brak pieniędzy nauczył go jednego - że jeśli sam o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi za ciebie.
Nie miał znajomości. Nie miał nazwiska, które coś znaczyło. Miał tylko upór.
Mógł pójść w złą stronę. Znał ludzi, którzy poszli. Widział, jak szybko to działa, łatwe pieniądze, szybkie decyzje, brak konsekwencji… do czasu.
On wybrał inaczej.
Policja nie była marzeniem. Była wyborem. Może jedynym, który miał sens.
Szkoła, akademia, pierwsze patrole. Nikt nie dawał mu taryfy ulgowej. Musiał być lepszy, szybszy, dokładniejszy. Nauczył się milczeć, obserwować i robić swoje. Bez zbędnych słów. Bez szukania poklasku.
Z czasem trafił do wydziału narkotykowego.
I tam został.
Zna ten świat z dwóch stron, od środka i od zewnątrz. Wie, jak wygląda diler, który tylko próbuje przetrwać, i ten, który buduje imperium na cudzym uzależnieniu. Wie też, że granica między jednym a drugim potrafi się rozmyć szybciej, niż się komukolwiek wydaje.
Jest dobrym gliną. Tak mówią.
Takim, który nie odpuszcza.
Takim, który potrafi się podłożyć, jeśli sprawa tego wymaga.
Czasem za bardzo.
Nie szuka bohaterstwa, ale często kończy w sytuacjach, gdzie ktoś musi podjąć decyzję. I zazwyczaj to jest on.
Nie jest idealny. Nagiął zasady więcej niż raz. Zataił coś, przemilczał coś innego. Nie dlatego, że chciał. Dlatego, że inaczej nie dało się dojść do końca.
Nie mówi o tym.
Dla większości ludzi jest po prostu kolejnym detektywem.
Dla tych, którzy znają go lepiej, kimś, kto nigdy nie przestaje pracować, nawet kiedy już powinien odpuścić.
Nie ma spektakularnego życia poza służbą. Nie bywa na salonach. Wraca do mieszkania, które jest bardziej funkcjonalne niż przytulne. Je, śpi, wychodzi do pracy, znowu.
I tak w kółko.
Bo Lancelot Gardner nie ratuje świata.
On próbuje sprawić, żeby był odrobinę mniej spierdolony.
I to musi mu wystarczyć.
Ma w telefonie zapisane numery informatorów pod losowymi imionami. Mike hydraulik nigdy w życiu nie widział rury.
Raz spędził trzy dni pod przykrywką bez snu. Do dziś twierdzi, że to nic takiego.
Nie lubi ciszy w radiowozie. Zawsze coś leci w tle, radio, komunikaty, cokolwiek. Cisza oznacza, że zaczyna za dużo myśleć.
Ma młodsze rodzeństwo, do którego dzwoni częściej, niż się do tego przyznaje. Nigdy nie mówi im, czym dokładnie się zajmuje.
Zna na pamięć kilka mieszkań z nalotów. Układ pokoi, zapach, gdzie kto stał. Nie zapomina takich rzeczy.
Ma jedną bliznę na żebrach. Oficjalnie z akcji. Nieoficjalnie, poszło nie tak, jak powinno.
Zawsze nosi przy sobie kajdanki, nawet po służbie. Nawyk, którego nie potrafi się pozbyć.
Nie ufa nowym partnerom od razu. Potrzebuje czasu, żeby przestać patrzeć, czy ktoś go nie zawiedzie.
Ma w szafce odłożony raport, którego nigdy nie oddał. Jedna sprawa, która nie powinna wyglądać tak, jak wyglądała.
Nie ma wielu zdjęć z życia prywatnego. Większość z nich to rodzinne, stare, trochę wyblakłe.
Czasem zasypia na kanapie w ubraniu, z telefonem w ręce. Jakby w każdej chwili miał dostać wezwanie.
