-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie była w stanie powiedzieć ile długości basenu zrobiła, choć zmęczenie i przyjemny ból w mięśniach sygnalizowały, że wykonała założony plan z nawiązką. Po ostatniej serii podpłynęła do krawędzi, chwyciła za barierki i wyszła z basenu. Gdy tylko jej stopy znalazły się na chłodnych kafelkach, złapała za czepek i uwolniła spod niego mokrą, jasną czuprynę. Szybkim ruchem wycisnęła wodę z włosów, kątem oka dostrzegając sprawnego pływaka. Poruszał się w wodzie z rzadko spotykaną sprawnością, pokonując kolejne metry pewnym, technicznie bezbłędnym kraulem. Każdy jego ruch był precyzyjny i oszczędny, a on sam niemal nie mącił tafli wody. Brackenborough jako sportowiec natychmiast odnotowała tę doskonałą, godną podziwu motorykę. Dopiero gdy mężczyzna dopłynął do krawędzi i na moment wynurzył twarz, by nabrać powietrza, rozpoznała jego rysy. Bez okularów wyglądał inaczej, choć była pewna, że jeszcze przed momentem obserwowała umiejętności niedoszłego terapeuty.
Zacisnęła dłonie w pięść, czując nagły przypływ irytacji. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała, była konfrontacja z człowiekiem, przed którym tak niefortunnie się obnażyła, a który w zamian próbował analizować jej oprawcę. Nie miała zamiaru czekać, aż on również ją zauważy. Szybkim krokiem ruszyła w stronę szatni, chcąc jak najszybciej zniknąć mu z oczu i odciąć się od tego przypadkowego spotkania.
Jakiś czas później, już ubrana i z wysuszonymi włosami, przeszła do kawiarenki w innej części budynku. Potrzebowała regeneracji i spokoju. Zamówiła dla siebie kanapkę z szynką i musztardą oraz dietetyczne latte. Usiadła przy stoliku w kącie, otworzyła magazyn sportowy i skupiła wzrok na tabelach wyników, starając się zignorować fakt, że Martinez znajduje się w tym samym obiekcie.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Skupiony na pływaniu, które oprócz przyjemności i treningu dla ciała pomagało mu również poukładać sobie myśli, wyczyścić umysł. Nie zwracał wtedy uwagi na otoczenie, przepływając basen raz za razem, to w jedną, to w drugą stronę. W tych momentach był tylko on, woda i jego ostatnie przeżycia; nic innego się nie liczyło. Nie zauważył więc swojej pacjentki, która - zdaje się - nie miała zamiaru wrócić do jego gabinetu, co Segio poczytywał sobie jako porażkę. Naprawdę chciał jej pomóc, podobnie, jak każdemu, kto do niego przychodził po pomoc. Wierzył, że Billie można pomóc między innymi w ten sposób: uświadamiając jej, jakie motywacje mogły kierować jej ojcem, bo zrozumienie tego było kluczem do poradzenia sobie z tym, co jej się przytrafiło. Nie usprawiedliwienie dla gnoja, który jej to zrobił, tylko zrozumienie kierujących nim mechanizmów.
Kiedy w końcu Martinez wyszedł z wody, był zmęczony i zadowolony z tego, że wciąż jest w stanie przepłynąć tyle długości basenu, w dodatku w takim tempie. To mogło oznaczać, że nie jest jeszcze tak stary, jakim wielu zapewne chciałoby go widzieć. A po wysuszeniu się i ubraniu - należała mu się kawa i jakaś przekąska. Rzadko kupował ciastka, preferował raczej kanapki czy inne słone rzeczy, więc dziś wybrał sobie chaczapuri (zadziwiające, jak te pyszności szybko rozpełzły się po świecie i opanowały nie tylko gruzińskie restauracje). Rozejrzał się za jakimś miejscem, gdzie mógłby zjeść, gdy jego wzrok nagle spoczął na znajomej twarzy. Sergio zamarł z kawą w jednej i talerzykiem w drugiej ręce. Zawahał się i zastanowił, czy lepiej będzie udawać, że jej nie widzi, dając tym samym przestrzeń; czy raczej podejść, przywitać się i spróbować porozmawiać na mniej oficjalnej stopie. Nie był przekonany do żadnej z tych opcji, ale w końcu podszedł niepewnie i popatrzył na dziewczynę z uśmiechem.
- Cześć, Billie - przywitał się, wyglądając trochę jak nieporadny, bardzo nieśmiały człowieczek, trzymając łokcie przyciśnięte do boków i będąc nieco przygarbionym. Zresztą owszem - on, człowiek, którego twarz swojego czasu była na okładkach magazynów sportowych, był bardzo nieśmiały - Mogę się przysiąść?
Prawdę mówiąc, oczekiwał raczej dość ostrego odrzucenia.
Billie Brackenborough