Od rana poświęcałam przygotowaniom więcej uwagi niż początkowo zakładałam. Nie wynikało to ze zdenerwowania. Przynajmniej tak sobie powtarzałam. Zależało mi jedynie na tym, aby wszystko przebiegło zgodnie z planem.
Przeszłam powoli przez jadalnię i zatrzymałam się przy stole. Poprawiłam położenie jednego z kieliszków, chociaż różnica była niemal niezauważalna. Następnie przesunęłam świecznik o kilka centymetrów i przyjrzałam się efektowi. Biel obrusa i złote dodatki prezentowały się bardzo elegancko. Co prawda nie lubiłam przesady, ale nie mogę nic poradzić na to, że złoty jest moim ulubionym kolorem.
Ubrałam się w luźną, lekko błyszczącą, czarną koszulę o szerokich rękawach. Zapięłam ją wysoko pod szyją, a talię podkreśliłam szerokim paskiem z wyraźną, metalową klamrą. Całość uzupełniłam krótkimi spodenkami, czarnymi rajstopami oraz wysokimi, skórzanymi kozakami na niewielkim obcasie. Strój był bardziej zdecydowany niż zachowawczy, jednakże w moim mniemaniu był nadal wystarczająco elegancki na prywatną kolację. Przez chwilę patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i delikatnie poprawiłam pasek.
Shereen nie była moja córką, ale od lat zajmowała w moim życiu miejsce, którego nie potrafiłabym sprowadzić do zwykłego obowiązku matki chrzestnej. Czułam wobec niej troskę, chociaż okazywanie jej nigdy nie przychodziło mi łatwo.
O Ericu wiedziałam wystarczająco dużo, aby chcieć dowiedzieć się więcej. Nie zamierzałam urządzać przesłuchania. Byłoby to niepotrzebne i zbyt oczywiste. Dlatego postawiłam na rozmowę przy kolacji. Podczas luźnej rozmowy jestem w stanie wyciągnąć więcej informacji niż zadając starannie przygotowane pytania.
Kiedy wszystko było już gotowe, to nalałam sobie lampkę wina i usiadłam w salonie. Odłożyłam telefon na stolik i spojrzałam w stronę wejścia. Wydawało mi się, że właśnie ktoś zbliżał się do drzwi.
Eric Stones