Czy mógł po prostu machnąć ręką i nie przyjść? Owszem. Problem natomiast polegał na tym, że został nazwany tak, jak sobie tego NIE życzył - ani nie lubił ani się za takowego nie uważał - czyli oszustem. Określenie to, zadziałało na niego, niczym płacha na byka - jasne, nie był święty i niejednokrotnie zdarzyło mu się powiedzieć coś, co mijało się z prawdą, przemilczeć niewygodny fakt czy nagiąć rzeczywistość dla świętego spokoju. W jego oczach były to jednak pojedyncze potknięcia i absolutnie nie zasługiwał na TAKĄ łatkę.
Drugą rzeczą, która nie dawała mu spokoju, była myśl, że skoro jedna rura sprawiła problem, to co jeśli wkrótce podobny los spotka kolejną? Tego typu awarie rzadko kiedy pojawiały się w najdogodniejszym momencie, a on doskonale zdawał sobie sprawę, że z instalacjami - zarówno wodnymi, jak i elektrycznymi - nie było żartów. Wystarczyła chwila nieuwagi albo zlekceważenie drobnego sygnału, by niewielka usterka przerodziła się w kosztowny i znacznie poważniejszy problem. Jasne, lokal został sprzedany, a on odpowiadał za przekazanie kluczy, będąc wręcz PEWNYM, że wszystko działa prawidłowo, a hydraulicy zapewniali, że na pewno nie będzie żadnych usterek.
Oczywiście zamierzał zadzwonić i porządnie opieprzyć firmę odpowiedzialną za hydraulikę, bo coś ewidentnie poszło nie tak. Jasne, wypadki się zdarzały, a żadna inwestycja nie była całkowicie wolna od usterek, ale taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Nie chodziło już nawet o samą awarię, lecz o fakt, że mogła zagrażać bezpieczeństwu.
Na tym jednak nie koniec. W podobnych przypadkach cierpiała również reputacja firmy deweloperskiej, dla której pracował Mark. Klienci rzadko interesowali się tym, kto zawinił na etapie wykonawczym - dla nich liczył się efekt końcowy. A jeśli coś przestawało działać, pretensje kierowali do firmy sprzedającej mieszkania, nie do podwykonawcy, który spartaczył robotę, o czym Rosenhall wiedział doskonale; gdyby było inaczej, nie musiałby osobiście przyjeżdżać do lokalu, gdzie doszło do awarii, wysłuchiwać skarg właścicielki i próbować załagodzić sytuację. W oczach klientów to on reprezentował firmę, a więc siłą rzeczy stawał się twarzą całego problemu.
Mimo że widzieli się dopiero drugi raz, dopiero teraz przyjrzał się właścicielce uważniej. Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na jej brązowych oczach, wyraźnie dłużej, niż początkowo zamierzał. Było w nich coś, co przyciągało uwagę i sprawiało, że na krótką chwilę zapomniał o całym zamieszaniu związanym z awarią. Niespodziewanie ogarnęło go przyjemne ciepło, a wraz z nim pojawiła się zwykła, ludzka ciekawość. Złapał się na myśli, że chętnie poznałby ją lepiej - nie jako klientkę, której trzeba pomóc rozwiązać problem, lecz jako osobę. Szybko jednak odgonił od siebie tę refleksję, przypominając sobie, że przyjechał tu służbowo i miał do wykonania konkretne zadanie.
Słysząc pytanie, Mark musiał wrócić pamięcią do przeszłości i…
- Z tego co pamiętam, co najmniej cztery osoby były tym lokalem zainteresowane. - odparł, pamiętając, jak nagle odebrał słuchawkę i usłyszał, że August była zdecydowana kupić lokal. Zaraz jednak zmarszczył brwi i miał ochotę złapać się za głowę, bo ani trochę nie podobało mu się to, co dotarło do jego uszu.
- Dobra… zlecę ponowną weryfikację tego miejsca, żeby zaraz się nie okazało, że nie jeden kafelek, a kilka zacznie odpadać. Hm… mega to wszystko dziwne, bo dałbym sobie rękę uciąć, że lokal był w idealnym stanie. Mam nawet przy sobie dowód w postaci dokumentacji zdjęciowej oraz raport. - powiedział.
- Znaczy, są w samochodzie, ale zawsze mogę je przynieść. - Żaden problem. dokończył w myślach. Na dokumentach były pieczątki i podpisy, bo oczywiście ktoś mógłby pomyśleć, iż to, co przywiózł, było ściemą, napisaną w Wordzie, a zdjęcia pochodziły z internetu, lecz ABSOLUTNIE tak NIE BYŁO. Wszystko było legitne.
Skinął głową, dając do zrozumienia, że przyjął tę informację do wiadomości. Cieszyło go, że właścicielka zdążyła się doedukować i wiedziała już, gdzie znajduje się zawór, który był aktualnie jego celem.
- Muszę. Inaczej musiałabyś czekać, aż przyjedzie hydraulik, a nie dam gwarancji, że zjawi się w przeciągu kilku minut. - rzucił, nim ruszył przed siebie, wchodząc do gorącej wody. Miał wrażenie, jakby chodził w jacuzzi, tylko bez bąbelków i w nieco gorętszej wodzie. Po dłuższej chwili przestawało być przyjemnie, tylko zaczął odczuwać pieczenie, które zaczynało go spowalniać i utrudniać ruchy.
Na szczęście ostatecznie poradził sobie z zakręceniem zaworu, a potem wrócił na schody. Grzecznie czekał, aż August wróci z wodą, bo po tym wysiłku, jaki musiał włożyć, by przedrzeć się przez gorącą wodę, poczuł pragnienie. Oczywiście, zgodnie z tym, co powiedział, wybrał numer do firmy hydraulicznej, a August mogła być świadkiem, jak Rosenhall się w k u r w i a.
- Macie przyjechać pod adres, który Wam wyślę w SMS-ie JAK NAJSZYBCIEJ i nie obchodzi mnie, że macie zawalony harmonogram. Trzeba zweryfikować szczelność i instalację wodną, bo następnym razem to któryś z WAS będzie łaził w gorącej wodzie. Czekam na wiadomość, kiedy przyjedziecie, i lepiej, żeby to było jeszcze dziś, bo inaczej… spodziewajcie się mnie jutro. - a jak on przyjedzie, to ani trochę nie będzie miło. Naprawdę miał gdzieś wymówki. Czym prędzej wysłał adres wraz ze zdjęciami, jak aktualnie wyglądał dół lokalu. Po chwili otrzymał szklankę z wodą, więc schował telefon z powrotem do kieszeni.
- Dzięki. - odpowiedział już nieco łagodniej i posłał August lekki uśmiech oraz wziął kilka łyków. A potem stało się coś, czego się nie spodziewał. Patrzył brązowookiej prosto w oczy, czując na sobie jej oddech. Sam nie wiedział, czy to zapach perfum, czy może jej zachowanie sprawiło, że przysunął swoją twarz i…bardzo lekko musnął jej usta, nie mając pojęcia, czy zaraz nie zostanie zdzielony ręcznikiem po głowie, ale no… kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, prawda? Szklankę z resztką wody postawił na schodku obok siebie.
i will be your plumber but not for free