ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

007
Reeve siedział na piasku, opierając się plecami o krzywy pień palmy, i po prostu gapił się na wodę, czując, że zaraz eksploduje mu głowa. Obok na kocu leżał Nicholas z zamkniętymi oczami, wyglądając na bezczelnie wyluzowanego, jakby mieszkał tu od urodzenia, a nie przyleciał z nim parę godzin temu. Reeve patrzył na niego i wciąż nie mógł do końca ogarnąć, że to się dzieje naprawdę, że są tu razem, na Hawajach. I to jako para, a nie tylko kumple, którzy udają, że nic do siebie nie czują.
Jeszcze trzy dni temu miał taki stres, że prawie rozniósł swój pokój. Pakowanie na te wakacje, które Nicholas ogarnął jako ich oficjalny start, przerosło go w każdy możliwy sposób. LeBlanc potrafił wypisać skutki uboczne najtrudniejszych leków, ale kiedy przyszło do spakowania walizki na tydzień w ciepłych krajach z facetem, na którego punkcie miał totalnego bzika, jego mózg po prostu odmówił posłuszeństwa. Przez pół nocy biegał w kółko po pokoju, wrzucając do torby pięć par kąpielówek, trzy bluzy (bo wmówił sobie, że wieczorem nad oceanem na pewno zamarznie na kość) i jakieś losowe ciuchy, w których miał nadzieję wyglądać, chociaż trochę dobrze. Trzy razy wszystko wyrzucał na podłogę, klnąc pod nosem i próbując domknąć walizkę kolanem.
Ich początki były jeszcze bardziej pokręcone. Poznali się w szpitalu, kiedy Reeve miał tam staż, a Swanson wylądował na oddziale z nogą w gipsie po tym, jak widowiskowo zleciał ze schodów. Był zdecydowanie najgłośniejszym i najbardziej irytującym pacjentem, jakiego miał okazję spotkać, ale też jedynym, który potrafił go rozbawić po 12 godzinach stania na nogach. Potem, jak już wyszedł ze szpitala, zaczęli pisać na okrągło, spotykać się na piwo, aż stali się praktycznie nierozłączni, ale chłopak cały czas czuł, że pod tym wszystkim kryje się coś znacznie głębszego. Bał się to zepsuć, bo Nicholas był dla niego zbyt ważny, żeby stracić go przez jakieś głupie zauroczenie, a on chyba myślał dokładnie tak samo, bo obaj strasznie długo udawali, że ta chemia między nimi to tylko kumpelska relacja, dopiero szczera rozmowa zmieniła wszystko.
I tak trafili na Poipu Beach. Tylko że cisza i spokojne leżenie na kocu szybko zaczęły go nudzić. Czuł w sobie tyle energii i taką radość, że po prostu musiał zrobić coś głupiego, żeby jakoś to z siebie wyrzucić. Spojrzał na Nicholasa, który leżał obok z przymkniętymi powiekami, wyglądając, jakby zaraz miał zasnąć. Uśmiechnął się pod nosem, wstał cicho z piasku, jednym szybkim ruchem ściągnął przez głowę swoją koszulkę, rzucił ją prosto na twarz leżącego chłopaka i z głośnym wrzaskiem pobiegł prosto w stronę wody.
Woda była niesamowita. Obrócił się w stronę brzegu, unosząc się swobodnie na fali, i pomachał rękami do Nicholasa, szczerząc się w szerokim, łobuzerskim uśmiechu.
- No i co tam?! - wrzasnął na cały regulator, starając się przekrzyczeć szum oceanu. – Jesteśmy na Hawajach od dobrych paru godzin, a ty dalej tylko łapiesz opaleniznę na kocu! - Uniósł się na kolejnej fali, mrużąc oczy przed słońcem. – Proponuję zakład! Szybki wyścig do tamtej boi i z powrotem. Jak wygram, dzisiaj ty stawiasz te wielkie drinki w kokosach. Jak przegram... pozwolę ci spać do południa. Wchodzisz w to, czy pękasz?!

Nicholas Swanson
Ostatnio zmieniony czw wrz 03, 2026 2:04 pm przez Reeve LeBlanc, łącznie zmieniany 1 raz.
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

006. Aloha, Hawaii Mama! | Outfit
Jak mam być szczery, to początkowo byłem głownie nastawiony na leżenie na kocu i nic nierobienie. Po całym locie, rozpakowywaniu się w hoteli i ogarnianiu wszystkiego dookoła miałem wrażenie, że pierwszy raz od dawna mogłem zwyczajnie wyłączyć myślenie. Zamknąłem sobie oczy i wsłuchiwałem się w szum wody. Kompletnie się nie spodziewałem, że chwilę później coś wyląduje na mojej twarzy. Ściągnąłem koszulkę z głowy i uniosłem się na łokciach. - Serio? - rzuciłem pod nosem, chociaż od razu się uśmiechnąłem.
Spojrzałem w stronę oceanu i przez jakiś czas po prostu obserwowałem Reeve'a. Nadal trochę dziwnie było mi myśleć o nim jako o swoim chłopaku, ale coraz bardziej oswajałem się z tym faktem. Przez tyle czasu byliśmy obok siebie i udawaliśmy, że niczego więcej nie chcemy. Czasami łapałem się nawet na tym, że musiałem sam sobie przypominać, aby się nie pilnować. Mogłem go pocałować i złapać za rękę, kiedy tylko chciałem. A nawet powiedzieć mu wprost, że cholernie mi na nim zależało i nie musiałem później udawać, że był to jakiś głupi żart. Hawaje były w sumie moim sposobem na przypieczętowanie tego wszystkiego. Chciałem zrobić coś wielkiego i to bardzo, bo nigdy nie byłem dobry w małe gesty.
Podniosłem się z koca i poprawiłem włosy, a następnie spojrzałem w stronę wody. - Spać do południa? - zawołałem. - To ma być nagroda? Myślałem, że wymyślisz coś bardziej interesującego!
Zrzuciłem z siebie podkoszulek i ruszyłem w stronę oceanu. Gdy woda sięgnęła mi do pasa, to przeszedł mnie krótki dreszcze, co w sumie jest normalne, ale nie zwolniłem. Byłem zdecydowanie zbyt uparty, żeby teraz dać mu satysfakcję.
- Poza tym chyba zapomniałeś, z kim się zakładasz! - krzyknąłem, robiąc jeszcze kilka kroków do przodu. - Jak wygram, to drinki stawiasz ty. Poza tym zrobisz mi masaż i coś bardziej zbereźnego - dodałem, przygryzając wytknięty język. - A jak ty wygrasz, to zrobię, co tylko sobie zażyczysz.
Zaśmiałem się i zanurzyłem na moment, żeby przyzwyczaić się do temperatury wody. A kiedy się wynurzyłem, to odgarnąłem mokre włosy z czoła. Czułem się naprawdę dobrze. Wystarczająca była dla mnie jego obecność, bo naprawdę był osobą, która wiele dla mnie znaczyła.
- I żeby było jasne! - dodałem z szerokim uśmiechem. - Jak przegrasz, to dostaniesz też całusa na pocieszenie. Właściwie to nawet kilka. Nie będę się ograniczał. - Ruszyłem głębiej gotowy do startu. - No a teraz pokaż mi, czy poza sexy wyglądem potrafisz też dobrze pływać.

Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez chwilę po prostu dryfował na plecach, dając się kołysać falom i patrząc z tej perspektywy na leżącego na kocu Nicholasa. Wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać ktoś po wielogodzinnym locie i walce z bagażami – zmęczony i rozleniwiony. Reeve doskonale o tym wiedział, bo sam jeszcze godzinę temu czuł w kościach każdą minutę spędzoną w samolocie. Ale woda działała na niego relaksująco, a widok Nicholasa ściągającego z twarzy jego koszulkę dodał mu tylko energii.
- Jak najbardziej serio! - odkrzyknął, przewracając się z pleców na brzuch i podpływając bliżej brzegu. - Na leżenie na kocu będziesz miał czas. - Przetarł dłonią mokrą twarz, odgarniając opadające na oczy włosy i skrzyżował ręce, mrużąc oczy od słońca. Czuł się niesamowicie. - Więc jak, wchodzisz w końcu do tej wody, czy mam przyjść po ciebie i sam cię tu wrzucić?
Gdy patrzył, jak chłopak podnosi się z koca i poprawia włosy, w środku zalała go ta sama fala ciepła. Czuł się po prostu cholernie szczęśliwy. Myśli, czy nie zepsują swojej przyjaźni, czy bycie razem nie okaże się dziwne, ostatecznie wyparowały. Dało mu to niesamowitą wolność. Mógł patrzeć na Nicka i cieszyć się, że tu są. Razem.
- A co, mało ci atrakcji, panie wybredny?! - zawołał, składając dłonie wokół ust, żeby głos lepiej się niósł. - Ale dobra, skoro spanie do południa to dla ciebie nudy...- Uderzył dłonią w taflę wody, posyłając kropelki w powietrze. - Przegrany robi jutro za kelnera i przynosi śniadanie do łóżka. Razem z tą kiczowatą kawą w ananasie, o której czytałem w przewodniku!
Przez moment tylko na niego patrzył, unosząc lekko brwi w absolutnym niedowierzaniu, ale jego łobuzerski uśmiech błyskawicznie wrócił na usta. Dokładnie za to kochał Nicholasa.
- Oho! Zbereźnego, tak?! - zawołał, robiąc pod wodą dwa kroki w tył, żeby zyskać odrobinę przewagi. - Proszę bardzo, stawka przyjęta. Sama myśl o tym, co możesz wymyślić, daje mi jakieś dwadzieścia procent więcej motywacji.
Słysząc słowa o całusach na pocieszenie i jego komentarz o sexy wyglądzie, poczuł, jak po policzkach rozlewa mu się fala gorąca. Przez chwilę zapomniał, jak się oddycha. Wciąż nie potrafił ogarnąć, jak to możliwe, że słuchanie takich rzeczy z ust Nicholasa, potrafiło aż tak wywrócić mu świat do góry nogami.
- Żebyś się nie zdziwił z tymi całusami, bo po mojej wygranej i tak przyjdę po swoje! - powiedział, a jego głos na moment lekko się załamał ze śmiechu, gdy odgarniał mokrą grzywkę z oczu. Prowokacyjny tekst o pływaniu podziałał na niego jak płachta na byka. - A za ten sexy wygląd dostajesz ujemne punkty za próby przekupstwa! - dodał, szczerząc zęby w głupim uśmiechu. - Do boi i z powrotem! - zawołał, robiąc zamach rękami i dając nura w stronę nadchodzącej fali. - Kto ostatni przy brzegu, ten jutro robi kawę! - Z pluskiem zaczął płynąć, przecinając wodę i raz po raz oglądając się przez ramię, żeby sprawdzić, czy Nicholas też ruszył.
Nicholas Swanson
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- Sam mnie wrzucisz? - powtórzyłem z rozbawieniem, unosząc lekko brwi. - Teraz trochę żałuję, że wszedłem tu dobrowolnie. Mogłem przynajmniej sprawdzić, czy naprawdę miałbyś odwagę to zrobić.
Parsknąłem cicho na propozycję śniadania do łóżka. Musiałem przyznać, że taka stawka zdecydowanie bardziej mi odpowiadała. Zwłaszcza że całkiem łatwo mogłem wyobrazić sobie siebie leżącego rano pod kołdrą i wydającego mu kolejne polecenia, dopóki nie zacząłby żałować, że w ogóle zaproponował mi ten zakład.
- Umowa stoi. Tylko od razu uprzedzam, że jestem bardzo wymagającym klientem. Śniadanie, kawa, owoce i najlepiej jeszcze coś słodkiego. Skoro już będziesz moim kelnerem, to zamierzam wykorzystać tę sytuację do końca.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, kiedy podchwycił temat bardziej zbereźnej części nagrody. Właściwie dokładnie takiej reakcji się spodziewałem. Lubiłem go prowokować, a jeszcze bardziej podobało mi się, że teraz nie musiałem zastanawiać się, czy przypadkiem nie przekraczałem jakiejś granicy naszej przyjaźni, bo ta granica już nie istniała.
- Dwadzieścia procent? - rzuciłem. - Słabo, bo jakbym powiedział ci dokładnie, co mam na myśli, miałbyś przynajmniej pięćdziesiąt.
Przygryzłem lekko dolną wargę, po czym zaśmiałem się pod nosem. Mógł sobie próbować odbierać mi punkty za komplementy, ale przecież oboje wiedzieliśmy, że wcale nie próbowałem go przekupić. Naprawdę uważałem, że wyglądał cholernie dobrze. Nadal trochę dziwnie było móc mi myśleć o nim w ten sposób zupełnie otwarcie. Jeszcze niedawno pewnie obróciłbym wszystko w żart, żeby tylko nie zdradzić się z tym, jak bardzo na niego patrzyłem.
- Nie potrzebuję przekupstwa. Z tobą wystarczy mi przewaga talentu - odpowiedziałem pewnie.
Kiedy padł sygnał do wyścigu, od razu odbiłem się od dna i ruszyłem przed siebie. Nie zamierzałem dawać mu żadnej taryfy ulgowej tylko dlatego, że był moim chłopakiem. Wręcz przeciwnie. Chciałem wygrać jeszcze bardziej.
Płynąłem mocno, starając się utrzymać równe tempo i ignorować wodę wpadającą mi co jakiś czas do ust. Rywalizacja szybko całkowicie mnie wciągnęła, chociaż gdzieś z tyłu głowy wciąż siedziała mi świadomość, jak absurdalnie szczęśliwy byłem w tej chwili. Byłem na Hawajach z facetem, którego jeszcze niedawno bałem się pocałować, żeby czegoś między nami nie zepsuć. Teraz ścigałem się z nim po to, żeby później wyłudzić śniadanie do łóżka, masaż i kilka rzeczy, których zdecydowanie nie planowałem omawiać na środku plaży. Po kilku mocniejszych ruchach wynurzyłem głowę wyżej.
- Mam nadzieję, że umiesz robić kawę, LeBlanc! - krzyknąłem ze śmiechem. - Bo ja swojej przegranej nawet nie biorę pod uwagę!

Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Żebyś się nie zdziwił! - odkrzyknął, a na samą myśl o wrzuceniu Nicka do wody na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Poczuł taką dziecięcą radość, że cała ta sztywność z podróży z niego zeszła. - Następnym razem po prostu podejdę i zrobię to bez pytania. Zobaczysz wtedy, czy mam odwagę! Sam się prosisz o taki test.
Słysząc całą tę litanię wymagań dotyczących śniadania, tylko parsknął śmiechem. Wizja Nicholasa rozstawiającego go po kątach od samego rana była w sumie całkiem zabawna, ale nie zamierzał mu tak łatwo odpuścić pola. W sumie sam fakt, że mogli się tak bezwstydnie przekomarzać, sprawiał, że czuł się niesamowicie lekko.
- Klient nasz pan, Swanson! - zawołał głośno, płynąc tyłem. - Już ja cię tak obsłużę, że spuchniesz od tego cukru. Ale nie bądź taki pewny siebie, bo to ty jutro będziesz biegał dla mnie z tacą i tą kiczowatą kawą w ananasie!
Kiedy temat zszedł na te pięćdziesiąt procent i zbereźne podteksty, Reeve poczuł, jak znowu robi mu się gorąco w policzki. To, jak łatwo Nicholas potrafił go zawstydzić i jednocześnie niesamowicie nakręcić, wciąż było dla niego czymś nowym. Serce zabiło mu mocniej, a w brzuchu poczuł to znajome, przyjemne ściskanie, którego wcześniej tak bardzo się bał, a które teraz dawało mu totalnego kopa.
- Taa, jasne, pięćdziesiąt procent... Gadaj zdrów! - odkrzyknął, starając się, żeby jego głos brzmiał pewnie, choć serce zabiło mu mocniej. - LeBlanc się tak łatwo nie daje dekoncentrować! Ale dobra, muszę przyznać, że mocno pobudzasz wyobraźnię.
Słysząc tekst o talencie, poczuł, jak zalewa go fala radosnej energii. Uwielbiał tę pewność siebie u Nicka, to go niesamowicie kręciło i sprawiało, że sam miał ochotę pójść na całość, bez żadnego hamowania się czy udawania, że są tylko kumplami.
- Przewaga talentu? Chyba w gadaniu! - wrzasnął z łobuzerskim uśmiechem, mrużąc oczy od słońca i czując, że za chwilę eksploduje z nadmiaru emocji.
Widząc, że Nicholas rzucił się w wodę i płynie na niego z impetem, Reeve poczuł nagły skok adrenaliny. Ta cała sytuacja niesamowicie go jarała. Jeszcze chwilę temu bał się, że zrobi z siebie idiotę, a teraz dawali czadu w oceanie. Obrócił się, dając nura w kolejną falę i zaczął mocno pracować ramionami. Serce biło mu jak szalone, po części z wysiłku, a po części z czystej, dziecięcej radości, że ma obok siebie faceta, który potrafi go tak nakręcić jednym tekstem. Słyszał za sobą głośny plusk i świadomość, że Nicholas depcze mu po piętach, tylko dodawała mu skrzydeł. Nie zamierzał odpuszczać, nawet kiedy mięśnie zaczęły go piec, a woda zalała mu oczy.
Słysząc ten jego pewny siebie, rozbawiony krzyk, parsknął śmiechem, aż zakrztusił się słoną wodą. Szybko ją wypluł i odkrzyknął na cały regulator, nie kryjąc rozbawienia.
- Ja robię najlepszą kawę na świecie, ale jutro to ty będziesz biegał z czajnikiem! - Gdy jego stopy w końcu dotknęły piasku na mieliźnie, od razu zaczął biec. Był zasapany, ale czuł się tak cholernie szczęśliwy, jak nigdy wcześniej w życiu. Wyskoczył z wody prosto na gorący piasek. Wizja Nicholasa jako jego osobistego kelnera, który rano przynosi mu jedzenie, sprawiła, że na jego twarzy wykwitł łobuzerski uśmiech.

Nicholas Swanson
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

trigger warning
Wulgaryzmy
Nie zamierzałem dać my wygrać. Co prawda ramiona zaczynały mnie już trochę piec od wysiłku, a oddech robił się coraz cięższy, jednak mimo to, nadal płynąłem tak szybko jak tylko potrafiłem. W normalnych okolicznościach pewnie po kilku minutach uznałbym, że mam gdzieś jakiś głupi wyścig, ale teraz chodziło o coś znacznie ważniejszego niż sama wygrana. Zależało mi na satysfakcji i możliwości przypominania Reeve'owi przez resztę wyjazdu, że przegrał ze mną pierwszego dnia wakacji. No i oczywiście śniadanie do łóżka.
Kiedy zawróciłem w stronę brzegu, to czułem, że mam szansę wygrać. Widziałem już płytszą wodę i przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że jeszcze go dogonię. Wtedy coś nagle przesunęło się po mojej łydce. Najpierw poczułem tylko lekki muśnięcie, ale sekundę później przez nogę przeszedł tak intensywny i piekący ból, że gwałtownie nabrałem powietrza i kompletnie zgubiłem rytm.
- Kurwa! - wyrwało mi się natychmiast.
Zatrzymałem się, aby spróbować jakoś utrzymać się nad powierzchnią. Następnie spojrzałem w dół, jednak przez poruszającą się wodę nie byłem w stanie dostrzec praktycznie niczego. Ból nasilał się coraz bardziej, a skóra paliła mnie tak, jakby ktoś przyłożył do niej coś rozgrzanego. Ruszyłem w stronę brzegu znacznie wolniej, ale byłem skupiony na tym, żeby jak najszybciej wydostać się z wody. Dopiero kiedy pod stopami poczułem piasek, to dotarło do mnie, że przegrałem.
- Nie. Absolutnie, kurwa, nie - mruknąłem, wychodząc z oceanu.
Usiadłem na piasku i od razu spojrzałem na swoją łydkę. Zaczerwieniona skóra wystarczyła, żebym połączył fakty. Nigdy wcześniej nie miałem bliskiego spotkania z meduzą i po tej jednej sytuacji mogłem już spokojnie stwierdzić, ze nie zamierzałem tego doświadczenia powtarzać. Skrzywiłem się, podczas gdy ostrożnie prostowałem nogę.
- Jebane gówno. Nikt nie ostrzegał, że są tutaj meduzy.
Dopiero wtedy spojrzałem w stronę Reeve'a. W normalnej sytuacji pewnie już słyszałbym jego triumfalne okrzyki. Wiedziałem też doskonale, co oznaczały zasady zakładu. Powinienem jutro robić za kelnera i przynieść mu śniadanie razem z tą jebaną kawą w ananasie. Tyle że właśnie zostałem zaatakowany przez lokalną faunę, a to znacząco zmieniało sytuację.
- I zanim cokolwiek powiesz, to zakład zostaje oficjalnie unieważniony - oznajmiłem, unosząc ostrzegawczo palec. - Możesz sobie wybrać uzasadnienie: kontuzja, meduza, czy siła wyższa.
Przesunąłem dłonią po mokrych włosach i ponownie spojrzałem na nogę. Nadal piekła jak cholera, ale pierwsze zaskoczenie powoli mijało, dzięki czemu mogłem skupić się na znacznie ważniejszej kwestii. A było nią wykorzystanie sytuacji.
- A po głębszym zastanowieniu się uważam, że role powinny się odwrócić - dodałem całkowicie poważnym tonem. - Jestem ranny, więc śniadanie do łóżka jutro dostanę ja. - Nie potrafiłem już powstrzymać uśmiechu. - I masaż. Tylko omijaj nogę, bo jeszcze mnie dobijesz.
Oparłem się wygodniej na dłoniach, starając przy tym nie poruszać piekącą łydką. Oczywiście wiedziałem, że trochę przesadzałem. Nie zamierzałem jednak zmarnować tak idealnej okazji do tego, żeby Reeve trochę się nade mną po użalał. Zwłaszcza że sama myśl o tym, że będzie się mną zajmował, była zdecydowanie przyjemniejsza niż chciałem przyznać.
Jeszcze niedawno pewnie wolałbym udawać, że nic mnie nie boli. Nie lubiłem wyglądać na słabego ani tym bardziej potrzebować czyjejś pomocy. Przy nim zaczynało mi to jednak przeszkadzać trochę mniej. Wynikało to pewnie z tego, że pierwszy raz nie odbierałem troski jako czegoś, na co musiałem sobie zasłużyć.
- Za to całusy są nadal aktualne - powiedziałem po chwili, spoglądając w jego stronę z lekkim uśmiechem. - W końcu jestem poszkodowany, więc powinieneś jakoś zadbać o mój komfort psychiczny. - Przechyliłem głowę i westchnąłem przesadnie ciężko. - I jeszcze jedno skarbie. Musisz mnie zanieść do pokoju. Sam nie dam rady się tam dostać.

Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”