ODPOWIEDZ
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

016. | outfit


Na obserwacji ostatecznie została w szpitalu przez trzy dni, bo lekarz prosił ją żeby nie bagatelizowała tego i nie wypisała wcześniej. Chociaż bardzo nie chciała, to ostatecznie zgodziła się na to, a Prudence została przytwierdzona do szpitalnego wyrka na dłużej, niż tego chciała - nadal dostając te znienawidzone już kroplówki, mimo posiadania wiedz że są jej potrzebne i przydatne. PRzez te trzy dni nie widziała się z Gustavem, co było dla niej dosyć oczywistą sprawą, bowiem nie są bliskimi znajomymi, za to miała wizytę mamy oraz Andrei, która obiecała że skontaktuje się z mężczyzna w celu odzyskania kluczy do mieszkania, skoro ona sama do niego numeru nie posiadała.
Nie przypuszczała jednak, że ten będzie chciał samodzielnie uskutecznić kontakt - mając przecież jej wizytówkę, którą przekazała w trakcie pogrzebu co do jego brata oraz jego stanu psychicznego, gdzie na pewno pomogłaby mu jakoś uporać się z tym, co miało miejsce… wtedy chciała dobrze, parę chwil później - jak tylko Gus odszedł na bok - uświadomiła sobie iż nie będzie w stanie mu udzielić potrzebnej pomocy, skoro sama takowej posiadała. Ba, nie będąc gotową ani wtedy, ani niestety jeszcze teraz na rozmawianie odnośnie Huntera oraz tego, co mu się przytrafiło.
Niemniej dostała wiadomość tekstową na telefon od niego, związaną z przeprosinami iż wcześniej nie dał znać i przetrzymywał jej klucze wbrew ich woli, ale po pracy nie miał czasu do niej zajrzeć - za to natomiast wykorzystywał ten moment na wpadnięcie do jej mieszkania, aby zająć się Itxel, czego się kompletnie nie spodziewała. Zapytała wtedy siedzącej z nią Andreą czy w ogóle miała możliwość zajrzeć do psiny, na co usłyszała spokojne i zarazem nieco zdziwione słowa Myślałam, że wiesz, że Gustav zobowiązał się do zajęcia psem na czas Twojej nieobecności. Nie miała bladego pojęcia, o czym nie musiała mówić wprost, a kobieta sama wychwyciła. A to cwaniaczek - jedynie skwitowała i pomogła pakować ostatnie rzeczy do torby, skoro miała jeszcze chwilę na spędzenie czasu z kumpelą.
Przyjechać po nią miała mama, jedyna która miała dostęp do jej loftu. Gdy się pakowały do auta - po odebraniu karty wypisowej ze szpitala - usłyszała dosyć oburzające słowa rodzicielki Jak mogłaś dać nieznanemu facetowi klucze do swojego mieszkania pod pretekstem zajęcia się psem?. Prudence wzruszyła ramionami jedynie na to i westchnęła, informując że jest dorosła i ma świadomość tego, co robi. Kate jeszcze coś pobączyła pod nosem, ostatecznie nie kontynuując tematu - mając się przekonać jak to wyglądać będzie, gdy dotrą pod adres. Tak miała zamiar jej zrobić ewentualną prelekcję na temat tego, iż jest zbyt łatwowierna i zbyt prędko ufa ludziom - co ostatecznie nie miało miejsca, gdy zastały wnętrze nienagannie wyglądające, a Itxel wręcz wpadła kobiecie w ramiona, witając się… z cóż, nową panią. Prudence wcześniej do niej przykucnęła, wciąż trzymając bukiet kwiatów jaki dostała od Gustava pierwszej nocy pobytu, a gdy zagaiła do mamy czy jeszcze ma jakieś obiekcje, starsza Lane jedynie machnęła jej ręką, by dała spokój.
Ostatnio ich kontakt się mocno oziębił, pogorszył. Wiedziała, że to była głównie jej wina, ale ostatecznie nie chciała dawać ej satysfakcji z przyznania w czymkolwiek racji - bo jej nie miała. Nie miała prawa obrażać Huntera ani wtedy, ani tym bardziej teraz, gdy przypadkowo wypsnęło jej się, że mówiłam Ci że może się to tak skończyć. Niemniej - zostawiła swoje torby, wsadziła bukiet do wazonu jaki postawiła na stole, po czym pożegnała się z matką, której spieszno było do pracy. Nie trzymała jej - bo sama była umówiona, choć powinna odpoczywać. Umówiła się z Gustavem na odebranie kluczy, a jedynie wychodząc wraz z mamą miała możliwość zostawienia mieszkania w bezpiecznej formie z zamkniętymi drzwiami.
Kater podwiozła ją pod wskazaną kawiarnie, bo jeszcze na to miała chwilę czasu, po czym zostawiła córkę i odjechała w jej znanym kierunku. Rozejrzała się, czy przypadkiem Gus nie czeka gdzieś na nią przed wejściem, na szczęście nie widząc go w okolicy. Dopiero go ujrzała wewnętrz lokalu, zajmując jeden ze stolików. — A już myślałam, że nie wyjdę na spóźnialską — odparła na powitanie, chwilę na niego patrząc, by prędko przenieść wzrok na ladę sklepową. — Zamawiałeś już coś sobie, czy…? — urwała, bo chyba nie musiała dokańczać tego zdania. — Jakieś konkretne zamówienie w takim razie? Ja stawiam. Nie chcę słuchać sprzeciwów — powiadomiła dosyć hardo, choć minę miała delikatną - uśmiechniętą, przyjacielską.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#3 look

Po tamtej wizycie w szpitalu Gustav wpadł w wir pracy i nie było to spowodowane myśleniem o zmarłym przyjacielu a brakiem personelu z którym aktualnie się borykali w szpitalu. Na karetce zaczął jeździć z nimi dodatkowy lekarz, ponieważ kilku ratowników postanowiło pójść na urlop, zresztą zasłużony - odpoczynek psychiczny przyda się każdemu w szczególnoście w takim zawodzie. Jednakże to oznaczało dodatkowe godziny dla Hansena, jak również przypływ gotówki, który przyda się przy spłace samochodu.
Pamiętał doskonale o kluczach które dostał od Prudence. Zaopiekowanie się psiakiem przez te kilka dni gdy ona dochodziła do siebie w szpitalu, nie było czymś wymagającym. Nawet zabrał Itxel na spacer ze swoim byczkiem, który non stop chciał się bawić z nowo poznaną przyjaciółką. Jednakże tak jak to bywa u buldożków, mają swoje humorki a ta kobitka już w ogole! Gdy Fenrir próbował ją szturchać, zaczęła warczeć i położyła się na trawie. Nie chciała się ruszyć przez dłuższą chwilę dlatego musieli posiedzieć w parku i poczekać aż jaśnie księżna zacznie żyć a nie spać.
Nie miał pojęcia, że w międzyczasie dostanie list... który powinien dostać dużo wcześniej.
Siedział w domu na fotelu spoglądając na kopertę jakby była ona czymś strasznym. Zaadresowana do niego od... Huntera. Ciężko było to przyjąć. Kumpel który nieżyje, wysyła mu list zza grobu. Czysta fikcja.
Przemógł się w sobie i poszedł do kuchni po nóż. Przejechał delikatnie ostrzem by na pewno nie uszkodzić papieru i westchnął. Pismo Huntera to pierwsza rzecz jaka rzuciła mu się w oczy.
Jeśli to czytasz to najpiewniej mnie już nie ma. Chciałbym abyś przekazał ten list Prudence, jest to bardzo ważne. Proszę nie zapomnij o tym... ani o mnie. Hunter.
Tyle. W środku czekał drugi list podpisany imieniem kobiety. Będzie musiał się bawić w stacje przekaźnikową, choć on sam wiedział, że pomoże kobiecie, pomoże bo Hunter poświęcił się dla jego brata. Dzięki niemu żył, a on miał zamiar uhonorwać przyjaciela w ten sposób. Zaopiekuje się kobietą, która tyle dla niego znaczyła.
Zadzwonił do niej - oczywiście w sprawie oddania kluczy. List był tylko dodatkiem, który przekaże na spotkaniu, choć nie chciał jej zasmucać. Wolałby spędzić je w miłej atmosferze, trochę luźniej.
Podjechał do kawiarni w której się umówili i zaparkował na ulicy. Nie widział jej nigdzie w pobliżu dlatego wszedł do środka. Postanowił zaczekać z zamówieniem. Był za szybko i kobieta miała jeszcze czas dlatego zaczął czytać wiadomości z świata w telefonie. Nie minęło dziesięć minut i usłyszał znajomy głos.
- Hej, nie spóźniłaś się, to ja przyszedłem za wcześnie. - powiedział chowając telefon do kieszeni. Teraz to kobieta miała jego pełną atencje. - Kawa z mlekiem. - uśmiechnął się, już chcąc powiedzieć że on zapłaci, ale gdy Lane wyszła z pomysłem, odpuścił. Wiedział, że nic nie ugra.
Gdy już zamówiła i wróciła do stolika uśmiechnął się. - Wyglądasz dużo lepiej niż w szpitalu. - co było oczywistą, oczywistością ale wolał to zaznaczyć, bo cieszył go ten widok. Gdy kelnerka przyniosła kawę, podziękował i wsypał trochę cukru. - Itxel zaopiekowana, dodatkowo dokupiłem jej karmę bo się kończyła i kilka smaczków. Nie za bardzo miała ochoty na zabawy z moim psem, dlatego głownie leżała na spacerach. - nic nowego jeśli chodzi o tą upartą królową, ale mimo wszystko wolał to powiedzieć. Wyjął z kieszeni spodni klucze i położył na stoliku. - Oddaję. - bo już nie będzie zawracał jej głowy i nie daj bóg nachodził!

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Balzac's Coffee Roastery”