ODPOWIEDZ
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
próbuje się jakoś pozbierać, choć to zadanie do najłatwiejszych nie należy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

016. | outfit


Na obserwacji ostatecznie została w szpitalu przez trzy dni, bo lekarz prosił ją żeby nie bagatelizowała tego i nie wypisała wcześniej. Chociaż bardzo nie chciała, to ostatecznie zgodziła się na to, a Prudence została przytwierdzona do szpitalnego wyrka na dłużej, niż tego chciała - nadal dostając te znienawidzone już kroplówki, mimo posiadania wiedz że są jej potrzebne i przydatne. PRzez te trzy dni nie widziała się z Gustavem, co było dla niej dosyć oczywistą sprawą, bowiem nie są bliskimi znajomymi, za to miała wizytę mamy oraz Andrei, która obiecała że skontaktuje się z mężczyzna w celu odzyskania kluczy do mieszkania, skoro ona sama do niego numeru nie posiadała.
Nie przypuszczała jednak, że ten będzie chciał samodzielnie uskutecznić kontakt - mając przecież jej wizytówkę, którą przekazała w trakcie pogrzebu co do jego brata oraz jego stanu psychicznego, gdzie na pewno pomogłaby mu jakoś uporać się z tym, co miało miejsce… wtedy chciała dobrze, parę chwil później - jak tylko Gus odszedł na bok - uświadomiła sobie iż nie będzie w stanie mu udzielić potrzebnej pomocy, skoro sama takowej posiadała. Ba, nie będąc gotową ani wtedy, ani niestety jeszcze teraz na rozmawianie odnośnie Huntera oraz tego, co mu się przytrafiło.
Niemniej dostała wiadomość tekstową na telefon od niego, związaną z przeprosinami iż wcześniej nie dał znać i przetrzymywał jej klucze wbrew ich woli, ale po pracy nie miał czasu do niej zajrzeć - za to natomiast wykorzystywał ten moment na wpadnięcie do jej mieszkania, aby zająć się Itxel, czego się kompletnie nie spodziewała. Zapytała wtedy siedzącej z nią Andreą czy w ogóle miała możliwość zajrzeć do psiny, na co usłyszała spokojne i zarazem nieco zdziwione słowa Myślałam, że wiesz, że Gustav zobowiązał się do zajęcia psem na czas Twojej nieobecności. Nie miała bladego pojęcia, o czym nie musiała mówić wprost, a kobieta sama wychwyciła. A to cwaniaczek - jedynie skwitowała i pomogła pakować ostatnie rzeczy do torby, skoro miała jeszcze chwilę na spędzenie czasu z kumpelą.
Przyjechać po nią miała mama, jedyna która miała dostęp do jej loftu. Gdy się pakowały do auta - po odebraniu karty wypisowej ze szpitala - usłyszała dosyć oburzające słowa rodzicielki Jak mogłaś dać nieznanemu facetowi klucze do swojego mieszkania pod pretekstem zajęcia się psem?. Prudence wzruszyła ramionami jedynie na to i westchnęła, informując że jest dorosła i ma świadomość tego, co robi. Kate jeszcze coś pobączyła pod nosem, ostatecznie nie kontynuując tematu - mając się przekonać jak to wyglądać będzie, gdy dotrą pod adres. Tak miała zamiar jej zrobić ewentualną prelekcję na temat tego, iż jest zbyt łatwowierna i zbyt prędko ufa ludziom - co ostatecznie nie miało miejsca, gdy zastały wnętrze nienagannie wyglądające, a Itxel wręcz wpadła kobiecie w ramiona, witając się… z cóż, nową panią. Prudence wcześniej do niej przykucnęła, wciąż trzymając bukiet kwiatów jaki dostała od Gustava pierwszej nocy pobytu, a gdy zagaiła do mamy czy jeszcze ma jakieś obiekcje, starsza Lane jedynie machnęła jej ręką, by dała spokój.
Ostatnio ich kontakt się mocno oziębił, pogorszył. Wiedziała, że to była głównie jej wina, ale ostatecznie nie chciała dawać ej satysfakcji z przyznania w czymkolwiek racji - bo jej nie miała. Nie miała prawa obrażać Huntera ani wtedy, ani tym bardziej teraz, gdy przypadkowo wypsnęło jej się, że mówiłam Ci że może się to tak skończyć. Niemniej - zostawiła swoje torby, wsadziła bukiet do wazonu jaki postawiła na stole, po czym pożegnała się z matką, której spieszno było do pracy. Nie trzymała jej - bo sama była umówiona, choć powinna odpoczywać. Umówiła się z Gustavem na odebranie kluczy, a jedynie wychodząc wraz z mamą miała możliwość zostawienia mieszkania w bezpiecznej formie z zamkniętymi drzwiami.
Kater podwiozła ją pod wskazaną kawiarnie, bo jeszcze na to miała chwilę czasu, po czym zostawiła córkę i odjechała w jej znanym kierunku. Rozejrzała się, czy przypadkiem Gus nie czeka gdzieś na nią przed wejściem, na szczęście nie widząc go w okolicy. Dopiero go ujrzała wewnętrz lokalu, zajmując jeden ze stolików. — A już myślałam, że nie wyjdę na spóźnialską — odparła na powitanie, chwilę na niego patrząc, by prędko przenieść wzrok na ladę sklepową. — Zamawiałeś już coś sobie, czy…? — urwała, bo chyba nie musiała dokańczać tego zdania. — Jakieś konkretne zamówienie w takim razie? Ja stawiam. Nie chcę słuchać sprzeciwów — powiadomiła dosyć hardo, choć minę miała delikatną - uśmiechniętą, przyjacielską.


Gustav Hansen
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#3 look

Po tamtej wizycie w szpitalu Gustav wpadł w wir pracy i nie było to spowodowane myśleniem o zmarłym przyjacielu a brakiem personelu z którym aktualnie się borykali w szpitalu. Na karetce zaczął jeździć z nimi dodatkowy lekarz, ponieważ kilku ratowników postanowiło pójść na urlop, zresztą zasłużony - odpoczynek psychiczny przyda się każdemu w szczególnoście w takim zawodzie. Jednakże to oznaczało dodatkowe godziny dla Hansena, jak również przypływ gotówki, który przyda się przy spłace samochodu.
Pamiętał doskonale o kluczach które dostał od Prudence. Zaopiekowanie się psiakiem przez te kilka dni gdy ona dochodziła do siebie w szpitalu, nie było czymś wymagającym. Nawet zabrał Itxel na spacer ze swoim byczkiem, który non stop chciał się bawić z nowo poznaną przyjaciółką. Jednakże tak jak to bywa u buldożków, mają swoje humorki a ta kobitka już w ogole! Gdy Fenrir próbował ją szturchać, zaczęła warczeć i położyła się na trawie. Nie chciała się ruszyć przez dłuższą chwilę dlatego musieli posiedzieć w parku i poczekać aż jaśnie księżna zacznie żyć a nie spać.
Nie miał pojęcia, że w międzyczasie dostanie list... który powinien dostać dużo wcześniej.
Siedział w domu na fotelu spoglądając na kopertę jakby była ona czymś strasznym. Zaadresowana do niego od... Huntera. Ciężko było to przyjąć. Kumpel który nieżyje, wysyła mu list zza grobu. Czysta fikcja.
Przemógł się w sobie i poszedł do kuchni po nóż. Przejechał delikatnie ostrzem by na pewno nie uszkodzić papieru i westchnął. Pismo Huntera to pierwsza rzecz jaka rzuciła mu się w oczy.
Jeśli to czytasz to najpiewniej mnie już nie ma. Chciałbym abyś przekazał ten list Prudence, jest to bardzo ważne. Proszę nie zapomnij o tym... ani o mnie. Hunter.
Tyle. W środku czekał drugi list podpisany imieniem kobiety. Będzie musiał się bawić w stacje przekaźnikową, choć on sam wiedział, że pomoże kobiecie, pomoże bo Hunter poświęcił się dla jego brata. Dzięki niemu żył, a on miał zamiar uhonorwać przyjaciela w ten sposób. Zaopiekuje się kobietą, która tyle dla niego znaczyła.
Zadzwonił do niej - oczywiście w sprawie oddania kluczy. List był tylko dodatkiem, który przekaże na spotkaniu, choć nie chciał jej zasmucać. Wolałby spędzić je w miłej atmosferze, trochę luźniej.
Podjechał do kawiarni w której się umówili i zaparkował na ulicy. Nie widział jej nigdzie w pobliżu dlatego wszedł do środka. Postanowił zaczekać z zamówieniem. Był za szybko i kobieta miała jeszcze czas dlatego zaczął czytać wiadomości z świata w telefonie. Nie minęło dziesięć minut i usłyszał znajomy głos.
- Hej, nie spóźniłaś się, to ja przyszedłem za wcześnie. - powiedział chowając telefon do kieszeni. Teraz to kobieta miała jego pełną atencje. - Kawa z mlekiem. - uśmiechnął się, już chcąc powiedzieć że on zapłaci, ale gdy Lane wyszła z pomysłem, odpuścił. Wiedział, że nic nie ugra.
Gdy już zamówiła i wróciła do stolika uśmiechnął się. - Wyglądasz dużo lepiej niż w szpitalu. - co było oczywistą, oczywistością ale wolał to zaznaczyć, bo cieszył go ten widok. Gdy kelnerka przyniosła kawę, podziękował i wsypał trochę cukru. - Itxel zaopiekowana, dodatkowo dokupiłem jej karmę bo się kończyła i kilka smaczków. Nie za bardzo miała ochoty na zabawy z moim psem, dlatego głownie leżała na spacerach. - nic nowego jeśli chodzi o tą upartą królową, ale mimo wszystko wolał to powiedzieć. Wyjął z kieszeni spodni klucze i położył na stoliku. - Oddaję. - bo już nie będzie zawracał jej głowy i nie daj bóg nachodził!

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
próbuje się jakoś pozbierać, choć to zadanie do najłatwiejszych nie należy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się od razu, jak tylko bez problemu zgodził się na to, aby to ona zamówiła dla nich napoje. Więc żeby nie wpadł na głupi pomysł z ewentualnym dyskutowaniem, że może jednak powinna sobie usiąść i dać mu uiścić opłatę, postanowiła od razu udać się do lady i złożyć zamównienen dla obojga. Dla niego - jak wspomniał, miała być kawa z mlekiem, natomiast dla siebie wybrała flat white z dużą ilością bitej śmietany. Dawno nie piła, mogła sobie pozwolić po tym wszystkim, czyż nie? Uznała, że zdecydowanie potrzebowała i zasługiwała na to, toteż bez zawahania dodała o tej bitej śmietanie, nie zastanawiając się nad kaloriami. Dziś miały się one nie liczyć i nie mieć jakiegokolwiek znaczenia, tym bardziej gdy miała na nią tak wielką ochotę. Najwyżej obrzuci winą za to swoją ciążę.
Przysiadła ponownie przy stoliku, dostając wcześniej informację, że kawy zostaną przyniesione do wybranego miejsca, po czym mogła skupić się na swoim rozmówcy w pełni. — Bo same w sobie szpitale źle na mnie działają, to pewnie zasługa wyjścia stamtąd — skwitowała, oczywiście próbując zrzucić swój problem na coś całkowicie innego - nie chcąc się tak od razu przyznawać iż przez własne zaniedbanie doprowadziła do takiej sytuacji i przez własną głupotę potrzebowała hospitalizacji, tych wszystkich kroplówek, obserwacji i nie wiadomo jeszcze czego. Na szczęście - jak obydwoje to dostrzegli - jest z nią o niebo lepiej, a to było najważniejsze w tym wszystkim.
Słysząc co dalej mówił, mocno się zdziwiła, nie miała co tego ukrywać. Patrzyła na niego uważnie, nie spodziewając się że aż tak postanowił się wziąć za pomoc przy piesku, co jednocześnie mocno ją uradowało - miała psinka kogoś, kto się nią zaopiekował w momencie, gdy ona tego nie mogła zrobić i niestety nikt inny nie był w stanie również tego dokonać. Uśmiechnęła się raz jeszcze do Gustava, choć na monet uciekła spojrzeniem, jakby się speszyła czy coś takiego. Wykorzystała tą chwilę też na dodanie cukru do ciepłego napoju, mieszając delikatnie łyżeczką aby bita śmietanka całkowicie jej nie opadła. — Naprawdę nie musiałeś… ale bardzo dziękuję. To naprawdę miłe z Twojej strony — nie wiedziała co powiedzieć początkowo, ostatecznie wykrztuszając z siebie to, z dozą niepewności czy w ogóle dobrze brzmią te podziękowania. — Trzeba było dać jakoś znać, że karma się skończyła… W takim razie, powiedz mi, ile mam oddać? — bo przecież musiała oddać mu pieniądze za to, prawda? Nie mogła dopuścić do sytuacji, w jakiej była mu cokolwiek winna. Nie byłaby przecież sobą. — Co do spacerów, z nią to akurat nie jest niczym nowym. Jej spacery głównie polegają na tym, że leży w różnych, nowych miejscach i napawa się okolicą bądź próbuje przyciąć komara, bo się zmęczyła po sikaniu — dodała jeszcze żartobliwie, dobrze wiedząc jaką niejednokrotnie przeprawę z nią przeszła i jak wiele razy chciała z nią wykonać dłuższe spacerki, bo przecież psy zazwyczaj takich potrzebują. No właśnie - zazwyczaj, bowiem Itxel jest jednym z reprezentantów owego wyjątku.
Spojrzała w następnej chwili na klucze, jakie wyciągnął w jej kierunku. Nieśmiało odebrała je i ponownie skierowała spojrzenie na mężczyznę. — Jeszcze raz dziękuję za to wszystko — bo gdyby nie on, to.. co by było z psinką? Zapewne Andrea by tam poszła, to oczywiste, ale tamtego wieczoru nie byłaby na dworze, nie załatwiłaby się, pewnie byłaby trochę skołowana tą całą okolicznością.. A tak - Gustav zrobił to i wiele więcej dla niej jak i dla Prudence. — No i dziękuję że wtedy mnie odwiedziłeś. Choć naprawdę nie musiałeś — wolała mu to dać do zrozumienia, żeby nie myślał że to było oczekiwane z jego strony po tym, jak przyjechał w ramach wezwania do udzielenia pomocy.

Gustav Hansen
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się delikatnie i zamieszał łyżeczką kawę. Oj przyda mu się, aby nie usnąć na siedząco. I nie, że rozmówczyni nie była interesująca, bo jest wręcz przeciwnie, a jedynie natłok pracy spędzał mu sen z powiek.
- Spokojnie, nie musisz nic oddawać. Musiałem kupić też dla swojego, a widziałem że posmakowała jej ta sama. Także nawet załapałem się na promocje - dwa za jeden. - czyli de facto, naprawdę nie miała mu za co płacić. Takie okazje trzeba po prostu wykorzystywać!
- Widać, że jest kanapowcem. Trochę jak jej właściciel... - zatrzymał się i chyba go tknęło, że teraz to nie jest już pies Huntera. -... były właściciel... ale widząc Ciebie to chyba się zmieni. Wydajesz się być pełna energii. - przynajmniej teraz. Nie znał jej wcześniej, ale coś musiało urzec jego przyjaciela, który stał się rownież bardziej aktywny przy kobiecie. Może źle zakładał? Może wcale nie jest taka... widział ją zaledwis trzy razy w życiu i to chyba w najgorszych momentach, jakich mogła doświadczyć. - Mój za to kocha ruch, także długie spacery są wręcz wskazane. - a gdy dostał pytanie o rasę od razu wrócił na dobre tory zapominając o wcześniej popełnionej gafie. - Owczarek szwajcarski. Duże bydle. - zaśmiał się i upił łyk kawy, delektując się jej smakiem.
Gdy ich rozmowa skierowała się ku podziękowaniom, na twarzy pojawił się kolejny delikatny uśmiech. Tak naprawdę, nie wiedział jak się zachować i robił to w formie lekkiego zakłopotania, także wzrokiem na chwilę uciekł za szybę, przyglądając się przechodniom.
- Wiem, że nie musiałem i naprawdę nie masz za co dziękować. Po prostu wiedziałem, że miło jest zobaczyć znajomą twarz gdy się jest w takiej sytuacji. - chyba nikt nie lubił przebywać w szpitalu, a on będąc ratownikiem doskonale o tym wiedział. - Nawet jeśli tak dobrze mnie nie znasz. - dorzucił zaraz, jakby wiedząc że jest tak naprawdę nikim dla kobiety, ot przyjacielem jej zmarłego chłopaka. Jednakże pomógł jej najlepiej jak mógł i chciał robić to dalej... tylko czy Prudence mu na to pozwoli? Oto jest pytanie!
Przywołał gestem kelnerkę i zamówił jeszcze po kawałku sernika dla nich. Co by osłodzić to spotkanie i nie schodzić na tematy trudne i smutne dla nich obojga.
Nie spodziewał się jednak, że będzie musiał zainterweniować. Nieopodal nich siedziało starsze małżeństwo (on przynajmniej tak wnioskował), które cieszyło się swoją obecnością, nic by nie był w tym dziwnego, gdyby nie nagłe upuszczenie łyżeczki przez mężczyznę, które narobiło huku. Gustav zerwał się z krzesełka jak rażony piorunem zanim mężczyzna spadł z krzesła. Mógłby doznać urazu głowy, dlatego ratownik powoli ułożył go na ziemi.
- Jestem ratownikiem medycznym. Czy mąż jest na coś uczulony? Czy skarżył się na bóle? Może zawroty głowy? - widać, że kobieta była zrozpaczona i ciężko było jej wydukać cokolwiek.
- Nie... chyba nie. Nie wiem. Albert... odezwij się. - Hansen już był bogatszy o imię poszkodowanego zaczął udzielać pomocy.
- Albert słyszysz mnie? Halo? Albert? - lecz mężczyzna nie odpowiadał. Na całe szczęście klatka piersiowa się unosiła, dlatego wiedzieli, że oddycha. Spojrzał na Prudence.
- Zadzwoń na 911 i włącz na głośnomówiący. - poinstruował ją co robić, dalej obserwując nieprztomnego, jednocześnie starając się z nim nawiązać kontakt. Puls słaby, ledwo wyczuwalny. Zadał kilka kolejnych pytań kontrolnych dla żony i czekał cierpliwie na odpowiedzi. Ułożył mężczyznę w pozycji bocznej bezpiecznej i czekał na jakieś reakcje... na razie nic.

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
próbuje się jakoś pozbierać, choć to zadanie do najłatwiejszych nie należy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc informacje o - rzekomej, naturalnie jak dla niej - promocji na jaką się załapał, jedynie uniosła kąciki ust w lekkim rozbawieniu, nie przestając mu się jeszcze przez chwilę przypatrywać. Zupełnie jakby go rozpracowywała - a może już to zrobiła, tylko nie chciała się z tym afiszować przy nim? — Wygodne wyjaśnienie — czyli wychodziłoby na to, że nie musiała mu oddawać pieniędzy; jak sama to powiedziała, dosyć wygodnie rozebrałaby nie musiała tego robić i żeby nie musiała się czuć głupio z faktem zakupienia paczki karmy dla Itchel. Póki co mogła jedynie zaoferować zapłacenie za kawę, może jeszcze za ciastko, tylko czy to na pewno spełni poczucie u Prudence w tym, iż faktycznie odwdzięczyła się za to wszystko w pełni?
— Och, tak, zdecydowanie to domowy piesek — w momencie wspomnienia o byłym właścicielu na parę chwil spuściła spojrzenie w dół, nie chcą nawiązywać kontaktu wzrokowego z mężczyzną - przede wszystkim z obawy, że w momencie jego utrzymywania niekontrolowanie uroni łzę, jakiej nie chciałaby teraz na zewnątrz. W końcu, to zdecydowanie nie jest miejsce oraz czas na to, żeby zacząć płakać - choć miała do tego solidny powód. To jednak nie przystało psychologowi, a tym bardziej nie chciała aby Gustav poczuł się źle z faktem, iż kobieta mu się rozkleiła w trakcie wspólnego spożywania kawy. — Tak, trochę jestem. Staram się, to na pewno. Przy pracy psychologa czasem o ten ruch ciężko, zazwyczaj nadrabiam jego braki w weekendy, jeśli są one oczywiście wolne — bo to akurat nie zawsze miewa miejsce; teraz jednak tego czasu będzie miała zdecydowanie więcej dla siebie, będzie musiała w pracy zrobić sobie luz, przenieść paru pacjentów do innych specjalistów, żeby odciążyć swój kalendarz na coś kompletnie innego. Badania, wizyty lekarskie i innego typu sprawy same się nie załatwią, a przecież chciała aby dziecko było zdrowe. — Jak kocha ruch, to pewnie go znacznie bardziej potrzebuje. Jaka rasa? — zagaiła, gdy zaczął mówić o swoim psie, a gdy usłyszała odpowiedź, od razu w głowie pojawiła się wizja wielkiego, białego, puchanego psa, jaka wiązała się z tą nazwą. — Chodząca chmurka, można by powiedzieć — w końcu owczarki szwajcarskie w głównej mierze są maści białej, są niezmiernie kudłate i przyjazne. — Patrząc po Twoich ubraniach, w życiu bym nie powiedziała że masz takiego futrzaka — w końcu, na pewno zostawia po sobie pełną ilość sierści… wszędzie.
Zamieszała kawę, gdy odpowiadał na jej kolejną serię podziękowań, w trakcie czego lekko uśmiechnęła się pod nosem. — Ale znałeś Huntera, a to tak jakbym poniekąd i ja Ciebie znała — w końcu, Hunter musiał z jakiegoś powodu się przyjaźnić właśnie z nim, nawet jeśli Panowie nie mieli czasu spotkać się w trakcie trwania ich związku, przez co też nie poznała wcześnie Gus’a. Niemniej gdzieś głęboko czuła przekonanie, iż to osoba, jakiej mogła zaufać. Pewnie wiele osób powiedziałoby jej w tej chwili, że jest głupia, naiwna i tak naprawdę powinna przemyśleć to dwukrotnie, zanim faktycznie uzna, że może mu takiego typu zaufanie ofiarować, tak jednak nie miała zamiaru zmienić swojego zdania oraz samego w sobie podejścia do mężczyzny. Jak widać - miała rację; zastanawiała się tylko, czy jest szansa na to, aby ta ich znajomość miała rację bytu w późniejszym czasie, skoro nic już ich nie będzie łączyć, a sytuacja kryzysowa zaczyna powoli mijać w życiu Prue. Nie mogła oczekiwać cudów - zarazem nie chciała wyjść na zdesperowaną bądź coś takiego, wyskakując z jakąś formą prośby o to.
Przywołanie kelnerki było wręcz idealnym momentem w tej sytuacji, kiwając głową na propozycję ze strony Gustava, a gdy ledwo co kobieta odeszła od zajmowanego przez nich stolika, rozległ się huk przy tym znajdującym się obok nich. Wraz z uderzającą łyżeczką o posadzkę, dostrzec można było przewracającego się z krzesełka starszego Pana, który ewidentnie stracił przytomność, a kontakt nie był z nim na ten moment możliwy. Widząc prędką reakcję Gustava, sama automatycznie uniosła się ze swojego miejsca, podchodząc do zbiegowiska, choć nie wiedziała co miała zrobić. Jest sama lekarzem, jakby nie patrzeć, ale przez te ostatnie sytuacje w swoim życiu trochę obecnie się u niej pozmieniało z prawidłowymi reagowaniami, dlatego jedynie bez słowa przyglądała się wszystkiemu. Obserwowała przy tym Hansena, widząc jego opanowanie oraz profesjonalizm w trakcie zajmowania się tym, co najlepiej potrafił - czyli ratowania życia.
Widząc że zwrócił się do niej, zaczęła skupiać na nim w pełni uwagę i słuchać to, co mówił. Pokiwała prędko głową bez dodawania zbędnych słów, po czym na telefonie wystukała konkretne cyfry, aby dodzwonić się po pomoc. Gdy połączenie zostało odebrane przez dyspozytorkę, od razu rozpoczęła od przedstawienia sytuacji, niemniej zaraz przypomniała sobie że Gus wspomniał o włączeniu głośnomówiącego. — Przełączę na głośnomówiący, mój kolega jest ratownikiem medycznym, on lepiej powie co i jak — zmieszała się, w sumie dawno nie znajdowała się przy takiej sytuacji, więc trochę nie wiedziała jak miała się zachować. Dlatego jedynie co jeszcze zrobiła, to kucnęła przy Hansenie i trzymała blisko telefon, aby mógł swobodnie rozmawiać z kobietą po drugiej stronie słuchawki.


Gustav Hansen
ODPOWIEDZ

Wróć do „Balzac's Coffee Roastery”