ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
176 cm
doktorant i badacz Klinika Leczenia Niepłodności
Awatar użytkownika
Miły blondyn, który bada ludzi w klinice leczenia niepłodności.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Jak na kogoś, kto urodził się sportowcem, i właśnie nim chciał zostać, całkiem nieźle odnajdował się w roli naukowca. Nie był typowym jockiem, chociaż pewnie wiele z poznanych przez niego osób, mogłoby tak o nim pomyśleć. Wyglądał, jak wyglądał. Nie miał zamiaru udawać fałszywej skromności, gdy wiedział, że mieścił się raczej w kategorii tych konwencjonalnie atrakcyjnych. I chociaż nigdy nie przywiązywał do swojego wyglądu zbyt dużej uwagi, to dbał o siebie. Kiedyś, w sumie nie tak dawno temu, miał na siebie inne plany. Uczył się nie najgorzej, ale całym jego życiem rządził sport – bieganie i lekkoatletyka. Wychodziło mu to tak dobrze, że wygrywał zawody i wróżono mu wielką karierę. Niestety to zostało mu odebrane, lecz nie o tym była ta historia, a przynajmniej nie teraz.
   Chciał, żeby jego historia była opowieścią o tym, jak udało mu się przezwyciężyć swoje problemy. Było ciężko i po chwilowym załamaniu, udało mu się stanąć na nogi i ukształtować swoją przyszłość i wizję na siebie na nowo.
   Nauka, o dziwo, okazała się tym, na co się zdecydował. Nie uczył się najlepiej, to była prawda, ale był człowiekiem praktycznym. Nie chciał skończyć w pracy, która jednocześnie nie dawałaby mu satysfakcji, nie mówiąc o tym, że męczyłaby jego ciało i psychikę. Nie kręciła go więc ciężka praca fizyczna, a wiedział, że gdy drzwi prowadzące do kariery sportowej się przed nim zamknęły, to musiał otworzyć sobie inne. I właśnie nauka wydała mu się jedyną, sensowną drogą. Spiął się w sobie i nauczył się lubić siedzieć z nosem w podręcznikach. Cóż, nic innego robić nie mógł, a spędzanie swoich dni na umartwianiu się i graniu w gry wydawało mu się wyjątkowym marnotrawstwem. Mentalnie wciąż był sportowcem, a oni nie lubili siedzieć na tyłkach. I w sumie na mieszanka sportowego ducha, fizycznej niemocy oraz uporu i zawzięcia, pozwoliła mu się podnieść i, po wielu miesiącach ciężkiej pracy, dostać na studia biochemiczne, a następnie na doktorat w Klinice Leczenia Niepłodności. Nie było to czymś, o czym kiedykolwiek myślał, jednak los naprawdę bywał przewrotny.
   Siedział więc w laboratorium. Chociaż bywało to męczące, to jednocześnie odprężało go i drapało pewną cząstkę w jego głowie, która powodowała, że pragnął tego więcej. Nie był pracoholikiem, lubił wydzielać sobie czas na eksperymenty oraz odpoczynek, i starał się pilnować, żeby jedno nie dominowało nad drugim. Praca w laboratorium nie była jednak czymś, co dało się zaplanować co do godziny i że to w rzeczywistości właśnie ona dyktowała całą resztę dnia. I dlatego czasami bywało tak, że wychodził z labu wcześniej, a czasami, tak jak teraz, musiał siedzieć dłużej.
   Przychodząc do laboratorium miał już wszystko przygotowane do zaczęcia pracy. Niestety pewnych czynności nie dało się przewidzieć. Próbki, które otrzymał, okazały się surowe, więc pierwszym co musiał zrobić, to wyizolowanie materiału, którego potrzebował. Sekwencjonowanie nie było rzeczą trudną do zrobienia, chociaż było czasochłonne, dlatego wszystkim zależało, żeby w dniu sekwencjonowania próbki były już przygotowane wcześniej. I przez fakt, że tak się nie stało, sprawiło, że Apollo musiał siedzieć po godzinach. Pracę chciał mieć jednak skończoną i po kilkugodzinnej obsuwie udało mu się w końcu puścić sekwencjonator.
   Było to sekwencjonowanie nanoporowe – nowinka metodologiczna, dzięki której można było poznawać niesłychanie długie sekwencje materiału genetycznego i dzięki temu generować niesłychane ilości danych. Dane te zbierane było przez odpowiedni program i analizowane automatycznie w taki sposób, że otrzymywało się dokładne wykresy, tabelki i opisy. Apollo czasami nazywał to pracą głupiego, więc zazwyczaj tego samego dnia dobierał sobie pracę dodatkową, która była nieco bardziej wymagająca.
   I dzisiejszego dnia postawił na analizę biologiczną próbek, z których wyizolował materiał genetyczny. Aktualnie siedział pod mikroskopem. Białe i ostre światło raziło go w oczy i po pewnym czasie przyprawiało o bóle głowy. Musiał więc wziąć sobie tabletkę przeciwbólową, która pomogła mu przetrwać tę pracę. Chciał to mieć jednak z głowy, bo próbek było sporo, a testów do wykonania jeszcze więcej. Na swoim doktoracie badał plemniki. Jego promotor, w swoim projekcie, chciał sprawdzić, jak różne czynniki wpływają na płodność u mężczyzn. Apollo zajmował się wybranymi czynnikami środowiskowymi, na które narażeni są mężczyźni w Toronto i okolicach. Tematyka jego pracy, jak zauważył podczas rozmów z rodziną czy znajomymi, była dość wrażliwa. W jakiś tam sposób rozumiał, dlaczego nie każdy chciał o tym rozmawiać, jednak on nigdy nie mógł wyjść z podziwu i lekkiego zachwytu, gdy tylko na szkiełku pojawiały się te ruchliwe komórki. Lubił się im przyglądać. Pierwszym, co robił, podczas analiz była ocena ich ruchliwości a następnie morfologii. Sprawdzał, czy nie odstają od normy, bo każda taka nieprawidłowość, nawet niewielka, mogła znacząco wpływać na płodność. Później oceniał jaki odsetek tych komórek jest żywe, a jaki martwy, co też sprawdzał dodając do kolejnej próbki barwnika – błękitu trypanu, który wnikał do środka komórek martwych i barwił je na niebiesko. Dzięki temu mógł obliczyć żywotność takich komórek oraz ich liczbę. Nie były to trudne analizy, jednak zajmowały dość dużo czasu i czasami spędzał na tym nawet kilka dni, by przeanalizować wszystkie próbki. Zawsze robił to jednak z pewną dozą zadowolenia, nawet jeśli był zmęczony.
   Na swojej pracy skupiał się bardzo dokładnie, więc rzadko zwracał uwagę na to, co się działo dookoła niego. Nie ze względu na to, że nie był uważny, ale dlatego, że to po prostu ignorował. Dlatego początkowo nie usłyszał kroków, które rozległy się na korytarzu i dopiero, gdy otworzyły się drzwi do pomieszczenia, które zajmował, zdecydował się odwrócić od mikroskopu i spojrzeć na drzwi.

psor Thornton
Ja.
Niczego się nie boję poza nudą i zbędną gadaniną.
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”