ODPOWIEDZ
29 y/o
Welkom in Canada
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spoiler
1. Nagle zza pleców wybiega na Was aktor w stroju Lurcha i uderza z całej siły wielką, drewnianą deską w ścianę tuż obok Twojej głowy z potężnym hukiem!
2. Przechodzicie obok starej szafy, gdy jej drzwi z impetem otwierają się na oścież i ze środka wylatuje chmara czarnych sztucznych kruków na sprężynach.
3. Zza ciężkiej czarnej zasłony niespodziewanie wyskakuje aktor z działającą piłą mechaniczną i rusza prosto na Was.
4. Mijacie z pozoru nieruchomy manekin w rogu. Nagle żywy aktor przebrany za Hyde’a gwałtownie do Was doskakuje i rzuca się na kratę obok Was z głośnym wrzaskiem.
5. Przechodzicie po wąskim podeście, gdy z ukrytej w ścianie klapy wyskakuje ramię aktora i łapie Cię mocno za kostkę lub nogawkę spodni.
6. Gdy mijacie stół sekcyjny, leżący pod prześcieradłem aktor nagle gwałtownie siada, wali pięścią w metalowy blat i krzyczy.
7. Zza zakrętu tuż przed Twoją twarzą spada z sufitu na grubej żyłce duży, obrzydliwy rekwizyt odciętej głowy, a z głośnika wydobywa się krzyk.
8. Nadepnięcie na ukryty przycisk w podłodze uruchamia zapadnię tuż przed Wami, cudem nie spadacie w dół.
9. Z ciemnej wnęki wyłania się Wujek Fester i udaje, że jest rażony prądem.
10. Przechodzicie przez wąski korytarz, gdy nagle ściany po obu stronach gwałtownie się do Was przybliżają (są przesuwane przez obsługę), ściskając Was w mroku.
11. Nagle zza regału z książkami wyskakuje Wujek Fester i wali wielkim, metalowym prętem w pustą, blaszaną beczkę tuż obok Was.
12. Po naciśnięciu na ukryty przycisk w ścianie spadają na Was sztuczne pająki.
13. Aktor grający Rączkę (ukryty za ścianą) nagle wystawia rękę przez dziurę w ścianie i mocno szarpie Cię za włosy lub kaptur!
14. Z ciemnego kąta wyskakuje aktor z głośną, metalową kołatką i zaczyna gonić Waszą grupę przez całą długość korytarza.
15. Przechodzicie obok dużej, zamkniętej skrzyni, która nagle zaczyna gwałtownie się trząść i łomotać od środka, jakby coś próbowało z niej wyważyć wieko.
16. Tuż nad Waszymi głowami nagle opada gruba, ciężka sieć z roślino-podobnymi pnączami, zaplątując całą grupę w ciemnościach.
17. Ze ściany obok Was z głośnym trzaskiem odpada płat sklejki, a ze środka wyskakuje zakrwawiony aktor, zastępując przejście.
18. Przechodzicie obok ciemnego lustra, gdy nagle za nim włącza się reflektor, ujawniając aktora w strasznej masce po drugiej stronie szyby.
19. Z sufitu z głośnym świstem opada worek ze sztucznymi zwłokami, uderzając w pierwszą osobę w grupie.
20. Z ciemnej wnęki tuż obok Was nagle wyłania się Wednesday i oblewa Was wiadrem czerwonej farby.
Nie samą pracą człowiek żyje, prawda?

Caleb namiętnie wyznawał tę zasadę, przypominając o niej wszystkim swoim znajomym, gdy zamiast spotykać się z nim wieczorami, tłumaczyli się jakimiś głupimi obowiązkami. On nie miał ochoty spędzić całego życia pod stertą dokumentów na prokuratorze, bo to byłoby prawdziwe marnotrawstwo dla kogoś takiego jak on. Szczególnie, że na słowo impreza, Fairchild reagował podobnie co pies, słyszący kiełbasa. To samo tyczyło się jakichkolwiek wyjść na miasto, do restauracji, do baru, do klubu, gdziekolwiek, gdzie nie będzie musiał rozwiązywać tysiąca spraw i zastanawiać się, dlaczego znowu kogoś zamordowano. Może już po prostu taki był; towarzyski, pełen energii, głodny wszystkiego, co mógł tylko zaczerpać od życia. A może też zwyczajnie nigdy nie dojrzał na tyle, by nieco zwolnić tempo i zobaczyć, że upijanie się co drugi dzień i szaleństwo, wcale nie było dla niego najlepszym rozwiązaniem.

Fairchild przebrał się za pieprzonego Harry'ego Pottera. Trochę jak jakiś przedszkolak, ale ten wieczór wyszedł dość spontanicznie i nie miał zbyt wiele czasu do namysłu. Poza tym liczył się fun, racja? Caspian powiedział, że weźmie swojego przyjaciela, więc zabawa zapowiadała się jeszcze fajniejsza, bo przecież im więcej tym lepiej. Cal będzie miał więcej ofiar, którym będzie mógł dogryzać bez-koń-ca! Fair pojawił się pod uniwersytetem ostatni. Przemknął w niewielkim tłumie za ich plecami w ostatnim momencie, zarzucając część swojej szaty na głowę Aidena i założył mu dźwignię na szyję. — Cześć, gówniarze — rzucił, śmiejąc się pod nosem, wypuszczając go dopiero po chwili szamotaniny. Wtedy uniósł błyszczące spojrzenie na resztę, czując ekscytację na nadchodzący event. Nie było to coś, co którekolwiek z nich robiłoby prawdopodobnie na co dzień. No i w końcu mógł się rozerwać! Cass przedstawił Leo, gdy tylko Fairchild przestał się szarpać z Aidenem, więc już oficjalnie wszyscy byli przyjaciółmi. Bo co twoje, to nasze.
— Powinniśmy się założyć? Myślę, że rudy pierwszy się posra — stwierdził, wyciągając banknot z kieszeni, którym pomachał im przed twarzami. — Aha, no i nie wchodzę pierwszy. Leo, ty idziesz przodem. Możesz się wykazać czy coś — rzucił, machając ręką w stronę wejścia.

Caleb był... odważny głównie w gadce, co nie zmieniało faktu, że zamierzał stwarzać jakiekolwiek pozory. No przecież nie pokaże kumplom, że łatwo go przestraszyć. Jego duma mocno mogłaby na tym ucierpieć.

Aidencaspian Leo
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leo planował spędzić wieczór w pensjonacie, ale jakoś tak się złożyło, że Caspian zaproponował mu wyjście do Domu Strachów ze swoimi kumplami, no i… zgodził się, bo co innego miał do roboty? Amber, którą zatrudnił do pracy na recepcji w zeszłym miesiącu, radziła sobie coraz lepiej i bez problemu zgodziła się przejąć opiekę nad pensjonatem na ten jeden wieczór. No to hulaj duszo, piekła nie ma, co nie!

Motywem przewodnim wieczoru miał być serial Wednesday - co prawda nie widział ani jednego odcinka tej nowej produkcji, ale doskonale kojarzył z dzieciństwa Rodzinę Addamsów, więc uznał, że jakoś to przeżyje. Potem mieli jeszcze iść na szamkę i drineczki, więc w ogóle ideolo. Z przebraniem nie zamierzał przesadzać - znalazł w szafie stary kowbojski kapelusz i to musiało wystarczyć, skoro skombinował go jakąś godzinę przed wyjściem, okej? Na miejscu Caspian od razu przedstawił go Aidenowi i Calebowi, który pojawił się jako ostatni, przebrany za Harry’ego Pottera. Niezły pozer był z tego Caleba, ale przecież Leo nie będzie mu tego mówił na pierwszym spotkaniu, więc po prostu elegancko się przywitał. - Cześć wam - rzucił, ściskając dłoń każdemu z chłopów. Kurczę, fajnie, że Caspian go zgarnął, dobrze było czasem wyjść do ludzi.

Kiedy stanęli w kolejce do wejścia, a Caleb wyciągnął banknot i zaczął bezczelnie machać im nim przed nosami, Rosenhall popatrzył na niego z rozbawieniem. - Jeśli którykolwiek z was postanowi się posrać, oby nie na moje buty - rzucił Leo i poprawił rondel swojego kowbojskiego kapelusza. Zabrał banknot Calebowi i wsadził go sobie do kieszeni. - Stawiam na Marshalla - dodał ciszej, klepiąc się po kieszeni. Zerknął na każdego z chłopaków i wzruszył ramionami. - To tylko zwykli studenci, nie? Co najwyżej wyskoczy na nas jakiś gość w prześcieradle… - powiedział z pobłażliwym uśmiechem akurat w momencie, gdy podeszła do nich całkiem miła studentka z obsługi i dała im sygnał, że mogli już wchodzić do środka. Cóż, Bóg tak chciał, panie przodem. Znaczy, Leo przodem. - Dobra, idę pierwszy, ale nie łapcie mnie za dupę - ostrzegł ich przez ramię, po czym wszedł do środka.

W środku było... no, ciemno. Przez pierwsze kilka sekund jego wzrok przyzwyczajał się do mroku i słabego, czerwonego światła neonów; stawiał powolne, ostrożne kroki, nie widząc nic pod nogami, aż nagle… poczuł coś pod podeszwą. I usłyszeli ciche KLIK. Nadepnął na jakiś ukryty przycisk, oj? Czy to niedobrze? Zanim zdążył to przemyśleć, zrobił kolejny krok do przodu i… O KURDE! Tuż przed jego stopami z głośnym łomotem otworzyła się jakaś zapadnia w podłodze. Leo stracił równowagę, zatoczył się do tyłu i padł prosto w ramiona stojącego za nim Aidena. - Zajebiście się zaczyna, nie ma co. Może lepiej ty idź przodem, Caspian - zaśmiał się Leo, kiedy obaj z Aidenem już złapali równowagę. Odetchnął z rozbawieniem i ulgą, głośno wypuszczając powietrze z płuc, po czym ostrożnie wyminęli dziurę w podłodze i przeszli całą długość korytarza bokiem, no bo jak niby inaczej.

RZUT
8. Nadepnięcie na ukryty przycisk w podłodze uruchamia zapadnię tuż przed Wami, cudem nie spadacie w dół.


cassie Denise Callie
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”