Galen vs Brokatowe Dzieci.
0:1
Porażka, ale jaka błyszcząca! No piękny był w tej lśniącej od brokatu koszuli i zmierzwionych włosach, aż zamrugała kilkakrotnie oślepiona jego blaskiem wspaniałości. —
Na moje oko to ty całkowicie zboczyłeś z drogi — roześmiała się, gdy wspomniał, że miał być team Jacob. No nie czarujmy się, do wilkołaka było mu w tym wydaniu daleko, ale jako przedstawiciel wampirów prezentował się wyjątkowo dobrze. Prawdę mówiąc sama była zaskoczona, jak do twarzy było mu w tym brokacie i była święcie przekonana, że jedna czteroletnia fanka tej ozdoby podzieliłaby jej zdanie, gdyby nie fakt, że układała się właśnie do snu w innej części posiadłości, takiej gdzie ta impreza nie sięgała. Widząc jego spojrzenie i słysząc pytanie parsknęła lekko. —
Bella? Myślisz, że przebrałabym się za Bellę? — ich już było pod dostatkiem w tym domu, a z racji, że przed imprezą nadrobiła wszystkie części sagi to finalnie upolowała sobie wizerunek, który wcale nie był oblegany. —
Jestem Heidi, niezwykle piękną członkinią straży Volturich — zaczęła wczuwając się w rolę —
potrafię oczarować każdego i zajmuję się sprowadzaniem pożywienia dla pozostałych wampirów, więc zapewniam, że nie będziesz dzisiaj głodował — głównie dlatego, że przygotowała ogrom tematycznych przekąsek i spory zapas worków z krwią, do tego stopnia, że następnego dnia będzie chyba robiła jeszcze poprawiny imprezy. No chyba, że w głowie mu już tylko inne wampirze smaczki, ale i tu Penny była przekonana, że pod jej dachem nie brakuje pięknych
ludzkich istot, które pragnęły, by taki Edward aka Galen Wyatt wgryzł się w ich szyję. Z pewnością robił to dobrze, ale co ona tam wiedziała! Yup. —
Witać gości? Nie nie, ja witacze to mam w środku, Edwarda osobno i Bellę osobno, ale to jest majstersztyk z kultowej sceny i oni muszą zawisnąć na drzewie — choć im dłużej zastanawiała się nad tym jak mają tam zawisnąć, tym bardziej obawiała się, że to ona stanie się przyozdobieniem tego krzaka. Nie wiedziała, co prawda jak się tam dostanie, ale
mogę cię podsadzić padające z ust Galena brzmiało już jak plan, a jej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Jej całkowicie
nieprezezowskie rączki były stworzone do właśnie takich rzeczy, jak realizowanie niepoważnych planów i wspinanie się po drzewach. Drzewa to ona od dziecka uwielbiała, po dziś dzień zresztą, bo ten klon nad kamperem w ogrodzie potrafiły okupować razem z Daisy, mała na huśtawce, a ona na gałęzi. Tylko jednak z iglakami nie było jej po drodze, ale u Wyatta główka pracowała. —
O, tak zróbmy! — przytaknęła przekonana, że to musi się udać, m u s i. —
To tak, jak na wakacjach wyrzucaliśmy się do basenu. Hops i skok, tylko teraz łaskawie mnie nie wyrzucaj — bo woda, a kłujący iglak to spora różnica —
po prostu ostrożnie podnieś — poleciła, gdy stanęli pod iglakiem i ściągnęła szpilki, a potem wspierając się z jednej strony na tekturowym ramieniu Edwarda, z drugiej oparła dłoń na ramieniu Galena, by zaprzeć się i stanąć na jego złączonych rękach. Przez chwilę naprawdę wierzyła, że to się uda, bo akurat dobrze się składało, że był sztywny. Miał dokładnie taki być i ani drgnąć.
Cholera jasna, jednak drgnął i to na pewno była
jego wina, a nie tego, że wybijając się jej biodro spotkało się z jego twarzą. Jak dobrze, że w tym duecie ona była tą zwinną i zdążyła się go złapać, jedynie Edward i Bella spadli na ziemię. —
Za rogiem jest drabina, wieszaliśmy światełka i mówiłaś, że Galen przywiezie coś jeszcze więc specjalnie jej nie schowali — znała go wystarczająco dobrze, by wyłapać w głosie nutę rozdrażnienia, którą ukrywał pod szerokim uśmiechem skierowanym do swojego przyjaciela. Nim jednak do nich podszedł to faktycznie zboczył po tę drabinę, a ona w tym czasie poklepała Galena po ramieniu odsuwając się i przez zaciśnięte zęby dodała na tyle cicho, by tylko on usłyszał. —
Wypij z nim lepiej jakiegoś mocniejszego drinka, bo od wczoraj taki jest — taki kurwa spięty, nabuzowany i poirytowany, a potem krążył wokół niej i namawiał, że to idealny czas na robienie dziecka. A idź pan z tymi zestresowanymi plemnikami. — Z
robiłam świetny krwisty poncz i wierz mi, jest naprawdę mocny — polecała, jakby co najmniej chciała, by upił Liama do upadłego. I gdy tylko szanowny mąż dostarczył drabinę już się garnęła, by się na nią wspiąć. —
Ja to zrobię — rzucił surowo,
a nie mówiłam spojrzała wymownie w kierunku Wyatta —
potrzymaj mi — zwrócił się do Galena, a ona stała jedynie z boku i dyrygowała, gdzie ustawić kartonowych bohaterów. Po wszystkim podziękowała ładnie, ale już ktoś od progu ją wołał, więc zostawiła ich razem posyłając przyjacielowi wymowne spojrzenie, a potem zniknęła w posiadłości by gasić wszelkie wampirze, ludzkie i wilkołacze kryzysy tego halloweenowego uniwersum. Minęła może godzina, gdy z workami wypełnionymi jej krwistym ponczem przysiadła na skraju fotela, który zajmował mąż i podała mu jeden. —
Orientuj się! — zawołała do Galena siedzącego naprzeciw i rzuciła drinkiem w worku w jego stronę. Po lepkich rączkach Liama, który zaraz zsunął sobie ją z oparcia na kolana, domyśliła się, że został już należycie zmiękczony... albo i nie. Cholera wie.
1. Przebierz się za dowolną postać ze Zmierzchu. Brokat mile widziany.
2. Przygotujcie/przynieście ze sobą przekąski i napoje związane ze Zmierzchem, np. krwisty poncz, jabłka.
3. Wypij czerwony napój podany bezpośrednio z medycznego worka na krew lub ze strzykawki.
4. Przynieście na imprezę naturalnej wielkości postać Edwarda z kartonu i zróbcie sobie z nim klimatyczne pamiątkowe zdjęcie.
5. Oznaczcie drzwi do wybranego pokoju lub łazienki tabliczką: "Granica Rezerwatu La Push - Wampirom wstęp wzbroniony".
6. Rozpocznijcie dyskusję TEAM EDWARD czy TEAM JACOB.
7. Wygłoście przesadnie dramatyczne wyznanie miłosne w stylu Edwarda Cullena.
8. Spędźcie fragment imprezy siedząc w miejscu i obserwując wybraną osobę w kompletnie creepy sposób.
9. Stwórzcie imprezową playlistę zawierającą utwory znane z sagi.
10. Wymyślcie dla siebie wampirze moce, które posiadalibyście w świecie Zmierzchu.