ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

4.
(outfit)

Posiadanie dużej rodziny, która pomimo różnych przeciwności szalenie się kochała, chyba wytworzyło w Care takie przeświadczenie, że ona też kiedyś założy własną. Macierzyństwo było wpisane w jej DNA i było kwestią czasu. Tak zawsze myślała. To było takie przekonanie graniczące z pewnością. Jej małżeństwo, choć trochę niepoważne pod względem uczuciowym było poważne pod względem pozostałych kwestii - i, że cię nie opuszczę do śmierci, będziemy razem w zdrowiu i w chorobie, będziemy mieli dzieci. Wszystko miało być tak, jak wszędzie, po prostu miłość nie była taka, jaką można zauważyć w przypadku męża i żony. Była przyjacielska, ale nie romantyczna. Care doskonale znała swojego męża, był odpowiedzialnym, porządnym facetem, świetnie się dogadywali. To było, jednak za mało. Whitener długo nosiła się z zamiarem rozwodu. Od lat zakochana w swoim najlepszym przyjacielu, przekonana, że ta miłość nie ma racji bytu, całkowicie podporządkowała pod to swoje życie. Ale pewnego dnia obudziła się i zrozumiała, że tak dłużej żyć nie może. Coś musiało na nią jeszcze czekać. Nie mogło być przecież tak, że ta miłość odbierze jej wszystko, a małżeństwo będzie w nieskończoność niepełne. Dlatego pożegnała wszystko, co było dla niej bezpieczne. Pożegnała również nadzieję na to, że zostanie mamą. Przynajmniej na razie. Skupiła się na swojej nowej pracy, na nowym mieszkaniu, na nowym życiu bez mężczyzn, których znała. Stawiała na randki i choć te nie przynosiły teraz żadnych rezultatów, to czuła, że pewnego dnia coś się zmieni. Musiało się zmienić.
Na szczęście przyjaciół nadal miała starych. Bruno był jednym z nich. Nie pamiętała, ile czasu się znali, ale naprawdę długo. Mieli przerwę w okresie, kiedy Tremblay mieszkał poza Toronto, ale od trzech lat znów mogli się spotykać. Dzięki niemu zaspokajała również swoją tęsknotę za macierzyństwem, bo przywiózł ze sobą maleńkie cudo, które teraz było rezolutną prawie czterolatką. Mia była jej ulubionym małym człowiekiem, dlatego z ogromną radością spędzała z nią czas. Między innymi dzisiaj. Bruno miał sprawy do załatwienia, Care miała wolne, więc urządziły sobie maraton naleśników, herbatek z misiami, zabaw lalkami, spacerów. W międzyczasie urządziły sobie drzemkę, dlatego teraz urzędowały radośnie w kuchni. Mia na odwróconym krześle, a Care próbowała zrobić im kolację, kontrolując swoją małą przyjaciółkę. Kiedy usłyszały dzwonek do drzwi, Mia wskoczyła jej na plecy i w rytmie konika pobiegły otworzyć. - Cześć - zawołała. - Dobrze, że jesteś, zrobiłyśmy dwie sałatki. Jedna z ciastoliny, a druga z warzyw, ale powiem ci w tajemnicy, że ta z warzyw jest ohydna - zażartowała, przekazując córkę przyjacielowi.

Bruno Tremblay
gall anonim
32 y/o
For good luck!
187 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/ jej
typ narracjitrzecioosobowy.
czas narracjiprzeszły.
postać
autor

#2

Samodzielne tacierzyństwo nie było dla niego jakąś życiową traumą. Jasne, nie tak to sobie wszystko kiedyś wyobrażał, ale teraz radził sobie chyba nawet lepiej, niż mógłby przypuszczać. Mimo wszystko doceniał każdą pomoc i każda zaufana osoba, z którą mógł zostawić córkę, bez żadnego stresu i obaw była niemal na wagę złota.
Zwłaszcza, w takie dni, jak dzisiejszy, gdy to właśnie miał zamiar podopinać wszystkie szczegóły związane z jej urodzinowym przyjęciem. Jasne to mała była głównym decydentem, ale mimo wszystko chciał też kilku małych niespodzianek, a tych nie udałoby się utrzymać w tajemnicy, gdyby miał dziecko przyspawane do nogi.
Pomoc jakiejś “cioci” była więc nieoceniona.
Na szczęście okazało się, że nie wszystkie znajomości sprzed wyjazdu poszły w niepamięć. Strasznie bał się tego, że po powrocie będzie musiał zaczynać i budować wszystko od nowa, szczęśliwie jednak okazało się, że były jeszcze osoby, które dalej chcą być w jego życiu i jedną z nich była właśnie Care, która dodatkowo wydawała się przepadać, za jego pociechą.
Jasne, miał trochę wyrzutów sumienia, że zrzucił na nią opieke niemal przez cały dzień,zwykle nie zostawiał jej na tak długo, ale wszystkie zniknęły, gdy jeszcze stojąc pod drzwiami usłyszał dźwięczny znajomy śmiech. Wyglądało na to, że dziewczyny bawiły się w swoim towarzystwie świetnie! Swoją drogą to też był powód do radości, był świadomy tego, ze mała potrzebuje w swoim życiu jakiejś kobiety, wydawało mu się to niemal oczywiste.
- Hej! - uśmiechnął się niemal automatycznie, ale zaraz potem przybrał bardzo poważną minę.
- Okej, nikomu nie zdradzę tej tajemnicy.- przejął od kobiety dziewczynkę i wszedł w głąb mieszkania.
- Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze chwila, a Mia przejmie kuchnie w domu i zostanie małą kucharką. - zażartował.
- Byłaś grzeczna i nie dałaś cioci zbytnio popalić szkrabie? - zwrócił się do dziewczynki, ale zaraz przeniósł pytające spojrzenie na kobiete, co prawda nie spodziewał się, aby mała mogła spowodować jakąś katastrofę, ale wiadomo dzieci były tylko dziećmi i wszystko mogło się zdarzyć, biorąc jednak pod uwagę fakt, że przyjaciółka nie rzucała w niego gromami spojrzeniem był jednak dobrej myśli. Po kilku krokach postawił dziewczynkę, aby ta mogła swobodnie pobiec do swoich zabawek, czy innych zajęć, a sam spojrzał na Carę.
- Dziękuje, naprawdę mnie dzisiaj uratowałaś. Nie wiem nawet, jak będę mógł Ci się odwdzięczyć, ale coś wymyśle.- bo przecież przysług nie można było tylko przyjmować w nieskonczoność, trzeba było też dać innym coś od siebie.

care whitener
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”