ODPOWIEDZ
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you said my grip is slipping
but how can i lose something that was never mine?
outfit
Potrzebowała tego.
Głośnej muzyki rozgrzewającej jej zlodowaciałe Kanadyjską zimą serce. Parnego powietrza klubu, mieszanki perfum, tytoniowego dymu i zapachu słodkich drinków. Rytmu, który brał jej ciało we władanie gdy tylko czyjaś dłoń zaciągała ją na parkiet. Procentów rozrzedzających jej krew, rozluźniających wiecznie spięte mięśnie, o których na co dzień starała się zapomnieć.
Poczucia, że jest czymś więcej niż dobrze zoptymalizowaną maszyną, wypełniającą kolejne zadania od pobudki o szóstej rano aż po jałowe próby zaznania odpoczynku o dziesiątej wieczorem.
Gdyby któraś z jej koleżanek wiedziała, że w jedną z takich bezsennych nocy udała się do klubu s a m a, prawdopodobnie musiałaby zniknąć z powierzchni globu by uniknąć czekającego na nią kazania. Oczywiście, Santorini wiedziała o bezpieczeństwie - ba! Prawdopodobnie znała wszystkie zasady lepiej niż ktokolwiek inny, kogo znała. W końcu czy któraś z nich wracając wieczorami do mieszkania wykonywała trzy skręty w prawo, a pod nieznośnie gorącą poduszką w łóżku trzymała schowany nóż?
Właśnie.
Ale w klubie nie dostrzegała zagrożenia, a przynajmniej nie takiego, którego nie byłaby w stanie uniknąć. W swojej niezachwianej pewności siebie, wierzyła, że porusza się po znajomym terenie, że w miejscach takich jak to, to do niej należała w ł a d z a. Akceptowała kolejnych partnerów do tańca, widząc ich rozmarzone spojrzenia. Przyjmowała zamawiane przez nich drinki, lubiąc być rozpieszczaną - ba! Oczekując tego, w końcu tak skonstruowany był świat, w którym żyła.
Nie spostrzegła, jak szczegóły klubu zaczęły się zacierać. Jak mężczyzna, z którym rozmawiała, wcale nie pragnął już tańczyć - zamiast tego trzymał ją przy stoliku, wypytując o rzeczy, które przecież nie mogły go interesować.
Nie zauważyła nawet tej wrzawy.
Subtelnego momentu, w którym krzyk pierwszej osoby przedarł się przez głośną muzykę. Gdy jak lawina, tłum rozstąpił się, ruszył do wyjść, jak robaki, na które padło światło łazienki w środku nocy.
- Muszę się napić - zadecydowała, wstając gwałtownie od stolika jednej z loży, wykorzystując fakt tego, że mężczyzna akurat szukał źródła zamieszania.
Tłum klubu ją pochłonął. Zorientowała się, że straciła poczucie czasu, przeciskając się między ludźmi, szepczącymi między sobą w napięciu - czy też krzycząc, by przedrzeć się przez muzykę? Czas i przestrzeń zlały się ze sobą gdy desperacko poszukiwała baru, ukojenia dla swojego rosnącego pragnienia, nie rozumiejąc, jak nagle w tym miejscu znalazło się tak wiele ludzi.
A później było w nim ich tak mało - wtedy, gdy fala wznowiła swoją ewakuację, wypychając ją na pusty parkiet.
Jeśli w klubie pojawili się mundurowi, nawet tego nie zauważyła. Z początku nie zauważyła nawet ciała i dopiero gdy zatrzymała się w miejscu, skupiając spojrzenie na nieregularnej plamie na ziemi, dotarło do niej to, na co patrzy.
W powietrzu wyczuła zapach kwiatów rosnących w ich ogrodzie, w posiadłości na obrzeżach Mediolanu. Słodki, mocniej wyczuwalny nocą, gdy pęki otwierały się pod wpływem mroku - sączył się przez uchylone okna ich salonu. Wpuszczał do środka księżycową poświatę, rzucając blask na wykrzywione ciało leżące na ich drogim, perskim dywanie.
Mrugnęła, a powierzchnia dywanu zniknęła, zastąpiona błyszczącym parkietem. Bezwiednie ruszyła do przodu, pragnąc, by ta fatamorgana powróciła, by zabrała ją do d o m u .
- Co mu się stało? - rzuciła cicho, do stojącej obok kobiety, koło której przystanęła, oplatając się ramionami.

zaylee miller
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

047.
Było wiele rzeczy, których nie lubiła, ale nocne wezwania zajmowały w tej niechlubnej hierarchii miejsce szczególne. Pracowała w tym zawodzie od prawie dekady, a mimo to nigdy nie przyzwyczaiła się do sytuacji, w których nagle musiała wyrwać się z ciepłej pościeli i niedokończonych snów. Po odebranym telefonie jeszcze przez chwilę leżała w objęciach narzeczonej, czując, jak sen powoli odpuszcza. W końcu niechętnie zwlekała się z łóżka, zarzuciła na siebie cokolwiek, co było pod ręką, zaparzyła mocną kawę i ruszyła na miejsce zdarzenia. Zimą sytacja była jeszcze trudniejsza, bo minusowe temperatury zmuszały ją do zeskrobywania lodu z szyb i do przeklinania auta, które jak zwykle odpalało dopiero za którymś razem.
Tym razem sprawa dotyczyła nieoczekiwanego zgonu w klubie. Miller znała te numery na pamięć — banda nieokiełznanych małolatów, która wpadła w szał alkoholu i narkotyków aż do nieprzyjemnego finału. Mogła powiedzieć, że been there, done that, ale nie, nie była taka. Całą młodość poświęciła nauce, by móc potem sekcjonować takie przypadki. Nie były to jej ulubione autopsje, ale zawsze wolała je od topielców czy nieletnich denatów, którzy stawali się ofiarami patologicznych rodzin.
Do The Shop dotarła jako ostatnia. W klubie panował rozgardiasz. Ochroniarze wyprowadzali imprezowiczów na zewnątrz, a funkcjonariusze policji próbowali przesłuchać świadków, którzy mogli coś wiedzieć o leżącym na parkiecie mężczyźnie. Weszła na parkiet, zaciskając palce na neseserze. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego, potu i rozlanych drinków. Przecisnęła się przez tłum pijanych gapiów, którzy wciąż próbowali zachować resztki humoru. Ktoś żartował, że gość pewnie symuluje, ktoś inny odpowiedział głupkowatym rechotem.
W końcu dotarła do ciała. Mężczyzna leżał na wznak z wyrzuconymi do nad głową rękami. Miller przyglądała się przez chwilę, robiąc mentalny obraz miejsca zdarzenia i notując pierwsze szczegóły, chociaż tak naprawdę dopiero w prosektorium będzie mogła naprawdę zacząć swoją pracę.
Cichy, kobiecy głos sprawił, że odwróciła głowę; młoda dziewczyna stała obok ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami.
Właśnie próbuję to ustalić — oznajmiła i korzystając z jej obecności, postanowiła zadać jej kilka pytań. — Znasz go? — wskazała podbródkiem na denata. — Widziałaś coś podejrzanego? — zagadnęła, wyciągając ze skórzanej walizki parę lateksowych rękawiczek, które od razu naciągnęła na dłonie.
Przykucnęła nad zwłokami i w pierwszej kolejności dokładnie obejrzała głowę mężczyzny. Nie wyczuła pod palcami żadnych śladów, które świadczyłyby o tym, że mężczyzna dostał w głowę czymś ciężkim. Nie było też krwi ani niczego innego, co wskazywałoby na bójkę. Nie mogła wykluczyć obrażeń wewnętrznych, ale jeśli takowe istniały, odkryje je dopiero na stole sekcyjnym.

Elena Santorini
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skłamałaby mówiąc, że i dla niej tego typu środowiska były nieznajome.
To znaczy, oficjalnie jej młodość nie oferowała tego typu rozrywek. Jej rodzina posiadała bardzo określoną listę akceptowalnych i nieakceptowalnych zajęć, którymi ludzie ich statusu mogli zajmować się w wolnym czasie. Biorąc to pod uwagę, jak i fakt, że między nauką a baletem Santorini nie cierpiała na nadwyżkę ów wolnego czasu, łatwo byłoby założyć, że i ona nie zdążyła wyszaleć się w młodości i być może odbijała to sobie teraz.
Prawda jednak była taka, że jeśli było coś, co nieświadomie wpojono jej od małego, było to zręczne kłamstwo.
Jej ojca często nie było, matka miała własne zajęcia. Spektakle i próby ciągnęły się niekiedy aż do nocy, często wiążąc z uczczeniem występu w swoim własnym gronie. Alkohol i imprezowanie było akceptowalne dla Santorinich tak długo, jak mogło przynieść jakieś biznesowe czy networkingowe korzyści, toteż nigdy nie sprawdzano jej oddechu czy komentowano jej bardziej odstrzelonych kreacji. Kłamstwo może było zbyt mocnym słowem, gdy Elena nauczyła się zgrabnie manewrować niedomówieniami tak, by wymykać się w stronę Włoskiego, nocnego życia i nie wyprowadzała swojej rodziny z błędu gdy tkwili w przekonaniu, że wszystkie jej przyjęcia tkwiły w teatrze.
Nigdy jednak nie była na takim przyjęciu.
Tego typu wypadki miały przecież miejsca za kulisami, a nie tutaj, na środku, gdzie wszyscy mogli je dostrzec.
Słowa drugiej kobiety dotarły do niej jak przez mgłę. Z trudem odwróciła wzrok od leżącego na środku denata, przyglądając się towarzyszce niedoli, którą sobie znalazła. Była ładna, pewnie i ona przyszła do klubu potańczyć. Nie rozumiała tylko, dlaczego w dłoni trzymała jakieś papiery - choć czy to nie było seksistowskie ze strony Eleny? Mężczyźni, biznesmeni, przecież często przyjeżdżali do klubów prosto ze swoich biur, ona również mogła świeżo wyjść z pracy potańczyć. Elena bardzo starała się nie myśleć w seksistowski sposób.
- A czemu miałabym go znać? - odpowiedziała trzeźwo - w swoim mniemaniu - a na jej czole pojawiła się brzydka zmarszczka zamyślenia. Niepotrzebna, w dodatku, ponieważ z jakiegoś powodu myślenie sprawiało jej teraz okropny kłopot. Było tu zbyt gorąco, a jej za bardzo chciało się pić.
A jednak zamiast odwrócić się, zamiast znaleźć sobie jakiś napój, może z o r i e n t o w a ć się w tym, co się dzieje, Santorini nie była w stanie oderwać wzroku. Ba! Za jej spojrzeniem podążyły nogi, gdy towarzysząca jej kobieta ruszyła w stronę denata.
Bez zawahania, brunetka ruszyła za nią i, jak ona, kucnęła obok.
- Ty powinnaś go dotykać w ogóle? - spytała, nie kwestionując rękawiczek, bo w jej głowie zabrakło na to przestrzeni. - Musimy się pozbyć ciała zanim policja przyjedzie.


zaylee miller
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Próbowała skupić się na tym, w czym była najlepsza, chociaż potrafiła też nieźle tańczyć. Może gdyby była kilka lat młodsza, nie była zaręczona i nie starała się o adopcję dziecka, pewnie z przyjemnością przyszłaby do klubu, żeby się pobujać. I gdyby akurat nie musiała być w pracy. Albo na konferencji. Albo nie wypadło jej pierdyliard innych rzeczy.
Wstępnie oceniła otoczenie Zwróciła uwagę na pozycję ciała, ślady ingerencji osób trzecich, rozlane napoje, rozbite szkło, a nawet elementy nagłośnienia i oświetlenia, które mogły mieć znaczenie. W międzyczasie rozstawiała ochronę po kątach, żeby zminimalizować zadeptanie śladów we wciąż zatłoczonym lokalu. Następnie sprawdziła u denata brak reakcji na bodźce, oddechu i podstawowych oznak życia. I właśnie zaczynała notować stan odzieży i rzeczy osobistych bez zmiany ich otoczenia, kiedy kucająca obok kobieta w końcu raczyła odpowiedzieć na zadane pytania.
Pytam, bo może bawiliście się razem. Albo może kojarzysz go z widzenia — wyjaśniła, jednak kolejna sugestia sprawiła, że Zaylee uniosła wysoko brwi. Darowała sobie chwilowo sprawdzenie sprawdzenie źrenic u denata i przechyliła głowę, wlepiając oczy w obręb twarzy kobiety.
Pewnie nie zwróciłaby uwagi, żeby była wystrzelona w kosmos, gdyby nie nagła chęć pozbycia się ciała. Miller zacisnęła usta w wąską linię, chociaż nie wiedziała, czy zrobiła to po to, żeby zachować powagę, czy żeby nie rzucić fałszywych oskarżeń.
Chcesz pozbyć się ciała? — powtórzyła po niej ostrożnie, uważnie przyglądając się jej reakcjom. — Ale po co? — zapytała, sporządzając krótkie notatki, które będzie mogła potem przekazać policji. Bo policja już tu była, co ewidentnie musiało umknąć kobiecie. — Powiedzieć ci coś w sekrecie? Nie możemy się go pozbyć, dopóki nie wydam zgodny na transport do prosektorium — dodała konspiracyjnym tonem, nachylając się w kierunku. — Więc zastanów się dobrze, zanim odpowiesz. Czy chcesz pozbyć się ciała, czy może jednak zaczniemy od początku i opowiesz mi, co tak naprawdę się tutaj wydarzyło? — posłała jej lekki, zachęcający uśmiech.
Miller nie miała podstaw, żeby sądzić, żeby to kobieta stała za śmiercią tego człowieka. Poza tym to nie była jej działka, nie była policjantką. Ale ta wcale nie musiała jeszcze o tym wiedzieć. Właściwie nie powinno jej tutaj być, ale teraz, jakby nie patrzeć, na razie była jedynym świadkiem zdarzenia, bo innych klubowiczów zaczęto wyprowadzać na zewnątrz. A może nieświadomie stała się również podejrzaną. Zaylee na razie robiła swoje, przynajmniej do momentu przyjazdu śledczych, co nie przeszkadzało jej w wyciągnięciu od kobiety jakichś informacji. O ile jakieś miała. I o ile będzie skłonna do współpracy.

Elena Santorini
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”