ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


lets get 𝓯𝓻𝓮𝓪𝓴𝔂 🫠🤌🏻💗
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
erotyka trochę
Coś w tym było, że oni dużo się od siebie uczyli, wyciągali z siebie te nowe emocje, nowe cechy, a ona z niego wyciągała te dobre, najlepsze, o które on może kiedyś się wcale nie podejrzewał, bo przecież przed Medellin on nie umiał współczuć, nie umiał podchodzić do ludzi empatycznie. Nawet jej to powiedział... Dawno temu, że trzeba dbać tylko i wyłącznie o swój tyłek. A teraz dbał o jej.
A w tym momencie to dosłownie i w przenośni. Kiedy pieprzył ją, mocniej, intensywniej. Kiedy układał na wargach jej imię. Jak on uwielbiał jej imię, nie żadna Rosa, nie Megan, tylko Pilar. To ten dźwięk sprawiał, że po plecach przechodził mu dreszcz. Brzmiało mu ono tak kurewsko blisko, żadne imię, nigdy w życiu, mu tak nie brzmiało. Jakby wyryte było głęboko w sercu. Sercu, które miał wrażenie, że na moment się zatrzymało, kiedy doszedł w niej, kiedy skończył, odruchowo, mechanicznie jakoś, przesunął ustami do jej ręki, którą układała na jego ramieniu, żeby oprzeć gładki policzek o jej gorącą skórę, wtulić się w jej przedramię, kiedy jeszcze jego ciemne oczy na moment złapały jej cudowne, czekoladowe spojrzenie. Żeby potem zniknąć pod powiekami, kiedy opadł na nią praktycznie bez siły, bo wyczerpała go, w najlepszy możliwy sposób.
Ale zanim jeszcze właściwie doszedł do siebie, to już przecież pracowały w niej jego palce, bo nie zamierzał jej zostawić na skraju, bo myślał o niej. W pierwszej kolejności zawsze myślał o niej. Chociaż dzisiaj nie potrafił tego dociągnąć, za bardzo go nakręciła, za bardzo... była piękna, gorąca, a przede wszystkim... jego. Cała jego.
Kiedy sunęła paznokciami po jego rozgrzanych mokrych od potu plecach. Plecach, które już puszczały, na których te mięśnie już tak się nie spinały. Ale jej się spinały, czuł to, na jej udach, na jej brzuchu i na jej wargach, które zadrżały, kiedy ułożył na nich jej imię.
Pilar.
Patrzył na nią, kiedy pod nim dochodziła, jego ciemne tęczówki wodziły po jej pięknej twarzy, powiekach zaciśniętych mocno, ustach, które ledwo łapały powietrze. Po jej ciele, drżącym, wygiętym w łuk, tak bardzo gorącym, wciąż jeszcze wilgotnym. Kiedy przeżywali orgazm praktycznie razem, było to najlepsze doświadczenie w jego życiu, ale to... co malowało się przed jego oczami teraz. To jak wstrząsnęły nią spazmy orgazmu, silnego... i tak kurewsko pięknego. Sprawiło, że on też westchnął ciężko, czując na plecach i pośladkach to przyjemne mrowienie.
- Eres hermoso - znowu jej to powiedział, ale kurwa...
Jaka ona teraz była piękna. Przepiękna.
Do tego stopnia, że teraz on znowu to robił. Znowu jej się oświadczał. Na stole... Tak to przecież miało wyglądać. I może tak powinno się odbyć, a nie na plaży przy obsranych gaciach i przy śmietniku. Sięgnął palcami, żeby odgarnąć z jej twarzy mokre wło… kudły, które lepiły się jej do policzka i teraz do jego ręki. Słuchał jej słów, a ciemne tęczówki wpatrywały się intensywnie w jej piękne czekoladowe oczy.
- Quiero... - chcę..., zaczął i chciał się przekręcić, położyć obok niej, tylko, że oczywiście źle wymierzył, bo stolik kawowy był długi, ale wąski, i nie złapał podparcia, walnął plecami na podłogę, aż stęknął znowu. Ale zupełnie inaczej niż wcześniej, bo poczuł twarde deski na plecach, chociaż... dobrze, że stolik był niewysoki, no i był też dywan. Dywan, który tak naprawdę nic nie zamortyzował, a do tego był mokry.
- Kurwa... - mruknął pod nosem, ale zaraz podparł się na łokciach, żeby spojrzeć na nią na tym stoliku. Nie czekał na nic, tylko do niej sięgnął, zacisnął palce na jej biodrze i szarpnął ją do siebie. Zrzucił ją z blatu na siebie, aż znowu z płuc wyrwało mu się ciężkie westchnienie, ale to stłumił już w jej ramieniu, bo już na nim leżała. Już znowu jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, błyszczące oczy.
- Chciałbym, żeby ten pierścionek... - sięgnął do jej palca, na którym miała jego pierścień z literką M i uszczypnął ją delikatnie zębami w opuszek - żeby to był symbol tego, że jesteś moja, że chcę, żebyś została moją żoną, ale bez presji, rozumiesz to Pilar? - zapytał zaglądając jej w oczy, obejmując ją ramieniem i przytulając do siebie - chciałbym, żeby to był pierścionek zaręczynowy, ale nie taki który będzie ci ciążył i będzie problemem, tylko taki, na który spojrzysz i pomyślisz sobie... że jesteś kurwa szczęśliwa, wiesz o co mi chodzi Pilar? - znowu spojrzał w jej obłędne oczy, a palcami znowu przesunął po policzku odgarniając z niego jej włosy. Chociaż zaraz jego ciemne spojrzenie wylądowała na jej dłoni, której palce teraz przekładał w swoich, na tym pierścieniu - chociaż to nawet nie jest pierścionek zaręczynowy, ale kupię ci kiedyś taki, prawdziwy, najpiękniejszy, z czerwonym kurwa oczkiem - no bo jednak czerwony to był ich kolor. Który zawsze im towarzyszył. Tylko, że może rzeczywiście powinni postawić na coś innego. Pierścionek, który będzie opowiadał ich historię. Chociaż ten, który teraz miała na palcu opowiadał tę jego. To jak trafił do Kanady i ufał, że będzie tu wiódł lepsze życie niż w Kolumbii. Nie wiódł.
Chociaż z nią było... lepsze.

❤️🥰𝔗𝔢 𝔄𝔪𝔬😘😍
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe życie była sama.
Szesnaście lat spędzonych w bidulu bez rodziny, bez miłości, bez chociaż jednej bratniej duszy, która sprawiłaby, że poczuła przynależność. Śmiali się z jej włosów, koloru skóry, tego, że nie mogła znaleźć rodziny bo nikt nie chciał takiej dzikuski. Brzydzili się, że nie bała się zjeść robaków i nazywali ją chłopczycą, bo za nic nie potrafiła dogadać się z innymi dziewczynkami. Nie miała obok siebie miłości, nie miała nawet zrozumienia ani prawdziwej przyjaźni.
I chociaż potem, kiedy przeniosła się do szkoły policyjnej było lepiej, miewała przelotne romanse i znajomości, tak wciąż nie miała obok siebie nikogo na dłużej. Po części z własnej winy, swoich personalnych postanowień, dyktowanych zranionym sercem, które tak bardzo chciała chronić, ale to wszystko spowodowało, że jakby na to nie patrzeć, Pilar zawsze była sama. Musiała liczyć tylko na siebie.
Przywykła do tego.
Nauczyła się z tym żyć i nawet nie była świadoma tego, jak wiele ją omijało.
A jednak — kiedy pojawił się Madox, zrozumiała, jak wiele ten świat miał jej jeszcze do zaoferowania. Jak wiele kolorytu miały w sobie emocje, których wcześniej nie znała. Jak bardzo miłość potrafiła wznosić na wyżyny. Jak niesamowitym uczuciem było kogoś kochać. Jego kochać.
I teraz kiedy spoglądała w jego piękne, czekoladowe oczy; kiedy słuchała tego, jak po raz drugi w przeciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin oznajmiał jej, że chciał, aby została jego żoną, czuła, jak wielkim przywilejem była jego miłość. Jak dużo jej dał. Jak wiele dla niej poświęcił. Jak bardzo otworzył dla niej swoje serce. I jasne, może nie jeden by powiedział, że było w tym dużo ckliwości, ale tylko ona sama wiedziała, jak wielką samotność czuła w sercu, jak bardzo niezrozumiana była przez ten skurwiały świat, dopóki nie pojawił się w nim on. Dopóki nie pokazał jej, jak piękna mogła być miłość.
Dzisiaj widziała jej wszystkie koloryty — kiedy razem sięgnęli dna, kiedy kłócili się o uczucia, potem współpracowali razem, narażali się dla siebie, a na koniec jeszcze skonsumowali to wszystko bajecznym seksem. Cały kalejdoskop wrażeń, które ona chciała czuć już zawsze. Chciała z nim upadać i się podnosić. Razem. Dlatego się zgodziła. Dlatego właśnie patrząc mu głęboko w oczy, powiedziała, że chciała zostać jego żoną. Nie dlatego, że dzisiaj był jego dzień, a bo ona naprawdę czuła się tego pewna. Jak jeszcze niczego innego wcześniej. Chciała nosić jego nazwisko. I jego też chciała mieć na własność. W najbardziej bezczelny, egoistyczny sposób.
Wystawiła do niego rękę, kiedy runął na ziemię, próbując powstrzymać śmiech, który cisnął się na usta, a gdy szarpnął ją mocno do siebie, z jej wciąż falującej klatki piersiowej wybrzmiało jęknięcie. Przygniotła ją swoim ciałem, ale wcale się tym nie przejęła. Zamiast tego zawiesiła na nim ciemne spojrzenie i w spokoju oraz skupieniu słuchała, co miał jej do powiedzenia.
W pierwszej chwili chciała przewrócić oczami. Powiedzieć mu, że go pojebało, że znowu zaczynał z tymi swoimi wątpliwościami, których przecież ona nie miała w sobie za grosz, ale… musiała zrozumieć i jego. Nawet nie musiała, a po prostu chciała. Zawsze starała się to robić. Poznać jego perspektywę. Miał prawo się obawiać. Jego matka całe życie spędziła uwięziona w zamku, nieszczęśliwa, w zamknięciu, to naturalne, że nie chciał dla nich podobnego losu. Więc zamiast westchnień i pretensji, Pilar wyciągnęła rękę przed siebie i osadziła ją miękko na jego gładkim policzku. Delikatny, ciepły uśmiech zdobił jej twarz.
Popatrz mi głęboko w oczy — poprosiła, czując, jak serce wali jej w piersi jak oszalałe. — Jestem szczęśliwa, Madox — musiał to widzieć. Jeśli faktycznie spojrzał w jej oczy z należytą uwagą, o jaką go poprosiła, musiał widzieć w nich tysiące drobnych iskierek, bo prawda była taka, że ona nigdy nie była szczęśliwsza niż w tej chwili. — Nikt w życiu, nigdy, nie uszczęśliwiał mnie tak, jak ty — głos grzązł jej w gardle. Wcale nie dlatego, że ciężko jej było o tym mówić, a bo… kurwa, ruszyło ją to. Bardziej niż powinno i bardziej niż się po sobie spodziewała. Pilar Stewart — twarda i bezczelna policjantka, nagle poruszona tym, jak bardzo kogoś kochała. Kurwa. Stewart sprzed pół roku z pewnością by to wyśmiała. A ta teraz? Ona próbowała się autentycznie nie rozkleić. Po raz pierwszy od lat myślała tylko i wyłącznie o sobie. Nie o pracy, nie o tym, że mogli ich za to odstrzelić, kiedy tylko wrócą do Toronto… w dupie to wszystko miała. Liczyło się tylko to, co ona chciała.
I w tamtej chwili nie chciała nic innego niż go pocałować. Z całą tą miłością, którą nosiła w sercu, na tym pierdolonym haju, w jaki ją wprowadził. Przysunęła się do jego ust i musnęła je czule. Powoli. Przyciskając wargi do tych jego, delektując się obłędnie słodkim smakiem jego ust, tym jak krew przepływała pod naskórkiem, jak pulsowały w rytmie uderzeń jego serca. Dopiero po chwili pozwoliła sobie pogłębić pocałunek, wedrzeć się językiem, równie sensualnie, wyzbywając się całego niekontrolowanego chaosu. Każdy jej ruch był staranny, dokładny i tak bardzo przepełniony uczuciem. Potem jednak musiała się od niego oderwać, bo ciśnienie skończyło jej zdecydowanie za bardzo wraz z adrenaliną, a oni dopiero co skończyli wojaże. Poza tym, pozostawała jeszcze kwestia pierścionka…
A co jest nie tak z tym? — odwróciła głowę, przyglądając się literce M, wykonanej z drobnych, błyszczących kamyczków. — Dla mnie jest idealny — wzruszyła ramionami, po czym na jego oczach przystawiła własną dłoń ust i cmoknęła zaręczynowy sygnet, po czym posłała mu uśmiech. — Proszę cię, Noriega. Jakbym chciała wychodzić za mąż dla pierścionka, to zakręciłabym się wokół jakiegoś obrzydliwie bogatego dziadka na imprezie u Pablo… — nie mogła się powstrzymać, by trochę się z nim podroczyć, ale przede wszystkim, chciała mu tym pokazać, że naprawdę to, co dokładnie miała na palcu nie było dla niej ważne. Pilar nigdy nie była materialistką, większość życia nie miała praktycznie nic. Poza tym, jak ona mogła przywiązywać się do jakichkolwiek rzeczy, kiedy oni albo wszystko psuli, rwali albo po prostu gubili? Ona nawet przeprowadzając się do Madoxa wzięła ze sobą jedynie jedną, marną torbę. Po prostu: jakoś to było. Ważniejsze niż pierścionek było…
Pilar Noriega — wyszeptała prosto do jego ucha, prężąc się na jego ciele i przy okazji składając kilka przelotnych pocałunków na jego szyi. — To dopiero brzmi jak dziewczyna gangstera — albo żona. Prawdziwa kobieta mafii, a nie jakieś kurwa Stewart. Stewart było nijakie, zwykłe. Przyznane losy przed sąd. Nawet nie było jej. A Noriega? — I do tego zajebiście seksownie — a na potwierdzenie tych słów znowu przysunęła się do jego ucha i kilka jeszcze razy wymruczała mu Pilar Noriega, przy okazji drapiąc gorącą skórę na jego karku.

mi amor :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie ta ich miłość miała w sobie różne kolory, najczęściej ten czerwony, ich kolor, bo przecież wybuchał nagle, intensywnie, paląc po drodze wszystko. Ale dzisiaj przez pewien moment była też błękitna, kiedy mimo wszystko oni trwali przy sobie. A może nawet czarna, kiedy nie potrafili się dogadać?
Przeszli przez tą całą paletę odcieni tego uczucia, które ich łączyło, poznali je na własnej skórze. Ciągle poznawali, coś nowego, coś innego. Coś, co powodowało, że serce biło w piersi jak szalone, że usta układały się w te amo, a potem w te odio, kiedy nie potrafili się dogadać...
A potem i tak to robili, za każdym razem szukając jakiejś wspólnej drogi. Bo może o to w tym wszystkim chodziło, żeby przez to skurwiałe życie, które w pewnym stopniu doświadczyło ich oboje, na różne sposoby, oni szli razem?
Ramie w ramię, może kiedyś jako mąż i żona, a nie jako ta dwójka wariatów, narwańców. I może to było egoistyczne i bezczelne, na pewno było, bo przecież w ich życiach, które prowadzili, to wcale nie było takie proste, ale... Nic nie było proste. Ten wyjazd do Medellin, gdzie on ją zabierał, policjantkę, na gangsterskie wesele, też nie był, a on nawet chwili się nie wahał. Każde ich spotkanie, w klubie, czy u niej w mieszkaniu, nic nie było proste. To kiedy szukał jej, gdy porwał ją Dalton też nie... A ta akcja z Pablo, przecież tu wszystko było kurewsko trudne, a oni i tak sobie z tym poradzili. Razem.
I może, kiedyś, z tym ślubem też by sobie poradzili, na swój popierdolony sposób. Po swojemu.
A teraz też on się jej oświadczał po swojemu, na podłodze, pod stołem, w jakimś cudzym domu, do którego się włamali. To nie tak, że znowu miał wątpliwości, co do tego, co ona czuła, nie miał, każde jej słowo i każde quiero traktując bardzo poważnie, tylko... on po prostu musiał jej dać wybór. Zawsze jej go dawał. Jego matka go nie miała, a on... też często robił tak, że go nie pozostawiał. Po prostu po swojemu, wszystko tak jak chciał, bo taki miał charakter, zaborczy, bo nie był nauczony tego szacunku, tego, że jak się kogoś kocha, to można... to trzeba, się z nim liczyć. Z nią się chciał liczyć.
A przede wszystkim to chciał, żeby nie traktowała tego jako czegoś, co jest kolejną przeszkodą na ich drodze, tylko coś, co... dam im trochę szczęścia.
I widział to w jej pięknych, czekoladowych oczach, że była z nim szczęśliwa. On też z nią był, wtulił policzek w jej dłoń. Musnął wargami jej palce, i może widział to jak jej oczy zaszkliły niebezpiecznie, może słyszał to załamanie w jej głosie? Ale zamiast dać się jej rozkleić, to on już odwrócił się do niej bokiem, to szczypnął zębami jej palec.
- Bo nikt się tak dobrze nie... - oczywiście, że miał powiedzieć pieprzy, zepsuć cały nastrój swoim gadaniem, tylko, że ona się chyba domyślała, a może po prostu rzeczywiście chciał to zrobić, ale zamknęła mu usta w odpowiednim momencie. Pocałunkiem, najpierw czułym, słodkim, miękkim, który i tak wyrwał z jego płuc pomruk. I chociaż szarpnął się do niej, jak to miał w zwyczaju, jak to robił zawsze, gdy serce zaczynało dziko łomotać w piersi, to jednak pozwolił jej narzucić tempo tego pocałunku. Nie dzikiego, nie agresywnego. Sensualnego, wolnego, dokładnego...
Oparł miękko palce na jej żuchwie, na szyi, kiedy jego język splatał się z tym jej w tym zupełnie innym rytmie. Jakby teraz już nie musieli gonić, bo teraz już... mieli siebie para siempre.
Chociaż kiedy się od niego odsunęła, to spojrzał na nią z wyrzutem, westchnął ciężko, aż cała klatka piersiowa, na której leżała się uniosła i opadła, gdy wypuścił powietrze nosem. Chociaż kiedy zagadała go na temat pierścionka, to wbił w niego ciemne tęczówki, a gdy podniosła go do ust i cmoknęła, to kąciki jego ust automatycznie zaraz uniosły się do góry.
- No ten jest męski - stwierdził jakby to miało jakieś znaczenie, jakby był podpisany, męski pierścionek dla Madoxa. Nie był, chociaż był po prostu toporny, duży, jak to sygnet. A kiedy powiedziała, że jest idealny to przesunął palcami po jej biodrze głaszcząc ją po nim delikatnie. Był idealny, ona cała była. Nawet jej miał to powiedzieć, ale wtedy wyskoczyła z tymi starymi dziadkami.
- I co? Myślisz, że mieli lepsze... pierścionki ode mnie? - mruknął i wyrwał się do niej, żeby szczypnąć ją zębami gdzieś w żuchwę, a potem jeszcze raz musnąć wargami jej usta, krótko, ale tak, żeby dać jej znać, że on przecież wie. Wie, że nie była materialistką, Madox też tak do końca nie był... Chociaż trochę był, z tymi swoimi drogimi koszulami i jeszcze droższymi błyskotkami. Błyskotki to był przecież jego konik. Uwielbiał je i teraz też przesunął palcami po jej dekolcie, żeby zahaczyć nimi o ten łańcuszek z medalikiem, z piórkiem koliberka, który kiedyś jej dał. On po prostu chciał jej dać też ten najpiękniejszy pierścionek, który dla niej wybierze. Tak jak sobie wybierał zegarki, łańcuszki i pierścienie.
Nawet miał jej to powiedzieć, ale...
Pilar Noriega, pięknie to brzmiało, aż poruszył się pod nią jakoś dziko, wbił ciemne tęczówki w jej twarz.
- Pilar Noriega... - musiał to powiedzieć, sprawdzić jak te dwa słowa układając się na języku - zajebiście - stwierdził i znowu się do niej szarpnął - cholernie seksownie - spojrzał jej w oczy, te jego znowu błysnęły jakoś niebezpiecznie. Słuchał jej kiedy mruczała mu do ucha...
Brzmiało to zajebiście, pięknie. A najgorsze jest to, że znowu go nakręcała. A przecież tak mało było czasem potrzeba, żeby go nakręcić. Podparł się ręką, żeby usiąść, a tym samym zmusić i ją do tego, poprawił ją na sobie obejmując rękami jej biodra.
- Zróbmy to Pilar - rzucił tylko, ale wcale jej nie wyjaśnił co, chociaż klatka piersiowa znowu unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a oczy pociemniały. To że to?
Przesunął palcami po jej biodrach na uda, na których je zacisnął - to żebyś była Pilar Noriega - w końcu dodał. Kolejny genialny pomysł Madoxa. Ciemne tęczówki przesunęły się po jej piersiach - chociaż to też byśmy mogli zrobić, już jako moja... narzeczona - niedawno weszli na poziom związku, pary, a już narzeczeństwa, a on jej proponował, żeby małżeństwa. Bo Madox to rzeczywiście chciał wszystko. I tylko Pilar mogła nad nim zapanować. Czasem...

Wifeyy🥺❤️💍
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”