ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oboje byli loco, chociaż Madox przy niej naprawdę uczył się opanowania, nieźle mu to wychodziło. Jakieś takie trzymanie nerwów na wodzy, podchodzenie do niektórych rzeczy na spokojnie, na zimno... Calma. Chociaż przecież o ile on do niej umiał tak podejść, to do innych ludzi... wciąż był narwany, wybuchowy, agresywny. Wciąż bił się w klubie i czasami sam pacyfikował problematycznych klientów, tylko może ciut rzadziej, bo mniej czasu tam po prostu spędzał?
Tutaj jednak od samego początku było wiadomo, że on nie podejdzie do tego na spokojnie, adrenalina krążyła w żyłach, a facet sobie nagrabił tym, że szarpnął Pilar. A potem jeszcze tym jak się do niej odezwał. I tak Noriega czuł, że powinien mu za to spuścić większy łomot, i pewnie w klubie by to zrobił, ale może nie na autostradzie, gdzie mijały ich te wszystkie samochody?
Ale przeprosić musiał.
Tego nie zamierzał odpuścić.
Jeszcze mocniej przyciskając gościa do ziemi i warcząc, że ma przepraszać. I już nawet zamierzał go złapać i docisnąć mu do gleby ten łysy łeb, żeby go troszeczkę pospieszyć, nie za włosy... ale może za ucho? Ale wtedy z auta wysiadła ta dziewczynka.
I już Madox się wcale nie chciał bić, bo może on był popierdolony, agresywny i narwany, ale jednak biorąc pod uwagę fakt, że on spędzał czas z podopiecznymi pewnego domu dziecka, gdzie Ginny mu powtarzała, że nie wolno uczyć dzieci przemocy, no to... nie zamierzał tego robić.
Tylko zaraz się okazało, że łysol miał co do tego zupełnie odmienne zdanie. A do tego wykorzystał nieuwagę Noriegi i teraz on go miał na glebie. Nie chciał mu oddawać więc się tylko zasłonił, chociaż... może powinien?
Ale zanim zdążył to przemyśleć, to już reagowała Pilar. Przecież mógł się tego spodziewać. I chociaż w Madox w pierwszym odruchu, to wbił te ciemne tęczówki w Stewart oczarowany, to zaraz jednak zebrał się z ziemi, szybciutko wstał.
- Tylko go nie zabij Pilar - rzucił Madox, ale sobie żartował, nawet się spiął gotowy znowu rzucić się na gościa, który chyba wciąż chciał walczyć. Tylko, że ta jego mała chyba wcale nie odebrała tego jako żartu, bo pisnęła coś, że nie tatusiu. I Madox też się na nią obejrzał, razem z łysolem.
A zaraz potem obaj odwrócili się do Stewart, kiedy się odezwała.
Madox uwielbiał to kiedy się o niego biła, łamała nosy jednym wprawnym ciosem. Ale to jak improwizowała też, aż te jego ciemne oczy błysnęły jakoś drapieżnie. Bo przecież on to też często robił, improwizował. Gadał. Dużo. Żeby tylko odwrócić czyjąś uwagę.
Mógł to teraz wykorzystać, wiedział to. Tylko zaraz te jego ciemne oczy spoczęły na dziewczynce, która już prawie płakała, chciała być twardzielką, ale małe usteczka drżały niebezpiecznie.
Dobra chuj.
Włożył ręce do kieszeni, w ten sposób prezentując swoją kapitulację, chociaż kiedy łysol rzucił to zachciało wam się rżną..., to zrobił krok w jego kierunku.
- Może trochę grzeczniej? - syknął i spojrzał na dziewczynkę. Nawet on się tak nie odzywał przy dzieciach, bo Ginny go nauczyła, że nie wolno. A ten facet miał dziecko...
Może jednak jemu trzeba było coś wbić do tej łysej, pustej głowy?
Madox już trochę przesunął się do Pilar, kręciło go to... To jej gadanie, to, że tak pięknie gasiła łysola, nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Od tej pięknej walecznej twarzy, chociaż teraz kiedy przybrała ten matczyny wyraz, to... też mu się podobało.
- No właśnie, to jest moja narzeczona, a ty nazwałeś ją... A ty tak ją nazywasz, wstyd kur... de - musiał się wtrącić, dodać swoje trzy grosze. Chociaż kiedy Pilar ruszyła do gościa, żeby przed nim stanąć, to przesunął się między nich, żeby w razie czego reagować. Ale facet już chyba się poddał, położył uszy po sobie. Miał teraz taką minę jak pies Madoxa, kiedy coś odwalił i dostawał reprymendę. Bardzo podobną. Tylko, że u Sombry to zazwyczaj oznaczało klocka w bucie Noriegi.
- Muéstrale tu dedo, cariño - palcem mu pogroź, skarbie, rzucił, bo może i łysy się przyznawał właśnie do błędu i... płakał?
To okropnego Madoxa to bawiło.
- Tato a jak ty nazwałeś tą panią? - zapytała pszczółka i zaraz stała obok nich i tak samo jak Pilar zakładała ręce pod boki. Noriega od razu sobie pomyślał, że kiedyś będzie z niej prawdziwa loca chica, zwłaszcza jak mała szarpnęła ojca za nogawkę.
- Papi przeproś tą panią! Nie można się wyzywać! - krzyknęła i tupnęła nóżką, a Madox spojrzał na dziewczynkę, a później na Pilar unosząc jedną brew pytająco, bo czy ona też tupnie?
Łysy westchnął ciężko, Noriega doskonale znał to westchnienie, jeszcze powinien oczami strzelić do kompletu. Chociaż... to akurat był chyba taki specjalny tik Madoxa.
- No tak, przepraszam pszczółko - pociągnął nosem i pogładził dziewczynkę po włosach tym swoim wielkim łapskiem, a potem wyciągnął tę rękę do Pilar - przepraszam że Panią tak nazwałem - Madox to na to patrzył z otwartą buzią. Jak to jest możliwe, że dwie... właściwie jedna i pół, jedna trzecia? Kobiety, robiły z takiego agresora potulnego misiaczka? Niewiarygodne.
Kiedy Stewart przyjęła przeprosiny, to facet już zamierzał iść, ale jeszcze sięgnął do Madoxa i zacisnął palce na jego koszulce.
- A ty kurwa łbem myśl, a nie chujem, bo mogłeś nam zrobić krzywdę - warknął i Noriega czy chciał, czy nie, to jednak musiał mu przyznać rację. Zgodzić się z nim, skinął głową.
- Tato, a co to jest chuj? - zapytała dziewczynka, ale łysy wyciągnął do niej rękę i złapał jej malutką rączkę - nieważne Marie, słowo, którego nie wolno używać przy mamusi, bo byłaby na nas zła... i bardzo smutna. Wiesz... jak dupa - tłumaczył jej po drodze do auta. A Madox już stał za Pilar, żeby oprzeć jej na ramieniu głowę, wbić w nie brodę i odezwać się do jej ucha, kiedy jeszcze odprowadzali ich spojrzeniem.
- Mami, a ja mogę przy tobie używać słowa... dupa? - mruknął, a zaraz parsknął śmiechem prosto w jej kark, który musnął też wargami.

Muéstrale tu dedo, cariño 🥊
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Istniało przekonanie, że czyny mówią więcej niż słowa.
I może w większości przypadków faktycznie to się sprawdzało — o wiele bardziej wartościowe było to co człowiek robił niż o tym mówił, pokazywał jak się sprawy miały, a nie tylko jak chciałby, żeby wyglądały. Tylko czasami istniały takie przypadki, kiedy to słowa były tym, czego było trzeba. W najbardziej nieoczekiwanym momencie… bo kto by się spodziewał, że sposobem na wielkiego mięśniaka, który był dwie szafy większy od nich, do tego łysy, agresywny i chciał ich sprać na kwaśne jabłko, będzie stara, dobra reprymenda. Ryknięcie na niego, jak matka ryknęłaby na swoje dziecko, kiedy robiło coś nie tak. Zruganie go od góry do dołu używając małej dziewczynki jako argumentu.
Facet mógł być jakimś meksykańskim, groźnym gangusem, ale przecież już na pierwszy rzut oka było widać, że mała Marie była jego oczkiem w głowie. Córeczką tatusia. Słabym punktem, który należało wykorzystać. I Pilar właśnie to zrobiła. Nawet nie musiała się jakoś bardzo starać, bo wszystko, co mówiła było przecież świętą prawdą. Tego typu zachowanie dawało przyzwolenie na to, by kobiety traktować przedmiotowo. Do wysuwania wniosków, że jak siedzi na czyich kolanach, to na pewno była kurwą co daje dupy, a nie w pierwszej kolejności kobietą, która po prostu kochała swojego faceta i była na niego nakręcona. Chociaż czasy szły do przodu, szczególnie wśród facetów wciąż żyły pewne przekonania, których Stewart po prostu nie-na-wi-dzi-ła.
Dlatego dała temu wszystkiemu upust. Cisnęła po facecie i chociaż za nic nie sądziła, że ten się poryczy… przyjęła to z uśmiechem na ustach. Zadziałało. I to do tego stopnia, że do dyskusji zaraz włączyła się mała Marie. Szybko okazało się, że dziewczynka również miała silny charakter. Pewnie po matce, bo na pewno nie po tym gościu, który stał przed nimi się rozklejał. Tupnęła małą nóżką, a facet aż się wzdrygnął. Pilar nie miała zamiaru, bo po pierwsze nie była żadnym Karolem Frizem Wiśniewskim, co przeganiał jebane dziki do lasu, ani żadną pielęgniarką czy inną studentką medycyny z przypadku, która tak straszyła wielkich Ruskich nóżką, że spierdalali aż się za nimi dymiło. Nie taki miała styl. Poza tym, w tym przypadku nie było nawet takiej potrzeby, bo stanowczość Marie zdecydowanie wystarczyła, podparta gniewnym spojrzeniem Stewart, które posłała łysemu.
Po chwili obie usłyszały zasłużone przeprosiny — pszczółka i Stewart. Obie również je przyjęły. Marie przytuliła tatę, a Pilar po prostu skinęła głową, informując go na ucho dość wymownie, żeby następnym razem traktował kobiety tak, jakby chciał, żeby ktoś traktował jego córkę. Łysy tylko pociągnął na to nosem i odsunął się na dwa kroki, żeby chyba odbić piłeczkę, tym razem w stronę Madito.
Chociaż w wielu kwestiach okazał się z zjebem, w tej jednej miał rację: to co zrobili było wyjątkowo durne, biorąc pod uwagę innych ludzi. Madox mógł być świetnym kierowcą, ale inni już niekoniecznie. Mogło się to skończyć wypadkiem. Całe szczęście skończyło się zajebistym orgazmem (i na tym trzeba było się skupić) oraz na edukacji wielkiego, mięsniatego misia, który po chwili oddalił się ze swoją pszczółką do czarnego SUVa.
Stewart stała jeszcze przez moment w bezruchu, odprowadzając ich wzrokiem, a kiedy Noriega położył jej brodę na ramieniu, tylko przeniosła spojrzenie z dół, kątem oka łapiąc jego ciemne spojrzenie. Prychnęła głośno na jego pytanie.
Nie możesz, bo to brzydko — odpyskowała mu i jeszcze przy tym pokazała czubek języka, jak to sam Madox miał w zwyczaju. — Za każde przekleństwo będziesz dostawać karę — oznajmiła, krzyżując ręce na piersi i odwracając się w jego kierunku, by móc porządnie zajrzeć w czekoladowe oczy. Trochę ta cała groźba mogła mijać się z celem z dwóch powodów: po pierwsze Noriega przeklinał na tyle często, że raczej mało co by go przed tym powstrzymało, a po drugie wizja kary w ich przypadku akurat mogła nie być wcale… taka zła. Zachęcająca nawet. Dlatego kiedy tylko czarny SUV ruszył do przodu, by po chwili dołączyć się do ruchu, ona również ruszyła się z miejsca.
Vamos, Noriega — szarpnęła go przelotnie za koszulkę, króciutko, bo zaraz sama obchodziła auto dookoła i zajęła miejsce pasażera, oczywiście zapinając pasy. Zdecydowanie wystarczyło im zabawy jak na jedną przejażdżkę. I chociaż zrobił się tego drobny kwas, to Stewart i tak niczego nie żałowała. Bo jak można było żałować tak obłędnego haju, na jakim była? Nie dało się. — Dużo nam zostało do tego miejsca, do którego jedziemy? — spytała, kiedy już Noriega również znalazł się w samochodzie. W międzyczasie odpaliła mapę i przekręciła wyświetlacz w jego kierunku. — Bo na dobrą sprawę już jesteśmy w Acapulco — a dokładniej zostało im do niego jakieś pięć minut drogi. Można powiedzieć, że całkiem sprawnie minęła im ta podróż.

niño grande 👶
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox się tego nie spodziewał, że wystarczy na faceta nakrzyczeć, żeby się popłakał. Ale przede wszystkim to on się nie spodziewał, że Pilar potrafiła to zrobić, skarcić go jak surowa mamacita, trochę go to nawet kręciło. Bo jak Stewart krzyczała na niego i mu suszyła głowę, to była bardziej loca chica, a dzisiaj była mami caliente, aż Madox patrzył na nią trochę niedowierzając, a potem tak patrzył na faceta, który pociągał nosem. I na tą małą, która tupała i wymagała swoich racji.
Pozory to jednak mogą zmylić człowieka.
Łysego też zmyliły, chociaż co do Madoxa to chyba jednak nie, bo on to jednak był nieodpowiedzialny. Aż przez głowę przemknęła mu taka myśl, że może jednak powinien być ciut bardziej? Bo teraz może miał dla kogo? Zerknął kątem oka na Pilar, kiedy łysek już mu wygładzał koszulkę, którą szarpnął, a Noriega przyznał mu rację skinieniem głowy. Przecież jakby Stewart się coś przez niego stało, to by sobie tego nie wybaczył nigdy. Tu już nawet nie chodziło o innych ludzi, o obce dzieciaki. Chociaż... Je też może powinien brać pod uwagę? Ale on nawet nie lubił dzieci, chociaż rozmowa o chuju i dupie wielkiego łysola i małej, uroczej dziewczynki nieco go bawiła, budziła jakieś takie ciepło na jego niedobrym serduszku.
Serduszku, które zaraz znowu wyrwało się do przodu, do Pilar, kiedy się do niej przysunął, kiedy oparł głowę o jej ramię.
- A ja myślałem, że my lubimy brzydko - zerknął na jej usta, na czubek języka, który mu pokazała, a kąciki jego ust skoczyły ku górze - a jakie kary? - zapytał od razu, jakby te kary wcale go nie straszyły, tylko chyba jeszcze bardziej... kusiły?
Ciemne tęczówki przesunęły się po jej sylwetce zatrzymując na piersiach, na rękach skrzyżowanych na piersi, to znaczy.
Oczywiście, że czekał aż ona mu powie, jakie miała dla niego kary, więc kiedy go pośpieszyła do wsiadania do samochodu, to wywrócił oczami.
- Jesteśmy na wakacjach, mnie się nigdzie nie śpieszy... - mruknął, ale bardziej do siebie, niż do niej, i pewnie bardziej po to, żeby sobie pomarudzić, niż się buntować. Bo prawda jest taka, że Madox przecież żył szybko, nie umiał się zatrzymać. I teraz też zaraz pakował się do samochodu, zapiął swój pas, jak na odpowiedzialnego człowieka przystało, a potem nawet poprawił lusterka, które gdzieś tam po drodze poprzestawiali.
- Właściwie to je minęliśmy, ale nie chciałem ci przerywać - zerknął na nią z ukosa i mrugnął do niej jednym okiem -pokaż - sięgnął do niej, kiedy pokazywała mu mapę, żeby zabrać jej telefon, odchylił się tak, żeby nie mogła go widzieć, poprzybliżał, poprzestawiał mapę, obejrzał pod różnymi kątami - dobra, już wiem - stwierdził i ją zamknął. Bo akurat do map i tras to on miał głowę i już to wszystko zapamiętał.
Tym razem popatrzył w lusterka i puścił kierunkowskaz zanim włączył się do ruchu. Tylko co z tego, skoro zaraz zawrócił na środku drogi? Ale nic nie jechało, więc nikogo nie narażał. To już coś. Już jakiś plus.
Cofnęli się może z kilometr, a potem Madox zjechał z głównej drogi, w jakąś boczną, gdzie rozciągały się przed nimi jakieś skały, a droga robiła się coraz mniej przejezdna. Nie było tu żadnych samochodów, bo dochodziła szósta, zdążyli jeszcze przed wschodem słońca, więc Madox w pierwszej chwili zastanowił się gdzie stanąć, ale w końcu zjechał w jakieś krzaki, które ewidentnie służyły do postoju, bo były wydeptane i wygniecione, a poza tym było widać ślady opon.
- Chyba tu może być - stwierdził, ale tak za bardzo się tym nie przejmował, bo już wychodził z samochodu, żeby zaraz oprzeć się o maskę i poczekać na Pilar. Miejsce, w które dotarli nie było zbyt malownicze, bo przed nimi rozciągały się jakieś krzaki, palmy i skałki.
- Dalej idziemy - wyjaśnił Noriega, żeby wiedziała, że to jeszcze nie to. Zaraz wystawił rękę do Stewart, żeby spleść jej palce ze swoimi, żeby pociągnąć ją w kierunku jakiejś wydeptanej ścieżki, która prowadziła przez te krzaki. Niby dało się przejść, ale i tak jakieś krzaczyska stanęły im na drodze, więc Madox je odsunął, żeby już się nie pokłuła, chociaż Pilar i tak była podrapana, ale nie chciał, żeby była bardziej, a jemu to nawet nie przeszkadzało za specjalnie, i tak na plecach miał szramy, które zrobiła mu paznokciami, ginęły gdzieś między jego tatuażami.
Nagle ją zatrzymał, bo chyba wiedział, że są już blisko, a to miała być niespodzianka.
- Poczekaj Pilar - rzucił i stanął za nią, bardzo blisko, a potem jeszcze sięgnął do jej biodra, żeby przyciągnąć ją do siebie, żeby mogła się oprzeć plecami o jego klatkę piersiową. Pochylił się do jej ucha, z którego odgarnął jej ciemne kudły przerzucając je przez ramię do przodu - teraz zamknij oczy, i... zaufaj mi - trudno było mu zaufać, tym bardziej go znając, ale Stewart i tak to robiła, ufała mu. Sięgnął jedną ręką do jej oczu, żeby je jej przysłonić. A drugą oparł na jej brzuchu trzymając ją przy sobie blisko.
Kiedy przedarli się jeszcze przez jakieś krzaki, zrobili jeszcze kilka kroków po wydeptanej ścieżce i skałkach, to Pilar mogła poczuć na twarzy ciepły powiew i ten zapach oceanu, ale jeszcze nie otworzył jej oczu. Chociaż jemu już się wyrwało łaaa pełne podziwu gdzieś koło jej ucha.
Jeszcze krok do przodu i w końcu zabrał rękę, w końcu oparł policzek o jej szyję.
- Już... - wyszeptał. Trochę jej robił powtórkę z Medellin, bo tam też ją prowadził z zamkniętymi oczami na tamten punkt widokowy. Tylko, że go znał, tutaj szedł trochę w ciemno, tyle co wyczytał gdzieś w necie, ale jego osobiście widok wcale nie zawiódł. Bo pod nimi były te skaliste klify, a przed turkusowy ocean. A za plecami wschodziło już słońce.

Y qué sanciones? ✧˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubili brzydko to fakt. Często brakowało im kultury osobistej i jakiegoś większego taktu. Tak samo z tymi karami — niby wiedziała, że jak powie o tym na głos, to Madox zaraz podłapie, a jednak kiedy to zrobił, z jej ust wybrzmiał szczery śmiech. Oczywiście, że chciał wiedzieć, na co mógł liczyć. Przez moment Stewart faktycznie się nad tym zastanowiła, nad jakąś karą, którą mogłaby mu wystosować, tylko problem był taki, że większość rzeczy, jakie by nie wymyśliła, bezpośrednio wpływałyby też na nią. Bo gdyby stwierdziła, że nie będzie chociażby go całować czy dotykać, to kto by na tym najbardziej ucierpiał? Wiadomo, że ona i prędzej by ich pojebało niż którekolwiek okazałoby skruchę. No i oczywiście pozostawała jeszcze kwestia tego, że Pilar wcale nie miała nic przeciwko, kiedy był niegrzeczny i mówił jej brzydko. Co więcej — to właśnie ją w nim kręciło, dlatego porzuciła temat z chwilą, w której ponownie znaleźli się w samochodzie.
Szczególnie, że zaraz okazało się, że przez te ich zabawy już jakiś czas temu mineli odpowiedni zjazd. Podała mu swój telefon, przyglądając się podejrzliwie, kiedy tak przysunął go siebie do twarzy i coś zaczął na nim klikać. Aż tak bardzo nie chciał jej pokazać, gdzie jechali? Nie chciał. Więc Stewart czekała grzecznie aż sam się dowie, gdzie dokładnie powinien skręcić, a kiedy oddał jej komórkę, nawet na nią nią patrząc, wrzuciła do torebki, skupiając się na drodze.
Dojechanie na miejsce nie zajęło im długo — kilka minut, a Madox już parkował w jakich krzakach. Oczywiście, kiedy tylko otworzyła drzwi zaatakowały ją gałęzie i jeszcze pół biedy, że troche ją pocharatały, ale jeden z nich tak mocno wplątał się jej we włosy, że aż ją cofnęło o krok, a finalnie… jakimś cudem wyrwała go z krzaka i kiedy podeszła do Noriegi, miała go w swoich kudłach. Całe szczęście Madox był wzorowym narzeczonym, więc trochę się z niej pośmiał i finalnie pomógł się jej uwolnić.
Kiedyś mnie w końcu zabijesz — mruknęła bardziej po to, żeby sobie pogadać, niż bo faktycznie miała problem z tym, że kazał jej zamknąć oczy. Domyślała się, że skoro to miała być niespodzianka, to pewnie nie będzie mogła z początku podglądać, żeby był odpowiedni element zaskoczenia. Dlatego finalnie zamknęła oczy, oparła się o jego tors i pozwoliła się prowadzić.
Naturalnie nie obeszło się bez kilku potknięć i PRAWIE wywrotki, całe szczęście Madox przytrzymał ją w ostatniej chwili. Do tego wbiła sobie kilka kamyków w skórę na stopach, bo przecież nawet kurwa butów na sobie nie mieli. Cały wieczór i noc chodzili jak Cejrowski po Świecie bez żadnych laczków, ale czy którekolwiek z nich się tym przejmowało? Zdecydowanie nie.
Czuła delikatny powiew wiatru na twarzy, dający jasno do zrozumienia, że wyszli w końcu na jakąś bardziej otwartą przestrzeń spomiędzy krzaków, a kiedy do tego doszedł szum oceanu, Pilar nie miała już żadnych wątpliwości, gdzie właśnie się znajdowali. Chociaż trzeba przyznać, że myślała, że zabrał ją na jakąś plażę albo punkt widokowy pełen ludzi, dlatego kiedy w końcu pozwolił jej otworzyć oczy, a przed nią rozciągnął się piękny horyzont aż westchnęła. Dookoła były wielkie skały i skarpy, a co w tym było najlepsze — nie było z nimi żywej duszy. W końcu byli sami.
Podeszła kawałek bliżej, wpatrując się w przepiękny krajobraz. W sposób, w jaki niebo przechodziło z pomarańczu w róż, a słońce powoli pojawiało się gdzieś za ciągnącą się w nieskończoność taflą turkusowej wody. Było ślicznie. Tak ślicznie, że przez moment po prostu stała i patrzyła. Chłonęła tą chwilę, łapiąc więcej powietrza w płuca. Błogie kilkanaście sekund, nim odwróciła się do Noriegi.
¿Quién hubiera pensado que mi futuro marido era tan romántico?Kto by pomyślał, że mój przyszły mąż jest takim romantykiem? Spytała rozbawiona, podchodząc do niego i praktycznie od razu umieszczając dłonie na jego biodrach, by zaraz wedrzeć się pod materiał koszulki i przesunąć palce na gładkie, gorące plecy. Na nagiej skórze odznaczały się jedynie lekkie zadrapania, które dało się poczuć na opuszkach. Przejechała wzdłuż nich, przyglądając mu się uważnie. Z wdzięcznością. Ale to chyba nawet nie chodziło o ten cały widok, a raczej całokształt. Bo chociaż to co się stało na autostradzie było jakąś pierdołą, błahostką, to jednak Pilar ruszały takie drobne rzeczy, jak chociażby to, że ktoś się za nią wstawił. Może była to kwestia dziecięcych traum, ale no była mu wdzięczna. Dlatego zaraz potem tą wdzięczność przekazała mu w pocałunku. Ciepłym, przyjemnym i głębokim. Sensualnym. Kiedy się od niego oderwała, musiała zrobić krok w tył, by przypadkiem znowu się na niego nie rzucić.
Ty ogarnąłeś miejscówkę, a ja przynoszę zabawę — uśmiechnęła się zaczepnie, po czym sięgnęła do torebki, wyciągając z niej jednego skręta. Umieściła go w ustach, żeby zaraz zabrać się za znalezienie zapalniczki. Trochę tego jednak nie przemyślała, bo kiedy jej dłoń szukała ognia, mocniejszy podmuch wiatru zawiał niespodziewanie, a blant, którego nawet nie pomyślała, żeby przytrzymać zębami… wyleciał jej w ust. — Kurwa — warknęła praktycznie od razu, obracając się dookoła własnej osi, żeby jakoś go zlokalizować. Tylko nigdzie go nie było. Dopiero po chwili spojrzała na prawo w stronę brzegu skarpy… — Nie no, ja pierdole — aż pokręciła głową z niedowierzaniem. Jakie istniało prawdopodobieństwo, że on… — No kurwa spadł — oznajmiła, odwracając się w stronę Noriegi. Tylko zaraz znowu przekręciła się w kierunku wody i podeszła ostrożnie do krawędzi, zaglądając w dół.
Okazało się, że w całym tym pechu była jednak odrobina szczęścia, bo skarpa wcale nie była ucięta pionowo, a jakieś dwa metry pod nimi znajdowała się kolejna, ze skałkami dookoła. Rosła na niej nawet trawa. A pośrodku tej trawy leżał…
Widze go! — odnalazła spojrzenie Noriegi. — Możemy tam spokojnie zejść. Albo opuść mnie za rękę, a potem mnie wyciągniesz z powrotem!

Mi marido romántico :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”