Na jej kolejne słowa jakoś tak odruchowo wyrwał się do przodu, przysunął bliżej, żeby sięgnąć palcami gdzieś do jej ramienia, już nawet otworzył usta, żeby jej coś powiedzieć, może, że teraz ma jego? Ale kiedy dodała jeszcze to przepraszam..., to się zamknął. Wypuścił powietrze z płuc i nabrał je ponownie. Przez chwilę mielił na języku jakieś słowa i trawił to co powiedziała. Bo może on nigdy nie chciał za to przeprosin. Chciał, żeby ona jednak w niego wierzyła, w te jego dobre intencje, w to, że chce, żeby była bezpieczna, że jej nie zostawi, że nagle sobie nie znajdzie kogoś innego, bo mu się odwidzi, to kiedy to powiedziała... Uśmiechnął się, po prostu się do niej uśmiechnął i przesunął wytatuowanymi palcami po jej nagiej skórze.
- Wiem... - tylko tyle jej powiedział, bo ona przecież musiała wiedzieć, że on zawsze w nią wierzył, na każdej płaszczyźnie, czy schodziła w dół klifu, czy rozwiązywała policyjne śledztwa, czy mówiła mu, że on ma gdzieś jej bezpieczeństwo... Wierzył, chciał wierzyć, że tak nie uważała, i chciał jej pokazać, że tak nie jest.
Czasem wychodziło. A czasem kompletnie nie.
Tak jak kompletnie nie pasowało jej bycie kucharką, aż Madox wywrócił oczami.
- W knajpie, w której podają sam ryż, mogłabyś - rzucił od razu, w zasadzie nie skojarzył sushi, bo on osobiście go nie lubił - w barze, w którym robią jedynie cuba libre... - znowu dodał z zaczepnym uśmiechem, a później się do niej przysunął - narzeczony... - też musiał wtrącić, poprawić ją, bo już chyba awansował z bycia facetem na narzeczonego. A jeszcze nie zdążył się tym nachwalić, bo w zasadzie powiedział tylko matce i Lopezowi - myślę, że w Emptiness moglibyśmy ci zrobić jakieś stanowisko z cuba libre, wiesz taki kawałek baru... Postawił bym obok Grigorija i kazał mu wyprowadzać klientów, którzy by się za bardzo spoufalali - taka wizja to mu się nawet podobała. Można wiele powiedzieć o klubie Madoxa, ale bezpieczeństwa barmanek, kelnerek, czy tancerek pilnowali. Sam Noriega nie raz się tam udzielał, żeby stanąć w czyjejś obronie, akurat na to nikt tam nie narzekał, co innego na pensje, czy to, że szef jest pojebany.
Pojebany pomysł też przedstawił zaraz Pilar, z tym skakaniem z klifu. Ale... byli w Acapulco i mieli tego nie zrobić? Później ktoś by ich zapytał co robili, a oni by odpowiedzieli, że spacerowali sobie po plaży? Jak dwa misiaczki.
- Tak myślałem, że po tych wszystkich niebezpiecznych akcjach, mi gatito... - nie dokończył co ta jego kicia, bo ona już pchnęła go na ziemię, już siedziała na nim okrakiem, szarpnął się do niej, żeby zamknąć te jej pełne wargi w gorącym pocałunku, tak jak ona zamknęła te jego. Tylko już zaraz się od niego odsuwała, żeby mu oznajmić, że robią tą niebezpieczną opcję, opadł plecami na ziemię i nabrał mocno powietrze w płuca.
- Peligroso, peligroso - niebezpieczną, niebezpieczną, pomarudził pod nosem, ale już zaraz wstawał, żeby jej to wszystko pokazać, wytłumaczyć.
Kiedy tak się pochylał do jej ucha, kiedy ciepły oddech zatańczył na jej szyi, na karku, a ciemne tęczówki zawiesił gdzieś na jej potarganych już tak bardzo włosach, to musiał przyznać, że Pilar była sexy y peligrosa, a najgorzej, że jego to kręciło.
Do tego stopnia, że kiedy przyznała mu, że to robią, to on nawet się nie zawahał. Chociaż kiedy się tak do niego odwróciła, że prawie znowu wylądowali na trawie, kiedy trzymał ją w ramionach... Nie to, że zwątpił, bo to nie stało się nawet przez chwilę, ale to jej por favor sprawiło, że po plecach przeszedł mu przyjemne dreszcz, bo on lubił jak go prosiła, jak go błagała.
- No nie wiem... - mruknął bez przekonania, przyaktorzył. Chociaż na jej następne słowa jeden kącik jego ust drgnął do góry. A potem drugi, kiedy jej zęby szarpnęły jego kolczyk, kiedy poczuł na uchu jej pełne, gorące wargi, a potem mokry język na szyi, odruchowo przechylił głowę na bok.
- Será peligroso... - będzie niebezpiecznie..., zaczął - y un poco de miedo -i trochę strasznie, przesunął ciemne tęczówki tak, żeby złapać jej spojrzenie - pero también muy caliente - ale też cholernie gorąco, to chyba jednak wygrywało. Chociaż... w ich wypadku to niebezpieczeństwo też było na plus. Szarpnął się jeszcze do niej przytrzymując ją przy sobie, żeby musnąć jej pełne, gorące usta wargami, krótko i zaczepnie, bo już zaraz się odsuwał i ściągał z siebie przez głowę koszulkę.
- Ja pierwszy... Jak nie wypłynę to, udawaj, że nigdy nas tutaj nie było - stwierdził, ale żartował nawet do niej mrugnął zaczepnie jednym okiem - poczekaj... a gdzie skręt? - zapytał, ale trzymał go w ręce, tylko mu trochę przygasł, przez chwilę na niego patrzył - a masz ten woreczek? - bo mogli go odpalić jeszcze w jaskini. Przy okazji jak Pilar szukała samarki, to Madox pozdejmował wszystkie pierścionki i łańcuszki, a trochę tego było. Bo jednak bić się w nich, czy nawet pływać, umiał, ale to miało być nurkowanie do podwodnej jaskini. Nie chciał tam nic zgubić. Wsypał swoje ozdoby do torebki Stewart, a kiedy dała mu worek wrzucił tam niedopalonego blanta i zapalniczkę, jeszcze sprawdził czy jest szczelne. Było.
- W majtki? - przysunął się do niej wsuwając czubki palców pod materiał tej porwanej bluzy, żeby z niej ją zdjąć, przez głowę, odsłonić nagie piersi, a później nawet sięgnął, żeby ten woreczek włożyć pod koronkę jej majtek - chyba wypadnie - stwierdził i jeszcze spróbował z drugiej strony, ale w końcu go wyjął i włożył sobie w bokserki, za gumkę. Zaraz ściągał z siebie spodnie, a ubrania zostawił gdzieś na środku. Złapał za rękę Pilar, żeby jeszcze ją przyciągnąć do siebie, pochylił się do niej jakby chciał ją pocałować, ale wcale tego nie zrobił, tylko zaraz już zacisnął palce na jej policzkach, żeby odwrócić ją w kierunku zbocza.
- Nie rozpraszaj się... Celujesz tam gdzie ja - no i teraz to ją pocałował, krótko, agresywnie, tak, żeby się nie rozproszyli, ale może odpowiednio... nastroili? Poprawił sobie bokserki, a później spojrzał w dół - z rozpędu? - zapytał, jakby miała wiedzieć, a w końcu sam wzruszył ramionami i cofnął się dwa kroki.
Zanim Pilar zdążyła cokolwiek dodać, to się rozbiegł, wybił i skoczył, na szczupaka, chociaż może nie powinien ryzykować skoku na główkę, ale niby wiedział gdzie ma skoczyć, po tych zdjęciach z internetu, chociaż równie dobrze mógł się zabić taką kaskaderką...
Do wody wszedł ładnie, było dość głęboko, tylko podczas skoku wypadł mu ten worek i musiał po niego zanurkować, więc wypłynął dopiero po chwili machając nim Pilar.
- Na spokojnie! Jest głęboko! - krzyknął, chociaż nie wiedział, czy go słyszała, bo on słyszał tylko szum fal obijających się o skały, no i serce, które znowu waliło jak szalone. Podczas tego całego skoku. Ciemne tęczówki zawiesił na Stewart, odpłynął trochę na bok, żeby zrobić jej miejsce, ale w razie czego to, żeby jednak za nią nurkować.
sexy y peligrosa