ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, strzelanina, krew
On też by za nią zabił, to nie podlegało wątpliwości. zatłukłby tego typa, na którym siedział za to, że ją kopał. Nawet by się nie zastanowił, chwili nie zawahał, zrobiłby to, gdyby nie wpadła policja.
Bo jednak Madox mimo swojego narwaństwa miał w sobie odrobinę instynktu samozachowawczego. Cofnął się gdy do ogrodu zaczęli zwalać się agenci SWAT. Chciał sprawdzić co z nią. Już do niej sięgał, do jej bezwładnej ręki.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.
I tylko jego palce przesunęły się po jej skórze, kiedy go od niej odciągali. A potem już zakuwali w kajdanki, jak jakiegoś bandytę. A ten leżał na deskach werandy w kałuży krwi.
Załatwili Gonzalesa, teraz już na pewno.

Ale to nie było teraz ważne.


A na pewno nie dla Madoxa, bo on się znowu tylko szarpał, żeby go puścili, żeby zobaczyć co z Pilar.
- Montoya... - oczywiście, że zwrócił się do kobiety, bo przecież nie do jej męża, który jakąś chorą satysfakcję czerpał chyba z tego, że Noriega miał na sobie kajdanki.
- Nie ma kurwa takie opcji, jedziesz z nami - rzucił detektyw Montoya, niewzruszony, z rękami skrzyżowanymi na piersi, na której na łańcuszku wisiała jego odznaka.
- No i chuj, zabierz mnie Montoya, nic wam nie powiem, nawet kurwa pół słowa, dopóki... - Madox nie skończył, ale chciał powiedzieć, że dopóki nie dowie się co ze Stewart. Bo kiedy zabrali ją do ambulansu, to powiedzieli mu tylko tyle, że żyje...
Ulżyło mu, ale widział jak ten facet ją kopał, bez opamiętania. Tak samo, jak później oddał mu Madox.
- Zamknijcie się! - przerwała Pani Montoya dociągając na głowie ciasny kucyk, w którym zebrane miała czarne włosy. Chciała jeszcze coś dodać, może jeszcze krzyknąć? Na męża, na Madoxa, którzy zachowywali się trochę jak dzieci. Dwóch chłopaczków w piaskownicy, którzy nie potrafili się dogadać. Ale sanitariusze zawołali o pomoc, a Madox znowu się szarpnął, znowu się wyrwał i tylko został pchnięty niżej. Głowa nisko... Widział po Montoyi, że chętnie by mu przyłożył. I vice versa.
Policjantka zajrzała do karetki i zaraz się podciągnęła, żeby do niej wejść.
- Spokojnie Pilar, musisz jechać do szpitala - zaczęła tonem troskliwej mamuśki. Nawet podeszła do Stewart chcąc ją uspokoić, tylko ona wciąż pytała o Madoxa. A Noriega wciąż się wiercił, wciąż szarpał i wciąż patrzył spode łba na Montoyę, który stał nad nim.
Zlitowała się ona...
Znowu ciemne spojrzenie przeniosła na męża, i jakby oczy mogły mówić, to jej by powiedziały, że oni też by się tak do siebie wyrywali. Też by jedno nie zostawiło drugiego.
Madox chyba to wiedział, wyczytał z jej wzroku. I chyba jej małżonek też, bo warknął tylko pod nosem, ale rozpiął mu kajdanki.
A kiedy tylko Madox był wolny, to zaraz dopadł do karetki, zaraz już wchodził do niej przepychając się obok Montoyi, której rzucił ciche dzięki.
- A pan to kto? - zaczęli sanitariusze, no ale chyba wiadomo, że ten Madox, skoro Stewart przestała się szarpać.
- Ja pierdolę... Pilar, nic ci nie jest? Jak się czujesz? Co cię boli? Jak to wygląda... kurwa... ile krwi - zaczął już nawijać Noriega wcale nie przejmując się tym, co mówili medycy.
- Jej partner, jedzie z wami, zabierajcie ich - zarządziła detektyw Montoya tonem, który nie znał sprzeciwu. I chyba medycy to wyczuli, tak jak to, że Madox nie odsunie się od Stewart, więc go tylko przestawili, żeby zająć się jej ręką. Montoya zamierzyła się do wyjścia, ale jeszcze zawiesiła się przy drzwiach na jakimś uchwycie.
- Noriega jak mi spierdolisz, to cię znajdę i tym razem sama zakłuje cię w kajdanki... - rzuciła łapiąc spojrzenie Madoxa. I on przecież w normalnych warunkach pytał by jej czy mu to obieca, albo czy będzie miała na sobie mundurek, bo taki był Noriega. A jednak teraz skinął jej tylko głową, palce zaciskając na ręce Pilar. Montoya wyszła z karetki, a sanitariusze opatrzyli jeszcze rękę Pilar, posadzili Madoxa na jakimś siedzeniu i kazali kierowcy ruszać.

Syreny wyły nad ich głowami mieszając się, bo karetek pojawiło się więcej, i więcej wozów policyjnych. A przez okna znowu te blendujące się za sobą niebiesko-czerwone światła, jak przy hacjendzie Gonzalesa. Tylko... teraz policja działała już spokojniej. Bo Pablo już...

nie istniał.


Droga do szpitala minęła im szybko. Kilka ulic dalej. Sanitariusze wciąż tłumaczyli Pilar, że muszą jej zrobić badania, tomograf, prześwietlenie, usg, wszystko, bo mogła mieć obrażenia wewnętrzne.
To samo powiedział lekarz, który odebrał ją w szpitalu.
- Pan nie... - rzucił do Madoxa, kiedy chcieli ja zawieźć na salę.
- Ja tak, jestem jej partnerem, policja, działaliśmy pod przykrywką - już znowu wciskał kit, ale lekarz spojrzał na sanitariuszy, którzy to potwierdzili, wpuścili go na sale, chociaż kazali stanąć z boku, kiedy ją badali.
Kiedy szpitalne nożyczki cięły czerwony materiał jej sukienki, żeby odsłonić poobijaną skórę.
Madox aż się przeszedł, bo... mógł być szybszy, mógł się wyrwać już wcześniej. Nie pozwolić jej skrzywdzić, a on zawsze pozwalał. Obwiniał się. Jak on kurwa dba o jej bezpieczeństwo? Nie dba...
Przesunął palcami po jasnych włosach, a zaraz podeszła do niego jakaś rezydentka.
- Pana też trzeba obejrzeć... - stwierdziła, bo Madox też był trochę poobijany, dostał kilka razy w gębę, pozdzierał ręce, ale przecież to nic. Pokręcił tylko głową.

- Nie zostawię jej.



Nunca te abandonaré ₊˚⊹♡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zamiaru nigdzie jechać bez niego.
To nawet nie podlegało dyskusji.
A oni tego nie rozumieli. Dlatego Pilar szarpała się i wierciła na leżance, nie chcąc dać im się przygwoździć do łóżka i podpiąć pod odpowiednie aparatury. Bo co tam z jakiegoś bólu głowy czy brzucha, kiedy nie miała pojęcia, czy z nim wszystko było okej? Miała to gdzieś. Mogło ją poskładać, mogła być cała połamana, a ona i tak w pierwszej kolejności chciałaby się dowiedzieć, co się działo z Noriegą. Tak bardzo pierdolnięta była na jego punkcie.
Nawet nie zauważyła, jak wiele krwi lało jej się z ręki, bo już patrzyła intensywnie pomiędzy drzwiczki karetki, wyczekując, aż zobaczy w nich znajomą twarz. Serce biło jej mocno, waliło jak oszalałe, a kiedy w końcu przed jej oczami ukazał się Madox, wszystko nagle stanęło. W jednej chwili cały jej świat się zatrzymał. Zamarł na kilka sekund, gdy ich spojrzenia się przecięły. Zapomniała, że cokolwiek ją bolało, a zamiast tego jedynie zafiksowała się na tym, że był w jednym kawałku.
Kiedy usiadł koło niej, od razu uniósł zakrwawioną dłoń w górę i osadziła ją na szorstkim już policzku Noriegi. Umazała go całego własną krwią.
Jesteś poobijany — stwierdziła, kompletnie ignorując wszystkie jego pytania i skupiając się na tym, że on miał lekko rozcięty łuk brwiowy i limo pod okiem. — Wyglądasz jak łobuz — uśmiechnęła się delikatnie, rzucając drobną zaczepką. Ale to dobrze. To znaczyło, że coraz bardziej dochodziła do siebie. A wszystko dzięki temu, że był obok. Tu, przy niej, a nie siedział w jakimś pierdolonym radiowozie, zakuty w kajdanki, które nigdy nie powinny wylądować na jego nadgarstkach. Zaraz sięgnęła do jego dłoni i przejechała palcami po czerwonych śladach od szarpania, te również mazając w krwi.
Przestała go brudzić dopiero, kiedy jeden z medyków kazał się jej uspokoić i leżeć nieruchomo, żeby mogli odpowiednio pracować i wykonać swój obowiązek. Pozwoliła im. Nie miała zamiaru się z nimi kłócić, skoro i tak spełnili jej najważniejszą prośbę.
W szpitalu również. Chociaż nie miała zamiaru przechodzić tych wszystkich badań, na które nalegał lekarz, w końcu im pozwoliła. Im szybciej skończą, tym szybciej wyjdą.
Czuła się nawet okej. Jeszcze w karetce dostała dożylnie przeciwbólowe, chociaż kiedy postawili ją przy kozetce, zaczęli rozbierać i zobaczyła te wszystkie o g r o m n e krwiaki na brzuchu, aż mimowolnie poczuła, jak wszystko ją boli. Skrzywiła się i westchnęła głośno. A potem podniosła spojrzenie do ciemnych oczu Noriegi.
Pomimo odległości całego, jebanego pomieszczenia, jaka ich dzieliła, widziała doskonale to przejęcie w jego oczach. Obwiniał się. Znowu się kurwa obwiniał. A ona naprawdę nie chciała na to pozwolić. Nie chciała, żeby widział ją w takim stanie, żeby zadręczał się, że mógł zrobić coś więcej... dlatego kiedy tylko rezydentka oznajmiła, że jego również trzeba było zbadać, Stewart od razu otworzyła usta.
Daj im się opatrzyć — poprosiła spokojnie, chociaż w jej głosie było słychać stanowczość. — Por favor — dodała akurat w momencie, gdy jedna z pielęgniarek do zera pozbawiła ją sukienki. Ale on dalej stał i zarzekał się, że jej nie zostawi. I chociaż Pilar kurewsko to doceniała, to przecież nie mogła pozwolić na to, żeby ignorował własne zdrowie dla niej. Szczególnie, że przecież byli już bezpieczni. Byli w szpitalu. Dlatego zaraz odwróciła się do lekarki…
Nie będę się przy nim rozbierać — powiedziała stanowczo, nawet nie patrząc w jego kierunku. Normalnie nie miałby z tym najmniejszego problemu, ale przecież chciała, żeby poszedł na swoje badania. A to była jedyna opcja, żeby jakoś wygonić go z pomieszczenia. Kobieta skinęła głową i podeszła do Noriegi.
Sam pan słyszał. Zapraszam pana do wyjścia — wskazała dłonią na białe drzwi. — Doktor Flores zaprowadzi pana do odpowiedniego gabinetu — to nawet nie podlegało dyskusji i czy Madox chciał czy nie, musiał wyjść.
Serce zabiło jej mocniej. Zabolało. Ale przecież zrobiła to z konkretnego powodu. Szczególnie, że powiedział wszystkim, że był jej partnerem z policji. Pielęgniarki zabrały ją do łazienki i pomogły zmyć z ciała kolorową farbę, która już na dobre wymieszała się z krwią. Napuchnięty brzuch trzymał ją tak bardzo, że nawet nie mogła się schylić. Nie mogła się kurwa sama umyć. A wszystko dlatego, że nie była wystarczająco szybka, by odpowiednio się obronić. Była s ł a b a. I pewnie gdyby nie Noriega, skoczyłaby w piachu razem z Gonzalesem.
Ta myśl gniotła ją przez całą resztę badań. Dręczyła podczas USG i tomografii, kiedy to leżała w bezruchu przez bite trzydzieści minut, aż nie została przewieziona do sali, gdzie dostała dodatkowe kroplówki. I może dlatego, kiedy Madox znowu pojawił się w jej sali, już sam odpowiednio opatrzony, twarz Pilar była jakaś… zamyślona. Nie powstrzymało ją do jednak, by posłać mu ciepły uśmiech.
Umiarkowany wstrząs mózgu — odezwała się cicho, wskazując palcem wskazującym na własne czoło. — Powiedzieli, że może występować amnezja i nie powinna podejmować żadnych ważnych decyzji jeszcze przez dwa dni — całe szczęście te najważniejsze podjęła już dzień wcześniej.

Te amo más que a mi propia vida (ෆ˙ᵕ˙ෆ)♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, szpital
Zawsze wyglądał jak łobuz, bo w zasadzie... on już od dzieciaka przecież był łobuzem, i jakoś nigdy za specjalnie się z tym nie krył, więc kiedy mu to powiedziała, to tylko wtulił policzek w jej umazaną we krwi dłoń. Żadne z nich nie przejmowało się tym, że szkarłatne plamy mieli znowu porozcierane wszędzie, że krew płynęła po jej ręce, po jego policzku i szyi, dopiero jak medycy powiedzieli, że nie mają jak pracować, to Madox odsunął się. Odrobinę.
Bo przecież miał jej nie zostawić. Nunca.

A cały czas to robił.


I kiedy w szpitalu zobaczył te siniaki, które pokrywały jej skórę, te okropne krwiaki, to znowu fiksował się na tym, że nie powinien tam jej wpuszczać, do tego domu. Złapać za rękę i spierdolić, tak jak zamierzał przez chwilę, zostawić to wszystko policji...
Ale jakby zostawili to policji, to Pablo by ich dorwał, zrobiłby to.
A policja gówno by im pomogła.
I jakby wszedł tam bez Pilar, to on też...
On też by gówno zrobił. Pablo rozwaliłby mu łeb, bo miał broń, a Madox miał co... tylko nóż.
Walczył z myślami, tak jak za każdym pierdolonym razem, kiedy działa jej się przez niego krzywda. Obwiniał się, ale też czuł, że gdyby nie ona to przecież to wszystko by mu nie wyszło. Ale do tej pory mu wychodziło.
Jakoś kurwa funkcjonował przez te dziesięć lat w Toronto, sam, nie z takich opresji wychodził. Może z tej też by wyszedł, rozegrał to inaczej. Mógł się bardziej postarać, a on wciąż i wciąż ją zawodził. A to było najgorsze, że właśnie ją. Kiedy przecież to na niej zależało mu najbardziej.
- Co? Nie... - rzucił tylko, kiedy Pilar zgodziła się z rezydentką, że trzeba go opatrzeć. Jak przecież jemu nic nie było, on z takim czymś to nawet... Nawet by z baru nie zszedł, tylko robił kolejnego drinka. Nie przejąłby się tym wcale. Teraz też nie miał zamiaru.
Złapał jej ciemne, przenikliwe spojrzenie i pokręcił głowa. Bo tym razem nie zamierzał odpuścić, nawet kiedy go o to poprosiła. Tylko ona zaraz wypaliła z tym, że nie będzie się przy nim rozbierać, a Madox aż nabrał powietrze w płuca. Nawet miał jej powiedzieć, że nigdy jakoś nie miała z tym problemu, albo, że sam ją rozbierze, ale doktorka już prowadziła go do wyjścia, wypuścił ciężko powietrze z płuc i jeszcze obejrzał się na nią przez ramię.

Miał jej to za złe.


Doktor Flores poprowadziła go do zabiegowego, gdzie obejrzała te wszystkie jego skaleczenia, a nawet w pewnym momencie powiedziała, że musi go zszyć. Znowu.
I chociaż Madox w pierwszej chwili oczywiście zaczął nawijać, że na nim goi się jak na psie, bo jest z policji i może jednak nie trzeba go szyć, to potem, kiedy rezydentka to robiła, siedział spokojnie. Też wyczyścili go z resztek farby, tam gdzie był poobijany, czyli na twarzy i na rękach. Posmarowali go jakąś maścią, nakleili kilka plastrów, założyli kilka szwów i on był gotowy.
Czekał.
I czekał.
Chodził po korytarzu w jedną i drugą stronę.
A zaraz znowu pytał o nią jakieś pielęgniarki, a kiedy w końcu jedna powiedziała mu, że jest w sali i nawet pokazała, w której, to jej podziękował, wyściskał ją i właściwie bez żadnego zawahania, bez pukania nawet wszedł do tej sali, gdzie leżała Pilar.
Zaraz przysuwał sobie do jej łóżka jakieś krzesełko.
Umiarkowany wstrząs mózgu, zmarszczył brwi na te słowa i nawet chyba chciał sięgnąć do tego jej czoła, a może pogłaskać ją po włosach? A może po prostu kurwa przytulić do siebie?
Ale kiedy powiedziała to, że może występować amnezja, to się zawahał. Posadził tyłek na tym krzesełku, a ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe spojrzenie.
- Amnezja? - powtórzył po niej - nie pamiętasz... mnie? - zapytał trochę głupio, bo chyba skoro tu przed nim siedziała, to jednak go pamiętała? A może nie?
Może jej powiedzieli, że tam przed salą czeka na nią jakiś facet. Taki Madox, z którym tu przyjechała.
Milion różnych myśli miał w głowie.
Pochylił się delikatnie w jej kierunku łokcie opierając na kolanach.
- Co pamiętasz Pilar? - albo może powinien zapytać czego nie pamiętała? Ale chyba na to pytanie by mu nie odpowiedziała - może pogadam z lekarzem? - już miał wstać, żeby się o to zapytać, znaleźć jakiegoś lekarza i spytać go, czy... czy on może tak po prostu z nią rozmawiać o tym co zaszło?
Bo może nie powinien?
- Ale jak ty się czujesz? Boli cię coś? - musiał zapytać, bo to jednak gryzło go najbardziej. To jak ona się czuła. Ale jak mogła się czuć? Przecież widział te wszystkie jej siniaki. Wiedział ile badań jej zrobili. Sięgnął do niej ręką, chciał oprzeć palce na jej dłoni, ale ułożył je tylko na brzegu łóżka, na metalowej rurce. Bo co jeśli go nie pamiętała?
Nie no przecież nie mogła go nie pamiętać. Przysunął się jeszcze bliżej szurając po podłodze krzesłem. Z tymi ciemnymi oczami, w których widać było, że on po prostu cały czas się o nią bał, zawieszonymi na jej twarzy.
- Wiesz co się stało Pilar? - zapytał powoli. Bo jeśli nie wiedziała, to może mogli o tym zapomnieć?
Nie mogli. On nie mógł. Bo jego ciemne tęczówki wciąż przesuwały się po jej twarzy, po wystających spod szpitalnej piżamy siniakach, po kroplówce, która wisiała jej nad głową. Jak miałby o tym zapomnieć?
A ona? Pamiętała?

Todavía te acuerdas de mí? ⋆.ೃ࿔🌸*:・
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”