34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Bo Madox czasami... sam był jak dziecko. Często nawet. Gadał od rzeczy, dużo, pytał, nawijał temat i dzieci go faktycznie lubiły.
A on je... uczucia miał mieszane. Zazwyczaj go denerwowały, były za głośne, za impulsywne, wszystko za (brzmi znajomo), a jednak miał do nich cierpliwość. I może przez to, że ich nie ignorował, traktował ich jak równych sobie rozmówców, one tak do niego lgnęły. Jak teraz Ana, która wpatrywała się w niego tymi wielkimi, ciemnymi oczami, w których igrały jakieś psotne ogniki.
- Właściwie trochę mi się poje... - urwał w pół słowa, bo chciał powiedzieć, że mu się pojebało i nie wziął pod uwagę tego, że oni lecą z TORONTO, chłop ponad dziesięć lat siedzi w Kanadzie, a wciąż myśli o Kolumbii, jak o swoim domu - pomyliło mi się coś - poprawił się, kiedy dziewczynka popatrzyła na niego podejrzliwie. A zaraz Pilar dodała, że uciekają od swoich przyjaciół, a Madox utkwił w niej spojrzenie. Coś w tym było, że oni po prostu ten dzień chcieli celebrować we dwoje, po swojemu, nie słuchając o tym, że coś jest nie tak, źle, toksycznie. Bo było po ich, chujowo, ale stabilnie. Tak jak chcieli.
Najpierw walczyli o życie i się poobijali, potem to życie komuś uratowali, a na koniec poznali zupełnie randomowych ludzi i siedzieli z nimi, jakby nigdy nic. Totalnie w ich stylu. Cali oni.
Razem przeciwko całemu złu. Kto więcej był im potrzebny?
Właściwie oni przecież na każdym wyjeździe poznawali tyle nowych ludzi, których czasami to nawet trudno się było pozbyć, gdy chcieli zostać sami, jak ich autostopowicze z Meksyku na przykład, że nie narzekali na samotność.
A zresztą nawet gdyby Pilar mu powiedziała, że pakują się i wyprowadzają na drugi koniec świata, z dala od wszystkich, to on by pewnie tylko zapytał gdzie.
Madox się nawet uśmiechnął, kiedy Pilar zaczęła się wykręcać. No niby tak, przygarnięcie ich pod swój dach było nieco niebezpieczne, ale z drugiej strony lecieli tam tylko na dwadzieścia cztery godziny, co mogło się wydarzyć?
W chuj. W dwanaście godzin w samolocie, on już miał zjazd, wybił bark, przeżyli turbulencje, a Pilar uratowała kobiecie życie. Może nawet Madox też by coś dodał, żeby się z tego wykpić, ale Ana już go ściskała za koszulkę mówiąc, że nie ma z nią szans, a on parsknął śmiechem.
- Ile siły jest w tych małych rączkach, niewiarygodne... co ty zjadłaś na śniadanie? Chyba szpinak? - pokazał jej język, a Ana odpowiedziała mu tym samym zaraz nawijając, że nienawidzi szpinaku, a Madox wtrącił, że on też. Czyli już chyba... przyjaciele.
Chociaż zaraz się okazało, że do Diabłów mają ambiwalentne odczucia. A Noriega uśmiechnął się na słowa Pilar, bo rzeczywiście, oni przecież nawet pocałunków Diabła w jego jaskini się na bali. Na kolejne słowa swojej narzeczonej parsknął śmiechem - tak, my właściwie nie lubimy takich mocnych wrażeń - rzucił, ale matka Any Luizy spojrzała na nich trochę podejrzliwie, za to dziewczynka zaraz się odpaliła.
- No tak, bo policjanci to są dobrzy, zawsze pomagają - powiedziała znowu patrząc na Pilar, ale zaraz odwróciła się do Madoxa - a ty też jesteś policjantem? - zapytała, a Noriega pokręcił głową - to pewnie... treserem lwów! - wypaliła nagle mała. A Madox znowu parsknął.
W tym samym czasie matka Any, która przedstawiła im się jako Theresa, opowiadała o swoim mężu. Dwie gaduły im się trafiły. Ale przecież oni też byli wygadani, tylko, że teraz zerkali na siebie słuchając Theresy - a dużo palił? - oczywiście musiał dopytać Madox, ale kobieta odpowiedziała mu, że bardzo dużo, więc wzruszył tylko ramionami. On wcale nie tak dużo. Zresztą po co o to pytał, skoro on i tak nie planował posiadania dzieci.
A jednak jego ciemne oczy znowu wpatrywały się w dziewczynkę, kiedy mówiła że jej tata jest miśnesmanem, uniósł jedną brew. Ale zaraz jej mama wyjaśniła im co miała na myśli mała. Znowu się uśmiechnął, kiedy rzuciła to no właśnie to powiedziałam, mała cwaniara. Słuchał opowieści dziewczynki o tym basenie, ale spojrzenie zawiesił na Pilar - też było bardzo fajnie - rzucił, a Ana znowu podłapała - zjeżdżaliście do basenu? - Madox pokiwał głową - tak, kilka razy - może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale przyszła do nich Karen oznajmiając, że muszą zapiąć pasy, bo będą lądować. Madox też nie zdawał sobie sprawy, że to już i kiedy Pilar sięgnęła do jego zegarka, to on też spojrzał na tarczę. Dwanaście godzin. Zdecydowanie się przespali.
- Ale masz ładny zegarek - Ana już sięgnęła, żeby go obejrzeć - dostałem od Pilar - wtrącił Madox, a dziewczynka pisnęła, że jest przepiękny, a później jeszcze podłapała to, że jego narzeczona ma na imię Pilar i zaczęła opowiadać, że ona też zna Pilar z Rio. Karen spojrzała na nich wyczekująco, a Madox wstał i posadził na miejscu dziewczynkę - dobra, to ty zostań z Pilar i mamą, zapnijcie pasy - spojrzał na Stewart i małą - a ja pójdę na wasze miejsce i spotkamy się po wylądowaniu - nie chciał już się dochodzić, robić kolejnego zamieszania, a Karen chyba nawet była mu za to wdzięczna. Sięgnął jeszcze palcami do kolana Pilar, żeby je musnąć i poszedł ze stewardessą do klasy ekonomicznej. Po drodze jeszcze coś rozmawiali.
Ana też nawijała Pilar o tym, że Rio jest piękne, że jest tam taki wielki Jezus.
Samolot wylądował już bez komplikacji, a ludzie chyba rzeczywiście odetchnęli z ulgą. I kiedy trochę się przerzedziło, a niektórzy już powysiadali, to wrócił też Madox, a na szyi miał założony temblak.
Theresa złapała Anę Luizę za rączkę i oznajmiła im, że idą pozbierać swoje rzeczy i odebrać bagaże, ale żeby spotkali się na lotnisku, wymienili się nawet numerami. Noriega sięgnął do bagażu podręcznego, ale musiała mu z nim pomóc Pilar, bo prawie zrzucił sobie na łeb walizkę jedną ręką.
- Wylądowałem koło tego lekarza z pierwszej klasy, no i trochę mnie... wymacał - już nawijał swojej narzeczonej wywracając oczami - dobrze je nastawiłaś, ale i tak polecił żeby zrobić prześwietlenie i dał mi jakieś zajebiste tabletki przeciwbólowe - pokazał jej nawet pomarańczową fiolkę z nimi - a to znalazła mi Dolly, ale nie będę tego nosił - pokazał jej na ten temblak na szyi, i nawet chciał go zdjąć, ale w międzyczasie oni z tą ich walizeczką, to już wyszli z samolotu i stanęli na lotnisku. Rio było... głośne, kolorowe. Powietrze było parne, gorące, chociaż zważając na to, że dopiero dochodziła ósma, jeszcze rześkie. Madox i tak powachlował się koszulką podwijając ją na brzuchu. A zaraz jak gdyby nigdy nic, jakby byli tu sami, wśród tych ludzi, którzy ich mijali, objął Pilar tą sprawną ręką, żeby przyciągnąć ją do siebie. Wbić spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy - a co ty o tym myślisz Pilar? Wiesz... o tym zatrzymaniu się u Theresy i Any - przysunął się do niej i nawet pochylił, żeby ją zaczepić, musnąć wargami kącik jej ust - bo ja myślę, że nas zajebią... Zagadają na śmierć, i będę musiał siedzieć w tym tipi i malować na ścianach księżniczki - pokręcił głową odsuwając się od niej tak, żeby znowu zajrzeć jej w oczy - chociaż moglibyśmy tam zostawić walizkę, no i iść na tą plażę Diabła, sprawdzić jak tam całuje - posłał jej zaczepny uśmiech. Czekał na jakąś jej decyzję, bo Madox to jednak miał mieszane uczucia co do tego. Niby fajnie, że trafili na kogoś życzliwego, ale mieli tu tylko dwadzieścia cztery godziny, jutro o tej porze będą wsiadać w samolot powrotny. Noriega nawet zacisnął palce na dłoni swojej narzeczonej, żeby pociągnąć ją w kierunku tarasu widokowego. Lotnisko położone było na cyplu otoczonym oceanem, ładnie to wyglądało. Oparł się o barierkę na tle błękitu, odwracając w kierunku Pilar.

¿Y tú qué opinas, cariño? ⋆˚✿˖°
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie coś w tym było, że oni zawsze, gdzie się nie pojawiali, przyciągali jakieś dziwne akcje. Wiecznie robili sobie krzywdę, obijali się i walczyli z przeciwnościami losu. Jednak w tym wszystkim niezmiennie pozostawali razem, jak drużyna. Dobry był z nich duet, niesamowicie zgrany. I chociaż teraz Madox siedział z nastawionym, bolącym wciąż barkiem, a ona z wielkim guzem na głowie, przez który nie mogła za bardzo oprzeć się o poduszkę na fotelu, to… i tak było świetnie. I tak poznali świetnych ludzi na swojej drodze.
Może faktycznie nie powinni przyjmować propozycji od Theresy, w końcu to nigdy nie kończyło się dobrze, a jednak może to był akurat prezent od losu? Jakaś nagroda za to, że pomogli tylko osobom, uratowali kurwa życie. Sprawili, że Ana dzisiaj nie została sierotą. Pilar kiedy o tym myślała, aż przeszedł po plecach intensywny dreszcz. Akurat ona jak nikt inny wiedziała, jak to było nie mieć rodziców i nikomu by tego nie życzyła. A już na pewno tej drobnej, zadziornej kruszynce, która tak pewnie pyskowała Noriedze i miała ripostę na każde jego jedno słowo. A to akurat nie zdarzało się często, żeby ktoś potrafił go przegadać. U r o c z e to było. Aż za bardzo. Aż sprawiało, że Stewart…
Ale wtedy przyszła Karen i oznajmiła, że będą podchodzić do lądowania. Ktoś musiał wrócić na miejsce w klasie ekonomicznej i Pilar już chciała się wyrwać, że ona pójdzie, bo jednak Noriega miał pokrzywdzoną rękę, a on zrobił to pierwszy. Widziała po jego minie, że ostatnie czego teraz chciał, to się z nią dochodzić i wykłócać, więc tylko posłała mu ciepły uśmiech i odprowadziła wzrokiem, kiedy skierował się na tyły samolotu.
On jest super — rzuciła Ana, kiedy tylko Noriega zniknął im z widoku. — Będzie twoim mężem? Tak już na zawsze? — dopytała, majtając nóżkami, cała zadowolona, na co Stewart skinęła twierdząco głową.
Jest najlepszy — rzuciła bardziej pod nosem i na moment faktycznie zamyśliła się o tym, jaki był Madox. Jak dobry był. Jaka była przy nim kurewsko szczęśliwa. I pomyśleć, że jeszcze ponad pół roku temu tak bardzo wzbraniała się przed tym, żeby otworzyć dla niego swoje serce. Idiotka. A pozwolenie sobie na to, to była najlepsza decyzja w jej życiu.
Też sobie takie znajdę jak będę starsza! — oznajmiła dumnie Ana Luiza i wypięła pierś do przodu. — Takiego chłopaka, że będzie mnie bardzo kochał i powtarzał mi jaka jestem super fajna.
Na pewno! — zgodziła się z nią, a zaraz zmierzwiła jej ciemne loczki. Już i tak stały rozwalone na wszystkie strony świata. Dziewczynka zaśmiała się głośno, chociaż jeszcze krzyknęła energiczne hej! i też sięgnęła drobną rączką do Pilar, żeby zrobić jej to samo. Theresa zaraz skarciła córkę, ale Stewart tylko się zaśmiała. Potem chwile jeszcze rozmawiały. Okazało się, że kobieta ma trzydzieści cztery lata i jest pisarką. Razem z Ravim poznali się w Rio, jak była tam na podpisywaniu swojej książki. Wpadła na niego w kawiarni, akurat jak pisała dedykację, a on przez przypadek wylał jej kawę i zalał kilka egzemplarzy. Z początku strasznie darli koty, aż nie zgodziła się, żeby jej za to zapłacił. On nie tylko to zrobił, ale wykupił dla niej niewielką księgarnie w mieście i kazał wypełnić ją po brzegi jej książkami. W końcu kto bogatemu zabroni? Pilar słuchała tego wszystkiego z wielkim zaangażowaniem i okazało się nawet, że z Theresy wcale nie jest jakaś poważna pani, bo zaraz też nawijała jej o tym, jak ostatnio po cukierkach dla dorosłych jak to nazwała przy Anie, polecieli do Vegas wziąć ślub. A Pilar za to opowiedziała jej o tym, jak jej przyszły mąż zrobił to samo… ale ze swoim najlepszym przyjacielem. Nawet się przy tym uśmiały i nie zauważyły, kiedy samolot wylądował. Chociaż kiedy kółka dotknęły pasów lotnika w samolocie rozumiały tak wielkie oklaski, jak chyba Stewart nigdy nie doświadczyła. Chyba wszyscy jednak cieszyli się, że dolecieli cali i zdrowi. Ana tez klaskała, tak mocno, że aż jej rączki zbielały, a potem jeszcze kazała zaklaskać Madoxowi, jak do nich przyszedł, zanim one z Theresą ulotniły się do siebie.
Czekaj, ja to zrobie — wyrwała się, gdy Noriega prawie zwalił sobie na głowę walizkę. — Lisiado kaleko, wystawiła język, zaczepiając go i szarpnęła za ich rzeczy, słuchając o lekarzu, który mu pomógł. — Jesteś pewien, że nie musisz tego nosić? Może jednak… — nawet nie dokończyła, widząc jego spojrzenie. No tak prędzej by kurwa świat zapłonął niż Mado Noriega przyznał, że jest niepełnosprawny. Przewróciła oczami i szarpnęła go w stronę wyjścia.
Kurewsko dobrze było wyjść z tego samolotu. Biorąc pod uwagę, że prawie otarli się o śmierć, to wyglądali całkiem nieźle… dobrze maskowali swoje kalectwa. Powietrze było ciepłe i pachniało kwiatami. Pilar pozwoliła mu się przyciągnąć, w jednej ręce ciągnąć walizkę, a drugą od razu wcisnęła mu bezczelnie w tylną kieszeń spodni i zadarła głowę, gdy spytał, co ona o tym wszystkim myślała.
Szczerze? Ja bym w to poszła — wzruszyła ramionami. Oho! Kolejny objaw Noriega fever. Przecież Pilar Stewart zawsze była ta rozważna, ostrożna, a tutaj dobrowolnie chciała władować się komuś na chatę? S z o k. Fluidy nowego nazwiska już na nią przechodziły. — Theresa wydaje się mega spoko. Mówiła nawet, że dom obok Ana ma jakaś koleżankę i to u niej przesiaduje całymi dniami, wiec może ta twoja sesja w tipi z nią tak naprawdę nie potrwa za długo? — zaczepiła go, szczypiąc pośladek przez spodnie. — Wiesz, że ona i Ravi wzięli ślub w vegas po tym, jak się naćpali? — zadarła głowę, łapiąc jego spojrzenie. — Brzmi znajomo? — teraz potrafiła się z tego śmiać, chociaż przecież wszyscy pamiętają, jak wkuriwiona była na niego, kiedy jej o tym powiedział. Dużo się od tego czasu zmieniło, dużo też razem przeszli. Oparła się o barierkę na tarasie widokowym i rozejrzała dookoła.
Piękne widoki, co? — odwróciła się w jego kierunku. Mówiła o oceanie? Czy może o niej na tle tej całej pięknej panoramy? Zajrzała mu w oczy i szarpnęła za jego koszulkę. — Bo moje… nie z tej ziemi — szczególnie ten piękny odcień brązu, jaki teraz mienił mu się w tęczówkach, podświetlony słońcem. Nawet nie czekając na jego dopowiedz, wspięła się na palcach i zawisła tuż nad jego twarzą. — Mi futuro marido… mój przyszły mąż, mruknęła prosto w jego wargi, rozpływając się pod jego dotykiem, a potem musnęła miękkie usta swoimi. Zatopiła się w obłędnym smaku, znowu zapominając o bożym świecie. Przypomniał jej o tym dopiero telefon, który wybrzmiał głośno w tylnej kieszeni.
Kurwa — westchnęła, odsuwając się niechętnie i sięgając po niego. — Theresa — pokazała mu wyświetlacz, a potem odebrała. Jej dłoń jeszcze błądziła pod jego koszulą, zaczepiając rozgrzany brzuch, chociaż usta już rozmawiały z kobietą z samolotu. Madox mógł słyszeć tylko jakieś tak, mhm, aha, okej rzucane w eter i dopiero jak się rozłączyła… — Czekają na nas przy wyjściu C — oznajmiła i poklepała go po klacie. — Vamos! — jeszcze nachyliła się w jego kierunku i szarpnęła za dolną wargę, zęby zostawić mu coś na pamiątkę, a widząc jego zrezygnowaną minę dodała — Im szybciej tam dojedziemy, tym szybciej pójdziemy na plażę, a ja zabrałam ze sobą zajebiście seksowny kostium, więc uwierz mi, chcesz, żebym go szybko założyła — rzuciła tak na zachętę, zaciskając palce na własnej koszulce, specjalnie, bezczelnie na jego oczach i lekko ją podwinęła. A potem wyminęła go i skierowała się do wyjścia o którym mówiła Theresa i gdzie już czekała ona, Ana Luiza oraz Ravi, a za nimi zajebiście ekskluzywny, błyszczący, ciemnozielony rodzinny Hyundai Palisade. No nieźle.

Mi futuro marido…
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Kiedy Madox wrócił do pierwszej klasy, a Ana kazała mu bić brawo, to bez gadania to zrobił, co prawda zrobił to też już wcześniej, bo jednak on też cieszył się, że dolecieli cali, jakoś przebrnęli przez te burze i mogli wysiąść w Rio. Zobaczyć kawałek Brazylii. Ale nie chciał się kłócić z dziewczynką.
Z Pilar też nie, kiedy ściągała ich walizkę, chociaż na to kaleko uszczypnął ją gdzieś w pośladek.
- Zobaczysz do wesela się zagoi - wyszeptał jej do ucha zaczepiając ją, a kiedy Stewart zaczęła o tym temblaku, to spojrzał na nią spod byka - mogę ruszyć, tylko nie mogę podnieść tak wysoko - oczywiście jej prezentował jak nie może, że nad głowę, ale jak może, tak na wysokość jej ramienia i obojczyka, który musnął palcami.
Później też dość sprawnie przyciągnął ja do siebie drugą ręka, kiedy stanęli już na lotnisku, a on od razu pytał co o tym myślała, o ich opcji noclegowej. Na to szczerze?, skinął głową. Bo zawsze chciał szczerze, nawet jakby mu to nie pasowało. Ich relacja chyba też na tym się opierała, że jednak wyrzucali z siebie wszystkie wątpliwości. A potem kurwa z nimi walczyli.
Słuchał Pilar, chociaż na początku trochę się pokrzywił, no bo jednak mieli mieć te dwadzieścia cztery godziny tylko dla siebie. Ale z drugiej strony, to tak nie będą tracić czasu na wynajęcie samochodu, znalezienie jakiegoś miejsca, gdzie mogliby zostawić rzeczy, więc może na jedno wychodziło?
- No dobra - zgodził się w końcu, a zaraz zainteresował tym ślubem w Vegas - serio? To brzmi... jakby ten Ravi mógł być moim świetnym kumplem, może świadkiem? - jeszcze ją do siebie przytulił - chociaż kurwa... trochę żałuję, że nie powiedziałem Willowi, bo zawsze mu mówiłem, że to on będzie - Madox zakładał, że w ten najważniejszy dzień w swoim życiu będzie miał przy sobie nie tylko jedyną miłość, ale też najlepszego kumpla. Ale nie zawsze można mieć wszystko, co się chce. A zresztą to i tak najlepsze było to, że Pilar się zgodziła zostać jego żoną. Teraz, a nie za rok, kiedy im się wszystko poukłada.
Może coś jeszcze by powiedział na ten temat, ale już zagapił się na piękne widoki, ale nie na ocean, tylko bardziej na Stewart na tle oceanu. Aż się uśmiechnął, a kiedy przyciągnęła go do siebie, to mruknął - moje też zajebiste, aż zrobiło mi się gorąco - jeszcze się do niej wyrwał i może nawet skradłby z jej pełnych ust pocałunek, tylko wtedy powiedziała to mój przyszły mąż, a kąciki jego ust uniosły się ku górze, co mogła poczuć na swoich wargach. Tych, które zaraz kradły mu powietrze, w najlepszy możliwy sposób. Przesunął palcami po jej plecach, wdzierając się pod materiał koszulki. I już przysunął się bliżej, pogłębiając pocałunek, ale wtedy zadzwonił jej telefon.
Madox westchnął ciężko, kiedy się od niego odsunęła, spojrzał na nią z wyrzutem, ale zaraz wyrwał się do niej - nie odbieraj... - mruknął i chciał się znowu wpić w jej usta, ale oparła mu palce na wargach, więc tylko szczypnął zębami jej opuszek, a gdy odebrała i przesunęła rękę pod jego koszulkę, na brzuch, drapiąc go paznokciami, to mruczał jej jeszcze do ucha. Jego palce sunęły po jej plecach hacząc o zapięcie od stanika. A kiedy powiedziała, że czekają przy wyjściu C, to znowu trochę się pokrzywił - jak ten wyjazd się zamieni w rodzinną wycieczkę, to się zajebię - jeszcze mruknął jej do ucha, kiedy go pospieszyła. Może nawet jeszcze by trochę pomarudził... bo pewnie był głodny, albo rączka go bolała?
Ale kiedy Stewart szarpnęła za jego dolną wargę zębami pozostawiając na niej to przyjemne pulsujące uczucie, a zaraz nawijała mu o tym seksownym kostiumie, to już mu trochę przeszło - jak seksowny? Będę mógł w ogóle skupić się na tym, żeby zakopać cię w nim w piachu? - zaczepił ją ramieniem, a jego ciemne oczy zsunęły się na dół na jej wyrzeźbiony brzuch, kiedy go odsłoniła. Już chciał rzucić, żeby podciągnęła koszulkę wyżej, ale ona poszła przodem do wyjścia. A Madox za nią, ze spojrzeniem utkwionym w widokach, czyli w pośladkach swojej narzeczonej.
Przywitali się przy samochodzie z Ravim, Madox nawet pochwalił auto, ale w sumie wolałby jakąś sportową furkę. Chociaż do tego Hyundaia wszyscy się pomieszczą. Ana Luiza oczywiście chciała siedzieć koło niego, ale Theresa namówiła ją, żeby usiadła grzecznie w foteliku, a ona obok niej, a Madox i Pilar na samym tyle.
Ravi całą drogę im coś opowiadał, ale biorąc pod uwagę, że rozpuścił radio na cały regulator i pootwierał okna, to oni słyszeli tak może co trzecie słowo?
Coś o tym Wielkim Jezusie, o jego wielkiej miłości, o tym, że Rio jest piękne i szalone. Nawet bardziej od Vegas czasami. Że Brazylijki są dzikie, ale Theresa jest bardziej, a pochodziła z Hiszpanii. Ana Luiza wtrąciła, że ona też jest dzikusek, i wszyscy musieli się z nią zgodzić, bo gdyby nie była zapięta w foteliku, to chyba skakała by po całym samochodzie, tyle miała energii.
Miała też niesamowitą siłę przebicia, bo kiedy wyjechali z lotniska, to zarządziła, że muszą jechać na śniadanko, bo ona jest głodna. Niby Theresa próbowała ją namówić, że zjedzą w domu, jej ulubione mango, ale Ravi zaraz zgadzał się z dziewczynką i mówił, że mogą zjeść mango też w ich lubionej knajpce w mieście.
Madox i Pilar w ogóle nie mieli nic do gadania, bo zanim się obejrzeli, to już siedzieli sobie pod parasolami w jakiejś restauracji na klifie, skąd mieli... no zajebisty widok na miasto i nawet na Jezusa. Z jednej strony dobrze, bo znając ich, to by od razu poszli na plażę, zabalowali, dali się ponieść i nic nie zobaczyli, a tak... przynajmniej jedna atrakcja Rio odhaczona Wielki Jezus, na którego Madox teraz patrzył zadzierając głowę do góry, opierając się o jakąś barierkę - robi wrażenie... - rzucił, kiedy Pilar do niego podeszła - ale podejrzewam, że większe zrobiłby ten kostium - znowu ją zaczepiał, sięgając palcami do jej talii, przyciągając ją do siebie. Oparł głowę na jej ramieniu, wtulając się w nią, ale zaraz leciała do nich Ana Luiza, a po chwili ciągnęła ich za ręce do stolika.
- Chodźcie, to najlepsze mango na świecie! - brazylijskie śniadania były lekkie, dużo egzotycznych owoców, lokalne serowe bułeczki, wędlina, sery i brazylijska lemoniada na bazie mleka skondensowanego i limonek. Ana złapała kawałek mango pakując go sobie do buzi, a Madox zrobił to samo. I zanim reszta w ogóle się zorientowała, to oni wyjedli prawie całe, we dwoje.
- Wiesz, że Pilar z Madoxem przyjechali się tu pobrać, z Kanady - zagaiła swojego męża Theresa.
Ravi popatrzył po nich, ale się uśmiechnął.
- Gdzie chcecie to zrobić? A czemu akurat Rio? W Vegas... - zaczął, ale Madox się wtrącił.
- Już brałem ślub w Vegas, a my lubimy takie gorące klimaty, ale nie wiem gdzie... - wzruszył ramionami, i zanim on zdążył coś dodać, to już odezwała się Ana Luiza.
- Na Diabelskim klifie może? Bo wiesz, że oni się nie boją Diabła, a Madox jest treserem lwów - dziewczynka już wspinała się na krzesło sięgając swojego drugiego taty, a Ravi przytrzymał ją ramieniem, żeby nie spadła - naprawdę? É empolgante que eles sejam tão corajosos - odezwał się do małej po portugalsku, a ona pokiwała energicznie główką i zaśmiała się wesoło. Madox coś tam zrozumiał, ale tak nie wszystko, chociaż Theresa i Ravi mówili też po hiszpańsku, Ana zresztą też wyłapywała niektóre słowa.
- Powiedział, że to ekscytujące, że jesteście tacy odważni - wyjaśniła im Theresa. No nie, zupełnie inaczej niż po hiszpańsku. Es emocionante que sean tan valientes.

¿Qué tan sexy es este disfraz? 🌺🌴👙🍍🦩🌊
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było nawet o p c j i, że ich wyjazd przerodzi się w rodzinny wypad.
Już ona miała zamiar o to zadbać.
Mieli w Rio niecałe dwadzieścia cztery godziny do lotu powrotnego i z pewnością nie będą ich spędzać na niańczeniu cudzego dziecka. Theresa zresztą też miała tego pełną świadomość, bo nawet już w aucie wymieniała im wszystkie miejsca, które powinni odwiedzić, jakieś atrakcje i zajebiste bary. Ravi nawet wspomniał o jakimś tajnym klubie, do którego wchodzi się tylko z zaproszeniem, które on oczywiście miał, które nazywało się dolina rozpusty i że koniecznie powinni się tam udać w ramach kawalerskiego i panieńskiego na ostatnie chwile wolności. Pilar do końca nie rozumiała co to znaczy, ale użył przy tym wszystkim takich słów jak gorące, seksowne i chyba orgia, ale Stewart mogła się przesłyszeć. Chociaż patrząc na minę Madoxa on chyba usłyszał dokładnie to samo, bo popatrzyli się po siebie z wysoko uniesionymi brwiami. Może faktycznie będą mogli się tam wybrać? A może jednak powinni się trzymać od tego miejsca z daleka? Z pewnością czas pokaże.
Na ten moment los zesłał im dach nad głową i jeszcze śniadanie po drodze, bo Ana oczywiście nie potrafiła usiedzieć na czterech literach i poczekać, aż będzie w domu. Tak zagadała swojego ojczyma, że oczywiście skręcił w odpowiedni zjazd i po chwili już parkowali przy knajpie, z której nie tylko widok był obłędny, ale tez można było stąd zobaczyć tego wielkiego, charakterystycznego Jezuska. Pilar skinęła na uwagę Noriegi o tym, że robił wrażenie, a kiedy wspomniał o kostiumie kąpielowym, to prychnęła głośno.
Jak będziesz grzeczny, to niedługo zobaczysz — rzuciła równie zaczepienie, łapiąc jego spojrzenie. Chociaż kogo ona chciała oszukać? Madox grzeczny? Chyba tylko kurwa jak spał. Albo nawet i wtedy nie, bo ten człowiek potrafił rozwalić się na całym łóżku i skopać całą pościel w nogi i z łózka, nie wspominając o jego nawijaniu przez sen. Miała coś nawet dodać do tej całej rozmowie o kostiumie, ale wtedy Ana po nich przybiegła i zaciągała do stolika.
Pilar nawet nie zdawała sobie sprawy, jaka była głodna. Dopiero kiedy zobaczyła to całe kolorowe jedzenie, masę owoców i rogalików na wielkiej desce, którą zamówił Ravi, poczuła jak zaburczało jej w brzuchu. Usłyszała to również Ana Luiza, bo zaraz zaczęła się głośno śmiać, że diabła to Pilar chyba miała w brzuchu. Oby nie, biorąc pod uwagę te magiczne zapłodnienia w Toronto.
Złapała ostatni kawałek mango nim Madox zdążył po nie sięgnąć i władowała sobie prosto do ust, nawet nie dając mu szansy, żeby jej go zakosić. Już wystarczyło że razem z Aną wyjedli wszystko sami. Chociaż całe śniadanie było pyszne.
A to na klifie można wziąć ślub? — zainteresowała się, bo w sumie Pilar myślała, że będą musieli iść do jakiegoś kościoła, przy okazji się wyspowiadać, może przejść na kolanach dookoła wielkiego Jezusa… albo po prostu pójść do urzędu, żeby takowy faktycznie legalnie wziąć, a tu mowa nagle o klifie?
To jest Rio de Janeiro, meu querido — Ravi spojrzał na nią, a potem na Madoxa. — Tu można wszystko — wyjaśnił, łapiąc jakiś kawałek owoca i władował go sobie do ust, przy okazji sięgając po ściereczkę, żeby wytrzeć palce. — A jak ma się znajomości, to można to wszystko zrobić nawet legalnie. Mam takiego ziomka… — tym razem przystawił ją do twarzy i wytarł usta. — Gael. Niby z zawodu jest mechanikiem, ale ma też pozwolenie na udzielanie ślubów. Kiedyś był księdzem… nie pytajcie. W każdym razie ma papiery, wiec wiecie, jeden telefon i możemy nawet udzielić wam tego ślubu pod samym słodkim Jezuskiem — zakładał w dłonie, a Ana od razu mu zawtórowała. Pilar natomiast skinęła głową i puścił spojrzenie Noriedze, bo w sumie… brzmiało to z pewnością lepiej niż siedzenie w kościele. Przecież oni nawet nie byli wierzący, nie wspominając już o tym, jak diabelsko potrafili się zachowywać. — Zadzwonię do niego jak wrócimy do domu i dowiem się, czy ma wolny wieczór — rzucił w końcu serwetką na tackę i tym razem zabrał się za kończenie lemoniady ze świeżymi owocami. Pilar też sięgnęła po swoją, chociaż jeszcze wyjadła wszystkie czekoladowo-orzechowe kulki, jakie dostali na deser.
Byłoby super — odpowiedziała w końcu i spojrzała na Madoxa. Niby tego nie przegadali, ale przecież mieli brać to, co im nawinie los, tak? A to był ewidentny znak od wszechświata. Ana już kręciła się na krześle, ewidentnie znudzona, więc Theresa pozwoliła jej iść na ogródek dla dzieci, a sama potem spojrzała po Noriedze i Pilar.
A co ze świadkami? — zainteresowała się, przyglądając im się uważnie, na co Stewart jedynie wzruszyła ramionami.
W sumie nie zastanawialiśmy się nad tym… — nie zdążyła nawet dokończyć, bo Ravi już z hukiem odstawiał swój kubek i chciał coś powiedzieć, ale zrobił to za szybko i zaczął się krztusić. Theresa od razu do niego doskoczyła i zaczęła napierdalać go po plecach, aż nosem mu się ulało.
Ja pierdole, prawie się udusiłem — pokręcił głową, jeszcze trochę kaszląc. — Co ja bym bez ciebie zrobił, meu amor — uśmiechnąć się do swojej żony i złożył na jej ustach przelotny pocałunek. — A co ja to… ah tak! Słuchajcie — nachylił się bliżej nad stołem i jeszcze sprawdził, czy Ana była daleko. — Nie będziemy się wam narzucać, ale… ALE gdybyście chcieli, to mam na chacie całką pokaźną kolejkę zielska i innych rzeczy — spojrzał wymownie na Madoxa. — Możemy się zabawić, wyskoczyć razem na miasto, wiecie… zrobić wam taki wieczorek kawsalersko-paniejski, może jakaś rundka po barach no i oczywiście, jakbyście do tego czasu nie znaleźli światków to wiecie… jak coś to jesteśmy! — puścił w ich stronę oczko, a przy okazji posłał swojej kobiecie wymowny uśmiech. Ravi wydawał się na pewndę spoko, wyluzowanym człowiekiem, który może i miał swoje oddały, ale może… to akurat by im pasowało? Z pewnością musieli jeszcze to przegadać.
Już i tak jesteśmy jak rodzina, po tym, jak uratowałaś mi życie — zaśmiała się Theresa, a Pilar znowu machnęła ręką. W międzyczasie przybiegła Ana i już szarpała Madoxa za koszulkę, żeby pokazać mu zjeżdżalnie i namówić go, żeby sobie zjechał, ale Ravi stwierdził, że trzeba już jechać, bo zaraz będą korki, a goście na pewno chcieli trochę odpocząć. Ta, jasne, oni i odpoczynek.

meu amor
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox trochę zainteresował się tą doliną rozpusty, i nawet gdzieś po drodze spisał sobie adres i dowiedział się na kogo się powoływać, coś tam mruknął, że to w ramach sprawdzenia konkurencji, no bo sam przecież prowadził klub, a nie żadnej orgii.
Ale kiedy on ostatnio był na jakiejś orgii?
No... kiedyś tam pewnie był z Williamem. Wieki temu. Może jak miał jeszcze długie włosy?
Madox był... niegrzeczny, i teraz kiedy Stewart powiedziała mu to, że jak będzie grzeczny, to niedługo zobaczy jej kostium, to aż odchylił głowę do tyłu - to kurwa nigdy... Ale może po prostu go nie zakładaj? I od razu będziemy niegrzeczni? - puścił do niej oczko, i chciał ją jeszcze zaczepić, palce ułożył na jej pośladku, tylko, że zaraz przeszkodziła im Ana, a Madox przewrócił oczami.
Ale zaraz już pocieszył się trochę pyszniutkim mango, które zniknęło z deski bardzo szybko. Jeszcze spojrzał za tym kawałkiem, po który sięgnęła Pilar i zawiesił spojrzenie na jej pełnych ustach, więc dopiero po chwili dotarła do niego, że mówili o ślubie na klifie.
- Brzmi w sumie zajebiście - wtrącił, Madox też trochę się dowiedział zanim tu przyjechali, na przykład, że turystom nie jest tak łatwo wziąć w Brazylii ślub, ale on też miał takiego kolegę Brazylijczyka, który miał tutaj rodzinę, też był przygotowany na różne ewentualności, ale chyba Ravi był nawet lepiej. No i dobrze, nie będą musieli tracić czasu na łażenie po urzędach, czy tym podobne.
To może los się rzeczywiście do nich uśmiechnął? I sugerował im, żeby w to weszli, i po prostu poszli się zabawić, skoro wszystko im się tak ładnie układało - i to by był kościelny i urzędowy w jednym? - dopytał się Madox, bo oni nie byli wierzący, ale... no jednak Noriega jakby powiedział w Kolumbii, że wziął ślub, którego nie przysiągł przed Bogiem, to mogliby go znowu wydziedziczyć, a po co mu to? Ledwo wrócił w łaski swojej medellińskiej rodziny - no to dzwoń stary, bo jak nam to podbiją i w urzędzie i u Bozi jednocześnie, to już kolejne godziny zaoszczędzone - no tak, i kolejne godziny, które można poświęcić na inne rzeczy. I Madox może nawet by już do nich przeszedł, ale Theresa zapytała o świadków. Ten Madoxa siedział w Toronto, więc no też musiał się zadowolić tym, co przyniesie im los, nawet się pochylił nad stolikiem i miał pytać, że może oni by się zgodzili?
Tylko Pilar wtedy odpowiedziała, że się nad tym nie zastanawiali, no w sumie to nie. Ale oni dzisiaj to po prostu szli przed siebie nie biorąc jeńców. Do przodu, brać, to co im się trafiało po drodze.
A zaraz im się trafiło to, że Ravi by się prawie udusił, jak zaczął się krztusić, a Theresa napierdalała go po plecach, to Noriega aż oparł rękę na kolanie Pilar. Zacisnął mocniej palce, a jak Ravi zaczął im opowiadać, co on ma na chacie, to przesunął nimi wyżej po jej udzie.
- Nie wiem stary, już wczoraj się naćpałem i miałem w samolocie taki kurewski zjazd - przysunął się do Pilar i oparł jej głowę na ramieniu - ale to były w sumie speedy, a może jakieś inne rzeczy... - odwrócił się, żeby spojrzeć w oczy Pilar, właściwie to oni też dobrze się bawili ostatnio po pigułach, zioło też im zawsze podchodziło. Dobrze brzmiała ta opcja z kawalersko-panieńskim na ostatnią chwilę, z tym żeby zabawić się przed ślubem. No i świadków by też mieli pod ręką.
Madox sięgnął do dłoni Pilar splatając jej palce ze swoimi.
Powinni to przedyskutować. Może się zastanowić?
- Dobra, zróbmy to, jesteśmy w Rio, i mamy tylko dwadzieścia cztery godziny, wykorzystajmy to - spojrzał na swoją narzeczoną i już się nakręcał, jeszcze coś chciał dodać, ale Ana już mu się wieszała na szyi i namawiała go na zjeżdżalnię - a pokaż... - trzy minuty stali i dyskutowali o tym czy załamie tą zjeżdżalnie, czy nie. Madox uważał, że tak, bo to był taki plastikowy domek, Ana twierdziła, że na pewno nie i nawet mu pokazała jak na nim skacze. W międzyczasie Ravi poszedł zapłacić rachunek, chociaż Pilar pewnie powiedziała, że oni to zrobią, ale on stwierdził, że nie ma dyskusji i to oni są ich gośćmi.
W tym czasie Theresa przysunęła się do Pilar.
- Nawet ci pożyczę coś niebieskiego, czy już coś masz? - zapytała - coś starego, nowego, pożyczonego i niebieskiego. Ja to wszystko miałam na ślubie z Ravim, pożyczyłam niebieskie boa od tancerki, kupiłam nowe buty, bo szpilki mnie obtarły i brałam ślub w starej sukience, i myślę, że teraz to jest właśnie ten face - obejrzała się na swojego męża, który dyskutował żywo z kelnerką przy barze.
A Madox w tym czasie tak samo żywo, ale z Aną Luizą, kręcił głową stojąc nad plastikowym domkiem z rękami skrzyżowanymi na piersi.
W końcu Ravi oznajmił, że się zbierają i Madox odetchnął z ulgą, a zaraz znowu kleił się do Pilar, kiedy szli do samochodu - ta mała jest tak uparta, że kiedyś jakiś facet będzie miał z nią przejebane - mruknął jej do ucha. Tak jakby... jego narzeczona nie była.
Znowu usiedli z tyłu, a Ravi znowu puścił muzykę na cały regulator, ale po kilkunastu minutach parkował już swój samochód na podjeździe... wielkiej willi, otoczonej przez palmy i wysokie juki. A obok... Czerwone Ferrari, i kiedy wysiedli, to Madox aż zagwizdał pochylając się nad samochodem. Nawet stanęli chwilę z Ravim dyskutując o nim, a Madox oczywiście pochwalił się Jaguarem, który sprowadzał na specjalne zamówienie dla Pilar.
W tym czasie Theresa pociągnęła Stewart do środka, do domu, który był ogromny i piękny. Dużo otwartych przestrzeni, roślin, ale też sporo rzeczy, które wskazywały na to, że tu naprawdę żyli ludzie, jak na przykład zabawki Any Luizy porozwalane na dywanie w salonie. Dziewczynka jednak kręciła się przy Ravim i Madoxie, i kiedy oni też skierowali się do domu, to ona oczywiście wyrosła przed Noriegą z szerokim uśmiechem. Zakochała się w nim czy co?
Albo może po prostu on wydawał jej się wspaniałym towarzyszem do dalszej zabawy...
Tylko Madox to chciał trochę zmienić towarzystwo, ale on przecież nie umiał jej odmówić, i tylko się obejrzał na Pilar, kiedy Ana ciągnęła go za rękę w stronę schodów.

algo viejo, algo nuevo, algo prestado y algo azul ˖°𓇼🌊🐚🫧
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dragi Raviego wcale nie brzmiały jej zachęcająco.
Szczególnie, że jeszcze kilka godzin temu to Pilar musiała zajmować się Noriegą na zjeździe i wcale nie należało to do najłatwiejszych zabaw. Zdecydowanie wolałaby z nim zupełnie inaczej spędzić czas, więc czy to był taki dobry pomysł, żeby zaćpać się przed ślubem? Może ewentualnie już po… Ale to już temat na później. Szczególnie, że Madox nawet nie dokończył rozmowy, tylko poszedł za Anią Luizą na ogródek dla dzieci, dyskutować na temat tego, jak stabilna była plastikowa zjeżdżalnia. Jak na oko Pilar kurwa wcale, ale przecież nie będzie się teraz do niego przyznawać, szczególnie, że przez moment wyglądał, jakby on faktycznie chciał wskoczyć na to ustrojstwo. Poza tym, Theresa już się do niej przysuwała i nawijała o tym, że na ślub to trzeba było mieć jakieś dziwne rzeczy ze sobą.
Niebieskiego? — spytała Stewart, trochę się krzywiąc. Bo to nie tak, że ona nie lubiła koloru niebieskiego, ale jednak jej odpowiednikiem był zdecydowanie czerwony. Jej i Madoxa, a niebieskie pasował bardziej… do Galena Wyatta i jego błękitnych jak bezchmurne niebo oczu. Oni bardziej przypominali piekło i czysty ogień. Tylko zaraz się okazało, że trzeba było coś takiego mieć, żeby żyło się długi i szczęśliwie. I jeszcze pożyczonego i starego i nowego i… kurwa ile tego?
Sukienkę mam nową, kupiłam wczoraj, liczy się? — spytała nagle zaangażowana w rozmowę i nawet złapała za telefon, żeby pokazać Theresie co zakupiła. Kobieta tylko zagwizdała i spojrzała na Noriegę przy zjeżdżalni. — Tylko jest czerwona, więc coś niebieskiego to raczej średnio…
Niezły szczęściarz — cmoknęła zadowolona. — Ale kolorem się nie przejmuj. To nie musi być duża rzecz. Mam w domu piękną, złotą bransoletkę z niebieskim diamentem. Wystarczy i od razu odhaczymy też coś pożyczonego! — wypięła dumnie pierś i poprawiła włosy. Taka z siebie była dumna i swojego planu, że Stewart nawet się uśmiechnęła. — A coś starego masz?
Nie wiem, majtki mogą być? — Stewart wzruszyła ramionami, zastanawiając jak stara musiała być ta rzecz. Miesiąc wystarczy? Dwa?
Mogą! — Theresa natomiast odebrała to jako żart i aż złapała się za brzuch, tak się uśmiała. Chuj, że Pilar mówiła zupełnie poważnie. Taki mały szczegół. Ravi pojawił się lata moment za plecami swojej ukochanej i oczywiście, że już pytał, z czego się tak śmiały, ale Theresa powiedziała mu, że to tylko takie babskie sprawy i puściła Stewart oczko. Zgarnęli dwójkę dzieci do samochodu z ogródka i na nowo wszyscy załadowali się na swoje miejsca.
Przecież ty lubisz uparte — mruknęła mu prosto do ucha, przy okazji muskając płatek językiem. Może nie powinna go tak zaczepiać w samochodzie, kiedy dziecko siedziała zaraz przed nimi, ale co ona mogła na to poradzić, że nie mogła się powstrzymać? — W samolocie powiedziała mi, że też chciałaby kiedyś takiego wspaniałego faceta jak ty. Może trafi się jej podobny diabeł — chociaż o to było ciężko, bo przecież Madox był jedyny w swoim rodzaju. Nie do podrobienia, ale kto wie? Rio de Janeiro w końcu miało w sobie wiele dzikości, a poza tym Ana Luiza nie wyglądała na dziewczynkę, która zadowoliłaby się byle kim. Od razu na pierwszy rzut oka było widać, że miała swoje wymagania i lubiła, jak rzeczy były po jej.
Willa do której dojechali była… wielka. Ana wcale nie kłamała, kiedy mówiła, że Ravi był prawdziwym miśnesmanem i sprzedawał domy. Musiało mu się naprawdę dobrze wieść. Szczególnie że od razu, kiedy zaparkowali, to z domu wyskoczył jakiś facet w koszuli zapiętej pod szyję ale na krótkim rękawku i otworzył bagażnik. Ravi poinstruował go, że Pilar i Madox byli nowymi gośćmi i zostaną do jutra oraz żeby zanieść ich rzeczy do pokoju górze. Mężczyzna skinął głową, odpowiedział coś po brazylijsku i od razu zabrał się do roboty, podczas gdy Madox już doskoczył do czerwonego Ferrari… i Pilar też chciała. Oczy całe jej się zaświeciły, a na końcu języka miała błaganie, żeby Ravi dał się jej przejechać, tylko Theresa już ciągnęła ją do środka.
Niech faceci pogadają sobie o samochodach! — machnęła na nich ręką, a Pilar posłała Noriedze jakieś tęskne spojrzenie. — Pokaże ci dom! — Theresa za to wydawała się zajebiście podekscytowana. W przeciwieństwie do Stewart, która miała gdzieś dom, mogła spać nawet na podłodze, ale czerwone Ferrari… eh. Przeszła jednak za kobietą bez większego sprzeciwu i z zachwytem obejrzała większość pomieszczeń. Dom był ogromny. Miał wysokie sklepienia a w środku był urządzony bardzo nowocześnie. Wielkie okna sprawiały, że w środku było maksymalnie jasno. Kuchnia była ogromna, jadalnia jeszcze większa, a na tyłach oczywiście był basen i jacuzzi z widokiem na całe Rio. Faktycznie robiło rażenie. Pokazała ten, w którym miejscu Pilar i Noriega mieli mieć pokój, ale nie weszła tam. Zamiast tego poczekały aż mężczyźni wrócą z dworu, a za ten czas…
Pijesz coś? — spytała cała w skowronkach i zaciągnęła Stewart do barku w kuchni. — Robie świetny Aperol, z butów cię wyrzuci — naobiecywała i chociaż Pilar o wiele bardziej lubiła Tequile nie miała zamiaru narzekać. Czekała grzecznie aż Theresa zrobi odpowiednie proporcje, przy okazji opowiadając jej o tym, co oboje robili w Toronto i jak się poznali. Oczywiście dając tą samą wersję, którą dostała rodzina Noriegi w Kolumbii, czyli podczas tańca. Nie było sensu chwalić się tym, ze Madox miał połączenia z półświatkiem. — Trzymaj!! Zdrówko — podała jej w słońcu szkło i to… był chyba największy kieliszek na wino jaki Pilar widziała w swoim życiu.
Ile to ma, pół litra?! — pytała, śmiejąc się i kręcąc oczami.
Siedemset pięćdziesiąt, a co? — Theresa wzruszyła ramionami, zadowolona, a Stewart prawie się zadławiła. Kurwa, dobrze, że miała mocną głowę, bo zaraz by skończyła pod stołem. — Przecież nie będę na trzy razy robić, nie?! — dodała im tam jeszcze lodu i nawet po słomeczce, akurat kiedy Noriega z Ravim i Aną wrócili i stanęli przy schodach, chociaż mała zaraz została przegoniona, żeby sprawdzić, czy Gabi, jej koleżanka jest u siebie.
Meu amor! Już nam rozpijasz gości? — pokręcił głową i podszedł do swojej ukochanej, żeby cmoknąć ją gdzieś w ramię.
Ślub dzisiaj bierze! Ma prawo się nawalić — proszę bardzo, jaka Theresa jednak była rozhulana bez dziecka w okolicy. — Taki dzień w życiu ma się tylko raz — stuknęła kieliszkiem o szkło Pilar i upiła trochę. — No chyba, że jest się rozwiedzionym jak ja, to może dwa — Ravi się zaśmiał, a Stewart jedynie spojrzała na Noriegę i wzruszyła ramionami, a potem złapała kilka łyków z tego wielkiego kielicha, który był prawie tak duży jak jej głowa.
A ty, Madox? Co się napijesz? — Ravi poklepał go po plecach. — Mam whisky, brandy, koniak, starzony rum… — wymieniał bez końca, kierując się barku, przy którym Theresa zdążyła już zrobić bałagan. Tylko on otworzył wielką szafę przy ścianie, a tam im oczom ukazała się tak spora kolekcja alkoholi, że miał ich może nawet więcej niż w Emtpiness. No nieźle.

Hoy se casa, puede que se emborrache
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”