27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you make my blood buzz
you linger bitter on my tongue


''To prawda, było dużo krwi.''

Ugh, czemu musiał być taki straightforward? I dlaczego zachowywał się, jakby podobne widoki były dla niego chlebem powszednim? Z jednej strony podziwiała to jego opanowanie, a z drugiej trochę ją przerażało. Nie mogła jednak zbyt długo się nad tym zastanawiać, bo właśnie walczyła z odruchem wymiotnym, finalnie kończąc w objęciach miejskiego śmietnika. Ohydztwo, ogólnie. Będzie musiała wziąć dłuuugi prysznic i umyć zęby przynajmniej dwa razy, ale its just details, co nie? Cieszyła się tylko, że Aiden do niej nie podszedł, chociaż mogłaby przysiąc, że przez cały czas czuła na sobie jego wzrok.

Kiedy już doprowadziła się do porządku i stanęła obok niego oraz policjanta, przysłuchiwała się ich rozmowie z coraz większym niedowierzaniem. Serio? Rozmawiali tak spokojnie, jakby omawiali pogodę, a nie to, że ktoś zamordował biedną kobietę i podrzucił ją w to miejsce! Boże, zaraz tutaj zwariuje, jeżeli natychmiast stąd nie pójdą. Czuła się już kompletnie overwhelmed, więc zerknęła na Aidena zaszklonymi oczami. Jeszcze te hormony. Naprawdę musiały teraz urządzać sobie z niej jakieś pieprzone igrzyska? Kiwała głową, słuchając tego, co do niej mówił, i mocniej zacisnęła palce na jego dłoni. - Nie rozkminiać, got it - mruknęła.Dopiero kiedy zaczęli powoli oddalać się z serdelkiem, poczuła, że może trochę swobodniej odetchnąć. Spojrzała na Aidena, a kąciki jej ust wreszcie drgnęły. - Czyli będę cię miała na co dzień? BOOHOOO - przewróciła oczami, udając, że ta perspektywa była kolejnym nieszczęściem, które ją dzisiaj spotkało. No ale długo nie wytrzymała. Chwilę później znowu zerknęła na niego, tym razem z uśmiechem, który zdradził ją całkowicie. Bo tak naprawdę? Była over the freaking moon.

3rd November

Jezu, jak ten czas zapierdzielał, co nie? Minął już miesiąc, odkąd Aiden był śmiertelnie chory, a dosłownie tego samego dnia zobaczyli kobietę leżącą w zgliszczach. Martwą. Holloway miała wrażenie, że dzień w dzień coś odwalało się w ich życiu, nawet nie biorąc pod uwagę tego, że przez cały październik trwał blackout i żyli jak rodzina ze średniowiecza. Milo najwyraźniej też miał już ich obojga po dziurki w nosie. Z każdym kolejnym dniem stresowała się coraz bardziej, zwłaszcza że dopiero wczoraj Aiden po raz pierwszy od dawna poszedł do pracy na cały dzień. Kancelaria stopniowo zaczynała opanowywać sytuację i wracać do papierkowej roboty, ale wcześniej nie znikał na dłużej niż kilka godzin.

Brzuszek rósł jej coraz bardziej, a myśl, że jutro wypadały jego urodziny, po których niedługo miał wyjechać służbowo z tamtą kobietą, Victorią… no dobijała ją. Starała się zachowywać normalnie i nie pokazywać, że była zazdrosna, bo nie chciała dodatkowo go stresować. Wiedziała przecież, że zrobiłby dla niej wszystko. Wystarczyłoby jedno słowo, a już kombinowałby, jak sprawić, żeby przestała się martwić, ale nie o to chodziło. Chciała, żeby wiedział, że mu ufa. Bo ufała, dobra? Tylko z zaufaniem do Victorii było już trochę gorzej. Próbowała więc przekonać i jego, i samą siebie, że ten wyjazd naprawdę nie robił jej różnicy, chociaż wizja zostania samej jak palec, kiedy tak bardzo przywykła do życia u jego boku, delikatnie ją przytłaczała. No, może trochę bardziej niż delikatnie. Większość dnia spędziła na szkicowaniu małych scen w książce, którą przygotowywała dla niego na urodziny. Chciała uwiecznić w niej wszystkie ich wspólne highlights, te większe i te zupełnie drobne, które z jakiegoś powodu zapadły jej w pamięć. Połowę stron planowała zostawić pustą, żeby co roku dorysowywać kolejne wspomnienia z ich związku. Miała nadzieję, że mu się spodoba. Jezu, oby, bo zdążyła już włożyć w to tyle swojego serduszka, że chyba nie przeżyłaby, gdyby tylko przekartkował całość i odłożył ją na półkę. Poprawiła jeszcze kawałek przezroczystej taśmy, którą przymocowała zasuszony fragment kwiatka z ich pierwszej randki.

Czuła się jak nastolatka. Była w nim kompletnie zakochana i momentami serio zastanawiała się, czy przypadkiem nie postradała zmysłów, skoro samo wspominanie ich wspólnych chwil wystarczało, żeby siedziała nad kartką z głupkowatym uśmiechem. Gdy na telefonie wyświetlił się SMS, że niedługo będzie w domu, natychmiast poderwała się na nogi. Zgarnęła książkę i przybory, po czym ruszyła do sypialni ukryć dowody zbrodni. Kiedy upewniła się, że wszystkie dowody były bezpiecznie schowane, nakarmiła Milo i niemal w tej samej chwili usłyszała brzdęk kluczy, a zaraz po nim otwierające się drzwi. Uśmiechnęła się szeroko na widok Aidena i od razu do niego podeszła. - Jak praca? - zapytała, wspinając się na palce, żeby czule pocałować go w usta. - Fasolka stwierdziła, że to idealna pora na barszcz ukraiński, więęęc… jeżeli jesteś głodny, to chętnie odgrzeję i możemy zjeść razem?- Odebrała od niego teczkę z dokumentami i zaniosła ją do sypialni, odkładając na jego biurko. Ogólnie była w mega dobrym humorze. Jeszcze chwilę temu siedziała sama, zajęta swoimi sprawami, a teraz wystarczyło, że pojawił się w drzwiach, i już szczerzyła się do siebie po drodze do kuchni. Może jednak tęskniła za nim bardziej, niż myślała??? Wstawiła wodę na herbatę, bo na zewnątrz robiło się coraz zimniej i pewnie zdążył zmarznąć. Kiedy czekała, aż się przebierze, zupełnie znikąd przypomniała jej się tamta kobieta z parku. No i oczywiście musiała zapytać. - Aiden, a wiadomo już, co się stało z tamtą kobietą? Ustalili, kim była? - zawołała w stronę sypialni, opierając się biodrem o kuchenny blat. Cholera. Chciała, żeby przyjemnie spędzili resztę dnia. Zjedli coś ciepłego, poprzytulali się, może po prostu pogadali o jego pracy, ale nieee, jej móżdżek jak zawsze musiał spłatać figla i dorzucić temat, którego zdecydowanie nie było dzisiaj w menu. Kobiety, eh?

mój pracuś
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przyzwyczaił się do niepracowania. Co prawda, sama otoczka blackoutu i tego, co działo się w mieście, nie było już takie dobre. Toronto poniosło ogromne straty i było to wręcz przerażające, jak zanik prądu uaktywnił te najbardziej szemrane grupy społeczne. W domu żyli jak średniowieczna para, a na zewnątrz działy się sceny jak z postapokaliptycznego serialu. Ciężko było dostosować się do panującej rzeczywistości, ale w końcu musieli wrócić do swojego standardowego trybu życia. Miasto podnosiło się na równe nogi, a wraz z tym trzeba było przywrócić ład, porządek i sprawiedliwość. Miejsce miało wiele napaści, wiele pobić, włamań i innych aktów przemocy oraz wandalizmu, o który ludzie teraz będą się sądzić. Chyba nie było to dziwne, że prawnicy będą mieć roboty po pachy? Jego karna odsiadka sekretarki miała nagłą przerwę i skończyła się wraz z dzisiejszym przekroczeniem progu biura. Nawet Aiden odważył się zażartować, że nie wie czy pamięta, jak się broni ludzi, ale nieprzychylne spojrzenie jego mentora raczej jasno dało mu do zrozumienia, że na jakiś czas powinien powstrzymać się od chojrakowania.

No więc pracował naprawdę sumiennie. Miał wiele pomniejszy spraw, ale też w przydziale trafiła mu się sprawa o morderstwo, a dokładniej podobno niesłuszne oskarżenie o jego spowodowanie. I naprawdę cieszył się, dobrze było wrócić do życia, ale nie podobało mu się, że przez jego ojca dostał w gratisie ogon. Ogon, który wyglądał jak jawna kopia jego zmarłej narzeczonej, jakby odkopali jej zwłoki i powrócili do życia niczym frankensteina. Przerażało go to podobieństwo i najchętniej odciąłby się od niej, jednak podejrzewał, że jego ojciec mocno namącił, skoro nawet jego mentor doszedł do wniosku, że dobre dla Aidena będzie przeszkolenie osoby młodszej stażem. Dlatego najpierw kazał jej zrobić sobie kawę… a potem dostał zjebe, więc pokazał jej coś z realnej pracy, oddał głupie i mało znaczące sprawy, a na koniec wysłał do wysyłki pism listem, w czasie gdy sam zawinął się na chatę, prosto do swojej dziewczyny. Stojąc w korku niedaleko domu, dał jej znać, że niedługo będzie, bo zazwyczaj tak robił. Zazwyczaj też pisali w ciągu dnia, ale przez ilość obowiązków, był dziś średnim kompanem na pogaduszki. Całe szczęście, że miał całe popołudnie, aby spędzić czas z Vitą, bo dziewięciogodzinny odwyk od dziewczyny był nie do pomyślenia. Podobało mu się spędzanie z nią dużej ilości czasu, ten miesiąc był najlepszym dowodem na to, że nie mieli siebie dosyć nawet po takiej ilości spędzonego wspólnie czasu.

Po przekroczeniu progu mieszkania, pomyślał tylko nareszcie. Uśmiechnął się na widok ciężarnej i odwzajemnił czuły pocałunek. — Jak to w pracy, wracamy do rzeczywistości. Mieszkańcy Toronto nie byli grzeczni podczas tego blackoutu. Jest tyle spraw, teraz każdy nawzajem się oskarża i będą przepychać się w sądzie. A tobie jak minął dzień? Jak się czujecie? — dodał, rozbierając się z płaszcza i zdejmując buty przy wejściu. — Chętnie, padam z głodu — rzucił, bo gdy w końcu wpadł w wir pracy, to nawet przerwa na lunch była krótka i zakończyła się w połowie. Rozluźniając jedną ręką swój krawat, podziękował jej za wzięcie teczki, a sam poszedł do łazienki, przebierając się w dres, który wczoraj tam zostawił. Przez ostatni miesiąc to był jego uniform i siedząc dziś przez cały dzień w koszuli i garniturze, czuł się jak obcy. Poszedł odwiesić rzeczy do góry i gdy schodził na dół, z ust dziewczyny padło pytanie. — Z tamtą kobietą? — zapytał, przechodząc do kuchni i szybko przypomniał sobie o sprawie sprzed miesiąca. — Tak, miała powiązania z mafią. Nie pracowała stricte dla nich, ale była łącznikiem. Kilka dni temu rozmawiałem z tamtym policjantem i mówił, że ciężka sprawa, bo prawdopodobnie grożono jej i nikt nie wiedział, że z kimś współpracuje — odpowiedział, stając za nią, gdy mieszkała zupę w garnku i musnął krótko jej szyję, kładąc dłonie na biodrach i zaraz wsuwając jedną pod jej bluzkę, aby przejechać już po widocznym brzuszku. — Teraz jak prąd całkiem wrócił, to będą musieli wszcząć szybkie śledztwo, aby znaleźć ślady, gdzie jej trop się urywa i gdzie prawdopodobnie straciła życie. Wykluczają, że zabili ją w tym parku — wyjaśnił, zaraz stając nieco bardziej obok niej, aby zerknąć na jej profil. — Dręczy cię dalej ta sprawa? Chcesz o tym pogadać? — zapytał, patrząc na nią z troską. Nie męczył jej po tym zdarzeniu, mając nadzieję, że niekontynuowanie tematu pozwoli jej po prostu zapomnieć, lecz najwidoczniej nie było to takie łatwe, bo umysł Vitki działał na pełnych obrotach.

wifey material
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skrzywiła się lekko, słuchając o tym, co działo się w kancelarii. No tak, podczas gdy oni próbowali nie pozabijać się o ostatni procent baterii i odnaleźć w tej całej średniowiecznej rzeczywistości, reszta miasta najwyraźniej postanowiła urządzić sobie jakieś pieprzone Hunger Games, a teraz ktoś musiał to wszystko ogarnąć. Cieszyła się, że Aiden wracał do pracy, naprawdę. Wiedziała, ile to dla niego znaczyło, nawet jeśli wiązało się z tym, że przez sporą część dnia nie miała go obok. Nie mogła przecież zamknąć go w domu i zażądać, żeby od teraz zawodowo leżał z nią na kanapie.
Chociaż…
fucking hell... brzmialo to tak cudownie?

- Czyli rozumiem, że nie ma szans na przedłużenie twojego urlopu? Nawet gdybym wystawiła ci bardzo przekonujące zwolnienie? - zapytała z niewinną minka, zanim uśmiechnęła się cieplej. - Czujemy się dobrze. Fasolka najwyraźniej odziedziczyła po mnie apetyt, bo większość dnia zastanawiałam się, co mogłabym jeszcze zjeść - przyznała, zerkając na swój brzuch. No co? Ktoś musiał wziąć odpowiedzialność za to ciągłe zaglądanie do lodówki i chwilowo całą winę zamierzała zrzucać na ich fasolkę. - Trochę rysowałam, trochę odpoczywałam. Milo miał mnie gdzieś, więc ogólnie nothing out of the ordinary. - o tym rysowaniu powiedziała tak swobodnie, jak tylko potrafiła, chociaż przez krótką chwilę miała ochotę zerknąć w stronę sypialni i upewnić się, że prezent nie wygramolił się sam ze swojej kryjówki. Jezu, zachowywała się, jakby ukrywała przed nim dowody jakiejś poważnej zbrodni, a nie książkę z rysunkami. Jeszcze zacznie się plątać w zeznaniach i Aiden od razu wyczuje, że coś kombinowała. AHHH BOZE, TEGO JESZCZE JEJ BRAKOWALO. - I tęskniłam - dodała już ciszej, muskając palcami jego dłoń, zanim odebrała od niego teczkę. - Ale tylko troszkę.

W moemncie, gdy poszedł się przebrać, zajęła się odgrzewaniem zupy. Zamieszała ją kilka razy, zmniejszyła ogień i wyciągnęła z szafki dwie miski. Podobało jej się to ich wspólne życie. Nawet takie zupełnie zwyczajne, w którym jedno wracało zmęczone z pracy, a drugie pytało, czy podgrzać mu obiad. Jeszcze niedawno nie podejrzewałaby, że od samego słuchania, jak krząta się po mieszkaniu, może zrobić jej się tak przyjemnie na sercu. A jednak... teraz był w domu i od razu wszystko jakoś lepiej jej się układało. Oczywiście do momentu, w którym postanowiła otworzyć usta i zapytać o zwłoki, no co?! Wyczucie miała kobieta, mkay?! XD - Mhm, tej z parku - potwierdziła, zerkając przez ramię, kiedy wszedł do kuchni. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem do garnka, a na wzmiankę o mafii jej dłoń na moment znieruchomiała. Okej... Nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Właściwie sama nie wiedziała, jakiej oczekiwała, zdecydowanie nie takiej.

Poczuła jego usta na szyi i odruchowo odchyliła lekko głowę, a kiedy wsunął dłoń pod jej bluzkę, wypuściła powoli powietrze. Jezu... to tak cholernie pomagało.. ta jego bliskość, ciepło dłoni na brzuchu... Przez moment skupiła się właśnie na tym. - Czyli ona mogła wiedzieć, że ktoś chce jej coś zrobić? - zapytała ciszej. Zaraz zacisnęła usta, bo właściwie sam przed chwilą jej to powiedział. Grożono jej. Nie potrzebowała dodatkowego wyjaśnienia, a mimo to jakaś część jej mózgu najwyraźniej uparła się, żeby usłyszeć to jeszcze raz. Vita nie znała tej kobiety. Nie wiedziała, jak miała na imię, ile miała lat ani co właściwie doprowadziło ją do współpracy z tymi ludźmi, ale to wcale nie przeszkadzało jej wyobrażać sobie, że ktoś na nią czekał. Może ktoś dzwonił, denerwował się, że nie odbierała, a potem już nigdy nie miał usłyszeć jej głosu? Cholera, naprawdę musiała przestać, bo czuła, jak znowu zaczyna ściskać ją w gardle.

Odłożyła łyżkę i wyłączyła palnik. Kiedy Aiden stanął bardziej obok, zerknęła na niego, przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. - Trochę - przyznała w końcu, wzruszając lekko jednym ramieniem. - Nie myślę o niej cały czas, ale czasami coś robię i nagle mi się przypomina. Tak zupełnie bez powodu. - opuściła na moment wzrok, poprawiając brzeg swojej bluzki. - I chyba liczyłam, że powiesz, że już ktoś siedzi za to co jej zrobił. - Wtedy może łatwiej byłoby jej przestać wracać myślami do tamtego spaceru. Nie chciała pamiętać szczegółów, a jednocześnie miała wrażenie, że im bardziej próbowała je od siebie odsunąć, tym chętniej wracały w najmniej odpowiednich momentach. Odwróciła się do niego przodem i położyła dłonie na jego bokach. - Po prostu to dziwne, wiesz? My wróciliśmy do domu, a ona już nie mogła. - westchnęła ciszej, zanim spojrzała mu prosto w oczy, - gdybyś się dowiedział, że kogoś złapali, to mi powiesz? - Przysunęła się bliżej i wtuliła policzek w jego klatkę piersiową, obejmując go w pasie. Na moment zamknęła oczy. Dopiero teraz, kiedy mogła tak po prostu się do niego przytulić, poczuła, jak bardzo brakowało jej tego przez cały dzień.

Boze... a przecież niedługo miał wyjechać.. - kocham cię - mruknęła w materiał jego bluzy, przesuwając kciukiem po jego boku. - będę strasznie tęsknić jak wyjedziesz. - uniosła głowę zanim musnęła jego usta, by po chwili się odwrócić i zalać miseczki zupą. Ułożyła je na stole, po chwili jeszcze przyniosła łyżki, które położyła obok nich i usiadła czekając, aż do niej dołączy, - daj znać co sądzisz, mam nadzieje, że nie przesoliłam, yikes.

my love
ODPOWIEDZ

Wróć do „#10”