Nie zrobiłabyś tego.
Nie?
Ona sama nie była pewna.
Bo gdyby miała Galena pod ręką wtedy, gdy wyszła całą ta akcja z seks telefonem, to uderzyłaby go bez najmniejszego zawahania. Ba kurwa, ona rzuciłaby się na niego jak jakaś lwica, której nie dało się poskromić. I dobra, może wielkiej krzywdy by mu nie zrobiła, ale to na pewno Madox musiałby ją odciągać. Pilar może i miała stonowany temperament w pracy, ale kiedy chodziło o Noriege… nie panowała nad sobą. A przecież biorąc pod uwagę, że on ją prawie przez to
zostawił, rozszedł się z nią, naprawdę mogło nie być kolorowo. Całe szczęście ten kryzys mieli już za sobą.
Zmarszczyła brwi, gdy zaczął o tym, że gdyby wiedział, że Cherry spała z… i urwał, Pilar zmarszczyła brwi i spojrzała na niego jakoś podejrzanie. Nie miała pojęcia, że Charity go zdradziła. W sumie skąd miała wiedzieć? Przecież to nawet nie był jej problem, a oni nie rozmawiali. Chociaż z drugiej strony, patrząc na to, na co Galen był gotowy zrobić z nią na sali treningowej, chyba sam święty nie był, więc w sumie nie jej oceniać. Szczególnie, że zrobił się tłum i dopiero na parkingu mogli znowu porozmawiać.
Tym razem o samochodach, a to od razu wydało się o wiele lepszym tematem niż ich związkowe niewypały. Szczególnie ten z Cherry, który nawet jej napluł sporo krwi.
Stukot jej szpilek po parkingu odbijał się głuchym echem, kiedy kroczyła za Galenem, gdy analizował samochody. Czy myślała, że zgadnie? Miała takie przeczycia. Może i Galen nie znał jej tak dobrze, jak Madox, ale przecież wiedział, jaka była, co lubiła, w jakim kolorze najbardziej było jej do twarzy. I wcale nie był to błękit podobny do jego oczu, a kompletne przeciwieństwo.
—
Tak, dostałam samochód na zaręczyny — powtórzyła zaraz po nim, łapiąc jego spojrzenie. —
Czemu tak cię to dziwi? Kto jak kto, ale ty akurat też lubisz sprawiać prezenty — więc powinien to doskonale zrozumieć. W końcu Galen sam z siebie podarował jej nie tylko sukienkę ale przecież też obrzydliwie drogą kolię, którą ona później sprzedała i całe pieniądze przeznaczyła na dom dziecka, w którym się wychowywała. Miał pieniędzy jak lodu i pewnie Cherry też bez problemu by taki kupił.
Słuchała uważnie, kiedy wymieniał kolejne rzeczy, jakie powinien mieć
jej samochód. Niektóre były oczywiste, jak to, że był na pewno sportowy i czerwony, jak jej
diabelski temperament, chociaż kiedy wspomniał, że dwuosobowe, zmarszczyła lekko brwi.
—
A czemu dwuosobowe? — dopytała, chociaż szczerze? Gdyby wiedziała, że jego myśli lawirowały wokół tego, że nie wyobrażał sobie jej w roli matki, pewnie wcale nie zadałaby tego pytania. — Mamy trzy psy na chacie — chciała go trochę zbić z tropu, bo przecież pieski też gdzieś muszą się wozić. Poznała mu też wymowne spojrzenie, bo przecież Pilar dogłębnie opowiadała Galenowi w Wendy’s jak bardzo chciałaby kiedyś mieć psa. Powiedziała mu nawet wtedy historie, jak uratowała jednego ze śmietnika i zatrzymała na święta, a potem płakała trzy dni, kiedy musiała go oddać. Teraz miała cała familię pisaków. A Galen za to miał świetne przeczucie, bo zaraz stanął przed Furią, opierając się nonszalancko o karoserię.
—
Tobie nie pasuje — stwierdziła, oczywiście znowu go zaczepiać, chowając pod powagą lekki uśmiech. —
Jest za mało poważny i prezesowski — rzuciła bezczelnie, znowu sięgając dłonią do stanika, tym razem po drugiej stronie dekoltu, skąd wyciągnęła kluczyki. Ah
kobiety. Nigdy nie wiadomo, gdzie pochowają swoje rzeczy. Dobrze, że jeszcze telefonu nie miała ze sobą, bo chyba zostałyby jej już same niezbyt wygodne miejsca na przechowywanie. Wbiła w niego intensywne spojrzenie, gdy zapytał, czy może się przejechać, a potem spuściła je na niego wyciągniętą dłoń. Zastanowiła się. Normalnie nie miałaby nic przeciwko, żeby dać mu prowadzić, wiedziała, że był dobrym kierowcą, ale przecież obiecała Madoxowi, a dalej tego nie zrobił. Nie mogło być tak że jej były-niedoszły siądzie za kółko przed jej faktycznym narzeczonym.
—
No existe tal opción —
nie ma nawet takiej opcji, mruknęła zadowolona, przysuwając się do niego blisko i niespodziewanie, przez co dłoń, którą miał wyciągniętą, musnęła jej ramie. A ten hiszpański, to chyba przez przypadek. Przecież nie dlatego, że zawsze mówił, że lubił, kiedy to robiła. —
Dzisiaj jesteś passanger princess — uśmiechnęła się do niego i zaraz prawie przywarła do niego ciałem, ale to dlatego, że chciała sięgnąć drzwi, które on po części zasłaniał. Oblokowała auto i pchnęła go lekko, żeby się przesunął. —
No już. I pasy zapnij — rzuciła jeszcze łapiąc jego spojrzenie nad dachem. Chcąc nie chcąc przypomniała sobie jak wylądowała na jego kolanach, kiedy nie umiał się zapiać po pijaku. Przetrawiła to jednak jednym, głośniejszym westchnięciem i załadowała się do środka. Wbiła w nawigację archiwum miejskie i wsadziła kluczyk do stacyjki.
—
Jak dużo czasu masz na ten pseudo lunch? — spytała po chwili, powoli wyjeżdżając z parkingu i rozglądając się na boki. —
Bo jak wystarczajaco to pojedziemy dookoła, autostradą — spojrzała na niego wymownie. Oczywiście, że chciała mu pokazać jak piękną prędkość wyciskała
Furia Roja. Kochała to auto całym sercem i była z niego zajebiście dumna, dlatego chciała się nieco pochwalić. Tak jak on zawsze swoimi samochodami.
—
A ty? — zaczęła tajemniczo, dołączając się do ruchu drogowego. —
Masz kogoś? — czy to pytanie kręciło się gdzieś w jej głowie już od momentu, w którym go zobaczyła? Przypomniała sobie o nim? Może. Bo przecież wciąż cała do niego sentyment. I chociaż przez jakiś czas na kilka dni go znienawidziła, to jednak zawsze chciała, żeby był szczęśliwy i życzyła mu jak najlepiej.
Galen L. Wyatt