036.
Thought that I’d feel better
But now I got a bellyache
Dźwięk obcasów odbijał się o pozłacaną posadzkę, kiedy Pilar wkroczyła do wysokiego budynku w samym centrum Financial District. Długo jej tu nie było. Dużo też od tego czasu się zmieniło. Wtedy, kierując się na piętro Northex Industries, trzymała w ręce kubek zimnej kawy, której nie miała czasu wypić przez pół dnia. Tego ranka wypiła ją ciepłą. W swoim mieszkaniu, u boku swojego narzeczonego, którą w dodatku on dla niej zrobił. Można było nazwać to upgradem życiowym.
Były jednak rzeczy, które nigdy się nie zmieniały. A mianowicie: niechęć asystentek Galena do tego, żeby wpuszczać kogokolwiek do jego gabinetu bez wcześniej umówionej wizyty. I Pilar dokładnie jak te kilka dobrych miesięcy temu zastosowała tą samą ściemę, wmawiając cycatej blondynce, że szef będzie bardzo zły, jak się dowie, że musiała czekać. Mogła zacząć od tego, żeby powiedziała mu, że przyszła Pilar, ale przecież nie miała pewności, że Galen chciał ją widzieć. Szczególnie po ich ostatniej rozmowie jaką odbyli. Sama mu przecież powiedziała, że nie chciała go więcej widzieć.
O ironio.
A teraz stała przed jego drzwiami, kompletnie niezaproszona. W czarnej sukience z wycięciem na nogę i czarnymi przecież włosami puszczonymi lekką falą. Bo chociaż nie chciała od niego nic więcej jak informacji, to przecież znała go już wystarczająco długo by wiedzieć, że kobiece uroki również potrafiły działać na to, czy Wyatt był skory do współpracy. A może była to też jedna z tych sytuacji, kiedy dziewczyna chciała pokazać swojemu byłemu co stracił? Może on nie był oficjalnie byłym, ale przecież ich przeszłość… nie można było nazwać zwykłą znajomością. Tak samo jak ich ostatnie spotkanie pół roku temu. To jak trenowali, a potem kłócili się prawie szarpiąc. I kiedy Galen w końcu odwiózł ją pod mieszkanie, a potem znowu pocałował, pozostawiając na ustach swój smak po raz ostatni. Normalnie nie myślała o tym wcale. Zajęta zupełnie innymi ustami, na których punkcie miała obsesje, wcale nie tęskniła za tym co mogli kiedyś mieć. Teraz jednak, stukając trzykrotnie w pozłacane, jasne drzwi krótkie wspomnienie przeszło przez jej głowę. A potem kolejne, kiedy weszła do środka, a jej spojrzenie złapało nieskazitelny błękit tuż za biurkiem. W swoim idealnie okrojonym garniturze i równo zapiętymi guziczkami bialutkiej koszuli.
Cześć.
— Masz chwilę? — piękne przywitanie, bardzo w jej stylu. Zresztą tak samo jak to, jak po prostu weszła do środka nim zdążył jej odpowiedzieć i jakby była u siebie podeszła do biurka i usiadła na jednym z foteli na przeciwko niego. Wciąż były kurewsko wygodne. Nie tak jak te na komendzie. Rozsiadła się wygodnie, zarzucając nogę na nogę, opadając plecami na oparcie, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Potrzebuje twojej pomocy.
Galen L. Wyatt