ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

16
She said no.
He translated it as ‘great.
Dwa dni, tyle wytrzymał tym razem.
A to wszystko właściwie dlatego, że wczoraj jeszcze sprzątali po tej imprezie, jeszcze Maddie mu siedziała na głowie i zrzędziła, że to jest głupi pomysł. Że on w ogóle nie powinien się spotykać z Pilar, bo ona jest psem, a jak wiadomo... Madox psem nie był.
To już dwie osoby, które uważały, że jednak te ich spotkania nie powinny się odbywać. Ale dwa, to wciąż mniej niż sam Madox, który uważał zupełnie inaczej, a na odchodne powiedział tylko do Maddie, żeby skończyła pierdolić i wyłączył telefon. Nie zamierzał od niej odbierać, a potem przez chwilę zastanawiał się czy nie napisać do Pilar, bo mogło jej po prostu nie być, ale Madox miał szczęście. Jakieś to swoje przeczucie, on zawsze wiedział kiedy się pojawić. I dzisiaj też zanim jeszcze skierował swe kroki do jej mieszkania, to pokręcił się trochę po jarmarku świątecznym, żeby zgubić ogon, jakby komuś przyszło do głowy go śledzić. Nawet nie rzucał się w oczy w jakiejś zgniłozielonej kurtce, a kiedy już wciągnął na głowę czarną kominiarkę, to wyglądał jak... bandyta. Chociaż nie był jedyny, bo mróz dzisiaj wyjątkowo szczypał w policzki, więc nawet dobrze się składa, że Madox sobie z tego jarmarku już wyszedł jakby nigdy nic...
Co prawda z choinką pod pachą i jakąś dużą torbą w drugiej ręce. Musiał na moment zdjąć tę kominiarkę, kiedy zamawiał ubera, bo akurat trafił mu się przejazd z kobietą i nie chciał jej straszyć, chociaż dziewczyna i tak patrzyła na niego wielkimi oczami, kiedy pakował jej do auta choinkę, a później sam pakował się obok niej na siedzenie pasażera.
- Chcę zrobić dziewczynie niespodziankę, będzie zaskoczona? - zapytał, i oczywiście wdał się w jakąś gadkę ze swoim kierowcą, bo Madox chyba nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. On po prostu za dużo gadał, i teraz też już zaczął jej opowiadać o tym, że od kiedy przyjechał do Kanady to jeszcze ani razu nie ubierał choinki, że nawet nie ma żadnych ozdób, i nie wie też w sumie czy jego dziewczyna ma.
Tak, kiedy mówił o tej dziewczynie, to oczywiście miał na myśli Pilar, chociaż ona może jeszcze wcale tego nie wiedziała?
Ale dziewczyna prowadząca ubera już wiedziała, a potem nawet zrobiła jakąś smutną minę, gdy usłyszała o tej choince, a gdy już parkowała, to zatrzymała Madoxa i powiedziała, że ma w bagażniku takie pudełko z ozdobami, które miała wyrzucić, bo są stare...
Madox nic nie powiedział, aczkolwiek według niego ozdób na choinkę nie dyskryminowało to, że były stare, a nawet jakby jego ktoś zapytał o zdanie, to te oldskulowe miały jakąś taką duszę w porównaniu do tych nowych plastikowych. Kiedy oni wysiedli za samochodu, to już po chwili grzebali w tym pudełku z ozdobami, które rzeczywiście były stare, ale do tego też jedyne w swoim rodzaju, i Madox nawet znalazł tam meksykański kapelutek, który chyba od czegoś odpadł.
Chciał zapłacić za to tej dziewczynie, ale ona zaśmiała się uroczo, bo chyba w przeciwieństwie do Grincha Noriegi, to ona była jakimś świątecznym elfem. Wywaliła Madoxa z jego tobołami na krawężniku, a potem zniknęła, jak ta dobra wróżka z Kopciuszka, czy coś, a właściwie to zjechała z piskiem opon z krawężnika i wbiła się przed jakieś ładne Lambo, które zatrąbiło na nią energicznie, ale Madox już się wcale tym nie przejmował. Bo teraz miał misję, wejść do tego budynku i jeszcze zabrać się za jednym razem. Ale wyszło mu to całkiem dobrze, choinka pod pachę, torby w jednej ręce i to duże kartonowe pudełko w obu. Ruszył do wejścia i akurat w momencie, w którym stanął przed drzwiami, to dogoniła go jakaś miła staruszka, z którą Madox też zamienił dwa słowa. Zapytała go do kogo przyszedł, ale on odpowiedział jakoś tajemniczo, że do swojej dziewczyny, na co staruszka zacmokała tylko i zapytała, czy ma dla niej coś dobrego. Ale Madox nie miał, bo wcale o tym nie pomyślał, więc od razu powiedział to babci, która wrzuciła mu do tego pudła z ozdobami lukrowane pierniczki, które podobno sama upiekła i rozdawała koleżankom, z którymi grała w bingo, ale jedna nie przyszła i trochę ich jej zostało. Noriega nie chciał, ładnie podziękował, ale babcia była uparta, więc finalnie, to on stanął przed drzwiami Pilar z choinką, torbami, pudełkiem z ozdobami i jeszcze lukrowanymi pierniczkami, które pachniały tak intensywnie, że czuł ten zapach nawet w tej swojej kominiarce, aż mu kiszki marsza zagrały.
Nacisnął na dzwonek i schował się za drzewkiem, żeby nie widziała go przez judasza. Mogła zobaczyć tylko te zielone gałązki, a kiedy otworzyła, bo liczył na to, że jednak otworzy, to dopiero wyjrzał zza tej choinki, chociaż w tej swojej kominiarce mógł wyglądać jak jakiś bandyta. Bandyta o intensywnie brązowych oczach, które od razu spoczęły na jej twarzy.
- Musze do Ciebie przychodzić częściej... - rzucił od razu i zanim zdążyła coś powiedzieć to on już stał przy niej i wkładał jej w ręce ten karton, żeby móc jeszcze rozejrzeć się na boki, a później to już szarpnąć tę swoją kominiarkę i ją zdjąć.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

017.
santa wasn't invited
Pilar Stewart n i e n a w i d z i ł a świąt.
Kropka.
Nie było od niej większego Grincha, serio. Gdyby tylko mogła (i straciła resztki godności), spaliłaby wszystkie kolorowe choinki rozstawione na mieście, rozbiła szklane bombki w drobny mak, rozjebała wystawy w galeriach handlowych i powciskała ludziom jemiołę prosto do gardła. A jak ktoś chciałby jej wciskać kit o magii świąt i rodzinnym stole, to jeszcze złamałaby nos albo dwa.
Ale czy można ją było winić za tak wielką nienawiść do święta, które w pełni skupiało się na rodzinie? Rodzinie, której ona nigdy nie miała. Nawet przez jeden dzień. Nikt nigdy nie ubrał ją elegancko do pięknie zastawionego stołu, nie kazał śpiewać kolęd, nie pokazał jak pisać listy do świętego mikołaja, a tym bardziej nie dał żadnego prezentu, który czekałby z samego rana pod choinką, przybrany w czerwony papier, który mogłaby zdzierać z przesadną ekscytacją.
Dla Pilar za dzieciaka każde święta wyglądały tak samo — spacer na świeżym powietrzu, który trwał pół godziny dłużej niż zazwyczaj, dodatkowa porcja zupy podczas obiadu i suchy piernik zapakowany niezdarnie w sreberko, na którym można było sobie połamać zęby. Czasami w drugi dzień przyjeżdżali rodzice dzieciaków, które były w trakcie procesu adopcji, chociaż do Pilar nie przyjeżdżał nikt. Miała tylko siebie i postrzępioną wersje Małego Księcia, którą znała już na pamięć i czytała do porzygu.
I nawet teraz — kiedy była już starsza — miała alergie na Boże Narodzenie. Minimalizowała wyjścia do centrów handlowych i wszelkich sklepów ile się dało, chodziła do pracy okrężną drogą, byle nie przechodzić blisku jarmarku i nawet na moment nie włączała telewizji, żeby przypadkiem nie natrafić na kolejny świąteczny gniot o tym jednym typie co wysypał babie pomarańcze z pudła, a kiedy razem je zbierali, wystarczyło tylko jedno spojrzenie, by się w sobie zakochali, poszli pić grzane wino i chuj, wielka miłość przy Michaelu Bublé w tle.
Zamiast tego siedziała pod kocem w samych dresach, oglądając kolejny odcinek Morderstw po sąsiedzku, komentując pod nosem kolejne postępy w śledztwie i kurwując tych wszystkich nieudaczników, którzy nie potrafili wcześniej połączyć kropek, przy okazji ładując do ust solidną porcję czekoladowych ciastek, którymi zapewne ubabrała sobie dobrą połowę twarzy.
I wtedy usłyszała dzwonek do drzwi.
Zamawiała coś? Aż sprawdziła telefon, czy przypadkiem nie mógł to być jakiś kurier z paczką, którą zamówiła miesiąc temu i o której zapomniała. Tylko, że Pilar nic ostatnio nie zamawiała. A odwiedzać też nie miał jej kto. Sąsiadka?
Zwlekła się z kanapy i ruszyła do drzwi. Niby miała w nich judasza, ale kto w ogóle używał tego gówna? Cóż, w chwili, w której zobaczyła przed sobą wielką choinkę stwierdziła, że chyba ona musiała zacząć. Bo prawda była taka, że wtedy nawet nie nacisnęła by pieprzonej klamki; po prostu wróciłaby na kanapę.
W tym przypadku też miała taki zamiar, jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, że ona nic takiego nie zamawiała, facet stojący za krzakiem wychylił głowę, a jego ciemne oczy spoczęły na tych Pilar. W pierwszej chwili widząc kominiarkę na jego twarzy, była gotowa unieść gardę, tylko wtedy on w końcu się odezwał, a tego głosu nie pomyliłaby z nikim innym.
Noriega? — rzuciła zaskoczona i zamrugała kilkakrotnie, jakby chciała sprawdzić, czy to nie był wytwór jej bujnej wyobraźni. Tylko chyba faktycznie nie był, bo chociaż Pilar ciągle mrugała i nawet wbiła paznokcie w skórę, on wciąż tam stał. — Co ty tu kurwa robisz?! — dodała już o wiele głośniej, doprawiając gniewną minę jeszcze o ściągnięte mocno brwi. — Do reszty cię pojebało?! — wychyliła się zza drzwi, rozglądając po klatce i przy okazji nieco go popychając.
Pusto.
Tylko to wcale nie znaczyło, że nikt go tutaj nie śledził. Spojrzała na niego z wyrzutem. Naprawdę nic się nie nauczył po ostatnim razie? Jak to w ogóle było możliwe, że nie rozumiał powagi sytuacji? A może rozumiał, tylko tak bardzo miał to gdzieś?
Jednym ruchem złapała go za fraki i energicznie wciągnęła do mieszkania razem z przeklętą choinką, którą kurczowo trzymał w dłoniach. Aż musiała przymknąć oczy, bo kilka gałązek odbiło się od framugi i strzeliło jej prosto w twarz. Zatrzasnęła drzwi z hukiem i przekręciła zamek dwukrotnie, oddychając ciężko.
Co jest, Madox?! Czego ty nie rozumiesz z nie możemy się spotykać? — zgromiła go wzrokiem, a zaraz potem jej mordercze spojrzenie skupiło się na zielonym habaziu. — I po chuj ci to drzewo?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Mikołaj - rzucił i strzelił oczami, kiedy wypowiedziała jego nazwisko, może i Madox wyglądał dzisiaj trochę nie jak on, w tej niekolorowej kurtce, w tej kominiarce, która bardziej pasowała do jakiegoś bandyty, niż do niego, ale kogo innego ona się spodziewała?
Chociaż sądząc po jej minie, to jego też się wcale nie spodziewała, ale czego oczekiwała, że on znowu będzie czekał jakiś jebany tydzień, aż ona łaskawie się pojawi w klubie, bo będzie tam miała jakąś sprawę do załatwienia? Niedoczekanie.
Madox nie był taki głupi, żeby się znowu tak katować, siebie i ją też. Chociaż... może on właśnie był głupi? Że się narażał, ich narażał?
Kiedy ona tak zaczęła go witać tym co ty tu kurwa robisz i do reszty cię pojebało, to Noriega znowu strzelił oczami w sufit.
- Paczki roznoszę... - mruknął w odpowiedzi na jej pytanie, a potem cofnął się o krok, kiedy tak wyglądała zza drzwi i rozglądała się po korytarzu, wypuścił ciężko z płuc powietrze - zapraszałaś kogoś innego? - spojrzał przelotnie w jej oczy, ale widząc to jej spojrzenie pełne wyrzutu, to tylko się skrzywił - mogę stąd... - zaczął, ale jednak Pilar wciągnęła go za fraki do mieszkania. I bardzo dobrze, bo raczej by tego nie zrobił, chociaż chciał powiedzieć, że może sobie iść. Ale to pewnie by go musiała pobić... A i tak nie wiadomo jakby to na niego zadziałało, bo może wtedy to już by sobie kapcie przywiózł i się wprowadził.
Kiedy zamknęła za nimi drzwi, to on od razu oparł choinkę gdzieś o ścianę i zrobił krok w jej kierunku, tak, że dzieliło ich te kilkanaście centymetrów, może jedna stopa? Jeszcze jeden krok, pół właściwie...
- Ostatnio powiedziałaś, że możemy - rzucił przechylając na bok głowę, właściwie... to nic takiego nie mówiła - a przynajmniej ja tak to zrozumiałem, że w kominiarce mogę - to wiele wyjaśnia, że Madox to jednak zrozumiał po swojemu, trochę dopowiedział, albo w ogóle wszystko przeinaczył tak, żeby to jemu pasowało. Zacisnął palce na tej swojej czarnej kominiarce i uniósł ją do jej twarzy.
- Mam kominiarkę i byłem ostrożny - wyjaśnił jej, jakby to była najprostsza rzecz na świecie i w ogóle to zmieniało wszystko, a zwłaszcza to, że skoro miał kominiarkę i był ostrożny to mógł. Schował do kieszeni tę swoją czapkę, a później zrobił to pół kroku w jej kierunku, bo to mordercze spojrzenie to wcale nie robiło na nim wrażenia, chociaż może powinno? Może kiedyś za to mu się oberwie? Albo go przyklei do jakiegoś kaloryfera, czy coś?
Dopiero kiedy ona spojrzała zza niego na tę choinkę, to Madox też obejrzał się przez ramię, chociaż on już stał tak blisko niej, że jakby nabrał mocniej powietrza w płuca, to ta jego klatka piersiowa zetknęłaby się z tą jej.
Znowu strzelił oczami, kiedy odwracał się z powrotem do niej, a potem te jego ciemne tęczówki odszukały jej pięknych, brązowych oczu, kąciki ust uniosły się delikatnie do góry, bo później sięgnął, żeby dźgnąć ją palcem w czoło.
- Jakie drzewo? To jest choinka... Grinch - co prawda Madox sam był Grinchem, bo choinki nie ubierał, nie lubił świąt, ale nie spaliłby wszystkich choinek w mieście, a nawet lubił prezenty i dawali sobie takie małe upominki w klubie. A ten pomysł, żeby przywlec do niej to drzewko, to w zasadzie wpadł mu nagle, kiedy on się tak kręcił po tym bożonarodzeniowym jarmarku, bo przecież przyszedł tutaj w trochę innym celu.
No nie takim, żeby ją powkurwiać, bo wcale nie powinno go tutaj być. Ani też nie w takim, żeby mu zmieniła opatrunek, chociaż na to też liczył, ale później. Nawet nie w takim, żeby się do niej przymilać, chociaż kiedy stał już tak blisko, kiedy patrzył w te jej duże oczy, które wciąż jeszcze ciskały w jego kierunku gromy, to na moment pochylił się nad nią tak, jakby chciał ją pocałować, wpić się w te pełne, gorące wargi, bo przecież nie robił tego już całe dwa dni, ale zamiast tego cofnął się i poprawił kurtkę, bo wcale nie zamierzał jej ściągać.
- Tu mam ozdoby - szturchnął butem, to pudełko, które przyniósł ze sobą od dziewczyny z ubera, a później te swoje torby - a tu prezenty, ale nie dla ciebie, ktoś inny na nie czeka, więc... Ubieraj kurteczkę Stewart i kominiarkę jak masz - sięgnął nawet do jakiejś jej kurtki, która wisiała na wieszaku w korytarzu i wskazał ją palcem unosząc jedną brew. Bo nie za bardzo wiedział czy to ta, czy inna, akurat jeśli o kobiety chodzi to zaraz mogła otworzyć szafę i mieć jeszcze z dziesięć płaszczyków, czy kurteczek. Chociaż Pilar?
Madox był ciekawy jej mieszkania i nawet zajrzał do środka, ale zaraz zerknął na złoty zegarek na swoim nadgarstku podwijając kurtkę.
- Kurwa... Mam nadzieję, że masz tutaj auto, bo jeśli najpierw musimy jechać po moje, to się nie wyrobimy - pokręcił głową, a widząc jej minę machnął ręką - vamos Pilar - pospiesz się, rzucił tylko nie wyjaśniając jej wcale, co mu chodziło po głowie. Ale może jej wyjaśni po drodze.
Może.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar nie spodziewała się w mieszkaniu nikogo.
Nawet jego.
Przede wszystkim nie jego.
Była przekonana, że wyrazła się wystarczająco jasno podczas ich ostatniego spotkania, kiedy rozmawiali w zakrwawionym łóżku, zaraz po tym jak wyciągnęła mu z biodra kulę, po tym jak sama go na ten postrzał naraziła.
Madox mógł sobie mówić i myśleć, co chciał, ale to nie zmieniało faktu, że Pilar mocno się za wszystko obwiniała. Doskonale zdawała sobie sprawę, że gdyby nie jej pieprzona sprawa z kontenerami, nic z tego nie miałoby miejsca. I chociaż wszystko skończyło się dobrze, nie potrafiłą nie myśleć co by było, gdyby kula wystrzelona przez Ruby nie wyhamowała na pasku. Katowała się tym przez dobre dwa dni. To również była dla niej nowość — tak wielka troska o drugiego człowieka. Zazwyczaj całkiem dobrze jej szło odcinanie się emocjonalne od sprawy, a tutaj? Tutaj miała z tym niemały problem. Zupełnie jak z tym, by wyjebać go za drzwi i odesłać do domu. No bo jak?
Oczywiście, że nikogo się nie spodziewałam — spojrzała na niego jak na debila. — Wyglądam jakbym na kogoś czekała? — uniosła w górę dłoń, by już po chwili wykonać nią bliżej nieokreślony ruch ręką, wskazujący jej wyborny outfit — stare, podarte dresy, o wiele za duża koszulka, do tego włosy spięte w największym możliwym nieładzie i twarz po brzegi uwalona czekoladą. Czy tak wyglądała kobieta, która na kogoś czekała? Chyba jedynie na kuriera z jeszcze większą ilością jedzenia.
Kiedy wspomniał, że przecież powiedziała mu, że mógł przyjść, ponownie zgromiła go wzrokiem.
To chyba pomyliłeś mnie z kimś innym — warknęła, przyglądając mu się uważnie. — Może z którąś z tych swoich barmanek, które całujesz po kątach, kiedy mnie wysyłasz do piwnicy — dodała pół tonu ciszej, bardziej do siebie niż do niego, chociaż Madox spokojnie mógł ją usłyszeć. Pilar chociaż wcześniej nie przywoływała tego tematu, to wcale nie znaczyło, że kompletnie wyrzuciła z głowy ten widok jego i Ruby w loży na piętrze. Aż coś ścisnęło ją w brzuchu na samo wspomnienie, podczas gdy twarz skrzywiła się nieznacznie. Było ich więcej? Z drugiej strony, przecież sama mu powiedziała, że mówił sobie robić, co chciał, więc teraz nie miała prawa być zazdrosna. Chociaż była. I kompletnie nie radziła sobie z tym nieprzyjemnym, nowym uczuciem.
Choinka, drzewo… jeden chuj — wskazała dłonią na krzak, który oparł o jej jasne ściany w przedpokoju. Całe szczęście, że Stewart nie miała pierdolca na punkcie czystości, bo już pewnie wyrywałaby sobie włosy z głowy na widok licznych igiełek, walających się po podłodze. — Ma gałęzie? Jest zielone? No to kurwa drzewo — proste? proste. Poza tym, tutaj wcale nie chodziło o to, jak to powinno się nazywać, tylko CO ON Z TYM ROBIŁ W JEJ MIESZKANIU? Bo jeśli myślał, że będą sobie tutaj ubierać choinkę, słuchając w tle świątecznych piosenek, to się grubo kurwa mylił. I nawet była gotowa mu to wszystko powiedzieć, wygarnąć bardzo dosadnie, tylko wtedy on znalazł się niebezpiecznie blisko, tuż przy jej twarzy.
Znajomy zapach w sekundę uderzył jej zmysły, a serce zabiło energicznie, wyrywając w jego kierunku. Wbiła w niego ciemne spojrzenie, podczas gdy palce zacisnęły się w pięści, jakby właśnie tak próbowała przywołać się do porządku i nie zwracać uwagi na tą nagłą potrzebę, by kompletnie zniwelować dzielący ich dystans. Dopiero gdy powiedział o ozdobach i prezentach nie dla niej wróciła na ziemię, unosząc wysoko brwi w szczerym zdziwieniu.
Co ty kombinujesz, Noriega? — przekręciła głowę, zaglądając w obłędnie czekoladowe oczy. — Gdzie ma się ubierać? W takim stanie? Nigdzie z tobą nie jadę, dopóki nie powiesz mi o co chodzi — wwiercała w niego spojrzenie, gromiła go wzrokiem, kurwa, nawet wbiła mu palec wskazujący prosto w klatkę piersiową, jednak jego nic z tego nie ruszało. Wciąż spoglądał na nią z charakterystyczną dla siebie pewnością siebie, która tak bardzo ją pociągała. — Tak kurwa, na pewno mam w domu kominiarkę — stuknęła się w czoło i wykonała krok w tył, gdy on już sięgał po jej kurtkę.
Naprawdę chciała mu odmówić. Chciała powiedzieć jeszcze setkę razy, że chyba go pojebało, że był nieodpowiedzialny, niepoważny i kurwa głupi, tylko on wtedy zaczął się rozwodzić nad tym, że nie mieli już czasu, że mogą nie zdążyć i ciekawość wzięła górę. Poległa.
Dobra, dawaj to — wyrwała mu kurtkę i zarzuciła ją niezdarnie na ramiona, a potem podeszła bliżej, kompletnie niwelując dzielącą ich przestrzeń. — Ale jak zabierzesz mnie na jakiś zasrany jarmark świąteczny, to przysięgam, Noriega, skończysz z kolejną raną w ciele — zagroziła mu, chociaż prędzej sama sprzedałaby sobie kulkę, niż wymierzyła jedną w niego. Patrzyła na niego przez moment, wodząc spojrzeniem po jego twarzy, dużych, czekoladowych oczach i pełnych ustach, których smak już potrafiłą sobie wyobrazić na swoich. — Estúpido — rzuciła jeszcze ostatnią obelgą, a potem odsunęła się i podeszła do lustra. Starała z twarzy nadmiar czekolady, rozpuściła włosy, zarzuciła na głowę czapkę z pomponem, a z szuflady wygrzebała wielki, puchaty szalik, którym owinęła się szczelnie. Wszystko doprawiła ciemnymi okularami przeciwsłonecznymi. Wyglądała jak jebane milion dolarów człowiek, który uciekł z cyrku, ale przynajmniej incognito.
Chodź — szarpnęła materiał jego kurtki, kierując się do wyjścia. Po drodze złapała jeszcze pudło z ozdobami i klucze. Zamknęła drzwi do mieszkania — oczywiście na górę i dół, bo Pilar miała pierdolca na tym punkcie, a zaraz potem już wychodzili tylnym wyjściem z bloku, kierując się na parking.
Tutaj — wskazała turkusową Toyotę i odblokowała samochód. — Nie wiem jak ty chcesz wsadzić tego iglaka do środka — ale to już nie był jej problem. Sama zajęła miejsce na fotelu kierowcy, a pudło wyjebała na tylne siedzenie. Przyglądała się Noriedze w tylnym lusterku jak wciskał drzewo do bagażnika. — Tylko żebym cokolwiek widziała! — wydarła się, kiedy nagle ustawił ją tak, że zasłaniała całkowicie widoczność. — To gdzie mam jechać? — spytała w końcu, kiedy wszystko było na miejscu, a Madox zajął miejsce tuż obok.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszył ramionami gdy zapytała, czy wygląda jakby na kogoś czekała. Bo jakby tak czekała na niego właśnie, to by mu to w zupełności nie przeszkadzało. Ale nie czekała i zaraz mu to powiedziała, na co Madox tylko wypuścił głośno powietrze z płuc i nawet jej miał powiedzieć, że w takim razie to niespodzianka, ale zamiast tego to on sięgnął tylko do jej policzka, żeby zetrzeć z niego trochę tej czekolady, oblizał palec.
- Co jadłaś? Bo jak to słodycze z Kolumbii, które przede mną schowałaś... - zmrużył oczy, ale już po chwili to on nawijał o tym, że w kominiarce mu pozwoliła, a Pilar powiedziała, że chyba ją pomylił z którąś z tych swoich barmanek, które całuje po kątach, kiedy ją wysyła do piwnicy, i Noriega znowu wypuścił z płuc powietrze, tak, żeby poczuła to na twarzy. Jego ciemne tęczówki spoczęły na jej oczach, z jednej strony trochę mu się to podobało, że była zazdrosna, z drugiej... o Ruby?
- To miała być pokazówka, żeby Dalton się odpierdolił, ale nie zadziałało na niego, za to widzę, że na Ciebie trochę tak... zazdrośnica - mruknął i przysunął się do niej jeszcze bliżej. Madox też bywał zazdrosny, może nawet gorzej niż Stewart, tylko on takie rzeczy dość szybko załatwiał, bo jakby wiedział, że między Pilar a Daltonem (Wyattem) do czegoś doszło, to pewnie by się z nim rozmówił, pobił go, czy coś. Zanim by jej zaczął robić jakiekolwiek wyrzuty. Ale póki co, to ona mu tak ładnie mówiła, że Nick może się pierdolić, a o jakieś głębsze relacje z Galenem to jednak jej nie podejrzewał...
Kiedy tak zaczęła o tym drzewie, to kąciki jego ust uniosły się ku górze, a oczy jakoś tak zaświeciły, kiedy patrzył w te jej wciąż jeszcze takie dzikie.
- To chodzi o kształt, choinka to jest trójkąt, a drzewo, to drzewo, ale dobra... w takim razie będziemy ubierać to drzewo - wytknął jej czubek języka, bo nie będzie się z nią dochodził o to, czy to drzewo, czy choinka, chociaż mógłby... Gdyby mieli więcej czasu, mogliby nad tym rozprawiać, zwłaszcza, że stali tak blisko, że z powodzeniem zaglądali sobie głęboko w oczy.
- Wszystko byś chciała wiedzieć od razu, a gdzie element zaskoczenia? - zapytał i znowu zrobił krok w przód, tak, że ten palec wbił mu się jeszcze mocniej w klatkę piersiową, poczuł go, a ona mogła znowu poczuć na policzku jego ciepły oddech, gdy pochylił do niej głowę - to już wiem, co dostaniesz pod choinkę - uniósł jedną brew, kiedy powiedziała, że na pewno ma w domu kominiarkę, Madox miał trzy, ale to też pewnie dlatego, że on czasami jeździł na desce i wtedy właśnie je zakładał, nie to, że jakiś bandyta z niego był. Chociaż na upartego to trochę też.
Gdy wyrwała mu tę kurtkę, to uśmiechnął się znowu, a na jej kolejne słowa uniósł obi brwi.
- Kurwa, widzisz nie ma dzisiaj czasu na jarmark, ale może jutro? Pożyczę ci kominiarkę i pochodzimy sobie za rączkę między straganami - mrugnął do niej jednym okiem i już znowu ta jego głowa opadła blisko tej jej, a usta od tych jej dzieliło może te kilka milimetrów, tak, że zaraz nie musiałaby sobie wcale wyobrażać ich smaku, tylko mogłaby go poczuć. I Madox też chciał go poczuć, tylko ona później nazwała go idiotą, a Noriega się cofnął. To nie tak, że ruszały go te przezwiska, może bardziej tak, że skoro ona się z nim tak drażniła, to on z nią też mógł? Kiedy podeszła do lusterka i zaczęła się szykować, to Madox wciągnął znowu na łeb kominiarkę i teraz to już nici z całowania, bo było mu widać tylko te ciemne oczy, które obserwowały uważnie Pilar. A jak już była gotowa, to parsknął śmiechem tłumionym trochę przez materiał.
- To nawet lepsze niż kominiarka, nie wiedziałem, że gustujesz w pomponach - i oczywiście musiał tego jej pompona trącić ręką jak kot, tak, że czapa opadła jej na oczy, ale zaraz do niej sięgnął, żeby jej ją poprawić - zostałabyś jakąś królową jarmarku, albo wioski smerfów - pewnie chodziło mu o wioskę Mikołaja, ale mniejsza o to, bo ona już go szarpała do wyjścia. Już wychodzili na zewnątrz, a potem kierowali się do jej samochodu, a kiedy Madox go zobaczył, to aż zacmokał.
- No proszę, ktoś tutaj lubi się rzucać w oczy - powiedział Madox Noriega, który rzucał się aż zanadto. Jakoś wcisnął choinkę do bagażnika wcale nie przejmując się tym, żeby coś widziała, bo przecież miała lusterka boczne, a jakby jej to przeszkadzało, to zawsze on mógł poprowadzić, na upartego zrobiłby to bez lusterka, z ujebanym na przykład, akurat Madox to też się czuł za kierownicą jak ryba w wodzie. Kiedy wsiadł na siedzenie pasażera, to jeszcze sięgnął do tyłu do tego pudła po pierniczki, bo myślał o nich odkąd je tylko dostał, a potem to już się poprawił i zapiął grzecznie pas, ale nie ściągnął jeszcze kominiarki.
- Zaraz Ci wpiszę w nawigację, jest tutaj? - rozejrzał się po wnętrzu auta, ale te japończyki różniły się od jego audi, więc finalnie machnął ręką i wpisał jej adres na swoim telefonie. Droga prowadziła za miasto, a że Madox od razu ją wyśrodkował, to nie mogła zobaczyć tego miejsca końcowego, ale to dobrze, o to mu chodziło.
- Jak Ty jeździsz takim czymś na akcje? Przecież ten kolor widać z kilometra - zapytał kiedy już wyjechała z parkingu, a telefon jej oparł gdzieś na desce rozdzielczej. Rozsiadł się wygodnie i wreszcie ściągnął kominiarkę, rzucił ją na przednią szybę. Rozpakował ten worek z pierniczkami, ta staruszka musiała je chyba piec trzy dni, bo było ich tam pełno, Madox od razu wyciągnął jakiegoś ludzika i odgryzł mu głowę, aż oczy mu zaświeciły.
- Zajebiste, spróbuj - mruknął i zanim ona zdążyła cokolwiek powiedzieć, to już jej wpychał do buzi ten drugi kawałek pierniczkowego ludzika.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, że pocałunek z Ruby był na pokaz.
Skąd miała to wiedzieć? Mogła się domyślić?
Co najwyżej mogła spekulować. Obrać jakiś konkretny kąt patrzenia na sytuację i wysnuć wnioski. I chociaż zazwyczaj Pilar była całkiem dobra w swoich ocenach, tak kiedy w grę wchodził Madox, miała wrażenie, że coś zaburzało jej obliczenia. Zupełnie jakby miała w głowie jakiś pieprzony glitch, zwarcie systemu, które ograniczało jej trzeźwe myślenie. Nie była w stanie spoglądać na wszystko z boku, a z perspektywy personalnej. A przecież każdy głupiec wiedział, że kiedy w grę wchodziły uczucia, nic nie było proste, a prawdopodobieństwo błędu wzrastało w zastraszającym tempie.
I jak zaraz się okazało przy Ruby również popełniła błąd. Przynajmniej gdyby wierzyć jego słowom, bo przecież Stewart widziała ich pocałunek na własne oczy, jednak po Daltonie nie było tam śladu. Czy mogła to przeoczyć? Jasne. Czy w tamtej chwili to cokolwiek zmieniało? Nie.
Prawda była taka, że na tak bliskiej płaszczyźnie znali się krótko. Stewart miała prawo nie mieć do niego pełnego zaufania, szczególnie, że przecież w żadnym stopniu nie określili swojej relacji, byli wolnymi ludźmi, mieli jak najbardziej prawo spotykać się z innymi. I ona przecież z niego również skorzystała. Spotkała się z Galenem w przypływie kolejnej fali tęsknoty za Noriegą. I chociaż finalnie postawiła mu należyte granice, to wcale nie znaczyło, że od siebie nie dała nic, bo przez pewien moment całowała go do utraty tchu, błądząc dłońmi po nagim torsie. Sama nie była święta i prawda była taka, że nie miała najmniejszego prawa wymagać od Madoxa czegokolwiek.
Chociaż w momencie, gdy on tak niezdarnie wciskał choinkę drzewo do bagażnika, zasłaniając tym samym całą widoczność, jednak miała prawo wymagać od niego chociaż minimalnego skupienia i próby ustawienia jej odpowiednio dogodnie.
Nie będę ryzykować, że lada moment ktoś nas zgarnie — spojrzała na niego wymownie i poprawiła się na fotelu. — To że ktoś pracuje dla psiarni, nie znaczy, że jest nietykalny — jasne, mogła sobie anulować mandat, gdyby nadarzyła się taka okazja, ale to nie zmieniało faktu, że i tak istniała szansa, że ktoś ich zatrzyma, pozna i zadzieje się cała seria niefortunnych zdarzeń, która doprowadzi do tego, że to ich tajne spotkanie będzie głównym tematem na komisariacie.
Przyglądała mu się, gdy w końcu władował się do auta i zabrał za zapisanie pasów. Niekontrolowana myśl przebiegła po jej głowie, gdy jego szorstkie dłonie szarpnęły za materiał i Pilar nawet odkleiła plecy od oparcia, by pomóc mu z zapięciem. Tylko Madox nie był Galenem i w zupełności poradził sobie sam. A szkoda, bo akurat na jego kolanach nie miałaby najmniejszego problemu skończyć. Odchrząknęła i odpaliła auto. Spojrzała na niego dopiero w momencie, gdy zadał chyba najbardziej niedorzeczne pytanie, jakie Stewart kiedykolwiek słyszała.
A ty myślisz, że ja jeżdżę na akcje własnym samochodem? — prychnęła pod nosem, do tego kręcąc głową z niedowierzaniem. — Najdalej gdzie nim jadę to pod komisariat. Potem jak potrzebuje gdzieś zajechać, przesiadam się na firmowy. No chyba, że bawimy się w pościgi, to wtedy w radiowóz — dodała zadowolona, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Poruszała nawet kilkakrotnie brwiami. Madox nie raz wspominał, że kręciły go mundury. Mógł sobie tylko wyobrazić Pilar podczas pościgu, w dodatku kręcącą całkiem pokaźne liczby na liczniku i wchodząca w ostre zakręty. Zostawiłą to jednak dla jego wobraźni, a sama zajęła się drogą.
Widziała kątem oka, że próbował coś wygrzebać z torby, a już po chwili wciskał jej do ust kawałek pierniczka.
Nie chc… — nie zdążyła nawet dokończyć, bo ciasto znalazło się pod jej zębami. Westchnęła więc niepocieszona i zawinęła językiem resztę prosto do ust. — Całkiem niezłe — stwierdziła, chociaż Stewart osobiscie była koneserką czekolady i wszystkiego, co miało jej chociaż niewielką namiastkę. Średnio przepadała za suchymi ciastkami, które lepiły morde w dodatku pospane świątecznymi przyprawami jak cynamon i smakujące skórką z pomarańczy. I chociaż ten właśnie tak smakował, nie był najgorszy.
Przestań tak trząść tym telefonem. Nic nie widzę — skarciła go wciąż z pełną buzią, aż okruchy posypały się jej po kurtce. — Weź go tutaj daj — nachyliła się do schowka między jego nogami, by wygrzebać stojak, a potem jednym ruchem przygwoździła go kratki nawiewowej. Poczekała grzecznie aż Madox umieści tam swój telefon i aż mruknęła z zadowolenia, kiedy w końcu mogła widzieć, dokąd powinna jechać.
Mina zrzedła jej dopiero po jakimś czasie, kiedy Noriega opierdalał już trzeciego piernika, a jego telefon zawibrował energicznie, pokazując na górze wiadomość tekstową. Nie powinna tego czytać. To nie jej telefon. Tylko co miała zrobić, kiedy jej wzrok sam tam zawędrował? Poprawiła się na siedzeniu, zaciskając mocniej palce na kierownicy.
Jakaś Jaimie do ciebie pisze — rzuciła oschle, chociaż starała się wysilić na obojętność. Wzrok skierowała na drogę, chociaż te cztery serduszka i jakaś tańcząca emotka obok jej imienia wcale nie spłynęły po niej obojętnością. Nie wspominając o fakcie, że pytała kiedy znowu spotkają się na gorącą salse, przy okazji nazywając go przystojniakiem. — Odpisz sobie. To chyba ważne. Wiem, gdzie jechać, na razie i tak jest prosta droga…

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i Madox był wolnym człowiekiem, chociaż jego myśli to wciąż i wciąż wracały do Pilar, i do tego jak jej wyznał miłość w tym dzikim Medellin, więc można by z tym dyskutować, czy on był taki wolny. Bo może jednak jego serce to już wcale wolne nie było. A to, że czasem filtrował z innymi kobietami, to niestety, ale Noriega robił to tak naturalnie, jak oddychanie. Taki charakter, jakiś dwuznaczny, ale to tyle, on nie był jakimś Galenem Wyattem, żeby mówić jedno, a robic drugie. Chociaż... często to robił, ale nie jeśli chodzi o serce.
A to jego zabiło mocniej, kiedy już usiadł w samochodzie obok Pilar, tylko, że ona wtedy zaczęła, że nie będzie ryzykować, że ktoś ich zgarnie, a Madox aż się na nią obejrzał. Westchnął ciężko, a to jego serce znowu wyrwało się do niej, mimo tego co powiedział.
- Ale jesteś dzisiaj... zrzędliwa, pełno ludzi dzisiaj wozi choinki, i co, i nikt ich nie zgarnia - stwierdził, a potem wystawił do niej rękę - ale jeśli Ci to przeszkadza, to mogę prowadzić - wiedział, że i tak mu nie da kluczyków, ale on był gotowy zapłacić mandat, a nawet tłumaczyć się z tego ich tajnego spotkania, które pewnie w drogówce mieli głęboko gdzieś. Chociaż Madox mógł się nie znać. I z tym samochodem też się pewnie nie znał, chociaż... znał gliniarzy, którzy tak, jeżdżą na akcje swoimi autami.
- Ja bym jeździł swoim - stwierdził i nawet jeszcze coś chciał powiedzieć, ale wtedy ona powiedziała o tym radiowozie i pościgu i Madox znowu na nią patrzył z ukosa - i co wtedy? Przebierasz się w mundurek? Do takiego pościgu? Może kiedyś się na jakiś umówimy? - oczywiście, że wyobraźnia Noriegi już działała, dlatego on też uśmiechnął się do niej jakoś zaczepnie - detektyw Stewart proszę mnie skuć - wyciągnął w jej kierunku złożone ręce, na nadgarstkach wciąż miał ślady po ich ostatnich zabawa, ale już bledziutkie, ledwo widoczne, chociaż na tej ręce, na której miał zegarek - bardziej. Na tej jeszcze było widać zdartą skórę.
- Całkiem niezłe? Najlepsze jakie w życiu jadłem, dostałem je od Twojej sąsiadki z dołu, bardzo miła staruszka - powiedział i wsadził sobie do ust kolejny pierniczek, w kształcie gwiazdki. Telefon prawie zsunął się z deski, więc Madox złapał go dwa razy i poprawił, ale ona zaraz mu kazała przestać nim trząść. Już chciał powiedzieć, żeby się przesiedli, to wtedy wszystko poszło by gładko, ale Pilar kazała mu ten telefon dać i oczywiście Madox zaraz chciał jej go oddać. Zawsze jej go dawał, bo w sumie... jeśli o telefon chodzi to nie miał przed nią żadnych tajemnic. Zaraz się okaże, że jednak może powinien mieć?
Kiedy sięgała do schowka miedzy jego nogami, to zaczepił ją kolanem, podniósł je do góry trącając jej rękę.
- Trochę wyżej - mruknął, ale ona już z impetem wsadzała ten stojak na telefon do kratki wentylacyjnej, a Madox włożyła tam swojego smartfona, jeszcze poprawił nawigację, żeby lepiej widziała gdzie ma jechać. Sam zajął się kolejnym piernikiem, w kształcie Mikołaja tym razem, a kiedy jego telefon zawibrował to tylko zerknął na niego na moment. Myślał, że to Maddie się do niego dobija, bo przecież ona nie popierała tej jego schadzki ze Stewart, o czym mu powiedziała dzisiaj z dziesięć razy, ale to nie ona.
- Jamie? - zdziwił się i uniósł jedną brew, a potem otworzył tego smsa klikając w niego palcem, tak, że oboje mogli zobaczyć, że to pierwsza wiadomość, Madox od razu zrzucił ją z ekranu - chyba się we mnie zakochała - stwierdził i zerknął na Pilar z ukosa - Twój facet ma powodzenie Stewart, wystarczy raz z nim zatańczyć i nie można o nim zapomnieć - odwrócił twarz w jej kierunku. Przecież nie będzie jej kłamał, że nie zna Jamie, czy coś, Madox kłamał bez mrugnięcie okiem, a jednak z Pilar zazwyczaj był kompletnie szczery. Specjalnie powiedział o sobie jak o jej facecie, żeby zobaczyć jej reakcję. Bo może właśnie to była jakaś najwyższa pora, żeby to określić? Żeby nazwać rzeczy po imieniu?
Chociaż Madox to i tak już dawno sobie nazwał, ale on przecież za dużo gadał i w tym temacie też, może powiedział za dużo?
- Dobrze się rusza, ale nie tak jak Ty, brakuje jej tego fuego - ognia, nawet na moment nie spuścił spojrzenia z jej twarzy - chociaż jak mi wtedy kazałaś sobie szukać pocieszenia, to przez chwilę się zastanawiałem - liczył się z tym, że go walnie, albo, że zaraz na niego warknie, ale w sumie powiedział to specjalnie, z pełną premedytacją, z tymi ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej twarzy, z której teraz chciał wyczytać, czy znowu była zazdrosna, a przede wszystkim to, to czy był tym jej facetem, czy wcale nie? I może powinien jednak szybciutko odpisać Jamie.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie była zrzędliwa. Tylko to wcale nie wynikało z nienawiści do świąt i nawet tego cholernego drzewa, które wystawało z bagażnika, a bardziej z całej sytacji, w jakiej znaleźli się z Madoxem.
Irytowało ją jego wyjebanie.
Sposób, w jaki dla niego wszystko było proste. Bo stwierdził, że skoro kocha, to przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby byli razem i się spotykali. W żadnym wypadku nie przejmował się tym, że którekolwiek z nich mogło za to przypłacić życiem, że cała sprawa, którą prowadziła Stewart mogła pójść się jebać, że przecież oni na dobrą sprawę stali po dwóch różnych stronach i najzwyczajniej w świecie nie mieli prawa bytu.
I chociaż Pilar bardzo chciała wierzyć w to, że sprawy jakoś magicznie się ułożą, nie potrafiłą być tak naiwna, jak Madox. Nie umiała wierzyć, że nagle los postanowi im pomóc zamiast wiecznie przeszkadzać i tak po prostu odsunie wszystko, co złe. Bo przecież on robił im wiecznie pod górkę. Nawet teraz, kiedy już jechali w świętym spokoju, rozmawiając o seksownych mundurkach, kiedy Pilar była gotowa opowiedzieć mu o tym jak chętnie znowu by go skuje, jak zrobiłaby z nim o wiele gorsze rzeczy niż wtedy w klubie, to akurat musiał przyjść sms od jakieś Jaimie. Kim kurwa była Jaimie i dlaczego do chuja miała przy swoim imieniu milion serduszek? Dlaczego nazywała go przystojniakiem i domagała się kolejnego tańca? No właśnie. Nawet bez problemów w postaci półświatka wszystko sypało im się na głowę.
Chyba się we mnie zakochała.
Aż prychnęła głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem, chociaż starała się trzymać w sobie te wszystkie rosnące emocje. Nie chciała pokazać, że ją to rusza. Tylko problem w tym, że ruszało. Bo Pilar również była w nim zakochana. Zapewne po stokroć bardziej niż pierdolona Jaimie i za nic nie potrafiła sobie poradzić z umierającym w piersi uczuciem zazdrości.
Zajebiście — mruknęła pod nosem, wbijając palce w kierownice. Zacisnęła się na niej mocno, chociaż nie tak bardzo jak na pedale gazu, który wywołał głośny warkot silnika i ogromny skok na liczniku. Nawet nie patrzyła na znaki i fakt, że zdecydowanie przekraczała dozwoloną prędkość. Sunęła między autami, trawiąc tą całą irytacje.
I może gdyby swoje kolejne zdanie powiedział w jakiś innych okolicznościach, — kiedykolwiek tylko nie w momencie, kiedy ona była tak wybornie podkurwiona — może wtedy odpowiedziałaby mu coś o wiele milszego. Może wtedy odebrałaby to jako komplement, a nie jako przytyk. Bo Pilar zamiast skupić się na słowie twój facet, kompletnie zafiksowała się na tańcu i tym, że nie można było o nim zapomnieć. Że jakaś Jaimie z milionem serduszek nie mogła o nim zapomnieć.
Licznik wskazał sto pięćdziesiąt. Zdecydowanie jechała za szybko, a auto, które wyminęła w ostatniej chwili zatrąbiło energicznie. Zastanawiał się, czy była zazdrosna? No to już chyba wiedział.
Najpierw gorąca salsa, a potem co? — zaczęła, znowu przyspieszając. — Wycieczka do Medellin? — prychnęła pod nosem, nawet na niego nie patrząc. Nawet te wszystkie słowa, które leciały z jej ust nie były skierowane bezpośrednio do niego. Były rzucone pod nosem, chociaż wystarczająco głośno, że on też mógł je bez problemu usłyszeć.
Niby wiedziała, że wyolbrzymia. Niby powtarzała sobie, że to przecież nie jej sprawa… ale jednak nie potrafiła sobie odpuścić. Bo kobiecy umysł był skomplikowany, wyjątkowo złożony, a jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Pilar po raz pierwszy w życiu znalazła się w takiej sytuacji, nie było się jej co dziwić, że tak się biedna zafiksowała. A z drugiej strony skąd miała mieć pewność, że faktycznie była taka wyjątkowa?
Sto osiemdziesiąt.
Oddychała ciężko. Nie lubiła tego stanu, w jakim się znalazła. Sam fakt, że tak się czuła, doprowadzał ją do szału. Bo Pilar zawsze miała nad wszystkim kontrolę, a przede wszystkim nad samą sobą, a tutaj? Tutaj fiksowała się nad jakimś absurdalnym tematem, kompletnie bezpodstawnie. A to wszystko miało swoją genezę w tym, że ona tak cholernie go chciała, a w tym wszystkim starała się zachować resztki rozumu i nie narażać ich na niebezpieczeństwo. I to właśnie chyba ta bezradność tak bardzo doprowadzała ją do szału i tego całego stanu.
Dwieście.
Więcej się nie dało.
I całe szczęście, bo jeszcze trochę i naprawdę by ich rozjebała. Ta droga zdecydowanie nie była przystosowana do takich prędkości. A jakby tego wszystkiego było mało, nawigacja nagle się odezwała, informując o zakręcie za niecałe sto metrów.
Wbiła stopę w hamulec. Brutalnie, bez ostrzeżenia. Jej ciało momentalnie poleciało do przodu, pas wbił się w ramię, a powietrze ugrzęzło w płucach na ułamek sekundy. Zrzuciła bieg, a w następnej chwili już skręcała pewnym ruchem.
I chociaż jakimś cudem wyrobiła się na zakręcie nie zabijając ich na jakimś drzewie albo dachując w rowie, zatrzymała się do zera, ponownie szarpiąc autem.
A potem już kolejno: zgasiła silnik, odpięła pas, wyszła z auta, trzaskając drzwiami i odeszła kawałek, próbując się uspokoić.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zerknął na nią z ukosa na to jej zajebiście, bo wcale tak nie wyglądało, jakby było zajebiście. Bo to wcale nie tak, że on chciał tutaj jej powiedzieć, że jakaś inna dziewczyna się w nim zakochała, on tylko chciał rozładować napięcie, rozluźnić atmosferę, zażartować, bo Madox przecież za tymi żartami też chował różne uczucia, które się w nim kotłowały. Te jego żarty to była jego taktyka obronna, obrócić coś w żart było zdecydowanie łatwiej niż być poważnym.
A jednak Stewart chyba wolała do tego podejść na chłodno? A może w ogóle to przemilczeć? A do tego ta jej noga, która coraz ciężej opadała na pedał gazu, aż Noriega zerknął w okno na te samochody, które mijali po jego prawej stronie.
Nawet nie skomentowała tego twój facet, na co Madox wypuścił tylko z płuc powietrze. No tak, czego on się mógł spodziewać?
Spodziewał się czegoś zupełnie innego. Kiedy ten samochód, który Pilar minęła zaczął trąbić, to Madox obejrzał się przez ramię i pokazał kierowcy przez szybę środkowy palec. Mógł się jebać, właściwie teraz to wszyscy mogli się jebać, bo dla Madoxa to liczyła się tylko Pilar, tylko on może nie zawsze umiał jej to pokazać, przekazać? Odpowiednio.
- Pilar... - zaczął jakoś szorstko, kiedy tak mu wypomniała, że najpierw salsa, a potem wycieczka do Medellin, bo z nią tak właśnie było. Szkoda tylko, że Stewart może wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, że on nie zaprosił jej do Kolumbii dlatego, że z nim zatańczyła. Ale przecież Madox z boku tak właśnie wyglądał, jak facet, który zaprasza pierwszą lepszą na parkiet, a później do łóżka. Łatka jakiegoś latynoskiego Don Juana, jak ten jego tatuaż na plecach, przyklejona. Jak on miał z tym walczyć? Kiedy on wciąż zakładał na kark te kolorowe koszule, te złote łańcuszki, kiedy wciąż miał w tych ciemnych oczach ten dziki błysk?
I teraz też te jego oczy tak błysnęły, kiedy wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej dłoni.
- Powinnaś zwolnić - powiedział powoli, kiedy licznik wskazywał już to dwieście, i chociaż Madox audi jeździł zdecydowanie szybciej, to ta prędkość na pewno nie była odpowiednia, zwłaszcza przy tych emocjach. A kiedy odezwała się nawigacja, że zaraz zakręt, to Noriega przeklął w duchu, a jego ręka zsunęła się z tej jej, kiedy wcisnęła pedał hamulca do deski. Szarpnęło nimi, a pasy wbiły się w ciało i może nawet Madox nic by na to nie powiedział, a jednak poczuł jak ten pas mu się wżyna w ranę na boku, prosto kurwa w tę ranę i mimowolnie się skrzywił, bo zabolało trochę bardziej niż powinno, trochę bardziej niż jakby poczuł ten pas na obojczyku, czy brzuchu.
- Pilar! - warknął, ale ona już zatrzymała auto na poboczu, a potem wysiadła z samochodu bez słowa. I chociaż na tej jego białej koszulce pojawiła się plamka krwi, która przebiła się spod opatrunku, to Madox nic sobie z tego nie zrobił, bo on już obserwował we wstecznym lusterku jej postać, a po chwili to sam wysiadał zapinając kurtkę.
- Loca - krzyknął za nią, ale zaraz ją dogonił, złapał za przedramię, żeby szarpnąć ją do siebie, odwrócić przodem. A wtedy palce drugiej ręki sięgnęły do jej policzka, ale tylko po to, żeby przesunąć szorstkimi opuszkami po jej gładkiej skórze, żeby oprzeć je na jej karku, wsuwając w te ciemne kosmyki, pod czapę z pomponem.
- Estas loco - jesteś walnięta, mruknął i zmarszczył brwi - nikomu nie pokazałem tyle co Tobie, a Ty wciąż nie potrafisz mi zaufać - powiedział wbijając te ciemne tęczówki w jej duże, brązowe oczy, przysunął głowę do tej jej, żeby oprzeć skroń na jej czole, a właściwie to na tej czapce - dla nikogo innego bym nie przyjął tej kulki, i nikomu innemu nie przyniósłbym choinki, i z żadnym innym tak tragicznym kierowcą nie wsiadłbym do auta - i znowu żartował, bo znowu zaczynało się robić bardzo poważnie. Wypuścił z płuc powietrze, tak, że ta biała para, w którą zamienił się jego oddech osiadła na jej długich rzęsach. Odsunął się, żeby spojrzeć w jej oczy z ciut większego dystansu, rękę z karku przesunął po tym puchatym szaliku, a w końcu cofnął ją do siebie.
- Ja... nie wiem w ogóle dlaczego Ty nie widzisz jak mi na Tobie zależy. No Tobie, a nie na Jamie, czy na Ruby, czy na jakiejś innej... - powiedział z tymi ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej oczach, a później wsunął palce do kieszeni kurtki i wyjął ten swój telefon, na którym nawigacja wciąż powtarzała za pięćdziesiąt metrów zawróć. Madox zacisnął na nim palce, a później to trochę chyba nie przemyślał sprawy, ale to był Madox, on miał tak często, że coś zrobił zanim to przemyślał.
- Może tak? - później to już zanim ona zdążyła mu coś powiedzieć, a on się zastanowić, to się zamachnął i wyjebał ten swój telefon gdzieś tam hen w śnieg, w pole przed którym stali - to nie jest ważne. Nic nie jest ważne - obejrzał się na nią. Bo dla niego to właśnie takie było proste, bo ważna była dla niego Pilar, nawet jeśli miał to przypłacić kolejną kulką, czy życiem.
On nie umiał inaczej.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zła.
Kurwa jak ona była zła.
Aż ją nosiło.
Do tego stopnia, że wysiadła z pieprzonego samochodu pośrodku niczego i zatrzasnęła za sobą drzwi z hukiem, by zaraz potem ruszyć przed siebie. I gdzie ona miała zamiar dość? Na pewno nie dalej niż dziesięć metrów dalej, gdzie po chwili się zatrzymała i kopnęła w jakąś śnieżną zaspę. Świeży śnieg posypał się z samego czubka na jej koślawo zawiązany but, bo przecież tak się śpieszyła, gdy wychodzili, że nawet porządnie nie zacisnęła sznurówek. I teraz płaciłą za to cenę, bo większość zimnego puchu wleciała jej prosto do środka w ułamku sekundy roztapiając się na cienkich skarpetkach. Aż syknęła. Chociaż ona była już tak rozgrzana — do jebanej czerwoności — że to może nawet dobrze? Może właśnie takiego ochłodzenia potrzebowała? Przez moment rozważała nawet, żeby wskoczyć cała do tego zasranego śniegu. Zakopać się w nim na kilka minut, a może na zawsze i jakoś ostudzić te buzujące w niej emocje.
Emocje, których sama nie rozumiała. Nie poznawała się takiej. Nie potrafiła pojąć, o co tak naprawdę jej chodziło i co w tym wszystkich tak bardzo ją wkurwiło, bo przecież nie chodziło o jakąś randomową laskę z klubu. Wiedziała, jaki jest. Znała go dobrze, jego zagrywki i sposób bycia. Oboje tacy byli — chowali emocje i prawdziwe ja pod toną flirtu i dwuznaczności, czasami nawet w zwykłych rozmowach pozwalając ich gorącej, dzikiej naturze przejąć inicjatywę, nawet jeśli nie było to podbite głębszymi intencjami. Nie mogła mu mieć tego za złe. I chyba tak naprawdę wcale nie miała.
Loca.
Dźwięk jego głosu w sekundę przebił się przez grubą barierę, jaką ustawiła pomiędzy własnymi myślami, a energiczne szarpnięcie, które momentalnie ustawiło ją z nim twarzą w twarz, sprowadziło na ziemię. Wbiła w niego ciemne spojrzenie, wciąż gniewne i ciskające piorunami, jednak wcale się nie odezwała. Pozwoliła mu mówić, podczas gdy ciało nawet nie drgnęło, gdy sięgnął do jej policzka. Ba, nawet odruchowo naparła na ciepłą dłoń, nieznacznie się do niej przyciskając
Nie miał racji.
Ufała mu. Ufała mu jak nikomu innemu na tym zasranym świecie. Tylko w tym przypadku, to zaufanie nie miało nic do rzeczy, bo tutaj kulała komunikacja i sposób, w jaki Madox wypowiedział się w tej całej kwestii. Nie powiedział, że ona nie jest nikim ważnym i może się pierdolić jak Nick Dalton, zamiast tego zakomunikował, że pewnie się w nim zakochała. A Pilar często bywała zero-jedynkowa i potrzebowała jasnego, prostego komunikatu. Nie szukała żartów, w momencie, gdy oczekiwała wyjaśnień lub zaprezentowania swojego stanowiska w sprawie. A Madox w tamtej chwili zamiast zapewnić jej spokój, wywołał jeszcze większy chaos. Kolejną cegiełke do jebanego stosu myśli i uczuć, których wciąż nie rozumiała. Które doprowadzały ją do jebanego szału.
Ja... nie wiem w ogóle dlaczego Ty nie widzisz, jak mi na Tobie zależy.
Każde jego kolejne słowo wwiercało się w jej głowę, odbijając niekończącym się echem. Przecież widziała. Widziała to aż za bardzo. Do tego stopnia, że aż nie mogła uwierzyć w to, z jaką łatwością on potrafił przełożyć ich nad cokolwiek innego. Jak uczucie, jakim ją darzył robiło z niego kompletnego głupca, który kompletnie pogubił trzeźwe myślenie, złamał zasady i pojawił się pod jej domem z pierdoloną choinką, zabierając ją Bóg wie gdzie, tylko po to, bo chciał spędzić z nią czas, pomimo wszelkich przeciwności. Bo to jego uczucie było gotowe spalić wszystko na swojej drodze, byle tylko dostać to, czego chciał. I Pilar mogła się przed tym bronić, ile tylko miała pokładów sił, ale przecież w środku podzielała tą miłość. Bo przecież oni wszystko dzielili na pół. Jedynie z tą różnicą, że on się temu kompletnie poddał, a ona wciąż walczyła z samą sobą. Ale to w żadnym stopniu nie umniejszało temu, co do niego czuła.
Kurwa.
Madox… — zaczęła chłodno, robiąc krok w jego kierunku, jeszcze sama nie do końca pewna, co dokładnie wyjdzie z jej ust. Tylko finalnie nie wyszło z nich nic więcej, bo wtedy on kompletnie postradał rozum i… wypierdolił swój telefon gdzieś w pole. Pilar zdążyła szeroko wywalić oczy i spojrzeć na niego jak na wariata.
Do reszty cię pojebało?! — krzyknęła, niwelując dzielącą ich odległość. Umieściła dłonie na jego kurtce, dokładnie na wysokości tatuażu lwa, a następnie pchnęła go mocno, jakby to miało sprawić, że się opamięta. — Kto normalny tak robi? — warknęła, wskazując dłonią na miejsce, w którym wylądował jego telefon. A dokładniej na zaspę, bo komórki z pewnością nie było widać z miejsca, w którym stali.
Myślisz, że wypierdolisz telefon w powietrze i to wszystko załatwi? — znowu go popchnęła, praktycznie od razu niwelując te pół kroku, które on automatycznie wykonał w tył pod wpływem jej siły. — Że ja nie widzę, że ci zależy? — i znowu to samo. Czuła, jak serce wali mocno w piersi, a w całym ciele krąży niekontrolowany ogień, podczas gdy Pilar powoli wchodziła w charakterystyczną dla siebie fazę eksplozji — momentu, w którym ulewa się jej do tego stopnia, że w końcu zaczyna wyrzucać z siebie wszystko, co tylko nawinie się na język. — Że ci nie ufam? Że mi to jest wszystko obojętne? Że ta cała sytuacja nie skręca mnie kurwa do jebanego bólu? — ciskała kolejnymi pociskami, raz po raz, ciągle na niego napierając, aż gdzie po drodze zgubiła czapkę z pomponem. Cały ten czas spojrzenie miała zawieszone na jego szeroko otwartych, obłędnie czekoladowych oczach, tak intensywnie w nią wpatrzonych. — Tak myślisz? — warknęła, tym razem wcale go nie popychając, a po prostu podchodząc do niego tak blisko, że ich kurtki ocierały się o siebie, podczas gdy dłonie Pilar zawędrowały w górę. Zacisnęła palce na grubym materiale i — tak dla odmiany — przyciągnęła go jeszcze bliżej, by jej następne słowa mogły osadzić się na jego pełnych, zaczerwienionych wargach i wypiekach na polikach. — To gówno wiesz — rzuciła ostro, pozwalając tym trzem słowom wybrzmieć. Bo może one wcale nie brzmiało jakoś pięknie, nie były idealnie ułożone, nie mówiły bezpośrednio jak bardzo jej zależało, jak mu ufała i jak kurewsko za nim tęskniła, ale były za to w pełni jej — równie chaotyczne, nieposkładane i wyrzucone z siebie w przypływie chwili. Resztę musiał już wyczytać z jej oczu, które patrzyły na niego z prawdziwym ogniem, tęsknotą i uczuciem, tak silnym, że cała aż drżała. Bo Pilar Stewart naprawdę była loco. I chyba tylko Madox był równie pierdolnięty, by to zrozumieć.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”