ODPOWIEDZ
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

031.
dog /dɑːɡ/
noun
a common animal with four legs, especially kept by people as a pet or to hunt or guard things
"we could hear dogs barking in the distance"

Nigdy nie zapraszała do siebie ludzi bez konkretnego powodu. Nie żeby jakoś szczególnie ceniła sobie samotność, ale sprowadzanie gości do swojej prywatnej przestrzeni wiązało się z koniecznością znoszenia ich obecności. A Kira lubiła mieć możliwość wyjścia, kiedy robiło się nudno. Albo kiedy ktoś zaczynał pierdolić głupoty. Tym razem sama zaprosiła Daisy. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Bez udziału osób trzecich, alkoholu ani żadnych innych okoliczności łagodzących, które mogłyby w razie potrzeby posłużyć za usprawiedliwienie tej decyzji. Finch była ciekawa, jak Whitmore zachowa się poza redakcją, gdzie nie trzeba było pilnować, czy za plecami nie pojawi się ktoś z współpracowników. Była ciekawa, czy menadżerka również pamiętała tamte pocałunki, czy też zdążyła już schować je do tej samej szuflady, w której trzymała wszystko niepasujące do jej poukładanego życia. No i była kurewsko ciekawa, czy dziś znowu będzie ją całować.
Przygotowania do wizyty ograniczyła do rzeczy, które rzeczywiście miały znaczenie. W domu panował porządek, chociaż nie taki demonstracyjny, żeby Daisy mogła odnieść wrażenie, że Kira spędziła pół dnia na szorowaniu fug szczoteczką do zębów. Bez przesady. W lodówce czekało coś do picia, na blacie stały dwie szklanki, a na kanapie leżał koc, który wylądował tam głównie dlatego, że Nyx uznała go za własność nabytą w drodze zasiedzenia.
Sama Finch siedziała teraz na brzegu sofy, ubrana w zwyczajną koszulkę i ciemne spodnie. Telefon odłożyła ekranem do dołu na stoliku. Nie zamierzała sprawdzać godziny co pół minuty, bo nie miała pięciu lat, a Daisy nie była spóźnionym kurierem z przesyłką, na którą czekała z niecierpliwością. Jeśli miała przyjść, to przyjdzie. Jeśli nie, Kira również potrafiłaby znaleźć sobie zajęcie.
Nyx leżała na podłodze z uszami skierowanymi w stronę drzwi. Dobermanka była wystarczająco inteligentna, żeby rozpoznawać zmiany w codziennej rutynie swojej właścicielki i wystarczająco bezczelna, żeby traktować je jak osobistą zniewagę.
— Nawet nie zaczynaj — rzuciła Kira, spoglądając na nią z ukosa. — Nie jesteś jedyną kobietą w tym domu, którą będę się dzisiaj zajmować — zastrzegła, a dobermanka poruszyła jednym uchem. — Tak, wiem. Bardzo cię to oburza. Niestety, świat nie kręci się wokół ciebie, księżniczko — dodała, na co suka fuknęła i ponownie spojrzała na drzwi. Nyx była dobrze ułożona, a Salami, przynajmniej z tego, co zdążyła się dowiedzieć, miał w sobie wystarczająco dużo uroku, żeby nie dać się łatwo zastraszyć samym wyglądem dobermanki.
Kiedy rozległ się dźwięk dzwonka, suka zerwała się na równe nogi. Nyx też, hehe. Obie ruszyły do przedpokoju, gdzie Finch przekręciła zamek i otworzyła drzwi, a jej spojrzenie od razu odnalazło Daisy. Przez krótką chwilę po prostu na nią patrzyła. Dopiero potem zerknęła w dół, na psa, którego obecność dobermanka skomentowała natychmiastowym zainteresowaniem. Zanim jednak Finch zrobiła im miejsce, a Whitmore zdążyła zdjąć kurtkę, wyciągnęła rękę i złapała ją za materiał tuż przy szyi i przyciągnęła ją do siebie. Dała menadżerce krótką chwilę, w której mogła odczytać jej zamiar, a potem pochyliła się i pocałowała ją bez zbędnego kombinowania. Długo i namiętnie, wsuwając język pomiędzy jej rozchylone wargi. A kiedy wreszcie odsunęła się na tyle, żeby móc spojrzeć menadżerce w twarz, wciąż zaciskała palce na jej kurtce
— Cześć, Daisy — powiedziała w końcu, przypominając sobie o podstawowych zasadach dobrego wychowania. Jak już zapraszała ją do siebie, to powinna umieć się zachować! — Powinnam najpierw zapytać, jak ci minął dzień? — rzuciła z rozbawieniem i przykucnęła, żeby podrapać buldożka za uchem.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
011


Ostatnie dni były… słodko-gorzkie.
W domu sprawy wyglądały słabo. Wiecznie kłótnie z Rowanem, dochodzenie się, zbieranie bęcków i wywodów na temat tego rzekomego pobicia, które ona spowodowała. I chociaż było to ciężkie dla Whitmore, trzeba było przyznać, że same wymiany wiadomości z Finch sukcesywnie poprawiały jej humor. Sama nie wiedziała, jak powinna odbierać to wszystko, co działo się dookoła — szczególnie to, co miało miejsce w redakcji — jednak zamiast ją to jeszcze bardziej dobijać, na tamten moment paradoksalnie podnosiło ją na duchu.
Znowu czuła się, jak nastolatka. Przyśpieszone bicie serca i adrenalina, którą przez ostatnie lata kompletnie zatraciła gdzieś po drodze. Podobało jej się to. To jak czułą się przy Finch. I chociaż było to skrajnie idiotyczne i samolubne, była gotowa na razie trwać w tym odklejonym i kompletnie nie na miejscu romansie. Traktowała to jako pewnego rodzaju odskocznie. Eskperyment. Sposób, by zobaczyć, czy może ich małżeństwo z Rowanem faktycznie nie jest juz tylko sentymentem. A to że dobrze się przy tym bawiła… było jedynie efektem ubocznym.
Dlatego też w sobotę powiedziała w domu, że bierze psa na dłuższy spacer i zjawiła się pod znajomym już sobie domem w The Beaches. Zadzwoniła na dzwonek, poprawiając czapkę i przestępując z nogi na nogę czekała, aż Kira otworzy jej drzwi.
Nie żeby stresowała się widokiem dziennikarki, ale czułą w brzuchu pewnego rodzaju poruszenie. Można to jednak było zwalić na zagwozdkę, czy ich psiaki się ze sobą polubią, czy może jednak będzie problem, albo chociaż na to, że pod czapką miała coś… czego Finch jeszcze nie widziała. Niby pisały o tym przelotnie, że było to coś, co Daisy chciała zrobić od dawna, ale w końcu nie napisała jej, że naprawdę to zrobiła.
Spuściła spojrzenie na klamkę, a potem podniosła je na blondynkę i szeroko się uśmiechnęła.
Nawet nie zdążyła się odpowiednio przywitać, a Kira już szarpnęła ją do środka i złączyła ich usta w pocałunku. Whitmore z początku kompletnie nie widziała jak się zachować. Była zbita z tropu. Finalnie jednak odwzajemniła gest, ignorując to, jak Salami zawarczał poirytowany. Jakoś nie potrafiła sobie odmówić bliskości z dziennikarką. Zarzuciła jej ręce na szyję i na koniec szarpnęła jej wolną wargę, chcąc pozostawić na niej przyjemne mrowienie.
— Cześć — rzuciła jakaś rozanielona bardziej niż powinna. — No wypadało zapytać. Też co jadłam na obiad i ile kawy już dzisiaj wypiłam — proste? Proste. Problem w tym, że pewnie żadną z nich nie interesował ten temat. Za to o wiele bardziej mógł ich już zainteresować fakt, że psy przy ich nogach patrzyły na siebie jakoś… gniewnie. Salami chciał podejść do Nyx, jednak kiedy ta odskoczyła, bulldog zaczął warczeć. A po chwili już oba zaczęły szczekać i do siebie startować. To by było na tyle z miłego przywitania.
— Hej, Salami — Diasy odsunęła się od Kiry i od razu doskoczyła do swojego psa, przytrzymując do między dłońmi. — Chyba jednak trzeba będzie to zrobić jakoś sensowniej — przy okazji tego jak się schylała, z jej czoła również osunęła się czapka, ukazując… nowe, ciemne włosy na głowie Whitmore.

kira :impra:
kasik
jak mi ktoś mówi, że będzie tak jak on chce albo wcale
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdrowiej byłoby zachować dystans i przywitać Daisy uściskiem dłoni albo poklepać ją po plecach w krótkim objęciu, ale Kira i tak przez długi czas wykazywała się zaskakującą jak na siebie wstrzemięźliwością. Nie pocałowała menadżerki w Brantford, chociaż miała ku temu doskonałą okazję. Później pojawiło się jeszcze kilka innych, a Finch za każdym razem dzielnie się trzymała, żeby nie zrobić jakiegoś głupstwa. I proszę, nawet jej się to udawało! Przez jakiś czas. Do momentu, w którym zatrzasnęły się w magazynku redakcji i Kira wreszcie zrobiła to, na co miała ochotę już od dawna. Przekroczenie tej granicy skutecznie pozbawiło ją resztek rozsądku, bo teraz nie potrafiła się już powstrzymywać. Co gorsza, wcale nie chciała. Stąd właśnie ten zachłanny pocałunek, który złożyła na ustach Whitmore, gdy ta ledwie przekroczyła próg jej domu. Sama Finch mogła być niecierpliwa, bezpośrednia i wyjątkowo kiepska w powstrzymywaniu własnych impulsów, ale nie zamierzała zmuszać Daisy do czegokolwiek, na co ta nie byłaby gotowa. Odwzajemniony pocałunek świadczył jednak o tym, że pragnęła tego samego.
— W sumie to mam nadzieję, że nie jadałaś obiadu, bo chciałam coś zamówić — uśmiechnęła się wprost w jej usta. Korciło ją, żeby zapytać, o co jeszcze powinna zapytać, może nawet rzucić coś w stylu co tam u Rowana?, ale na szczęście w porę ugryzła się w język. Nie była aż tak głupia, żeby dobrowolnie wchodzić na minę, którą sama sobie podłożyła. I tak już wystarczająco głupio wyszło z tym, że Boost i Sonic spuścili hokeiście wpierdol, przez co wylądował w szpitalu. Co prawda wyszedł z niego jakiś czas temu, a obrażenia nie okazały się poważne, ale poruszanie tematu męża Whitmore było beznadziejnym pomysłem.
Powarkiwania buldożka nie brzmiały zbyt zachęcająco, więc Kira odsunęła się od menadżerki i zerknęła kontrolnie na Nyx. Jej suka nie wyglądała jednak na szczególnie zainteresowaną nowym towarzystwem. Nie próbowała podchodzić do Salamiego ani go zaczepiać, nie szczekała i nie robiła niczego, co mogłoby sprowokować bójkę. Stała dumnie wyprostowana, z wysoko uniesionym łbem i spoglądała na buldoga z taką pogardą, jakby właśnie zobaczyła coś wyjątkowo żałosnego. Wyglądało na to, że uznała go za kogoś, kto nie zasługiwał nawet na jej uwagę, a już na pewno nie na nawiązanie bliższej znajomości.
— Potrzebują czasu i przestrzeni, żeby się ze sobą oswoić — wyjaśniła, zerkając jeszcze na oba psy. Przecież nie zamierzały zmuszać swoich czworonogów do wzajemnej sympatii. To tak nie działało. — Przejdźmy do salonu i zobaczymy, jak im pójdzie — zadecydowała i chciała dodać coś jeszcze, ale wtedy czapka zsunęła się z głowy Daisy i jej oczom ukazały się ciemnobrązowe włosy.
Finch zamrugała kilkakrotnie w przekonaniu, że ma jakieś wzrokowe omamy. Nawet ściągnęła brwi, ale nawet to nie potwierdziło złudzenia optycznego.
— Nie zrobiłaś tego — wyrwało jej się, a na twarzy pojawiło się autentyczne niedowierzanie. Przez chwilę po prostu gapiła się na Whitmore z rozdziawioną w zdumieniu gębą. — Poczekaj, pokaż mi się bliżej — złapała Daisy, zmuszając ją do powstania z kucek. Przyciągnęła ją do siebie, ujęła jej twarz w dłonie i obróciła ją najpierw w jedną, a potem w drugą stronę, żeby dokładnie przyjrzeć się nowej fryzurze. Nie miała pojęcia, kiedy ostatnio coś tak skutecznie odwróciło jej uwagę od wszystkiego innego. A już na pewno nie spodziewała się, że Daisy przyjdzie do niej z w takim wydaniu.
— Wyglądasz zajebiście — stwierdziła w końcu z pełnym przekonaniem, nawijając sobie na palec kosmyk ciemnobrązowych włosów. Nachyliła się, jakby znów chciała skraść jej pocałunek, ale zamiast tego przesunęła językiem po dolnej wardze menadżerki, zatrzymując się tuż przy jej ustach. — Nie możesz przychodzić do mnie i wyglądać tak zajebiście — wymruczała w kącik jej ust. Czy ona do reszty zwariowała? Przez nią Kira miała ochotę zrobić z nią same niepoprawne rzeczy!

Daisy 🥵
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— W sumie nie jadłam — rzuciła luźno na wspominkę o obiedzie. — A co zamówimy? — oczywiście, bo kiedy temat schodził na jedzenie, dla Daisy Whitmore nie istniało już nic innego. Chociaż figurę miała całkiem niezłą, dobrego żarcia nigdy nie była w stanie sobie odmówić. Jadła zdecydowanie więcej, niż powinna i o wiele bardziej niezdrowo niż zalecał chociażby jej własny maż, ale całe szczęście ojciec dał jej dobre geny i zajebistą przemianę materii, więc obżarstwo akurat nie było problemem.
Była nim natomiast dziwna niechęć psiaków do siebie.
Sama nie wiedziała, skąd to się wzięło. Może Nyx poczuła się niezadowolona, że jakiś inny pies znajdował się właśnie na jej włościach bez wcześniejszego zaproszenia, a Salami zaś pewnie był zazdrosny o swoją panią, która po raz pierwszy na jego oczach wymieniała czułości z kimś innym niż Rowanem. Całe szczęście, że psy nie potrafiły mówić, bo jeszcze musiałaby się tym przejąć.
— Myślisz, że salon załatwi sprawę? — spytała, zadzierając głowę w górę, podczas gdy jej dłonie sukcesywnie przesuwały się po grzbiecie buldoga, próbując go uspokoić. — Może damy im po jakimś smaczku? — nie miała pojęcia, jak do tego podejść. Nigdy nie musiała zaprzyjaźniać ze sobą psiaków, jednak wspólne jedzenie wydawało się nawet dobrym rozwiązaniem. Byle nie żadna zabawka, bo to jeszcze bardziej mogło rozjuszyć Nyx. Chociaż akurat w tym duecie to raczej Salami zaczynał ten cały konkurs warczenia. Jak zwykle mniejszy i bardziej bezbronny bardziej koksił. I może nawet Diasy podzieliłąby się swoimi spostrzeżeniami z Finch, jednak wtedy czapka zsunęła się jej z czoła, ukazując kaskady ciemnych, kasztanowych włosów. Świeżutko zrobionych z samego rana. Dzisiejsze!
— Jest aż tak źle? — zaśmiała słysząc to nie zrobiłaś tego. Kira naprawdę wygladała na zaskoczoną, a ją zaś zaskoczyło to, jak bardzo spodobała jej się dalsza reakcja dziennikarki. Aż za bardzo. Wstała na równe nogi, oczywiście robiąc dziwne miny, kiedy Kira kręciła sobie jej głową na wszystkie strony. — Weź bo się porzygam — wtrąciła w pewnym momencie. Trochę koloryzowała, nie było aż tak źle, ale był to wystarczający argument do tego, by szarpnąć Finch za biodra i przyciągnąć do siebie. Tak dla zasady. Żeby trochę ją uspokoić.
Wyglądasz zajebiście.
Ciepły, wyjątkowo przyjemny prąd przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, słysząc ten komplement.
Niby zwykła pochwala, dwa słowa, a jednak Whitmore czuła… się z siebie dumna. Z tego, że tak zadowoliła Finch. Widziała, że jej się podobało. I chyba to miała na celu. Podobać się. Co prawda Rowan zrugał ją od góry na dół, że teściowa padnie na zawał, jak zobaczy ją jutro na obiadku, ale reakcja Kiry wszystko jej wynagradzała. Poza tym, w tamtej chwili ostatnią rzeczą, o której myślała był jej własny mąż.
— No już przestań, bo się zrobie czerwona — speszyła się, czując kolejny przypływ miłych słów i język Finch na własnych wargach. Nie była przyzwyczajona do tego typu uwagi. Nigdy wcześniej nie dostała jej od swojego ukochanego, dlatego też takie drobne, cholernie seksowne gesty działały na nią zawstydzająco. Aż pożałowała, że było już po blackoucie, bo przynajmniej nie byłoby widać jej wypieków! — Dobra, chodź już do tego salonu — prychnęła, nachylając się do psa. Wzięła go na ręce, żeby nie kusić losu i przeszła w odpowiednim kierunku. Dzięki temu, że była tutaj kilka tygodni temu pamiętała już mniej więcej układ mieszkania panienki Finch. Przysiadła na brzegu kanapy, trochę niezręcznie, trochę jak zawsze kiedy jest się u kogoś pierwszy raz na wizycie. — Dajmy im coś do jedzenia, a potem nakarmy siebie. Na co masz ochotę? — spytała, w głowie nawet nie myśląc o tym, że zaraz Finch mogła wyskoczyć z jakimś na ciebie. Daisy była na to zbyt delulu. — W sumie nawet nie wiem, co lubisz jeść — oprócz Wendy’s rzecz jasna, bo tam akurat były razem podczas wyprawy po nowych samochód dla Whitmore. I tam również miały pierwsze rozmowy, dzięki którym mogły się trochę lepiej poznać.

kira :pocieszacz:
kasik
jak mi ktoś mówi, że będzie tak jak on chce albo wcale
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Zaraz coś wybierzemy. Najpierw zajmijmy się tymi gagatkami — ruchem głowy wskazała na psy, które łypały na siebie podejrzliwie spode łbów. Trzeba było trzymać mocno kciuki, że w końcu Nyx przekona się do obecności Salamiego.
Mogły zamówić wszystko, na co Daisy miała ochotę. Kira sama nie była zbyt wybredna, a przynajmniej nie pod względem jedzenia. Oczywiście istniały potrawy, za którymi nie przepadała, ale kiedy kilka miesięcy wcześniej pojechały razem po samochód, Whitmore miała okazję przekonać się na własne oczy, że Kira zadowoli się choćby zwykłym burgerem. Miało być smacznie i konkretnie. Reszta była jej zupełnie obojętna. W rodzinnym domu Finchów jadano zazwyczaj wykwintne dania, co w dużej mierze wynikało z upodobań jej ojca. Comber z jelenia, udziec z sarny czy dziczyzna z topinamburem, jarmużem i grzybami stanowiły tam codzienne pozycje w menu. Kira potrafiła docenić dobrze przygotowane jedzenie, ale nigdy nie rozumiała, dlaczego zwykły obiad musiał czasami przypominać wydarzenie wymagające wcześniejszego zaproszenia i odpowiedniego stroju. Jej ojciec miał podniebienie jak francuski piesek i chyba uważał, że im bardziej skomplikowana nazwa potrawy, tym większa jej wartość. Samo powiedzenie, że coś było smaczne, nie wystarczało. Trzeba było jeszcze wiedzieć, czy mięso przygotowano metodą sous-vide, czy grzyby pochodziły z odpowiedniego regionu, a warzywa pasowały do całości zarówno smakiem, jak i kolorem.
Pstryknęła palcami. No tak! Smaczki! To był świetny pomysł! Prawie tak świetny, jak przefarbowanie włosów na brąz.
— Źle? Zwariowałaś — parsknęła śmiechem, kiedy Daisy szarpnęła ją za biodra i przyciągnęła bliżej. — Nie mogło być lepiej — dodała, a w jej oczach dało się dostrzec szczery podziw. I mówiła całkowicie poważnie. Gdyby fryzura nie pasowała menadżerce, powiedziałaby jej o tym bez mrugnięcia okiem. Każdy, kto znał Kirę, wiedział, że nie pierdoliła się w tańcu. Nie zamierzała nikomu słodzić tylko po to, żeby poczuł się miło, bo uważała to za stratę czasu i energii. Jeśli coś jej się nie podobało, zwykle nie widziała powodu, żeby trzymać język za zębami, a jeśli już kogoś komplementowała, to przynajmniej można było mieć pewność, że nie robiła tego z grzeczności.
Miała ochotę zaczepnie pociągnąć zębami za dolną wargę Whitmore, ale ta zwinnie wyswobodziła się z jej objęć i wzięła na ręce buldożka. Finch wywróciła ślepiami, ale nie z poirytowania, a z rozbawienia.
— Już jesteś czerwona — stwierdziła, idąc za nią do salonu. — Jak dorodny pomidor — dorzuciła i klepnęła się w udo, przywołując do nogi Nyx. Dobermanka doskoczyła do niej posłusznie, a Kira pogładziła ją krótko po boku, a potem spojrzała na drugiego psiaka.
— Poczekaj, daj im to — powiedziała, podchodząc do regału, na którym stała puszka z przysmakami dla psów. — Nie wiem, czy to załatwi sprawę, ale warto spróbować — wcisnęła w dłoń menadżerki dwa mięsne paski o miękkiej strukturze. Dobermanka je uwielbiała, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że Salamiemu również przypadną do gustu.
Na co masz ochotę?
Och, oczywiście, że Kirze cisnęło się na usta nic innego, jak na ciebie. Tak przecież zachowywała się prawdziwa cesarzowa podrywu, imperatorka komplementów i absolwentka Wyższej Szkoły Bajeru. Zamiast tego po prostu uśmiechnęła się pod nosem, wyciągnęła telefon i przysiadła na kanapie obok Daisy.
— Pytanie, czy chcemy faszerować się fast-foodami, czy wolimy zjeść zwykły obiad. Możemy też ugotować coś wspólnie. Nieskromnie przyznam, że butter chicken w moim wykonaniu nie ma sobie równych. Nigdy lepszego nie jadłaś — poruszyła wymownie brwiami. Finch może nie była jakąś wielką kucharą, ale miała kilka swoich popisowych dań, a maślany kurczak był właśnie jednym z nich.
Przesunęła kciukiem po ekranie telefonu, otwierając aplikację do zamawiania jedzenia, ale nie wybrała jeszcze żadnej opcji. Spojrzała na Daisy, czekając na jej decyzję. W końcu to miało być ich wspólne popołudnie!

Daisy :pupkabubka:
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie umiała przyjmować komplementów.
Niezależnie od tego, jak bardzo nie starałaby się uśmiechać i kiwać głową, jej poliki momentalnie zdradzały zakłopotanie, malując na skórze wielkie, czerwone placki, których wcale łatwo nie dało się pozbyć. Próbowała już wszystkiego — głębokich oddechów, dmuchania, kurde, nawet myślenia o biednych, samotnych pieskach, żeby ostudzić emocje i nic. Dopiero z czasem nauczyła się to akceptować, a potem… potem te komplementy ze strony Rowana po prostu przestały się pojawiać. That’s it. Więc i problem sam zniknął.
Jak widać nie na zawsze, bo teraz miała przed Kirę Finch i sposób, w jaki na nią patrzyła. Na nowe włosy, które wyprostowane ładnie układały się na ramionach. Szczególnie po fryzjerze wyglądały jak z reklamy szamponu do włosów, dopicowane. I chociaż Daisy kompletnie zawstydziła się na słowa dziennikarki, to gdzieś w środku czuła niemałą satysfakcję, że udało jej się wywalać taką, a nie inną reakcję. Chciała się jej podobać. Tak samo jak chciała, żeby ich psiaki w końcu się dogadały.
Przejęła od Kiry smaczki. Salami oczywiście już przekręcił się na jej kolanach, śliniąc jasne jeansy Daisy. Nyx natomiast stanęła z boku, o wiele bardziej kulturalnie i jedynie lekko zawarczała, dając o sobie znać. Whitmore spojrzała pierwsze na Finch, a potem na dwa psiaki i ich maślane oczy.
— Słuchać mnie teraz — zaczęła poważnym tonem, jakby naprawdę mówiła do dwójki dzieciaków, a nie zwierząt. — Macie się zachowywać, bo inaczej to będą ostatnie kawałki mięsa, jakie dzisiaj zjecie — czy ona im groziła? Tak, na to wychodziło. Jeszcze na potwierdzenie swoich słów wystawiła w górę palec. Salami zakręcił nosem, oczywiście niezadowolony z obrodu spraw, jakby serio wszystko zrozumiał i już chciał sam sobie sięgnąć po smaczka. — Ciebie to się przede wszystkim tyczy! — skarciła go, po czym w pierwszej kolejności wyciągnęła smaczek w stronę Nyx, dała jej kawałek, jeszcze podrapała za uchem i dopiero wtedy dała buldożkowi jego przydział. — Nie możesz mi tak przynosić wstydu — rzuciła o wiele ciszej, chociaż Kira bez problemu była w stanie to usłyszeć. Ktoś kto nie miał swojego zwierzaka pewnie wziąłby ją za wariatkę, ale przecież Finch tez miała psa, pewnie nie raz sama z nim rozmawiała. A raczej prowadziła monolog.
Psy zadawały się chociaż na moment zająć swoim jedzeniem, a Daisy pozwoliła sobie polecić do tyłu na oparcie kanapy. Westchnęła głośno, zastanawiając się, co z tych wszystkich rzeczy, o których wspomniała dziennikarka najbardziej do niej przemawiało. Jedzenie do dowóz z plusów miało to, że nie trzeba było gotować i nawet sprzątać po jedzeniu, wystarczyło wywalić pudełka do kosza, zaś coś co samemu się ugotowało, często smakowało o wiele lepiej. A skoro miały mieć popołudnie dla siebie…
— Skoro ten Butter chicken jest taki dobry, to chyba nie mam serca go sobie odmówić — powiedziała w końcu, ponosząc spojrzenie na szary oczy Finch. — Ale będziesz musiała mi mówić, co mam robić, bo u nas domu je się na obiad tylko gotowanego kurczaka z ryżem — dało się usłyszeć w jej głosie nutkę złośliwości, ale taka była prawda. Rowan jako sportowiec mocno dbał o dietę, był sportowym świrem, a co za tym szło? Uwielbiał dowalić sobie odpowiednią ilość białka i węglowodanów w jak najszybszy sposób. Z plusów gotowanie kurczaka w przypwarach tak, żeby faktycznie był dobry, Whitmore miała już opanowane do perfekcji.
— A co z nimi? — wskazała dłonią na psy, które już o wiele spokojniej na siebie patrzyły. — Masz tu ogród? Może je wypuścimy? — zaproponowała, rozglądając się dookoła. Niby widziała, że działka Kiry była duża ale biorąc pod uwagę jak szybko ostatnio opuszczała jej posiadłość i co tu wyprawiały, jakoś nie zdążyła przeważyć, czy Finch dysponowała przestrzenią, w której psy mogłyby się pobawić i wyszaleć. I przy okazji dać matkom trochę spokoju.

kira :prlp:
kasik
jak mi ktoś mówi, że będzie tak jak on chce albo wcale
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uwielbiała bajerować kobiety. Podobno robiła to zajebiście, więc można było uznać, że miała do tego wrodzony talent. Nie musiała nawet jakoś wybitnie się starać, bo była w tym kompletnie naturalna. Nie ukrywała, kiedy ktoś wpadał jej w oko i nie udawała, że wcale nie patrzy, chociaż właśnie została przyłapanym na gorącym uczynku. Jeśli jakaś laska jej się podobała, zwyczajnie dawała jej to do zrozumienia. A kobiety miały wyraźną słabość do tego, jak się z nimi obnosiła. Nawet jeśli potem je ghostowała i zrywała kontakt bez zbędnego tłumaczenia.
Patrzyła z rozbawieniem, jak Daisy wydaje rozkazy psom i zaczyna rzucać w ich kierunku groźby. Była cholernie seksowna, kiedy próbowała być taka stanowcza. Nie, zaraz. Whitmore zawsze była seksowna. I mądra. I zabawna. I... Kira pokręciła głową, żeby przypadkiem nie zagalopować się we własnych myślach.
— Nic takiego nie robi — wtrąciła, słysząc słowa, którymi menadżerka zwróciła się do buldożka. — Ale Nyx nie pozwoli sobie wejść na głowę — dodała, bo jakby nie patrzeć, to dobermanka miała sporą przewagę wzrostu. Salami mógł jej co najwyżej naskoczyć, a jego powarkiwania nie robiły na suczce żadnego wrażenia. Finch znała swojego psa i wiedziała, że nie da sobie w kaszę dmuchać, ale nie zamierzała też robić z niej jakiegoś psiego tyrana. Zwierzaki musiały po prostu ustalić między sobą zasady, a jeśli Salami postanowił zacząć znajomość od demonstrowania, kto tu rządzi, to mógł się jeszcze zdziwić.
Smaczki na chwilę załatwiły sprawę. Oczywiście żadne z czworonogów nie było zachwycone faktem, że musiało dzielić się z tym drugim, ale nie pozostawało im nic innego, jak jakoś to przełknąć. Ani dobermanka, ani buldog nie byli teraz pępkami świata, choć Kira podejrzewała, że oboje najchętniej widzieliby się właśnie w tej roli.
— Tak myślałam, że nie zdołasz się oprzeć — szturchnęła swoim kolanem kolano Daisy, posyłając jej przy tym zadowolone spojrzenie. — Jestem pewna, że będziesz zachwycona — uśmiechnęła się dumnie, bo jeszcze nie znała nikogo, komu nie smakowałoby to, co ugotowała. Co prawda nie robiła tego często, sama też głównie zamawiała pudełka, co pozwalało zaoszczędzić czas. No i przede wszystkim było ją na to stać. Ale bywały też dni, kiedy nachodziła ją ochota, żeby ugotować coś dla siebie albo znajomych. Wtedy naprawdę się przykładała, a przy okazji miała okazję udowodnić, że jej kuchenne umiejętności nie były jedynie kwestią szczęścia.
— To smutne — stwierdziła na wieść, że w domu Whitmore'ów jada się jedynie gotowanego kurczaka z ryżem. Niby fajnie i zdrowo, ale nie można popadać ze skrajności w skrajność. — W takim razie obieram sobie za punkt honoru, żeby cię dzisiaj porządnie nakarmić — wymierzyła w menadżerkę palcem i przeniosła spojrzenie na psy. — Oczywiście, że mam ogród. Zaraz wypuszczę te ancymony — powiedziawszy to, poczekała aż zwierzaki dokończą rzuć smaczki i poderwała się z kanapy, podchodząc do dużych, przeszkolonych drzwi, za którymi znajdował się przestronny ogród. Kira miała w nim nawet basen, ale było już zbyt zimno, żeby z niego korzystać. Będzie musiała w końcu zadbać o zamontowanie podgrzewacza.
Kiedy tylko uchyliła drzwi, oba psy wystrzeliły z salonu jak z procy. Finch stwierdziła, że zostawi je uchylone, gdyby któryś z psiaków zmachał się za bardzo i potrzebował napić się wody.
— No i załatwione — odwróciła się do do menadżerki i zlustrowała ją wzrokiem od stóp do głów. — Mówiłam ci już, że wyglądasz nieziemsko? — poruszyła wymownie brwiami i ruszyła w stronę kuchni, w której Daisy miała już okazję przebywać. To tutaj całowały się po raz pierwszy. — No dobra, to jakich instrukcji potrzebujesz? Potrafisz pokroić kurczaka, czy mam ci pokazać jak to się robi? — zażartowała, mając pewność, że tego akurat nie będzie musiała jej tłumaczyć.

Daisy ꫂ❁
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała co do tego żadnych wątpliwości, że najpewniej będzie zachwycona umiejętnościami kulinarnymi Finch. Cóż, biorąc uwagę wagę to, że Rowan nie gotował jej absolutnie nic, oczekiwania Whitmore leżały gdzieś w parterze na podłodze. Nie miała tego nawet z czym porównać, dlatego Kira juz z góry była skazana na sukces. Tym bardziej biorąc od uwagę, że podobno było to jej popisowe danie, a takich słów nie rzucało się na wiatr!
— Dobra, dobra — zaczęła z uśmiechem. — Przestań się chwalić i pokaż na co ci stać — machnęła ręką, patrząc na nią wymownie. Nie żeby jakoś bardzo burczało jej w brzuchu, ale przecież zanim to wszystko obrobi się termicznie i będzie gotowe do spożycia to i tak minie trochę czasu.
Podniosła się do sianu na kanapie i przez moment po prostu obserwowała, jak Kira kieruje się do drzwi prowadzących na ogród i powoli je uchyla. Pojęcia słowa powoli nie znały jednak c]ich psy, bo to, jak wystartowały, gdy tylko poczuły świeże powietrze było co najmniej alarmujące. Jakby nikt ich nie wypuszczał z domu miesiącami. Ale może po prostu oni też ścigali się, kto będzie pierwszy.
— A kto to jest ancymon? — spytała głupio, nawiązując do słów blondynki. Niby jakieś tam pojecie miała o tych wszystkich młodzieżowych słowach, ale tego akurat nie słyszała nigdy wcześniej. Trochę kojarzyło się z cynamonem, trochę z jakimś związkiem chemicznym. Ciężki temat. — Ja też nim jestem? Czy tylko nasze psy — dopytała tuż po komplemencie, że wyglądała nieziemsko. Właśnie głównie dlatego, bo jak już wiemy, Daisy nie potrafiła za nic przyjmować komplementów i zmiana tematu lub żart był jej naturalnym odruchem obronny w każdej takiej sytuacji. Tak samo jak prędkość, z jaką zerwała ile z kanapy.
— Oczywiście, że umiem pokroić kurczaka — prychnęła, kręcąc z niedowierzaniem głową. — Chociaż kusi poprosić, żebyś jednak pokazała jak to się robi — zaczepiła ją, nie tylko słownie, ale też ramieniem, gdy przechodziła obok i skierowała się do kuchni. Whitmore dalej nie wiedziała, co to była za gra między nimi i gdzie prowadziła, jednak tego wieczoru postanowiła po prostu chłonąć chwile i sprawdzić, gdzie to zaprowadzi.
Znała już trochę kuchnie Kiry, chociaż nie na tyle, by odpowiednio się po niej poruszać i wyciągać rzeczy z szafek. Całe szczęście kobiety ogólnie miały pewne kuchenne zasady, które po prostu miały sens. Jak chociażby to, żeby deski trzymać blisko szafki ze sztućcami. Dlatego kiedy Daisy ją namierzyła, oczywiście piętro niżej znalazła kawałek drewna. Kurczaka nie musiała za długo szukać, bo był w lodówce, a nóż… ten stał akurat w wielkim podajniku na środku wyspy.
— Jak masz kakao albo czekoladę, to ja mogę się potem zająć deserem — wtrąciła dumnie. — Robie zajebiste Brownie — zawsze czuła się lepiej w pieczeniu niż gotowaniu. Oczywiście umiała obie z tych rzeczy, ale jednak cały jej popisowy przez żołądek do serca asortyment to były ciasta i przekąski. — No chyba, że należy do tego dziwnego procenta ludzi, którzy nie lubią czekolady. Wtedy od razu wychodzę — zagroziła jej nożem, celując w stronę blondynki, nim wzięła się za obrabianie kurczaka.

kira :elenka:
kasik
jak mi ktoś mówi, że będzie tak jak on chce albo wcale
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kirze można było wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że była gołosłowna. Jak powiedziała, że przygotuje dla Diasy danie, które wypierdoli ją z kapci, to zamierzała dotrzymać słowa. I musiała się trochę poprzechwalać, bo przecież Finch nie grzeszyła skromnością. Nie byłaby sobą gdy byłaby inna, gdyby nie zaczęła wychwalać pod niebiosa własnych umiejętności. Gorzej, jak potrawa nie zasmakuje Whitmore. Albo jak coś nie wyjdzie. No nic, wtedy zgoni to na chujową patelnię albo niezbyt sprzyjającą fazę księżyca. Wszystko, byle nie wyjść na niedorajdę!
Uniosła w obronnym geście, dając znać, że w tym momencie stopuje swoje przechwałki. Natomiast pytanie menadżerki sprawiło, że zaśmiała się, ale bez złośliwości.
— Tak się mówi na urwisów. A ta dwójka, to są niezłe ziółka — ruchem głowy wskazała na drzwi, za którymi Nyx i Salami hulali po ogrodzie. Każde w swoją stronę i w bezpiecznej od siebie odległości. Na razie. Kira podejrzewała, że to tylko kwestia czasu, aż dojdzie między nimi do jakiejś większej interakcji. Nie miała pojęcia, w którym kierunku będzie to zmierzać, ale dobermanka, pomimo groźnego wyglądu, nie była bojowo nastawiona wobec innych zwierząt. — Ty nie jesteś ancymonem. A może jednak czasami jesteś? Na pewno byłaś nim, kiedy wciskałaś mi kolano między nogi — mrugnęła do niej porozumiewawczo, kiedy Daisy szturchnęła ją ramieniem. Zatrzymała się przy lodówce i już chciała wyciągnąć z niej rzeczy, ale została uprzedzona przez menadżerkę.
Finch obserwowała jej poczynania z podziwem i uniesionymi brwiami. Miała dobrą intuicję, bo szybko odnalazła się w kuchni. Będąc na jej miejscu, pewnie podążyłaby podobnym tropem. Deski blisko szuflady ze sztućcami, ewentualnie oparte o ścianę. Przyprawy schowane w szafce, najlepiej przy kuchence, żeby były na wyciągnięcie ręki. Naczynia w górnej półce, żeby nie trzeba było się schylać. To bardzo dużo sensu!
— A co? Myślisz, że kroję kurczaka lepiej od ciebie? — zaśmiała się, wręczając menadżerce nóż. — Śmiało. Pokaż, co potrafisz. Ja przygotuję sos — powiedziała, łapiąc za korzeń imbiru i główkę czosnku. Musiała to wszystko zetrzeć na tarce, jednocześnie nie zalewając się łzami. Głupio tak się spłakać podczas gotowania. Jeszcze bez konkretnego powodu.
Wywróciła oczami, kiedy Whitmore zasugerowała, że mogłaby nie lubić czekolady. Za kogo ona ją miała? Uwielbiała słodycze i nie ufała ludziom, którzy ich nie jedli. I szczerze współczuła tym, którzy byli na nią uczuleni.
— Obejdzie się bez wychodzenia. Jestem całkowicie normalna — zapewniła, tym samym potwierdzając, że miała takich ludzi za kompletnych świrów. No dobrze, trochę z tą normalnością przesadziła, bo Finch była pierdolnięta pod wieloma innymi względami. Nikt o zdrowych zmysłach nie brałby przecież udziału w nielegalnych wyścigach samochodowych. I to jeszcze za dramo! — Wspaniale. W takim razie mamy umowę — wyciągnęła do Daisy rękę, a kiedy kobieta uścisnęła jej dłoń, przyciągnęła ją do siebie i skradła pocałunek. Jak to wspólne gotowanie miało tak wyglądać, to daleko nie zajdą.

Daisy 🍛
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie znała tego pojęcia.
Pierwszy raz usłyszała je z ust Kiry chwile temu w stronę psów. Może gdyby miała jakieś młodsze rodzeństwo lub chociaż kuzynostwo, jej wiedza na temat bardziej młodzieżowych słów byłaby o wiele bardziej obszerna. Takto musiała się wszystkiego dopytać. Obstawiała wiele rzeczy, jednak nie, że ancymon będzie znaczył po prostu urwis. Uniosła więc wysoko brwi, a następnie pokiwała głową.
— Rozumiem. W takim razie ja zdecydowanie nie jestem — uśmiechnęła się bezczelnie do Kiry i odwróciła w stronę wyspy. No gdzie Daisy urwisem! Prędzej można było tym przydomkiem okrzyknąć Finch. W końcu to ona z ich dwójki najwięcej rozrabiałą. Na przykład namieszała Whitmore w głowie i spowodowała, że teraz musiała kwestionować całe piętnaście lat swojego życia. To czy jej wybory były odpowiednie, czy nie przepuściła tych najlepszych chwil na poczet zwykłego przyzwyczajenia.
— Myśle, że nikt nie kroi kurczaka lepiej ode mnie — wtrąciła zadowolona i w końcu umieściła podwójną pierś na desce, ówcześnie ją myjąc. Co prawda więcej gadała niż faktycznie robiła, ale w końcu zabrała się za odkrajanie wszystkich żył i białych miejsc, których nie jadł żaden szanujący się człowiek. Daisy robiła to jednak tak dokładnie, że kiedy skończyła, z kurczaka faktycznie zostało dużo… kurczaka, a nie ta jedna, smutna kosteczka z memów. — A co to będzie za sos? — zainteresowała się przy okazji, próbując zaglądać Finch przez ramię. Miejsca w kuchni było dużo, a jednak managerka kilkakrotnie szturchnęła ją łokciem. Raczej mało przypadkiem.
Tak ją zaczepiała, że w końcu się doigrała. Pozwoliła Kirze uścisnąć swoją dłoń, a w następnej sekundzie już wylądowała w jej ramionach. Odruchowo odciągnęła nóż na bok, patrząc na nią karcąco.
— Mogłam cię zabić, Finch — rzuciła z lekką pretensją, chociaż pocałunek, który blondynka złożyła na jej ustach, jakoś to wszystko pięknie wynagrodził. — I jaki byłby z ciebie pożytek? — no pewnie żaden, gdyby wielki nóż w ręce Whitmore skończył w piersi jej towarzyszki. O wiele bardziej przydawał się żywa, szczególnie, że miała przygotować swoje popisowe, podobno pyszne jedzenie! Daisy jeszcze na moment ją przy sobie przytrzymała, muskając jej dolną wargę, a potem się od niej odepchnęła, wracając do kurczaka. Faktycznie jak tak im to będzie szło, to mogło być kiepsko. Dlatego Daisy zrobiła już pełen lock-in i zabrała się za krojenie.
— Jak ci się tu mieszka samej? — zagadała, przerzucając gotowe kawałki do miski. — No wiesz, nie masz takiego poczucia, że ten dom jest strasznie duży? — Daisy potrafiła się czuć przytłoczona przestrzenią w swoim całkiem sporym mieszkaniu w bloku, a co dopiero tutaj. Z drugiej strony, jeśli Kira wywodziła się z bogatej rodziny, pewnie była przyzwyczajona do mieszkania w wolnostojącym domu, w dodatku pewnie całkiem pokaźnych rozmiarów. — Masz dwie siostry, nie? — dopytała. Może trochę zarzucała ją pytaniami, może nie powinna, szczególnie, że miały skupi się na gotowaniu, ale nie była w stanie nic poradzić na to, że po prostu chciała ją lepiej poznać. Dowiedzieć się czegoś, czego normalnie nie mówiła ludziom z redakcji. Jak inaczej to zrobić niż zabawić się w serie pytań poznawczych. Drugą kwestią było to, że Daisy dużo mówiła, jak się denerwowała.

kira :stickcute:
kasik
jak mi ktoś mówi, że będzie tak jak on chce albo wcale
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”