ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dobrze, czyli nie muszę się martwić, że wkrótce dostanę zaproszenie na ślub bo jakaś laska z Tobą wpadła. Cieszę się, że chociaż tutaj się pilnujesz. — stwierdził. Naprawdę nie chciał, żeby Ambrose przypadkiem wpakował się w jakieś bagno bo jakaś panna powie mu, że jest ojcem jej dziecka. A bo to rzadko słyszało się, że laska wpadła z jakimś ogrodnikiem i żeby nie było skandalu wrobiła w dziecko jakiegoś bogacza, żeby utrzymać odpowiedni poziom życia? Dlatego unikał takiego towarzystwa i miał nadzieję, że Rose nie będzie tacy jak oni w przyszłości, więc pewnie dlatego zabierał go na takie różne mało luksusowe wycieczki, żeby trochę odpoczął i został normalny.
— Może wracając do domu kupimy Ci okulary? Wzrok Ci się pogorszył. — rzucił, śmiejąc się. Ach te ich docinki. I tak każdy z nich wiedział, że wyglądają idealnie, więc się na siebie nie obrażali.
Najchętniej opowiadałby o tym zwycięstwie cały wyjazd, ale po co psuć im resztę wolnego czasu? Niby lubił irytować Rose, ale jakoś tym razem postanowił mu odpuścić.
— Teraz już się o tym nie przekonamy. Ale wygrałem uczciwie. — odparł, wzruszając ramionami. Nie da sobie wmówić, że oszukiwał albo jego zwycięstwo nie było fair. Po prostu przyjaciel miał pecha, że jego majtki zaczepiły się o pręt o którym oboje nie wiedzieli. — To Ci się śni w nocy? Że dobieram Ci się do majtek? — zaśmiał się, klepiąc go lekko w tyłek.
— No to byłoby dość nieprzyjemne. — rzucił, płynąc za Ambrose w stronę brzegu. Czyli koniec pływania na dzisiaj.
Wyszedł na brzeg i sięgnął po ręcznik, który wcześniej powiesił na balustradzie i wytarł nim mokre włosy.
— Zgłodniałem. Wolisz rozpalić grilla czy zająć się przygotowywaniem jedzenia? Nie będziesz cały wyjazd leżał na dupie. Przyłóż się do czegoś. — mruknął, kierując się w stronę domku. Zanim wszedł przetarł się jeszcze raz ręcznikiem i zniknął w łazience, żeby przebrać się w suchą bieliznę i luźne spodenki. Kiedy wyszedł skierował się do kuchni, żeby poczekać aż Rose doprowadzi się do porządku i będą mogli zająć się jedzeniem.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-To nic złego przytyć. Wiadomo, zacząłeś zadawać się z kimś, kto ma aspiracje na cukiernika. Nic dziwnego, że idzie ci w boczki - rzucił, nie przejmując się docinkami przyjaciela. To Rose musiał mieć w całej wymianie zdań ostatnie słowo. Jego dusza zwycięzcy nie brała pod uwagę porażki nawet podczas normalnej, kumpelskiej konwersacji. Spaczenie, które ogarnęło jego umysł przez własną rodzinę objawiało się nawet w tak prozaicznych rzeczach, jak słowna sprzeczka z przyjacielem. Nie potrafił przegrywać i prawdę powiedziawszy nawet nie chciał się tego uczyć, ponieważ w jego świecie tylko osoby na podium miały jakieś znaczenie.
-Uczciwie w twoim świecie. W tym rzeczywistym z uczciwością nie miało to niczego wspólnego. Ale ciesz się, Robertson, bo więcej okazji mieć nie będziesz - odparował, przeczesując dłonią włosy. Jak on nie lubił, kiedy były mokre. Musiał je teraz odpowiednio wysuszyć, by mieć pewność, że nie będą mu się kręciły w ten pochrzaniony sposób. Niby nikt nie mógł ich tutaj zobaczyć i Ambrose nie powinien się przejmować, ale chciał wyglądać perfekcyjnie sam dla siebie. Reprezentował zbyt wiele, by ot tak zniszczyć to dlatego, że postanowił odpuścić w dopracowaniu swojej osoby. - Nie schlebiaj sobie. Nie pojawiasz się w moich snach, więc sorry kochasiu, ale nie masz u mnie szans - rzucił, klepiąc go po ramieniu, jakby chciał mu dodać otuchy po złamanym sercu. Well, w razie konieczności, gdyby faktycznie taka sytuacja miała miejsce, przynajmniej będzie miał jakąś wprawę.
Chłopak nie patrzył na płeć brzydką w taki sposób. Ba, nijak nie wyobrażał sobie, że miałby się macać z jakimś facetem. Przecież to niemal tak, jakby człowiek macał samego siebie, biorąc pod uwagę, że niemal każdy facet posiadał to samo, w większym bądź mniejszym rozmiarze.
-Już samo to, że tutaj jestem, jest czymś. Jestem ozdobą, one nie pracują. Mówiłem ci, żebyśmy kogoś zatrudnili. Nie będę niczego rozpalał, a przygotowanie jedzenia może się źle skończyć dla twojego żołądka. Naprawdę chcesz ryzykować, że utkniesz na kiblu na kolejnych kilka dni? - przewrócił oczami. Czy Hunter naprawdę myślał, że Sinclair się weźmie do czegoś podobnego? Nie miał w tym wprawy, zresztą stronił od pracy, której nie lubił. Jedyna, od której był uzależniony, miała związek z modą.
Szybko się ogarnął, wchodząc do kuchni, która daleka była od jego prawdziwego królestwa. Miał wrażenie, że zaczynał tu spędzać zdecydowanie za dużo czasu.
-To jak, co dobrego nam zrobisz, misiaczku? - zainteresował się.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywrócił oczami na słowa Ambrose. On i boczki. Hudson podrzucał mu mnóstwo babeczek i różnych wypieków do spróbowania, ale nie jadł aż tyle, żeby zaraz miał przytyć, więc nie zamierzał się przejmować. Poza tym siłownię odwiedzał przynajmniej dwa razy w tygodniu, więc nie martwił się o swój wygląd.
— W takim razie nie mogę się doczekać następnego razu, żeby znowu Cię pokonać. — zaśmiał się, szturchając go ramieniem. Niech nie myśli, że dostanie taryfę ulgową. Rose nie przepadał za sportem, więc jeśli kiedyś przyjdzie im się ścigać do jakiegoś miejsca nie miał z nim szans. W większości z powodu kondycji, którą Hunter zbudował na siłowni, a której tak przyjaciel unikał żeby za bardzo się nie spocić — A kto się pojawia? Przystojniak mieszkający w twoim domu? — zachichotał, zerkając na przyjaciela. Kto się czubi, ten się lubi. Tak podobno to działa, a przyjaciel strasznie nie lubi się ze swoim nowym służącym, który pewnie nie był wcale taki zły. Po prostu Sinclair był złośliwym karłem i trudno się z nim dogadać.
— Umarłbyś z głodu gdyby nie służba i jedzenie w restauracjach. Serio. Wywiozę Cię kiedyś na bezludną wyspę i zobaczymy jak sobie poradzisz beze mnie. — powiedział, wzdychając. Rose naprawdę nie nadawał się do życia samemu. Przecież nie można mieć zawsze kogoś w pobliżu, kto zrobi coś za niego. Bogacze zawsze rozpieszczali swoje dzieci, które w przyszłości nie były nauczone dorosłego życia i w większości przypadków polegały na kimś. Przecież przyjaciel nawet nie umie po sobie posprzątać.
Nie podobało mu się to, ale ostatecznie zabrał się do roboty. Zaczął przygotowywać mięso i warzywa, które mogli przygotować na grillu. W międzyczasie sięgnął po butelkę piwa, którą powoli popijał.
— Na razie szykuję. Umyjesz warzywa na sałatkę? Czy to też zbyt wiele dla Ciebie, księciuniu? — rzucił, pokazując mu język i dalej krojąc mięso, które odkładał na bok. Szkoda, że nikt w tym czasie nie zajmował się grillem i zajmie im to więcej czasu niż by chciał.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ambrose już nie wiedział, czy momentami ma się śmiać, czy jednak ubolewać nad kolejnymi komentarzami przyjaciela. No bo spójrzcie na niego - nie dość, że nie chciał odpuścić, to jeszcze insynuował jakieś niestworzone rzeczy, które nie miały mieć miejsca w życiu Sinclaire'a. W takich momentach żałował, że obok nie było Valentina - to on zawsze zdobywał negatywną uwagę kogokolwiek z otoczenia, stając się idealnym obiektem, w który można było godzić kolejnymi komentarzami.
-Trochę dziwnie byłoby śnić o sobie, a jedynym przystojniakiem w moim domu jestem ja sam - stwierdził, wzruszając ramionami. Jeśli zdaniem Huntera oferma, która zamieszkała pod tym samym dachem co projektant, tylko dlatego, że jego matka została gosposią jego rodziny, była przystojna, to powinien się zastanowić, czy faktycznie nadal należy ciągnąć znajomość z kimś takim. Rose, którego stosunek do Valentina był jasny i niezmienny, w życiu nie pomyślałby, że ta pozbawiona ambicji i planów na przyszłość istota mogłaby się komuś podobać.
-Cóż, proszę bardzo, możesz próbować, ale mnie szybko znajdą, a tobie nie wróżę po tym świetlanej przyszłości - powiedział pewnie. Miał na tyle kasy, że ciężko byłoby go uprowadzić, a tym bardziej wywieźć na bezludną wyspę. Bo co, Hunter postanowiłby przemycić go w jakiejś beczce, kontenerze, czy może statkiem podwodnym? Brzmiało jak pomysł na ciekawą randkę, a nie na spełnienie gróźb.
Obserwował przyjaciela, oparty o blat. Raz po raz wtrącał jakieś uwagi, by ten nie zapomniał przypadkiem, że jest wiele rzeczy, których projektant nie lubił, a które nie powinny znaleźć się w potrawie. Jak chociażby oregano. Albo majeranek. Były śmierdzące i już samo to odstraszało.
Westchnął, kiedy został poproszony o pomoc. Bardziej nadawał się do szycia i posługiwania igłą, niż do krojenia warzyw czy przygotowywania bardziej skomplikowanych półproduktów.
-Zrobię to dla ciebie, więc możesz czuć się wyróżniony - mruknął, zabierając się za wykonanie prośby. Poleceniem tego nie nazwał, bo jeśli ktoś miał je wydawać, to właśnie on.
Ostatecznie koniec końców udało im się jedzenie przygotować i teraz nie pozostało nic innego, jak zabrać się za jego spożywanie.
-Ej, przecież mamy alkohol, co nie? Co to za kameralna impreza bez procentów? - zerknął na niego znad talerza. Była to jasna sugestia, że Hunter powinien ogarnąć im coś mocniejszego, niż tylko piwo lub herbata, którą Sinclair zrobił. To jedno wychodziło mu bezbłędnie i nawet czajnika nie wysadził w powietrze. -Tylko nam nie żałuj. Sam powiedziałeś, że jesteśmy tu sami, więc możemy się zeszmacić. Przynajmniej zapomnę o wszystkich robalach - skrzywił się na samo wspomnienie.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No skoro tak twierdzisz. Pewnie i tak coś ukrywasz. — zaśmiał się. Lubił drażnić Ambrose, który zaraz wkurwiał się na wszelkie teksty o homoseksualnych relacjach. Nie podejrzewał kumpla o takie zapędy, ale nie zdziwiłoby go to. Nie odkrywa się tego przecież od razu. Potrzebne są bodźce, których ten najwidoczniej nie miał w swoim życiu, ale nie powinien być taki pewien swojej orientacji bo ostatecznie wszystko się może zmienić, a póki co uparcie się oszukuje.
— No przyznaj się, że się boisz, a nie tłumaczysz się czymś takim. Myślisz, że moja matka by mnie nie szukała po całym świecie gdybym zaginął razem z Tobą? Ale ja przynajmniej załatwiłbym nam jedzenie, a ty co? Obraz byś namalował? — mruknął złośliwie, chociaż dało się usłyszeć w jego głosie, że tylko żartował. Z nim czasem tak trzeba było postępować, bo jeszcze zrobi się z niego nadęty bufon i nie będzie się nadawał do zabrania go do ludzi.
Wywracał jedynie oczami na uwagi przyjaciela. Gdyby nie był dla niego miły pewnie nawet nie brałby jego sugestii pod uwagę.
— Och jak miło. — zachichotał, kręcąc głową. Rose na szczęście nie był aż taką ciamajdą, żeby zepsuć coś tak prostego, więc jak tylko skończył z mięsem zabrali się za przygotowywanie sałatki, tym samym kończąc przygotowywanie jedzenia. Potem spędzili trochę czasu przy grillu i mogli zajadać się całkiem dobrym jedzeniem. Nie było to mistrzostwo świata, ale przynajmniej napełnili puste żołądki.
— No przecież kupiliśmy. Coraz gorzej z Twoją pamięcią, co? — rzucił, wyciągając z lodówki butelkę whisky i nalał im całkiem sporo do szklanek. Jak mieli się zeszmacić to proszę bardzo. A że on już był po jednym piwie to pewnie prędzej odpadnie niż malarz.
— Tylko nie tańcz na stole, błagam Cię. Nie wiem czy chcę to wiedzieć. — zaśmiał się, rozwalając się na kanapie z drinkiem. Naczynia zostawił w zlewie, bo nie chciało mu się już nimi zajmować tego dnia.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Omal się nie zaśmiał na kolejne słowa przyjaciela. On i ukrywanie? No jasne, przecież każdy człowiek posiadał tajemnice, prawda? On też na swoje zasługiwał, chociaż z pewnością były innego rodzaju niż te, o które podejrzewał go Hunter.
-Tak, żonę i dwójkę dzieci. To jedyne, o czym mógłbyś nie wiedzieć. Nie zrobisz ze mnie geja, skarbie. Nie kręcą mnie penisy, więc insynuacje zostaw dla kogoś, kto będzie się mógł tobą zająć - powiedział, krzywiąc się przy tym lekko. Nie był homofobem, wielu jego znajomych kręciła ta sama płeć, a jemu nigdy nie było nic do tego. Nie zaglądał ludziom do łóżek i nie miał nic przeciwko, póki druga strona nie próbowała mu się dobrać do gaci. Rose wychowywany był w rodzinie dość konserwatywnej i od zawsze uczono go, że homoseksualizm nie był dobry. I chociaż nie osądzał, nie widział siebie w takiej roli. jakoś tak serio było dotykać u kogoś coś, co sam posiadał i czym bawił się od czasu do czasu.
-Ubrania się przydają. Nie na wiele by ci się jedzenie zdało, jakby ci dupsko zmarzło - odparował. Mógł tak cały dzień, a nie było mowy, by dał za wygraną. Potrafił być uparty, jak również potrafił bronić tego, co siedziało w jego głowie. Oczywiście był pewien, że bez problemu poradziłby sobie na takiej wyspie, nie mówiąc już o tym, że był bardziej przydatny, niż Hunter sądził.
-Ja pytam czy poza tym coś jest. Wiesz, ostatecznie nie jestem pewien, czy nasze zakupy wystarczą na dzisiejszą noc - wywrócił oczami. Może powinni pojechać raz jeszcze do sklepu, aby mieć pewność, że później nie będą narzekać na brak alkoholu? Nie to, by Sinclair miał jakąś mocną głowę, bo dość szybko się upijał, ale skoro przed nimi roztaczała się wizja upicia być może do nieprzytomności, potrzebował więcej, niż paru drinków.
-Co, obawiasz się, że mogłoby ci się za bardzo spodobać? - wyszczerzył się do niego, pociągając spory łyk ze szklanki. Mocne cholerstwo, ale miał swój honor i nijak nie przeszło mu przez myśl, by narzekać. Wypije wszystko, co dostanie od Robertsona, który mógłby zostać barmanem. Szybko upijałby ludzi, którzy kupowaliby jeszcze więcej. Niezły pomysł na biznes, trzeba będzie pomyśleć, jeśli w przyszłości coś pójdzie nie po myśli Ambrose.
Po jakimś czasie, który mierzony był w kolejnych szklankach, chłopak odczuł skutki nadmiaru alkoholu.
-Teraz to mi świat wiruje. Przyznaj się, że taki był twój plan. Upić i wykorzystać - zachichotał. Pod wpływem procentów zdawał się być zupełnie inną osobą.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Cooo? I nie zaprosiłeś mnie na ślub? No co z Ciebie za kumpel! — mruknął, obrażając się teatralnie. Przecież gdyby ten jełop ukrywał przed nim coś takiego to chyba urwałby mu jaja. No takie rzeczy trzymać w tajemnicy! Ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. — Nie zamierzam zrobić z Ciebie geja. To nie moja rola. — powiedział, wzruszając ramionami. Może i mógłby sprawdzić Ambrose, ale to przyjaciel, a z nimi się nie sypia. Poza tym on dopiero co miał mętlik z powodu Hudsona i chyba niekoniecznie chciał sobie dokładać problemów z Sinclairem, który mógłby się na niego śmiertelnie obrazić.
— Ale to nie rewia mody. Trzeba jakoś przetrwać, więc jedzenie i woda są najważniejsze. — odparł. Oczywiście, że każdy z nich uważał, że ma rację. Ciepłe ubrania były ważne, ale kto miałby je nosić gdyby umarli z głodu? Więc to jednak jego umiejętności będą bardziej przydatne.
— Wystarczą. Przecież nie kupiliśmy jednej butelki. — powiedział, wskazując na zapasy alkoholu, które czekały na swoją kolej na blacie. Nie sądził, żeby wypili to wszystko dzisiaj, ale skoro chodziło o zeszmacenie się to różnie może bywać. Może nagle okaże się, że są w stanie wlać w siebie więcej niż do tej pory? Poza tym on już wypił piwo, więc nie mógłby prowadzić nawet do najbliższego sklepu. Pewnie dałby radę, ale wolałby nie ryzykować zniszczeniem auta, które tak lubił.
— Wątpię. Raczej straciłbym wzrok po takich wygibasach. — mruknął, kręcąc głową. No przecież trzeba się z chłopakiem podroczyć, a jedyny striptiz jaki chciałby oglądać to w wykonaniu Gabriela. On miał coś w sobie co przyciągało wzrok i chciało się wracać do klubu, nie tylko ze względu na intymne chwile, które dzielili za zamkniętymi drzwiami. Wolał nie myśleć z iloma jeszcze klientami on robi coś takiego, ale wiadome, że nie był tym wyjątkowym dla niego.
— Tyle o tym gadasz jakbyś serio chciał iść ze mną do łóżka — zaśmiał się. — Co Cię tak wzięło? Nie masz z kim spróbować czegoś innego niż do tej pory? — zapytał zainteresowany, wiedząc, że w stanie upojenia alkoholowego Rose powie więcej niż do tej pory.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Wiesz, nie chciałem cię zawstydzać, żeby nie było ci przykro, że ty jeszcze się nie hajtnąłeś. Powinieneś być mi wdzięczny, że nie postawiłem cię w takiej sytuacji - odpowiedział, kręcąc głową z rozbawienia, które go ogarnęło. Nawet nie chciał się zastanawiać jak to było mieć żonę i rodzinę. Był za młody, by planować coś podobnego i jeśli już ktoś miał się nastawiać na takie życie, to zdecydowanie Hunter, który bardziej pasował do roli męża i ojca. Miał do tego predyspozycje i kilka razy Rose był świadkiem, jak dzieciaki lgnęły do mężczyzny. Nie straszne im były nawet jego humory, co już samo w sobie było dziwnie masochistyczne, ale nigdy nie oczekiwał od dzieciarni rozumu.- Nie twoja rola? To tak jakby niczyja rola na dobrą sprawę. Daleko mi do niego. Plus jestem przekonany, że moi starzy nie byliby zachwyceni, gdybym im oznajmił, że mam chłopaka - skrzywił się. Już wyobrażał sobie minę swojego ojca, a później gniew. Ach, istniało spore prawdopodobieństwo, że albo wysłaliby go do jednej z tych dziwnych klinik, w których uważa się, że bycie homoseksualistą jest chorobą i nawykiem, które można wyleczyć. A gdyby to nie poskutkowało z pewnością zostałby wydziedziczony, a co za tym idzie, mógłby pożegnać się ze sławą i osiągnięciem swoich marzeń.
-Znając twoje umiejętności ze trzy wypijesz sam. Jesteś zdecydowanie za bardzo greedy, Robertson. Widzisz, kolejny plus bycia jedynakiem, wszystko jest dla mnie - zażartował, szczerząc się do niego. Sinclair imprezował sporadycznie, nie mając na to czasu. Dodatkowo wolał uniknąć kaca na drugi dzień, przez którego nie mógłby pracować. Dokładając do tego ból głowy i ogólny stan wyjebania, ograniczał się jedynie znikomej ilości spotkań towarzyskich.
-No oczywiście, przecież ty ruszasz się lepiej. Założę się, że jesteś striptizerem w jednym z tych klubów, o których tak głośno. Zastanawiające, że większość skandali ma związek z seksem - zastanowił się. Jakby ludzie nie mieli innych tematów albo nie potrafili na inne rozmawiać. Zawsze, ale to zawsze gdzieś ostatecznie pojawiała się erotyka, która momentami była dość przesadna. Pracując w branży artystycznej zdążył zauważyć, że to sprzedaje się najlepiej.
Upił kolejny spory łyk czując, jak ciepło rozchodzi się po jego ciele. Tak niewiele brakowało, żeby przesadził, ale w towarzystwie swojego przyjaciela czuł się nad wyraz rozluźniony. No i musiał przyznać , że fajnie czasem było tak posiedzieć i nie przejmować się własnymi obowiązkami.
-Ta, jasne. Bo nie mam niczego lepszego do roboty, niż próbowanie macanek z facetem. Całowałem się z jednym i wiesz co? Jakoś mi nie stanął - rzucił. Faktycznie po alkoholu miał znacznie mniej oporów przed mówieniem wszystkiego.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— A kto powiedział, że planuję? Albo że chcę wziąć ślub przed trzydziestką? Jeszcze mam na to czas, więc nie martw się o mnie. Ale powinienem się obrazić, że nawet nie pomyślałeś o mnie jako chrzestnym dla dziecka, a niby masz dwójkę! — oburzył się żartobliwie. No gdyby to była prawda to chyba by przyjacielowi nie wybaczył takiej zdrady, ale skoro żartowali to nic się nie stało. Ale śmiesznie było sobie wyobrazić Ambrose w roli ojca i męża. On w ogóle nawet wiedział jak trzymać dziecko? — No wiesz, nigdy nie wiadomo. A twoim rodzicom nic do tego. Jesteś dorosły i możesz spotykać się z kim chcesz, wiesz? Nie pozwalaj im na wybieranie partnerki za Ciebie, bo skończymy się przyjaźnić. — odparł. Nie podobało mu się to, że rodzice Rose mieli wiele do powiedzenia co do jego życia. Przecież to nie oni będą się męczyć w chujowym związku z kimś kogo się nie kocha.
— No cóż… jak masz dużo rodzeństwa musisz walczyć o swoje, bo inaczej zostaniesz z niczym. Poza tym chyba nie zostaniesz w tyle i też tyle wypijesz? — mruknął. Nie będzie przecież sam się upijać. Przyjaciel musiał dotrzymać mu tempa, bo oboje byli sponiewierani po równo.
— Ja? Ciekawe kiedy mam mieć na to czas. — zaśmiał się. Większość czasu spędzał w pracy, ostatnimi czasy wychodził gdzieś z Hudsonem, a do klubu zaglądał rzadko i tylko po to, żeby zobaczyć jedną osobę. Nie interesowali go inni tancerze. Nie mógł mieć Gabriela na własność, ale skoro sam tak chętnie do niego lgnął to chyba coś w tym było.
Zachłysnął się alkoholem, słysząc słowa Rose. Odłożył szklankę, żeby nie rozlać reszty i odetchnął głęboko, kiedy doszedł do siebie.
— Co? Jak to całowałeś się z facetem? I dopiero teraz mi o tym mówisz?! Kto to był? Czemu się całowaliście? Opowiadaj! — w Hunterze obudziła się właśnie plotkara, co było chyba rodzinne u Robertsonów. Ramsay był chyba naczelną plotkarą w ich rodzinie, ale Hunter po alkoholu deptał mu po piętach. A takie gorące ploteczki to miód dla jego uszu.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zmierzył go uważnym spojrzeniem, jakby oceniał, czy chłopak faktycznie mógłby nadawać się na rodziciela. geny, przynajmniej te odpowiadające za wygląd, miał całkiem dobre. Charakter też można było określić jako znośny, więc skromnym zdaniem Rose nic nie stało na przeszkodzie, by Hunter się rozmnażał. Byleby nie tłumaczył mu jak dokładnie zapłodnił swoją wybrankę, ponieważ takie rzeczy były ostatnim, czego malarz chciał wysłuchiwać.
-Nie chcesz być pierwszym z waszej rodziny? Wydaje mi się, że twoi starsi bracia raczej na ojców się nie nadają. Jeden gania za zbirami, narażając się każdego dnia, co już samo w sobie nie jest fajne, a drugi? Co on właściwie robi? Bawi się w transwestytę czy jest jest tą no… Drag Queen? - rzucił, zerkając na przyjaciela z zainteresowaniem. Miał wrażenie, że o policjancie Hunter mówił całkiem sporo, za to tego drugiego wspominał raczej sporadycznie. Jakiś wyrzutek, czy po prostu nie miał sobą niczego ciekawego do zaprezentowania? Ambrose znał Robertsona dość długo, więc zdarzyło mu się spotkać paru członków jego rodziny (w tym mamę, która zawsze próbowała wmusić w niego jedzenie), niemniej nie przypominał sobie, by kiedykolwiek specjalnie gadał z Ramsayem. Był trochę taki całoroczny niewidoczny, ukrywając się w czeluściach własnego mieszkania.
-Nie zrozumiesz tego, Hunter. Nie żyjesz w tym świecie. On rządzi się całkiem innymi prawami, niż twój - odpowiedział jedynie. Gdyby przyjaciel wychował się w podobnym środowisku, zobaczyłby dokładnie jak to wszystko wśród bogaczy konserwatywnych działa. Młody Sinclair był pewien, że gdyby tylko przeciwstawił się rodzicom, zanim będzie miał własne zabezpieczenie finansowe, skończyłby marnie. Póki nie osiągnie celu musiał się im podporządkowywać na tyle, na ile było to konieczne i kiedy dotyczyło istotnych spraw. Jak chociażby małżeństwo, które było konieczne do odziedziczenia w przyszłości wszystkiego, co należało do jego rodziny. Wiedział, że bez wizji dziedzica ojczulek co najwyżej da mu figę z makiem. Tyle dobrego, że na to Rose znalazł sposób, odwlekając nieuniknione ile się da.
Zerknął na przyjaciela, kiedy ten omal się nie zakrztusił. Pewnie gdyby nie alkohol, podobne słowa nie wpłynęłyby z jego ust, ale teraz, kiedy procenty działały, nie było żadnych przeciwwskazań.
-Z konieczności, już się tak nie podniecaj, co. To był plan awaryjny, dla moich rodziców. Nie, nie kapnęli, że się typ był facetem. Powiedzmy, że wcisnąłem Valentina w kieckę i szpilki - zaśmiał się na samo wspomnienie tego, jak chłop wyglądał.

Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”